Miesiąc bez słodyczy i słonych przekąsek!

Jednym z moich noworocznych postanowień jest ograniczenie spożywania słodyczy. Jako, że na razie idzie mi kiepsko postanowiłam cały luty nie jeść ich w ogóle! Luty jest krótki, więc to dobry pomysł żeby sobie coś postanowić na ten miesiąc;) Także jeśli też macie problem z przekąskami to śmiało przyłączajcie się do mojego lutowego wyzwania!


Zabronione: wszelkie słodkości i słone przekąski
Dozwolone: w ciągu dnia garść orzechów (bez soli i innych posypek), kostka gorzkiej czekolady (tylko w kryzysowych sytuacjach!) oraz herbata z 1 łyżeczką miodu lub syropu klonowego.

Dokładnie w poniedziałek rano wchodzę na wagę oraz mierzę się w pasie. Wyniki zapisuję, a pomiary powtarzam co tydzień. Chce po prostu zobaczyć czy wytrzymam i jak wpłynie taka dieta na moją wagę i ogólnie wygląd brzucha. Jeśli będę widziała efekty to będę miała motywację, aby dalej ograniczać słodycze. Zakładam, że jeśli wszystko pójdzie ok, to w marcu pozwolę sobie na małą słodką przekąskę w niedziele.

Odstawiam też całkowicie alkohol. W lutym mam urodziny, więc prawdopodobnie zrobię wyjątek dla lampki wina czy szampana. Mam nadzieję, że nikt nie upiecze mi tortu!

Za miesiąc oczywiście dam Wam znać jak mi poszło:)

Podejmujecie ze mną to wyzwanie?!
Atina.
Czytaj dalej

Kosmetyki z UK: Vitamin E Skin Care Dwufazowy olejek do demakijażu oraz Tonizująca mgiełka do twarzy

Dzisiaj kolejna dawka kosmetyków dostępnych tylko w UK. Serie Vitamin E znajdziecie w drogeriach Superdrug. Oprócz kosmetyków do twarzy posiada ona też produkty do pielęgnacji ciała. Ja na razie skusiłam się na mgiełkę i dwufazowy olejek do twarzy. Jeśli jesteście ciekawe jak się one u mnie spisały, to zapraszam Was do dalszej części notki.


Dwufazowy olejek do demakijażu
150ml/2,99£

Olejek niestety nie przypadł mi do gustu. Już po pierwszym użyciu nie byłam z niego zadowolona. Jest on zdecydowanie za tłusty, zostawia zbyt duży film na skórze i rzęsach. Często z rzęs olejek dostaje się do oczu, co nie jest miłym doświadczeniem. Samo opakowanie też nie jest wygodne. Podczas potrząsania butelką olejek wycieka i brudzi mi dłonie oraz całe opakowanie. Zmywanie nim tuszu do rzęs jest trudne i męczące. Na plus zasługuje to, że moja skóra lubi tą tłustość i rano wygląda dużo lepiej, szczególnie pod oczami. Jednakże używanie tego olejku jest dla mnie męczarnią i raczej do niego już nie wrócę. W dodatku jest bardzo niewydajny.


Tonizująca mgiełka do twarzy zawierająca witaminy A, B, F i H oraz aloes
150ml/2,99£

Kupując tą mgiełkę myślałam, że jest to zwykły tonik. Nie doczytałam informacji na etykiecie, ale wcale mi to nie przeszkadzało w używaniu. Spray przydał się przy zwilżaniu maski z glinki. Ogólnie byłam zadowolona z tego produktu. Oprócz zwilżacza do glinek stosowałam go też jako toniku. Nie podrażniał mojej wrażliwej cery, widoczne odżywiał i lekko nawilżał cerę. Zdecydowanie jeszcze kiedyś wrócę do tej mgiełki! Minusem jest to, że dość szybko mi się skończyła, ale jest bardziej wydajna od olejku.


Podsumowując jest 1:1. Na pewno będę chciała dalej testować kosmetyki z serii Vitamin E. Czuję, że najlepsze jeszcze przede mną ;)))

Znacie kosmetyki Vitamin E z drogerii Superdrug? Polecacie coś konkretnego?


Atina.
Czytaj dalej

Styczniowe nowości: Batiste, L'Oreal, Oral-B, Tangle Angel i inne

W styczniu przybyły do mnie głównie rzeczy pierwszej potrzeby. Jedynie szczotka Tangle Angel to był taki mały kaprys. Większość rzeczy kupiłam na początku stycznia, więc o niektórych mogę już co nieco powiedzieć.



Koszyk, który widać na zdjęciu jest moim miejscem do przechowywania kolorówki i pielęgnacji, którą stosuje rano przed wyjściem z domu. Dokładnie taki sam tyle że dwa razy większy stoi w łazience, a w nim trzymam kosmetyki, których nie używam codziennie, np. suchy szampon Batiste, olejek do włosów czy glinki. Jak na razie jestem z nich bardzo zadowolona;)


Zazwyczaj nie pisze o płatkach kosmetycznych, ale te szczególnie przypadły mi do gustu! Są to płatki z Primarka, gdzie za 100 sztuk płacę 0,99 £. To jest bardzo dobra cena jak na płatki w UK. Do tego są duże, miękkie i nie rozwarstwiają się. Jest to już moje trzecie opakowanie i na razie na pewno będę sięgać tylko po nie!


Szczotka Tangel Angel! Przeczytałam o niej na blogu Porady Herrbaty i postanowiłam, że jak tylko ją spotkam na swojej drodze to na pewno ją kupię. Długo nie musiałam czekać, bo znalazłam ją w TKMaxxie. Niestety nie było wyboru i musiałam wziąć ten konkretny model. Początkowo miałam ochotę na czarną, ale ostatecznie jestem zadowolona z tej którą mam.


Niestety nie mam porównania do TT. Do tej pory używałam zwykłych grzebieni oraz szczotki D-meli-melo z której nie byłam zadowolona. Możecie ją podejrzeć tu. Już dawno ją odstawiłam i ze względu na nieduży rozmiar zabierałam ją jedynie w podróż. Szczotka ta nie nadawała się do robienia kucyka i nie drapała skóry głowy. Moja nowa szczotka Tangle Angel robi to wszystko i dodatkowo fajnie wygląda - wcale nie tandetnie jak mi się wydawało, gdy ją pierwszy raz ujrzałam. Zapłaciłam za nią 48zł i na chwilę obecną uważam, że była warta tej ceny;) Może za jakiś czas napiszę o niej osobną recenzje. 


Kolejny zakup to żel pod prysznic z Lidla firmy Creightons. Oczywiście skusił mnie zapach Mango z Papają. Niestety żel mnie uczulił, bo ma w swoim składzie Methylisothiazolinone i Methylchloroisothiazolinone. Wszystkie substancje zakończone na -zolinone mnie uczulają. Do tej pory nie spotykałam ich w żelach pod prysznic, więc nie sprawdzałam tego w sklepie. Teraz już będę czujniejsza. Nie zmienia to faktu, że żel cudnie pachnie. Oddałam go koleżance, która nie ma wrażliwej skóry tak jak ja.



W styczniu dołączył do moich zapasów suchy szampon Batiste z limitowanej edycji Eden (sugar melon&honeysuckle). Liczę, że mnie zachwyci swoim zapachem, bo ostatnio wszystkie moje "batistaki" są takie jakieś nijakie;/


Zaopatrzyłam się też w tonik do twarzy, który był mi potrzebny na już! Tym razem postawiłam na L'Oreala z serii Age Perfect, który zawiera witaminę C. Jak na razie jestem zadowolona, zobaczymy jak będzie dalej się spisywał.


Kolejny produkt potrzebny na już, to preparat na wypryski. Stary Tea Tree dosyć szybko mi się skończył /recenzja/. Jego zastępca to Clearly Youthful Fast-Acting, pochodzący również z drogerii Superdrug. Preparat zawiera kwas salicylowy i ma higieniczną pompkę, która niestety dozuje za dużo produktu. Nie da rady wziąć niepełnej porcji, więc coś czuję, że też szybko go wykończę.

 

O pastach do zębów też rzadko piszę, ale ta zasługuje na kilka słów :) Oral-B 3D White Brilliance polecana przez Shakire skusiła mnie promocją (z niecałych 3 funtów przeceniono ją na niecałe 2 funty) oraz pięknym uśmiechem Shakiry. Używam jej już prawie dwa tygodnie i widzę sporą różnice. Zęby są zdecydowanie bielsze, a stosuję ją tylko wieczorem, w ciągu dnia myje zęby zwykłą, niewybielającą pastą. Jest to jedna z lepszych past wybielających jaką znam. Szczerze polecam Wam Oral-B 3D White Brilliance oraz Himalaya Herbals Sparkly White, która daje mniej spektakularny efekt, ale jest naturalna. To dwie pasty wybielające do których na pewno będę wracać.


Na koniec mój niekosmetyczny zakup - kalendarz ścienny z Audrey Hepburn. Zawsze o nim marzyłam i w końcu mam! Do tej pory ze ściany zerkały na mnie słodkie psiaki, ale w tym roku zrobiłam wyjątek i teraz patrzy na mnie Audrey Hepburn.

To już wszystkie nowości stycznia. Założyłam sobie, że kolejne kosmetyczne zakupy zrobię dopiero w lutym! Także cały tydzień unikam wszelkich drogerii;d

Dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało i co chcecie zobaczyć w osobnej recenzji na blogu?


Atina.
Czytaj dalej

Sylveco Odbudowujący szampon pszeniczno - owsiany

Hypoalergiczny, przeznaczony do pielęgnacji każdego rodzaju włosów, szczególnie osłabionych i wymagających regeneracji. Zawiera bardzo łagodne, ale jednocześnie skuteczne środki myjące, które nie podrażniają nawet najbardziej wrażliwej skóry głowy. Hydrolizaty pszenicy i owsa to niskocząsteczkowe źródło protein, wiążą wilgoć, wnikają do korzeni włosów, odbudowując je aż po same końcówki. Dzięki składnikom silnie nawilżającym szampon zapobiega przesuszeniu, łagodzi podrażnienia skóry głowy. Przy regularnym stosowaniu wzmacnia włosy, poprawia ich elastyczność i sprawia, że są bardziej odporne na uszkodzenia i rozdwajanie.

Pojemność: 300ml
Cena: 23,65zł
Sklep: Sylveco
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Szampon Sylveco należy do grupy łagodnych szamponów nie zawierających w swoim składzie SLS (Sodium Lauryl Sulfate). Moje włosy lubią takie myjadła, ale tylko stosowane na zmianę z tymi mocniejszymi zawierającymi SLS.

Sylveco świetnie zmywa brud, tłuszcz i oleje, ale do pewnego momentu! Po kilku (5-6) myciach włosy są nagle przyklapnięte i jakby niedomyte, wtedy właśnie muszę zastosować szampon posiadający w swoim składzie SLS. Po czym na nowo przez kilka myć mogę używać delikatnego Sylveco.

Szampon jest wydajny! Ma rzadką konsystencje przez co musiałam nabierać dwa razy większą porcję niż zazwyczaj, a zupełnie nie zauważyłam, żeby się szybciej skończył. Zapach ma lekki, cytrusowy, ale nie zaliczę go do tych najprzyjemniejszych.


Co zauważyłam po jego użyciu?
Włosy były nawilżone, lekko błyszczące i mniej sianowate. Nie przetłuszczały się szybciej niż zwykle oraz ładniej się układały. Szampon nie podrażnił mi skóry głowy. 

W jego składzie wypatrzyłam między innymi: miód, pantenol, proteiny owsa, proteiny pszenicy, olejek z trawy cytrynowej.
Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Mel Extact, Cocoglucoside, Panthenol, Hydrolyzed Oats, Hydrolyzed Wheat Protein, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Cymbopogan Schoenanthus Oil

Jest to ciekawy produkt i jeśli macie okazję go kupić to nie zastanawiajcie się zbyt długo. Odradzam go tylko miłośniczkom silnych szamponów z SLS.

Stosujecie szampony bez SLS? Który jest Waszym ulubionym? 

Atina.
Czytaj dalej

L'Oreal Paris Volume Million Lashes Koci tusz do rzęs Feline

Maskara L’Oreal Paris Volume Million Lashes Feline posiada wyprofilowaną szczoteczkę Millionizer, która nadaje rzęsom objętość i podkręcenie, aż po same końce.
Błyszcząca formuła z drogocennymi olejkami: arganowym, kameliowym i z kwiatu lotosu nadaje rzęsom zmysłową objętość.

Pojemność: 9ml
Cena: od 35zł
Sklep: drogerie internetowe i stacjonarne
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Zacznę od tego, że L'Oreal coraz częściej pozytywnie mnie zaskakuje. W ostatnim czasie odkryłam kilka naprawdę fajnych produktów tej marki i mam ochotę na więcej;) Przed maskarą Feline używałam So Couture /recenzja/, którą bardzo, ale to bardzo polubiłam. Dziś ciężko mi powiedzieć, który z tych tuszów wypada lepiej. Obydwa wydają mi się podobne, w sensie dają równie dobry efekt na moich rzęsach. 

 

Maskara Feline nie wymaga dużo pracy, wystarczy raz przejechać szczoteczką po wszystkich rzęsach i już mamy pięknie podkreślone oko. Tusz lekko pogrubia, trochę lepiej wydłuża i nie skleja rzęs. Idealnie maluje każdą rzęsę. Nie ma mowy o obsypywaniu czy rozmazywaniu się tuszu w ciągu całego dnia. Jak dla mnie szczoteczka jest mega wygodna. Łatwo mi się nią operuje.

Warto jeszcze wspomnieć, że tusz nie wysycha zbyt szybko. Na długo zachowuje swoją świeżość i nawet po trzech miesiącach od otwarcia wciąż jest mokry. Dla mnie jest to ogromny plus. Bardzo nie lubię jak maskara wysycha po 2-3 tygodniach od otwarcia.

Jedyny minus to to, że przy jego zmywaniu muszę poświęcić więcej czasu na demakijaż oczu, ale to się tyczy większości tuszy dających mocniejszy efekt od naturalnego.


Jak dla mnie Feline jest naprawdę dobrym tuszem. Mogę i w sumie noszę go na większe jak i mniejsze wyjścia;))) Warto wydać te kilkanaście złotych więcej i cieszyć się dobrym efektem przez długi czas. 
Polecam Wam zarówno Feline jak i So Couture!

Znacie tusze od L'Oreala? Co myślicie o efekcie jaki dał tusz Feline na moich rzęsach? 


Atina.
Czytaj dalej

Rimmel London Salon PRO with Lycra Kate nr 711 Punk Rock + Sally Hansen

Rimmel Salon PRO to manicure trwały do 10 dni dzięki zawartości Lycry. Intensywny połysk dzięki żelowej formule. Pędzelek maxi brush dla wygodnej aplikacji.

Pojemność: 12ml
Cena: 18zł
Sklep: Rossmann i inne drogerie


Kolor: piękny granat, przełamany szarością
Wykończenie: kremowe
Aplikacja: łatwa i przyjemna 
Pędzelek: płaski i szeroki, dla mnie wygodny
Pełne krycie: dwie warstwy
Schnięcie: bardzo szybkie
Trwałość: dwa dni bez żadnych ulepszaczy, jednakże już drugiego dnia zaczął się lekko ścierać na końcówkach, a trzeciego dnia pojawiły się odpryski


Dla urozmaicenia swojego mani na jednym paznokciu u obu rąk dodałam srebrny brokat od Sally Hansen Complete Salon Manicure nr 710 Diamond Jubilee

W jednej buteleczce firma Sally Hansen stworzyła kombinację pięciu preparatów: bazy, utwardzacza, odżywki wzmacniającej, lakieru i utrwalacza.
Lakier stymuluje wzrost paznokcia i nadaje mu idealny kolor, o trwałości do 10 dni. Zawiera technologię `Vital Care` nawilżającą płytkę paznokcia przez co jest ona bardziej elastyczna i odporna na łamanie. 
14,7ml/od 6zł


Kolor: srebrny, gęsty brokat
Wykończenie: brokatowe
Aplikacja: niezbyt łatwa, ze względu na gęstą konsystencje łatwo przedobrzyć
Pędzelek: średnio wygodny
Pełne krycie: nie wiem, nakładałam go tylko na inny kolor, zawsze jedną warstwę
Schnięcie: szybkie
Trwałość: bardzo dobra, kilka dni



Bardzo polubiłam się z lakierem Rimmel! Pasuje mi ten kolor jak żaden inny, ale niestety ta słaba trwałość nie zachęca do częstego noszenia go na pazurkach. Sally Hansen jest o wiele trwalszy, ale kolor banalny i raczej nie będę po niego więcej sięgała, tym bardziej, że jest strasznie gęsty. 

A Wam który lakier przypał do gustu? Wiecie może czy wszystkie lakiery Rimmel z serii Salon PRO with Lycra są tak mało trwałe?

Atina.
Czytaj dalej

Przereklamowane | Pervoe Reshenie Bania Agafii Balsam do włosów odżywczo-regeneracyjny

Balsam odżywczo - regeneracyjny oparty jest na organicznych olejach, bogatych w mikroelementy i witaminy, nadaje się idealnie do intensywnej regeneracji suchych i osłabionych włosów. Nawilża i przywraca włosom naturalną siłę, zdrowy blask i elastyczność.

Pojemność: 100ml
Cena: 6zł
Sklep: drogerie internetowe


Rosyjskie kosmetyki do włosów kuszą mnie od dawna. Do tej pory miałam okazje używać tylko regeneracyjnego kompleksu do włosów farbowanych i zniszczonych, z którego byłam bardzo zadowolona i przy okazji internetowych zakupów na pewno skusze się ponownie na niego lub inny tego typu kompleks /recenzja/ oraz balsam marokański /recenzja/, którym nie byłam już tak bardzo zachwycona. Teraz przyszła pora na słynny saszetkowy produkt z serii Bania Agafii. 

Balsam mieści się w wygodnej saszetce, która jest idealna do zabrania jej ze sobą na wakacje czy inny wyjazd. Pomimo dobrego, naturalnego składu balsam nie wpływa jakoś specjalnie dobrze na moje włosy. Nie nawilża ich dostatecznie mocno, nie nabłyszcza i nie ułatwia zbytnio ich rozczesywania. Gdy używam go bez olejowania włosy się puszą i są takie nijakie.

Dodatkowo saszetka jest mało wydajna, chociaż wiadomo, że to tylko 100ml to i tak mam wrażenie, że za szybko mi się skończyła.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Organic Amaranthus Caudatus Seed Oil, Organic Oxycoccus Palustris Seed Oil, Organic Primula Vulgaris Oil, Organic Panax Ginseng Oil, Organic Pulmonaria Officinalis Oil, Organic Pinus Palustris Oil, Organic Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum.


Na pewno więcej nie skusze się na te saszetkowo - włosowe produkty. Już chyba lepiej sprawdzają się u mnie drogeryjne odżywki. W swoich zbiorach mam jeszcze jeden rosyjski kosmetyk do włosów i pewnie on zaważy nad tym czy będę w przyszłości sięgała po coś więcej niż tylko kompleksy regeneracyjne.

Znacie kosmetyki do włosów z serii Bania Agafii? Jesteście z nich zadowolone? 

Atina.
Czytaj dalej

Kosmetyczne zachwyty 2015

Z roku na rok robię się coraz bardziej wybredna i trudniej mi dogodzić kosmetycznie. Jednakże zdziwiło mnie, że w 2015 zachwyciło mnie aż trzynaście kosmetyków! Jak zwykle najwięcej jest pielęgnacji, ale z kolorówki też coś się znalazło.


Kolorówka
W 2015 roku nie bawiłam się zbytnio makijażem. Stawiałam na naturalność i praktyczność. Mój codzienny makijaż to podkład mineralny, sypki puder, róż, bronzer, jasny cień do powiek, jasna kredka do oczu (brąz) i tusz do rzęs. Bardzo rzadko, wręcz prawie w ogóle nie sięgam po korektor pod oczy, eyeliner czy kolorowe kredki. Lubię mieć w kosmetyczce sprawdzone produkty. W 2015 roku odkryłam cudowny bronzer Laura Mercier Matte Radiance Baked Powder nr 03 /recenzja/. Używam go codziennie i nie bardzo sobie wyobrażam życie bez niego. Mam już w głowie coś czym mogę go zastąpić, ale czy będzie to równie dobry wybór to się jeszcze okaże. Drugim zeszłorocznym zachwytem okazał się koci tusz do rzęs L'Oreal Paris Volume Million Lashes Feline. Niestety jeszcze nie zdążyłam pokazać go Wam na blogu, ciągle to odkładam. Mam nadzieję, że w końcu to nadrobię. Moim trzecim i ostatnim odkryciem w kategorii kolorowej jest puder ryżowy Ecocera Fixer /recenzja/. W moim makijażu taki puder to rzecz obowiązkowa! Ecocera spełnia wszystkie moje wymagania, a przy tym jest bardzo tania. Po więcej informacji zapraszam Was do podlinkowanych recenzji. 


Pielęgnacja
W pielęgnacji jak zwykle dzieję się dużo więcej! Znalazłam swój idealny kolor farby do włosów, a dokładnie Recital Preference nr 9.1 Viking od L'Oreal Paris /recenzja/, która świetnie pokrywa odrosty i nie niszczy włosów. Zdjęcia z notki nie oddają w pełni tego koloru, postaram się zaktualizować je po następnym farbowaniu. W 2015 roku trafiłam na sporą gromadkę naturalnych perełek kosmetycznych. Moja skóra pokochała: masło shea, które między innymi świetnie działa na włosy /recenzja/, KTC wodę różaną /recenzja/, której ciągle szukam w Anglii i na moje nieszczęście nie mogę jej znaleźć. Kolejne hity to Aubrey Organics Pure Aloe Vera nawilżająco -  łagodzący żel z czystego aloesu (98%) /recenzja/, którego używam do zadań specjalnych, Biolaven Organic płyn micelarny z olejem z pestek winogron i olejkiem lawendowym /recenzja/, Sylveco odżywcza pomadka z peelingiem /recenzja/, którą niestety zgubiłam zeszłej zimy oraz stosunkowo niedawne odkrycie Fitomed Mój krem nr 10 krem pod oczy przeciwzmarszczkowy /recenzja/. Znalazłam też swój prawie idealny (ideałów ponoć nie ma;d) krem z wysoką ochroną przeciwsłoneczną Avene Eau Thermale SPF50+ (do skóry normalnej i mieszanej) /recenzja/ oraz dobry i tani peeling enzymatyczny dla skóry wrażliwej Ziaja Ulga /recenzja/. Duży zachwyt wywołały u mnie kremy do rąk Kamill /recenzja/, ale uwaga nie wszystkie wersje są takie świetne! Więcej informacji znajdziecie oczywiście w podlinkowanych recenzjach.

Ciekawa jestem czy podzielacie moje zachwyty oraz jakie są Wasze kosmetyczne hity 2015 roku?


Atina.
Czytaj dalej

Wibo Extreme Lashes Pogrubiająca maskara do rzęs

Ekstremalnie podkreślone rzęsy:
- ekspresowe wydłużenie i pogrubienie,
- super trwałość przez cały dzień,
- rozczesane i idealnie wystylizowane rzęsy.
 

Pojemność: 8ml
Cena: 9zł
Sklep: Rossmann


Różowy tusz od Wibo nie zachwycił mnie, ale nie mogę powiedzieć też, że jest to zły produkt. Ma swoje zalety jak i wady. Extrem Lashes to w tym przypadku trochę za dużo powiedziane, bardziej mi tu pasuje Natural Lashes. Swoją drogą to ciekawe czemu firmy nie dają takiej nazwy swoim tuszom, które dają na rzęsach naturalny efekt? Przecież nie zawsze i nie każdy potrzebuje mocno podkreślonych rzęs. Wracając jednak do tuszu Wibo, to daje on właśnie naturalny efekt, który lekko podkreśla spojrzenie. Jego zalety to niska cena, wygodna szczoteczka, bardzo łatwy demakijaż oraz nie sklejanie rzęs. 


Do wad natomiast mogę zaliczyć nazwę tuszu sugerującą mocne pogrubienie oraz to, że Extreme Lashes ma tendencje do osypywania się, a już szczególnie jeśli ktoś ma w zwyczaju dotykać swoje oczy. 


Tuszu używam na co dzień i to mi całkowicie odpowiada. Na większe i mniejsze niecodzienne wyjścia na pewno użyłabym czegoś innego, czegoś mocniejszego! Raczej nie sięgnę po niego ponownie. 

Znacie tusz Extreme Lashes? Który tusz Wibo najbardziej Wam odpowiada?


Atina.
Czytaj dalej

Sally Hansen Hard as Nails Xtreme Wear Lakier do paznokci nr 91 So Poppy

Lakier do paznokci Sally Hansen Hard As Nails Xtreme Wear jest odporny na działanie czynników zewnętrznych takich jak woda, detergenty i inne chemikalia. Nada Twoim paznokciom niesamowitego, lustrzanego blasku. Ponadto Lakier Sally Hansen Xtreme Wear posiada wygodny, wąski i precyzyjny pędzelek pozwalający na szybką i łatwą aplikację preparatu. Lakier doskonale się rozprowadza.
Lakiery Xtreme dostępne są w odcieniach metalicznych, perłowych i matowych. 

Pojemność: 11,8ml
Cena: od 5,70zł
Sklep: Allegro, drogerie internetowe


Kolor: piękna, żywa czerwień
Wykończenie: perłowe
Aplikacja: łatwa i przyjemna 
Pędzelek: długi i wąski, dla mnie wygodny
Pełne krycie: na zdjęciach mam dwie warstwy, jednakże do idealnego krycia dodałabym jeszcze trzecią
Schnięcie: bardzo szybkie
Trwałość: dwa dni bez żadnych ulepszaczy


So Poppy podoba mi się, ale mógłby być trochę trwalszy. Na jego niekorzyść przemawia to, że na stopach też wytrzymuje bardzo krotko do 3-4 dni, a zazwyczaj nawet kiepskie lakiery trzymają się u mnie do tygodnia.  

Znacie lakiery Sally Hansen? Którą serie najbardziej lubicie?

Atina.
Czytaj dalej

Grudniowe nowości, czyli prezenty świąteczne

W tym roku zostałam obdarowana głównie kosmetykami, ale jakoś wcale mi to nie przeszkadza. Tym bardziej, że lubię testować nowości, a wśród prezentów znalazłam jeden bardzo pożądany przeze mnie zestaw kosmetyczny. Pozostałe produkty też mi się podobają, ale Soap & Glory już dawno chodziło mi po głowie i wreszcie będę mogła poznać te cuda z Ameryki.


Jak już pisałam najbardziej jestem ciekawa kosmetyków Soap & Glory. Dostałam zestaw miniaturek, który na pewno pozwoli mi ocenić czy rzeczywiście te produkty są takie fantastyczne?


W skład zestawu Soap & Glory wchodzi:
- ogromna myjka, która u mnie nie znajdzie zastosowania
- masło do ciała The Righteous Butter (50ml)
- żel pod prysznic Clean On Me (75ml)
- peeling do ciała Srub Of Your Life (50ml)
- krem do rąk Hand Food (50ml)


Metalowa puszka skrywała w sobie zestaw kosmetyków o zapachu intensywnej lawendy. Będę miała okazję dalej oswajać się z tym trudnym zapachem. Jak na razie najbardziej podobają mi się opakowania;)

British Bloom Lavender to:
- żel pod prysznic (100ml)
- płyn do kąpieli (100ml)
- lotion do ciała (100ml)
- mgiełka (100ml)


Moja kolekcja perfum wzbogaciła się o jeden nieduży flakonik (50ml). W sumie to dawno nic nowego w tym temacie się u mnie nie działo, ciągle zużywam stare zdobycze. W Polsce mam już jedno jabłuszko od DKNY, a teraz przyszła pora na coś intensywniejszego, czyli Delicious Night. Podejrzewam, że na tych dwóch jabłuszkach moja przygoda z DKNY się skończy.


Masło do ciała Papaja od The Body Shop to dla mnie powtórka z rozrywki /recenzja/. Wolałabym poznać kolejną wersję zapachową, ale chyba nie powinnam narzekać ;d


Na koniec zostawiłam uroczy brelok z pieskiem. Z jednej strony jest błyszczący z cekinami, a z drugiej stonowany, zamszowy. Mikołaj wie co lubię;)

Prezenty, które ja wybrałam dla moich bliskich możecie podejrzeć tu.

Zaciekawił Was któryś produkt? Jesteście zadowolone ze swoich prezentów? Dostałyście coś ciekawego z kosmetyków?

Atina.

Czytaj dalej

Noworoczne postanowienia

Zazwyczaj nie tworze tego typu list, ale pomyślałam sobie, że takie upublicznienie swoich planów na nowy rok da mi większego kopa do ich realizacji. Starałam się ująć tylko te realne cele, które wiem, że przy odrobinie mobilizacji osiągnę!


A więc tak, w nowym 2016 roku zamierzam:

1. Dalej minimalizować zbiór kosmetyków i nie doprowadzić do jego ponownego rozrostu! 

2. Schudnąć 5-6 kilo. Niby tak niewiele, a jednak tego potrzebuję. Aby osiągnąć ten zamysł zamierzam ćwiczyć w domu, jeździć na rowerze i jeśli finanse pozwolą to może nawet zapisać się do fitness klubu.  Chcę też bardzo ograniczyć jedzenie słodyczy.

3. Więcej czytać książek, a mniej siedzieć na Facebooku czy Instagramie. 

4. Nauczyć się języka angielskiego i nie zapomnieć niemieckiego.

5. Odwiedzić Londyn i/lub Paryż.

6. Nie przejmować się tak wszystkim.

7. Kupić toaletkę/biurko i stworzyć przytulny kącik tylko dla siebie.

To wszystko co mi przychodzi do głowy. Mam nadzieję, że ten rok będzie jeszcze lepszy od zeszłego, czego Wam też z całego serca życzę;)

A Wy jakie macie plany/postanowienia na 2016 rok?

Atina.
Czytaj dalej