Fitomed Mój krem nr 10 Krem pod oczy przeciwzmarszczkowy

Odpowiednio dobrane składniki tłuszczowe działają przeciwzmarszczkowo, odżywczo i regenerująco na delikatny naskórek w okolicach oczu. Absolutną nowością jest zastosowanie naparu z herbaty białej, parzonego według oryginalnego chińskiego przepisu. Powszechnie wiadomo, iż na zmęczone oczy najlepiej pomagają okłady z ciepłego naparu herbacianego. Biała herbata jest najcenniejszym gatunkiem wśród różnych rodzajów herbat. Właściwie jest to zielona herbata, która nie ma jeszcze dojrzałych liści, lecz tylko młode pączki. Dla wielu ludzi ten gatunek herbaty wydaje się mało atrakcyjny, gdyż ma zbyt jasny kolor, natomiast pod względem zawartości witamin, soli mineralnych i antyoksydantów herbata biała jest numerem jeden wśród wszystkich herbat. Do każdej partii kremu przygotowujemy świeży napar i nigdy go nie przechowujemy. 

Pojemność: 20ml
Cena: 19zł
Sklep: Fitomed


Krem ma treściwą i gęstą konsystencje. Jest to mój pierwszy raz z tak bogatym produktem pod oczy. Do tej pory używałam tylko tych lekkich i szybko się wchłaniających. Na dzień użyłam go tylko raz i jakoś od razu mi nie przypasował, miałam wrażenie, że obciąża mi skórę i za bardzo natłuszcza, dlatego używam go tylko na noc.

Opakowanie jest takie sobie. Białe pudełko z dodatkową zatyczką, które nie jest ani  ładne, ani poręczne. Do tego powoli ściera się etykieta, a sam plastik wygląda na taki co może się łatwo zepsuć.

Jednakże opakowanie to dla mnie drugorzędna sprawa, liczy się tylko działanie. Krem ma bardzo dobry, naturalny skład. Nałożony pod oczy na noc nawilża, odżywia i wygładza skórę. Ze względu na to, że ma on w swoim składzie olej arganowy, olej z awokado, masło kakaowe i masło shea śpię spokojnie, bo wiem, że moja skóra wokół oczu ma zapewnioną świetną pielęgnację, a nie tylko krótkotrwałe rozprasowywanie zmarszczek. Rano budzę się z piękną, choć jeszcze nieidealną skóra pod oczami.

Krem jest bardzo wydajny i niedrogi w stosunku do wydajności i jakości zawartości, bo opakowanie jak już pisałam jest kiepskie.

Wspomnę jeszcze o naparze z białej herbaty, który ma za zadanie usunąć oznaki zmęczenia i rozjaśnić skórę wokół oczu. Uważam, że coś dobrego dzieję się w tym kierunku, bo mam wrażenie, że od jakiegoś czasu skóra jest jaśniejsza i bardziej wypoczęta, ale nie mam pewności czy to zasługa kremu czy może ostatnio lepiej śpię?

Skład:
aqua, camellia sinensis (white tea) leaf extract, argania spinosa oil, persea gratissima (avocado) oil, theobroma cacao seed butter, butyrospermum parkii (shea) butter, hydroxyethyl acrylate, sodium hyaluronate, glycerin, sodium acryloyldimethyl taurate copolymer, D-panthenol, trilaureth-4-phosphate caprylic/capric triglyceride, peg-7 glyceryl cocoate, phenoxyethanol, ethylhexylglycerine. 


Od kilku dni trochę eksperymentuje i nakładam krem na olej winogronowy, o którym pisałam tu. Na oczyszczoną skórę całej twarzy + pod oczami nakładam olej winogronowy, odczekuje jakieś 10-15 minut i nakładam Mój krem nr 10 pod oczy i na resztę twarzy krem na noc. Taki zabieg daje dużo lepsze efekty niż używanie tylko oleju lub tylko kremów. Wreszcie znalazłam swój idealny sposób na nocną pielęgnację. Ciekawych informacji na temat tego jak działają kremy przeciwzmarszkowe dowiecie się z tego artykułu klik.

Wracając do kremu pod oczy to serdecznie Wam go polecam. Sprawdzi się on idealnie właśnie o tej porze roku (jesień/zima). Na chwilę obecną nie znam lepszego kremu pod oczy o tak bogatej konsystencji, dobrym i naturalnym składzie, dosyć dobrym dostępie i niewygórowanej cenie.

Znacie Mój krem nr 10 od Fitomed? Macie ochotę go wypróbować?


Atina.

Czytaj dalej

Ciate Members Only

Przyszła pora na przedstawienie drugiego lakieru z kalendarza adwentowego Ciate, który pokazywałam Wam tu. Sięgnęłam po kolejnego nudziaka, ponieważ znowu miałam obawy, że kolor mi się nie spodoba. Wolałabym wiedzieć o tym od razu, aby móc go komuś podarować. Nie chce, żeby zalegały mi na półkach niepotrzebne kosmetyki.


Pierwszy nudziak ivory queen bardzo mi się spodobał (klik), drugi (dzisiejszy) members only już nie! Mam go pierwszy i ostatni raz na paznokciach. Ja lubię kryjące lakiery, a tu mamy do czynienia z delikatną mgiełką w odcieniu brzoskwiniowym ze złotym shimmerem.


Na paznokciu mam trzy warstwy, które szybko wyschły i trzymały się tylko 3 dni. Piszę tylko, bo uważam, że takie mgiełki powinny być bardziej wytrzymałe. Lakier nakładałam na goły paznokieć i nie nakładałam na niego lakieru nawierzchniowego.




Members only spodoba się fankom delikatnych i naturalnych paznokci lub osobom, które ze względu na swoją pracę nie mogą sobie pozwolić na krzykliwe kolory na paznokciach.
Sam kolor dosyć ładnie wygląda, ale ja jak już pisałam lubię kryjące lakiery.

A Wam podoba się members only od Ciate?


Atina.
Czytaj dalej

Listopadowe nowości

Cały czas staram się zużywać moje kosmetyczne zapasy i kupuje tylko to co naprawdę potrzebuje. Jeśli będę trzymała się planu to do stycznia powinnam oczyścić pudło z zapasami. Niestety nie jest aż tak kolorowo jakby się wydawało, bo w Polsce została druga połowa moich kosmetyków, które też będę musiała kiedyś przywieźć i zużyć. Na razie jednak walczę z tym co mam, a o reszcie będę myślała jak pojadę do domu.


W tym miesiącu musiałam koniecznie kupić farbę do włosów. Znowu postawiłam na L'Oreal Paris i na kolor, który chodził za mną już od dawna, a dokładnie nr 9.1 Viking. Sprawdzę też przy okazji trzeci rodzaj farby L'Oreal'a, tym razem będzie to Recital Preference. Z pozostałych dwóch byłam zadowolona, ale nie do końca trafiłam z odcieniami. Za jedną farbę zapłaciłam około 40zł.


Biała glinka Mokosh pochodzi z wrześniowych zakupów, ale gdzieś mi się zapodziała i dopiero teraz ją odnalazłam. Jeszcze jej nie używałam, czeka na swoja kolej razem z suchym szamponem Batiste. Tym razem sięgnęłam po wersje bloom. Na oku mam jeszcze dwie inne do wypróbowania, a później mam nadzieję, że wymyślą coś nowego ;)


Masło do ciała od Marks & Spencer o zapachu cytryny i właściwościach odświeżająco - wygładzających. Ze względu na cytrynę miałam zostawić je sobie na lato, ale ma gęstą konsystencje, więc chyba wezmę się za nie teraz. Kupiłam też żel pod prysznic w Aldim za około 3zł! Kojarzył mi się on z żelami OS i pomyślałam sobie, że spróbuje, tym bardziej, że jest to zapach wanilii z malinami. Po pierwszych niuchach w domu jestem nim zachwycona. Zobaczymy jak spisze się pod prysznicem. Jego pełna nazwa to Aqua Kick Star!


Mieszkając teraz w Anglii bardzo często zaglądam do drogerii Superdrug, która ma sporo ciekawych produktów marki własnej. Na wypróbowanie wzięłam tonik i dwufazowy olejek oczyszczający z serii Vitamin E. Ta seria posiada wiele ciekawych kosmetyków. Jeśli miałyście z nimi do czynienia to dajcie znać w komentarzach:)


Kolejne produkty to również marka własna Superdrug. Tea Tree to seria przeznaczona dla skóry trądzikowej. Ja wybrałam dla siebie plastry do oczyszczania nosa oraz żel antybakteryjny do stosowania punktowego. Żelu już używam i jak na razie jestem bardzo zadowolona.


Na koniec zostawiłam rarytas z kolejnego brytyjskiego wydania gazety Glamour. Tym razem za 2 funty otrzymałam pomadkę Clinique POP w odcieniu Nude Pop.


To by było na tyle. W listopadzie więcej zakupów kosmetycznych nie planuje. W grudniu na pewno coś tam wpadnie, ale też bez szaleństw. Trzymam się mocno postanowień i nie kupuje, tylko zużywam!

Atina.

Czytaj dalej

Dabur Vatika Wzbogacony olej kokosowy do włosów

Intensywnie działająca odżywka, która sprawi, że włosy staną się zdrowe i lśniące. Stosowana regularnie zapobiega łupieżowi, poprawia ukrwienie skóry głowy, stymuluje porost włosów i zapobiega ich wypadaniu. Doskonały do nawilżania końcówek. Masaż skóry głowy przy użyciu olejku kokosowego uwalnia od stresu i napięć. Poza naturalnym olejem kokosowym w skład Vatiki wchodzą ekstrakty z wyjątkowych ziół: henny, amli i cytryny. Ta unikalna formuła sprawia, że możliwa jest głęboka penetracja olejkiem w głąb włosa, dzięki temu daje on kompletne odżywienie od środka.

Pojemność: 150 ml
Cena: 15-19zł
Sklep: drogerie internetowe


Moje rozjaśniane włosy uwielbiają oleje i nie wyobrażam sobie ich pielęgnacji bez olejowania przynajmniej raz w tygodniu. Poza tym stosuje wszelkie oleje do ochrony włosów podczas farbowania. To naprawdę je chroni, a przy tym nie wpływa negatywnie na działanie farby.

Mieszanka Vatiki, gdzie prym wiedzie kokos jest dobra! Nawilża, nie obciąża, łatwo się zmywa i trochę odżywia włosy. Przy tym całkiem przyjemnie pachnie - ja wyczuwam tu słodkie pierniki polane jeszcze słodszym lukrem.

Niestety na moich włosach lepiej spisywały się inne oleje, np. avocado Fitomed /recenzja/, Vatika oliwkowa i mój numer jeden Pervoe Roshenie Domowe Recepty Regeneracyjny kompleks do włosów zniszczonych / recenzja/. Po ich zastosowaniu efekt był widoczny natychmiast, przy kokosowej Vatice trzeba być regularnym i cierpliwym.

Największą jednak jej wadą jest to, że w temperaturze pokojowej ma konsystencję stałą. Latem było ok, ale teraz nie mogę wydobyć jej z opakowania. Muszę ją podgrzewać nad kuchenką gazową lub w kąpieli wodnej. Nie ukrywam, że strasznie mnie to denerwuje. Już kilka razy zdarzyło mi się zrezygnować z jej użycia, tylko dlatego, że nie miałam czasu bawić się w to całe podgrzewanie.

Skład:
Coconut Oil (Cocos Nucifera Oil), Emblica officinalis fruit extract (Amla), Terminalia chebula extract (Haritaki), Terminalia belirica extract, Azadirachta Indica leaf extract (Neem), Centella Asiatica plant extract (Brahmi), Hedychium Spicatum Rhizome extract (Kapur Kachri), Lawsonia Inermis leaf extrac (Henna), Lecithin (Soya Lecithin), Perfume, Aqua (soft water), Milk (Lac), Rosmarinus Officinalis leaf oil (Rosemary Oil), Tocopherol acetate (vitamin E), Citrus medica limonum oil (Lemon Oil), Butylated hydroxy toulene.

Podsumowując nie zawiodłam się i spokojnie zużyję do końca to opakowanie. Jednakże na pewno nie sięgnę po nie ponownie. Następnym razem przyjrzę się olejom Pervoe Roshenie lub zainwestuje w naturalne oleje z których zrobię własną mieszankę. 

Znacie oleje Vatika? Który jest Waszym ulubionym?

Atina.

Czytaj dalej

Kalendarz 2016

Co roku pokazuję Wam jaki kalendarz wybrałam na nadchodzący nowy rok. Tym razem postawiłam na mały, ba nawet bardzo mały rozmiar! Takich kieszonkowych kalendarzy używałam będąc w podstawówce. Mój wybór nie był przypadkowy. Teraz mam kalendarz Beaty Pawlikowskiej (pisałam o nim tu) i niestety nie sprawdził się on u mnie;/ Początkowo byłam z niego zadowolona, ale w praktyce wyszło, że jest za duży i przede wszystkim za gruby, a co za tym idzie za ciężki. Praktycznie w ogóle go ze sobą nie nosiłam, a gdy miałam go zabrać w podróż, to musiałam go pakować do walizki, bo w torbie czy plecaku zajmował za dużo miejsca.


W tym roku poszłam w zupełnie przeciwną stronę i kupiłam kalendarzowe maleństwo. Jeśli się nie sprawdzi to postanowiłam, że kupie coś troszkę większego na wyprzedażach w styczniu lub lutym. Jednakże mam nadzieję, że ten rozmiar mi wystarczy.

Wizualnie jestem już zadowolona. Czarne tło z różowo-biały kwiatami idealnie wpisuje się w moje upodobania. Do tego kalendarz posiada tasiemkę-zakładkę, którą uważam za niezbędną.

kalendarz 2016

W środku jest niedużo miejsca do pisania, ale wydaję mi się, że powinno być to dla mnie wystarczające. Wszystko wyjdzie podczas używania.

Jaki kalendarz zamierzacie lub może już kupiłyście na nadchodzący nowy 2016 rok?

Atina.
Czytaj dalej

Szwajcarskie dermokosmetyki Skincode z linii Essentials

Linia Skincode Essentials zawiera produkty odpowiadające wszystkim potrzebom skóry, od oczyszczania po działanie spowalniające proces starzenia, od nawilżania po rozświetlanie, a nawet rozjaśnianie, zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.


W mojej codziennej pielęgnacji pojawiły się trzy miniaturki szwajcarskiej firmy Skincode. Pierwsza z nich to krem przywracający piękny kontur oka, który zużyłam już dawno, ale pozostałe miniaturki wykończyłam dopiero teraz. Nie używałam ich jednocześnie.

Krem przywracający piękny kontur oka działa rewitalizująco i nawilżająco na skórę wokół oczu. Przywraca skórze odpowiednią gęstość i elastyczność. Witamina A i E działają antyoksydacyjnie, chroniąc skórę przed szybszym starzeniem się skóry spowodowanym działaniem wolnych rodników. Olejek ze słodkich migdałów działa wygładzająco, a kofeina drenująco - niwelując obrzęki i rozjaśniając cienie pod oczami. Hydrolit 5 i Pantenol wykazują działanie nawilżające i łagodzące. Krem zmniejsza widoczność kurzych łapek, pozostawia skórę jędrną i wygładzoną
15ml/120zł, moja miniaturka - 7ml 

Moja opinia:
Krem wypadł średnio. Nie jest zły, ale jest jednak za delikatny jak na moje potrzeby. Moja skóra wokół oczu jest dosyć wymagająca i niezbędne jest dla niej mocne i długotrwałe nawilżenie oraz lekkie wygładzenie. Skincode nawilża i wygładza, ale na krótko. Zaraz po aplikacji jest ok, ale z każdą mijającą godziną jest tylko gorzej. Krem sprawdzi się na młodej (20-25lat), niewymagającej skórze.

Skład:
Aqua (water), Caprylic/capric triglyceride, Glycerin, C12-20 acid peg-8 ester, Butylene glycol, Peg-8, Coco-caprylate/caprate, Cetyl alcohol, Prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, Caprylyl glycol, Propylene glycol, Carbomer, Potassium cetyl phosphate, Ci 77891 (titanium dioxide), Saxifraga sarmentosa extract, Vitis vinifera (grape) fruit extract, Sodium hydroxide, Caffeine, Panthenol, Disodium edta, Mica, Sodium polyacrylate, Aesculus hippocastanum (horse chestnut) seed extract, Aloe barbadensis leaf juice, Ppg-26-buteth-26, Morus bombycis root extract, Scutellaria baicalensis root extract, Sodium metabisulfite, Sodium sulfite, Peg-40 hydrogenated castor oil, Pentadecalactone, Sodium carboxymethyl beta-glucan, Tocopherol, Ascorbyl palmitate, Ascorbic acid, Citric acid. 

Drugą miniaturką jest krem 24h energii dla skóry na noc i na dzień. Niestety krem ten nie nadaje się do stosowania pod makijaż mineralny (wałkuje się) i w związku z tym używam go tylko na noc. 

Energizująca formuła kremu 24h została oparta na wysokim stężeniu głównego składnika aktywnego CM - Glucanu. CM - Glucan wraz ze skrobią ryżową dostarczają skórze energii, odżywia ją i wzbogacają ją w cenne minerały niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. Hydrolit-5 wnika w warstwę rogową naskórka i skutecznie zatrzymuje w niej wodę. Wysokie stężenie CM - Glucanu działa silnie kojąco i łagodząco na skórę oraz wspomaga jej mechanizmy obronne. Regularne stosowanie kremu stymuluje komórki skóry do odnowy, nadając jej młody, jędrny i gładki wygląd.
50ml/158zł, moja miniaturka - 25ml

Moja opinia:
Krem ma lekką i nietłustą konsystencję. Dobrze nawilża i w przeciwieństwie do kremu pod oczy nawilżenie to jest długotrwałe. Uważam, że rzeczywiście dodaje skórze energii, odżywia ją i zwiększa elastyczność. Szkoda, że nie mogę używać go pod makijaż. Krem nie zapycha, nie podrażnia.

Skład:
Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, C12-20 Acid PEG-8 Ester, Glycerin, Butylene Glycol, Dimethicone, PEG-8, Cetyl Alcohol, Oryza Sativa (Rice) Starch, Caprylyl Glycol, Potassium Cetyl Phosphate, Nylon-12, Carbomer, CI 77891 (Titanium Dioxide), Sodium Hydroxide, Sodium Polyacrylate, Pentadecalactone, PPG-26 Buteth-26, Sodium Carboxymethyl Beta-Glucan, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid. 

Trzecią i ostatnią miniaturką jest krem regenerujący na noc, który stosowałam zgodnie z przeznaczeniem.

Delikatny krem o intensywnym działaniu rewitalizującym wspomaga procesy odbudowy skóry w trakcie snu. Połączenie peptydu BioNymph z aktywnymi molekułami cukrowymi efektywnie zmniejsza zmarszczki. Intensywnie nawilża. Ester wit. C doskonale penetruje w głąb naskórka, przechodząc aktywną formę wit. C. Regularne stosowanie kremu poprawia elastyczność i jędrność skóry oraz chroni DNA. Skóra odzyskuje młodość.
50ml/149zł, moja miniaturka - 25ml

Moja opinia:
Krem ma lekką, a nawet za lekką konsystencje jak na nocną pielęgnację. Szybko się wchłania i nie zapycha cery. Niestety nie zauważyłam efektu wow, jaki czasem widywałam po użyciu kosmetyków z witaminą C. Nie zmienia to faktu, że skóra po nim była nawilżona, odżywiona.
Nie udało mi się znaleźć jego składu w sieci.

Wszystkie trzy produkty były delikatne dla mojej wrażliwej cery. Nie zapychały oraz nie wywoływały żadnych podrażnień. Jednakże za tak wysoką cenę oczekuję czegoś więcej! Skincode mnie nie zachwyciło i nie zachęciło do dalszych testów. Najbardziej zawiodłam się oczywiście na kremie pod oczy, ale pozostałe produkty są tylko poprawne, a dla mnie poprawność to za mało. 

Znacie dermokosmetyki Skincode? Znacie moje mini produkty?

Atina.

Czytaj dalej

6 Heddon Street, czyli pierwsze spotkanie z marką Nails Inc

Nails Inc proponuje idealne kolory na każdą okazję, dla każdego gustu i pasujące do każdego stroju. Ich formuła umożliwia łatwą aplikację i daje trwały, pełen blasku efekt. Każdy odcień tego lakieru do paznokci nosi nazwę symbolicznego miejsca w Zjednoczonym Królestwie lub jednej ze słynnych ulic Londynu, aby podkreślić brytyjski charakter Nails Inc.

Pojemność: 10ml
Cena: 59zł
Sklep: Sephora


Mój egzemplarz pochodzi z brytyjskiego wydania gazety Glamour, która wraz z lakierem kosztowała tylko dwa funty (12zł). Wybierając mój odcień nr 6 Heddon Street sądziłam, że jest to kolor czarny, niestety okazało się, że jest to bardzo ciemna śliwka. Nie to żeby kolor mi się nie podobał, ale zależało mi na porządnej i ładnej czerni. Moją lakierową kolekcje staram się tworzyć rozsądnie i nie ukrywam, że ciągnie mnie w stronę klasyki. Mam nadzieję, że uda mi się skompletować idealny zbiór lakierów do paznokci. Na razie jestem na początku tej drogi, ale już wiem, że 6 Heddon Street nie będzie należał do tej kolekcji.


Dlaczego lakier nie wpisuje się w moje potrzeby?

O ile kolor jestem w stanie przeboleć (wygląda na czarny, tylko w mocnym świetle przebija odrobinę śliwka) to nie pasuje mi w nim pędzelek, gęstość i trwałość.


Pędzelek jest niewygodny. Ciężko nim nie pomalować skórek i w dodatku jest nieporęczny. Wydaje mi się, że lakier jest za gęsty, przez co aplikacja nie należy do najłatwiejszych. Na paznokciach u stóp trzymał mi się niebywale krótko, o połowę krócej od innych zwykłych lakierów. Na paznokciach u dłoni wytrzymał aż 4 dni, ale podejrzewam, że to zasługa nowej bazy. Nie chciałam tak ciemnego lakieru nakładać na gołe paznokcie - na stopach zaryzykowałam i nałożyłam go bez bazy.

Na plus zasługuje krycie (dwie warstwy) i to że szybko wysycha.


Jestem troszkę rozczarowana lakierem Nails Inc i raczej nie sięgnę po inne kolory od tej firmy, nawet jeśli będą dodatkiem do gazety.

Znacie/lubicie lakiery Nails Inc?

Atina.

Czytaj dalej

Naturalnie | Nacomi Olej z pestek winogron

Olej z pestek winogron otrzymywany jest z nasion winorośli właściwej. Posiada bardzo wysoki poziom nienasyconych kwasów tłuszczowych (powyżej 90%), jest bogatym źródłem witaminy E, zwanej witaminą młodości. Ponadto zawiera również flawonoidy, witaminy A i B6, resweratrol, minerały i lecytynę.  Olej z pestek winogron jest lekki, wykazuje wysoką zgodność z naturalnym sebum skóry, nie działa komandogennie, może być z powodzeniem stosowany do skóry trądzikowej. Działa ściągająco, tonizująco na skórę. Jest także podstawowym składnikiem kosmetyków do cery wrażliwej, naczynkowej - łagodzi, przynosi ulgę, głęboko nawilża, zmniejsza „pajączki”. Poprawia wygląd włosów.

Pojemność: 30ml/50ml/250ml
Cena: 9zł/15zł/37zł
Sklep: apteki, drogerie internetowe


Kolejny olej z którym się polubiłam, zresztą jeszcze nie trafiłam na taki co by mi nie przypasował.  Moja wrażliwa skóra dobrze przyjmuje każdy naturalny olej. Ten winogronowy bardzo dobrze radzi sobie z łagodzeniem stanów zapalnych, nawilża, wygładza, zmiękcza i regeneruje.  Niestety nie zauważyłam jego dobroczynnego wpływu na naczynka.

Najczęściej nakładam go pod oczy, co jakiś czas na całą twarz, dekolt i szyje. Co jakiś czas, ponieważ codzienne stosowanie nie przynosiło dobrych efektów. Mam wrażenie, że moja skóra potrzebuje różnorodności i jeden olej nie dostarcza jej wszystkich potrzebnych substancji odżywczych. Od czasu do czasu stosowałam go też na podrażnione dłonie, gdzie naprawdę świetnie koił i o dziwo wchłaniał się błyskawicznie. Wcale mi nie przeszkadzał, a muszę zaznaczyć, że nie lubię mieć lepkich dłoni. Dodaję go też do maski z glinki i można go też nakładać na włosy.

Ważne jest też to, że olej nie zapycha i nie natłuszcza bardzo skóry. Wiadomo jet to olej i lekko się błyszczy, ale nie jest to typowe tłuste mazidło. Zdarzyło mi się też kiedyś nałożyć go na dzień pod makijaż, było ok, ale tu lekko wzmagał błysk.

Polecam Wam stosowanie naturalnych olei, a ten winogronowy jest jedną z ciekawszych pozycji. Bardzo dobrze też wspominam olejek morelowy /recenzja/. Te dwa sprawdzą się idealnie przy cerze wrażliwej, skłonnej do zapychania, błyszczącej, ale i potrzebującej nawilżenia.

Życzę miłego i skutecznego olejowania ;)


Atina.




Czytaj dalej

A moje włosy lubią... Klorane, Pilomax

W związku z tym, że zrezygnowałam z pokazywania denka będę zbierała i pokazywała opakowania tylko po kosmetykach, o których chciałabym wspomnieć na blogu, a nie zdążyłam o nich napisać osobnej notki. Aktualnie zalegają mi dwa pustaki po produktach włosowych z których byłam bardzo zadowolona. Jeden z nich to miniaturka, która wywarła na mnie tak dobre wrażenie, że muszę  o niej chociaż wspomnieć.


Ta miniaturka to szampon na bazie masła mango firmy Klorane przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych. Mój zachwyt tym produktem opiera się dosłownie na trzech użyciach! Moje włosy bardzo dobrze na niego zareagowały i wyglądały piękniej niż zazwyczaj. Były gładkie, lśniące, dobrze umyte i przede wszystkim pełne życia. Jeśli tylko będę miała okazje to na pewno kupię pełen wymiar. A i dopełnieniem szczęścia jest to, że kosmetyk ten cudownie pachnie owocem mango.
200ml/około 20zł

Skład: 
Water (Aqua), Sodium Laureth Sulfate, Cocamide MIPA, Cocamidopropyl Betaine, TEA-Cocoyl Hydrolyzed Collagen, Propylene Glycol, Butylparaben, Citric Acid, DMDM Hydantoin, Ethylparaben, Fragrance (Parfum), Glycol Palmitate, Glycol Stearate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Mangifera Indica (Mango) Seed Butter (Mangifera Indica Seed Butter), Methylisothiazolinone, Methylparaben, Phenoxyethanol, Propylparaben, Yellow 5 (CI 19140), Yellow (CI 15985)

Drugim włosowym ulubieńcem ostatnich myć została maska regenerująca do włosów farbowanych Pilomax, która świetnie nawilża i dodaje gładkości sianowatym blond włosom. Ma ona skłonności do nadmiernego obciążania włosów, dlatego ja zmywałam ją na koniec szamponem, a efekt i tak był dla mnie zadowalający. W swoim składzie maska zawiera takie składniki jak pantenol, keratyna, wyciąg ze skrzypu polnego, wyciąg z lawsonii bezbronnej, która wygładza, nabłyszcza i pogrubia włosy.  
200ml/20zł

Skład:
aqua, cetearyl alcohol, behentrimonium chloride, panthenol, parfum, hydrolyzed keratin, equisetum arvense extract, lawsonia inermis extract, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin, dmdm hydantoin, illicium verum fruit oil, citrus aurantium bergamia fruit oil, citrus aurantium dulcis peel oil, styrax benzoin, hexyl cinnamal, butylphenyl methylpropional, ci 19140.

Jeśli szukacie czegoś dobrego do włosów wymagających to polecam Wam przyjrzeć się moim ulubieńcom:)

A Wasze włosy który kosmetyk ostatnio polubiły?

Atina.
Czytaj dalej

Daj się poznać!

Od jakiegoś czasu zauważyłam, że nudno tu na blogspocie, a dokładnie na mojej liście czytelniczej. Coraz rzadziej pojawiają się interesujące mnie tematy, kilka fajnych blogów zostało zamkniętych, kilka powtarza się tematyką, a jeszcze inne piszą tylko o kosmetykach współpracowych. Nie mam nic do współprac, ale nie chce mi się czytać ciągle o tych samych produktach, tych samych markach, przesyłkach itp. 


Dlatego jeśli znacie fajne blogi lub same takowe prowadzicie to koniecznie pochwalcie się linkami w komentarzach. Chętnie odświeżę swoją listę czytelniczą;)

Atina.
Czytaj dalej

Bananowe przysmaki

Uwielbiam banany! Nie jest może to mój owoc numer 1, ale jest to chyba jedyny owoc, który lubię również na ciepło. Ostatnio bardzo często jem go zarówno solo jak i łącząc z innymi składnikami. Moja koleżanka mówi, że banany tuczą, ale ja i tak nie mogę im się oprzeć. Dziś chciałam Wam podsunąć kilka pomysłów na szybkie i proste przysmaki z bananami, którymi sama się często zajadam.


Prawie wszystkie moje koktajle są robione na bazie bananów, które mają tak neutralny smak, że świetnie komponują się ze wszystkimi owocami i warzywami. Łagodzą smak bardziej wyrazistych składników, jak np. szpinaku. Takie koktajle staram się pić codziennie, ale w praktyce różnie to bywa. 


Bananów używam również do tostów/kanapek. Podobno Elvis Presley uwielbiał zapiekane tosty z masłem orzechowym i bananem. Sprawdziłam ten przepis i też mogę śmiało się pod nim podpisać. W zależności od tego na co mam ochotę lub co aktualnie mam w domu to smaruje tosta Nutellą lub właśnie masłem orzechowym, a na to kładę kilka plasterków banana. Smacznie, pożywnie i słodko;)


Czasami pokuszę się o coś bardziej czasochłonnego i upiekę babeczki lub chlebek bananowy. Jeszcze nie mam swojego sprawdzonego przepisu, ciągle szukam i próbuje.


Moim ostatnim odkryciem jest kawa bananowa! Pyszna i bardzo deserowa, a przy tym nie tak bardzo tucząca. Zaparzam kawę, dodaje mleka i wlewam wszystko do blendera. Do tego oczywiście dodaje na jedną porcje jednego banana. Można się tez pokusić o zrobienie piany z mleka i posypać ją np. cynamonem. Jak dla mnie niebo w gębie;)


Mam nadzieję, że skusicie się na któryś z moich bananowych przysmaków oraz podzielicie się swoimi pomysłami na banany;)

Wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego Instagrama, na którego serdecznie zapraszam klik

 Atina.
Czytaj dalej

Co nowego w mojej kosmetyczce?

Dzisiejsze zakupu pochodzą z końca września, kiedy to jeszcze byłam w Polsce oraz z października. W listopadzie jeszcze nic nie kupiłam, ale to dobrze, bo trzeba poschodzić z zapasów;d


Kalendarz adwentowy z lakierami Ciate już pokazywałam na blogu klik. Zdążyłam już przetestować jeden kolor i jak na razie jestem bardzo zadowolona, no ale zobaczymy jak będą spisywały się kolejne odcienie.


Następne produkty to uzupełnienie braków, a dokładnie krem do depilacji Nair, z którego po pierwszych testach jestem bardzo zadowolona oraz suchy szampon Batiste w wersji oriental. O szamponie już zdążyłam napisać na blogu klik


Dezodorant Dove Go Fresh o zapachu granatu i werbeny cytrynowej oraz krem pod oczy nr 10 Fitomed. Dawno nie miałam nic z Fitomedu, a ten krem chodził mi po głowie już od jakiegoś czasu. Ma bardzo ciekawy i naturalny skład. Na pewno za jakiś czas napisze o nim na blogu:)


Kolejne moje chciejstwa to mydła. Ubolewam strasznie, że mydła w kostce są za wydajne i za nim się do tych nowych dobiorę to miną chyba wieki. W moje łapki wpadło różane mydło Dr.Bronner's oraz mydło z Allepo z olejem laurowym firmy Najel


Odrobina kolorówki, a dokładnie Ecocera puder ryżowy w bardzo dobrej cenie (15zł) oraz bronzer Laura Mercier w odcieniu bronze - 03. Wreszcie pozbyłam się z kosmetyczki testera ziemi egipskiej.


Na koniec lakier do paznokci Nails Inc nr 6 Heddon Street, który był dodatkiem do angielskiego wydania gazety Glamour. Teraz w listopadzie mają być miniatury Clinique - tusz, pomadki i lotion. Poluje na nudziakową pomadkę, ale jak na złość nigdzie jej nie ma;/

To już wszystko co wpadło do mojej kosmetyczki przez ostatnie niecałe dwa miesiące. Dajcie znać jesli Was coś zaciekawiło?:)

Atina.

Czytaj dalej

Ciate Królowa kości słoniowej

Dziś pokażę oraz opisze Wam mój pierwszy lakier do paznokci Ciate. Lakier pochodzi z kalendarza adwentowego o którym pisałam tu. Na pierwszy ogień wybrałam spokojny lakier w odcieniu ivory queen, czyli królowa kości słoniowej. Przyznam się, że wybrałam go jako pierwszego, bo myślałam, że mi się nie spodoba i będę mogła go oddać znajomej.


Po pomalowaniu paznokci okazało się, że wszystko w tym lakierze mi się podoba! Zaczynając od nazwy, pędzelka, opakowania, jakości aż po sam kolor. Jestem zdecydowanie na tak i mam nadzieję, że z kolejnymi kolorami będzie mi się również przyjemnie pracowało;)


Jedyną wadą jest to, że do pełnego krycia potrzebowałam aż trzech warstw. Na szczęście lakier szybko schnie i jest wytrzymały. Nałożyłam go na gołe paznokcie i nie użyłam żadnego topu nawierzchniowego. Wytrzymał trzy dni, a muszę napisać, że w tym czasie dużo sprzątałam, myłam naczynia itp. Czwartego dnia lakier zaczął odpryskiwać na kilku paznokciach.



Królowa kości słoniowej jest pięknym nude kremem z zatopionymi w nim maleńkimi drobinkami, które są widoczne tylko w mocnym świetle. Kolor przypadł mi do gustu i na pewno będzie on często gościł na moich paznokciach.

Podoba Wam się mój pierwszy lakier Ciate? Macie ochotę poznać kolejne?


Atina.
Czytaj dalej