Lily Lolo Mineralny róż do policzków Ooh La La

Zachwycający, różowy róż do policzków, dający satynowe wykończenie. Nakładaj go na tzw. „jabłuszka” policzków, by uzyskać efekt zdrowych, naturalnych rumieńców. Ten niezwykle dziewczęcy odcień różu odejmie lat i doda uroku.

Pojemność: 3g
Cena: 42,90zł
Sklep: costasy.pl


Uwielbiam mineralne sypkie róże do policzków, więc gdy miałam wybrać kosmetyki do testów to było oczywiste, że róż musi być! Najtrudniejszy był wybór koloru. Sama nie wiedziałam czego potrzebuje i w czym będzie mi dobrze. Ostateczną decyzje pomogła mi podjąć sama nazwa tego koloru Ooh La La. No nie mogłam przejść obok niej obojętnie;d


Róż mieści się w opakowaniu podobnym do tego w którym znajduje się puder Flawless Matte tyle, że jest sporo mniejsze. Dla mnie jest to akurat plus.

Kolor Ooh La La nie od razu mi się spodobał. Po pierwszej aplikacji nie byłam zadowolona z odcienia. Wydawało mi się, że kompletnie mi nie pasuje;/ Nawet troszkę, żałowałam swojego wyboru. Na szczęście nie poddałam się i następnego dnia znowu nosiłam się z Lily Lolo. Jak się już pewnie domyślacie każde kolejne użycie rozkochiwało mnie w tym różowym odcieniu. Dziś mogę powiedzieć, że go uwielbiam! Dodaje mi uroku i takiego zdrowego wyglądu.


Ooh La La to dziewczęcy róż o satynowym wykończeniu. Sama zazwyczaj sięgam po maty, ale tym razem chciałam spróbować czegoś nowego. No i się opłacało zaryzykować. Satynowe wykończenie jest lepszym rozwiązaniem dla tłustej/mieszanej cery niż brokat/perła.

Róż odznacza się bardzo dobrą trwałością, typową dla mineralnych sypańców. Na mojej buźce wytrzymuje cały dzień. Do tego ma bardzo dobrą pigmentacje! Mimo tego trudno nim zrobić sobie krzywdę albo już jestem tak doświadczona, że tego nie dostrzegam;)))

Posiada krótki i naturalny skład:
Mika, Dwutlenek Tytanu, Tlenki Żelaza, Karmin


W sklepie Costasy.pl dobrałam jeszcze cztery próbki różów, które również mnie zainteresowały. To dobry sposób na sprawdzenie przed zakupem pełnowymiarowego opakowania w którym kolorze jest nam najlepiej.


Flushed dający satynowy efekt ciemnoróżowy róż, nadaje się do wszystkich typów karnacji. Dzięki swojej jedwabistej konsystencji i naturalnemu odcieniowi Flushed idealnie podkreśla kolor policzków i rumieńce.

Cherry Blossom jasny, brzoskwiniowo-różowy róż z bardzo delikatnie mieniącymi się drobinkami, wprost stworzony dla osób o jasnej karnacji.

Juicy Peach smakowicie wyglądający, satynowy róż do policzków w kolorze soczystej, dojrzałej brzoskwini.

Clementine brzoskwiniowo-różowy róż do policzków o kremowej konsystencji, dający satynowe wykończenie.



Mi osobiście najbardziej spodobał się Flushed, który na początku nie był moim faworytem. Jest bardzo podobny do Ooh La La tyle, że ma mniejszy połysk.

Najmniej za to przypasował mi Juicy Peach, który jest dla mnie za pomarańczowy. Niezbyt dobrze czuje się w tym odcieniu.

Clementine i Cherry Blossom uważam za takie bezpieczne kolory. Wydaje mi się, że będą każdemu pasować.

A Wam który odcień najbardziej się spodobał? 

14 komentarzy :

  1. Ja jestem ciekawa jakbym się czuła właśnie w Juicy Peach w połączeniu z moim bronzerem :

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. możliwe, że Tobie bardziej przypasuje ;) masz zupełnie inny typ urody, więc powinno być lepiej;)

      Usuń
  2. Flushed i mi sie spodobał najbardziej, ja rzadko używam różu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sobie nie wyobrażam makijażu bez różu ;)

      Usuń
  3. Clementine podoba mi się najbardziej, chociaż wszystkie są ładne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podczas wyboru Clementine był zaraz na drugim miejscu:)))

      Usuń
  4. Już wiele razy widziałam ten róż i wciąż uważam, że jest przecudny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny kolor, róż to mój ulubiony kosmetyk, bez pozostałych mogę się codziennie obejść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam tak samo, bez niego źle się czuje;/

      Usuń

Bardzo lubię komentarze i staram się na każdy odpowiadać:)
Dziękuje;*