Lutowe zakupy: bareMinerals, Botanics, Nip+Fab, Koress, Garnier i inne

Lutowe nowości pod względem ilości są skromne, ale uważam, że udało mi się wynaleźć całkiem ciekawe produkty. Te najfajniejsze są oczywiście z TKMaxxa. 


Korres Sunscreen Face Cream Yoghurt SPF30 Krem przeciwsłoneczny z jogurtem naturalnym
Kupiłam go w TK Maxxie za około 46zł. Chciałam w tym roku wrócić do Avene /recenzja/, ale na razie nie znalazłam ciekawej oferty, a Korres już od dawna mnie kusił. To jest mój pierwszy kosmetyk tej marki. 


Boots Botanics The Power of Plants Nawilżający płyn micelarny 3w1 do skóry wrażliwej
Ten płyn kupiłam w angielskiej drogerii Boots. Była na niego niezła promocja i po pierwszym spojrzeniu na skład uznałam, że warto go wypróbować.
250ml/15 zł w promocji


Macadamia Oil Extract Conditioner  Odżywka do włosów 
Ten produkt można kupić w funciaku, czyli w  takim naszym sklepie wszystko po 4zł.  Oczywiście zapłaciłam za niego jednego funta. Czytałam o tych kosmetykach sporo pozytywnych recenzji i jestem po prostu ciekawa jak u mnie sprawdzi się ta marka.
300ml/1 funt


Makeup Revolution London Mono Eyeshadow odcień Touch Me
Drobiazg z kolorówki. W Anglii kosmetyki Makeup Rrevolution mam na wyciągnięcie ręki w drogerii Superdrug. Niestety w mojej nie ma farbek do brwi, a mam ochotę je wypróbować. Wiecie może gdzie jeszcze można kupić kosmetyki MUR w Anglii?
Sięgnęłam po bardzo bezpieczny, bazowy cień w odcieniu Touch Me.
2,3g./ 1 funt


Garnier Mineral UltraDry Anit-perspirant w kulce
Mam dobre doświadczenia z kulkami Garniera, dlatego postanowiłam przypomnieć sobie ich działanie.


Nip+Fab Skin Bee Sting Fix Eye Krem pod oczy z jadem pszczelim
Dorwałam go w TK Maxxie, ale w Anglii w stałej sprzedaży znajdziemy go w drogeriach Boots i Superdrug. Mam go od początku lutego i od tego czasu też go używam. Za jakiś czas na pewno pojawi się jego recenzja.
10ml/15 funtów, ja zapłaciłam 8 funtów


bareMinerals Ultimate Radiance Collection Zestaw róży i rozświetlaczy + mini pędzel 
Ten zestaw już Wam pokazywałam klik


To już wszystko. W marcu planuje kupić jeszcze kilka drobiazgów w Anglii i kilka rzeczy w Polsce. W kwietniu za to zamierzam dać sobie szlaban na kosmetyki! Jak dobrze pójdzie to w kwietniu dorobię się wreszcie swojej toaletki, a dokładnie ala toaletki, bo ze względu na brak miejsca muszę postawić na małe biurko z Ikei. A na maj nie mam jeszcze żadnych planów;)

Który kosmetyk Was najbardziej zainteresował? O czym z chęcią poczytacie na blogu?

Atina.



Czytaj dalej

Naturalnie | Mokosh Olej lniany 100%

Olej lniany kosmetyczny Mokosh jest tłoczony metodą „na zimno”. Zawiera niezwykle dużą liczbę naturalnych przeciwutleniaczy, chroniących organizm przed wolnymi rodnikami, a także nienasycone kwasy tłuszczowe takie jak: linolenowy (omega-3) i linolowy (omega-6) oleinowy (omega-9) oraz witaminy: A, D, E i K „Polskie złoto” bo tak nazywany jest ten olej przyspiesza regenerację skóry. W pielęgnacji może być stosowany do wszystkich rodzajów skóry nawet trądzikowej. Stosowany na włosy zapobiega ich łamliwości, wypadaniu, dodatkowo nadaje im blask, odżywia je i nawilża.

Pojemność: 100ml
Cena: 45zł
Sklep: Mokosh


Olej jak to olej porządnie nawilża każdą partię ciała, twarz oraz włosy. W przypadku włosów nie przebija on jednak działania masła shea /recenzja/. Najbardziej lubię go nakładać wieczorem na twarz i pod oczy. Rano moja skóra jest promienna i wypoczęta. Skóra pod oczami dobrze nawilżona i sprężysta. Opakowanie jest tak duże, że nie żałuje go sobie do smarowania ciała czy dłoni. Wtedy najlepiej sprawuje się na dekolcie, piersiach i dłoniach. Nawilża oraz hamuje przykre skutki uczuleniowe (dotyczy dłoni). Dodaję go też do ręcznie robionych maseczek z glinką.

Na plus zasługuje jeszcze wydajność oraz to, że olej lniany nie zapycha porów.


Co mi się w nim nie podoba?
Przede wszystkim pipeta! Olej wycieka nim zdążę przenieść pipetę nad dłoń. Już nie raz wylałam kilka kropli na wykładzinę. Nie wiem czy to mi trafiło się felerne opakowanie czy ten produkt już tak ma? Druga rzecz to zapach, który jest bardzo delikatny, ale i nieładny. Wyczuwam go tylko przez krótką chwilę, ale musiałam o tym wspomnieć.

W podsumowaniu napiszę Wam, że warto używać naturalnych olei w wieczornej pielęgnacji. Ten rodzaj nawilżania docenią na pewno osoby ze skóra wrażliwą oraz z cerą skłonną do zapychania. W pielęgnacji twarzy dobrym rozwiązaniem jest mieszanie ze sobą dwóch czy trzech różnych olei. Jeden olej na dłuższą metę może być za słaby dla wymagających okolic oczu. Ja aktualnie mieszam masło shea z olejem lnianym, ale mam w planach kupić kilka różnych olei i sprawdzić ich działanie solo jak i w mieszankach;)

Co myślicie o pielęgnacji naturalnymi olejami?

Atina.

Czytaj dalej

Pervoe Reshenie Bania Agafii Maska do włosów drożdżowa - pobudzenie wzrostu

Maska do włosów drożdżowa to wspaniały sposób na przyśpieszenie wzrostu włosów. Drożdże piwne to naturalne źródło białka, witamin i mikroelementów, które przenikają w strukturę włosa, wzmacniając je i przyspieszając wzrost. Olej z kiełków pszenicy posiada działanie regeneracyjne i przeciwdziałające wypadaniu. Sok z brzozy to znany ludowy środek na wzmocnienie cebulek włosowych. Dzięki zawartości olejów z zimnego tłoczenia maska ułatwia rozczesywanie. Włosy stają się jedwabiste i pełne blasku.

Pojemność: 300 ml
Cena: 13 - 20zł
Sklep: drogerie internetowe


Na pobudzeniu wzrostu mi nie zależy, więc nawet nie zwróciłam uwagi czy maska działa coś w tym temacie. Moją uwagę przykuł za to zapach, który początkowo mi się nie podobał, a po którymś kolejnym użyciu zaczął mi przypominać słodkie ciasteczka i teraz go uwielbiam. A w pierwszych dniach używania miałam naprawdę wstręt do tego aromatu.


Maska ma bardzo rzadką konsystencję, ale nie specjalnie mi to tu przeszkadza. Jest dość wydajna i ma wygodne opakowanie. Jeśli chodzi o działanie na włosy to lekko je nawilża, ułatwia rozczesywanie i chyba tyle. Nie wygładza i nie dociąża ich w ogóle. Z tego co zauważyłam to wszystkie rosyjskie kosmetyki tego nie robią. Zapewne to wina naturalnego składu, bez silikonów. Jeśli myję włosy przed snem, to nie przeszkadza mi brak dociążenia, do rana włosy same się dociążą. Myjąc je jednak przed wyjściem wymagam lekkiego wygładzenia, bo tak to na końcówkach mam sianko.

Skład: Aqua with infusions of: Yeast Extract, Betula Alba Juice; enriched by extracts: Inula Helenium Extract, Arctostaphylos Uva Ursi Extract, Silybum Marianum Extract, Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil, Ribes Aureum Seed Oil, Pinus Siberica Cone Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Ascorbic Acid, Panthenol, Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid


Aktualnie myje włosy praktycznie zawsze przed snem i w związku z tym maska jako tako dobrze się u mnie spisuje. Jednakże za chwilę zetnę włosy, za chwilę zrobi się też cieplej i wtedy na pewno będę chciała myć włosy z rana. Na szczęście maska już dobija dna, więc będzie miejsce na nowy kosmetyk do pielęgnacji włosów. Oby tylko dociążał włosy;)

A tak w ogóle to pamiętam jak był szał na te maski w blogosferze. Strasznie chciałam mieć wtedy właśnie tą drożdżową ;d

A Wy co myślicie o rosyjskich kosmetykach do włosów?

Atina.
Czytaj dalej

bareMinerals Ultimate Radiance Collection Zestaw róży i rozświetlaczy + mini pędzel (prezentacja+swatche)

Zestaw ten wyczaiłam w TK Maxxie. Kosztował około 80zł, a jego normalna cena to około 150zł. Także udało mi się zapłacić prawie połowę mniej. Uwielbiam róże do policzków oraz kosmetyki mineralne, dlatego nie mogłam się oprzeć przed wypróbowaniem tego zestawu. 


Każdy mój słoiczek zawiera 0,57g produktu, a pełnowymiarowe opakowanie to tylko 0,85g, więc niewiele więcej. Za to cena pełnego wymiaru jest już dużo wyższa - 118zł, a przypominam, że ja za cały zestaw zapłaciłam tylko 80zł.  Moje miniaturki wystarczą mi na naprawdę porządne testy i na pewno wyrobię sobie opinie na temat tych konkretnych odcieni.


Na chwilę obecną używam tylko najjaśniejszego odcienia Flawless Radiance. Za jakiś czas na pewno zrobię notki o dwóch właśnie najjaśniejszych, według mnie rozświetlaczy i o dwóch ciemniejszych różach do policzków. Ogólnie producent poleca używać tych produktów na policzki, kości policzkowe, na cienie do powiek i na usta.


Od dołu: 

Flawless Radiance - o tym odcieniu mogę już coś powiedzieć. Według mnie jest to rozświetlacz, który ładnie rozpromienia i dodaje blasku zmęczonej cerze. Nie jest nachalny, ma delikatne drobinki i daje efekt tafli. Noszę go na kościach policzkowych w codziennym makijażu. Czasami nakładałam go też na jasny cień do powiek, ale tu był praktycznie niewidoczny, muszę spróbować na ciemniejszym kolorze.

Skład: Mica (CI 77019), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77492), Bismuth Oxychloride (CI 77163) 

Pure Radiance jest to bardzo delikatna, błyszcząca brzoskwinia. 

Skład: Bismuth Oxychloride (CI 77163), Mica (CI 770019), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77499), Carmine (CI 75470) 

Luxe Radiance to różowy róż zawierający milion migoczących, mikroskopijnych drobinek.

Ruby Radiance najciemniejszy odcień z całej czwórki. Ostatnie dwa kolory nie są dostępne w pełnowymiarowych opakowaniach i nie znalazłam ich składów. 


Do zestawu był dołączony mini pędzel, który idealnie nadaje się do nakładania rozświetlacza na kości policzkowe. Jest bardzo miękki, a praca nim to sama przyjemność.


Na chwilę obecną jestem zadowolona z zakupu. Pędzel i Flawless Radiance na pewno się u mnie nie zmarnują. Róże podejrzewam, że też się u mnie dobrze spiszą. Jedynie mam obawy co do brzoskwiniowego rozświetlacza. Nigdy nie lubiłam się w tym kolorze. 

A Wy co myślicie o tym zestawie? Który odcień najbardziej Wam się spodobał?


Miłego weekendu
Atina.

Czytaj dalej

Najel Mydło Aleppo z 12% zawartością oleju laurowego

Mydło oliwkowo-laurowe nie podrażnia. Nadaje się do każdego typu skóry – nawet dla dzieci oraz alergików. Wysoka zawartość cennych składników sprzyja przywróceniu naturalnej równowagi lipidowej skóry. Mydło ma wszechstronne zastosowanie: służy do pielęgnacji twarzy, całego ciała i włosów.

Waga: 100g
Cena: 12-14zł
Sklep: drogerie internetowe


W czeluściach internetu wyczytałam, że oryginalne mydło Aleppo nie zawiera w swoim składzie gliceryny. Niestety moja kostka ją posiada. Początkowo trochę się tym zdenerwowałam i bałam się go używać do twarzy. Jednakże moje obawy okazały się niesłuszne, bo mydło świetnie się u mnie spisuje. Stosuje je do mycia twarzy oraz ciała. Tak, coraz częściej sięgam po mydło pod prysznicem, zamiast po żel pod prysznic.


Pielęgnacyjne jestem bardzo zadowolona. Mydło dobrze myje i nawilża. Nie zapycha i nie podrażnia cery. Zaczęłam je stosować gdy tylko wykończyłam czarne mydło afrykańskie Dudu-Osun /recenzja/. Od razu poczułam różnicę w wyglądzie skóry. Jednak moja cera bardziej potrzebuje nawilżenia niż mocnego oczyszczenia. Dudu-Osun bardziej sprawdzi się przy cerze tłustej, a nie tak jak mojej mieszanej, odwodnionej. 

Podczas mycia czuć, że mydło zawiera sporą ilość oleju. Dobrze się mydli, ale tworzy niewielką pianę.

Do wad zaliczam zapach, który nie jest brzydki, ale jak dla mnie nijaki. Szczególnie mi to przeszkadza gdy używam go do mycia ciała, wtedy zapach jest dla mnie bardzo ważny. Lubię sobie uprzyjemniać kąpiel ładnym aromatem oraz pięknie pachnieć już po kąpieli;))) W przypadku mydła Aleppo zapach jest nudny i ziemisty. Nawet nie chcę nim pachnieć dłużej niż podczas kąpieli.


Podsumowując jestem zadowolona, ale ze względu na zapach nie ponowie tego zakupu. Chyba, że moje kolejne wybory okażą się kompletną klapą pielęgnacyjną, to całkiem możliwe, że ze skruchą wrócę do Aleppo. Bo jednak zapach to tylko taki mój kaprys,  a najważniejsze jest działanie!

Znacie mydła Najel? Które najbardziej lubicie?


Atina.
Czytaj dalej

L'Oreal Paris Age Perfect Orzeźwiający tonik do twarzy z witaminą C

Tonik został kupiony w UK, ale mam podejrzenia, że u nas w Polsce też on występuje, tylko w trochę innym opakowaniu. Jeśli wiecie coś na ten temat to dajcie koniecznie znać;)

Za 200ml zapłaciłam 18zł, ale była to cena promocyjna, normalnie kosztuje trochę więcej. Do zakupu skusiła mnie właśnie niższa cena oraz informacja o zawartości witaminy C. Dodatkowo producent obiecuje, że tonik wygładza, odświeża oraz usuwa oznaki zmęczenia. Czyli to czego dokładnie moja cera potrzebuje.


Tonik mieści się w wygodnym i powiedziałbym nawet ładnym opakowaniu. Bardzo przyjemnie pachnie - świeżo i rześko. Dzięki temu po jego użyciu od razu czuje się odświeżona i gotowa do działania. Stosuje go tylko rano, przed zrobieniem makijażu. Wieczorem po demakijażu zawsze myje twarz naturalnym mydłem i nie czuje potrzeby dodatkowego tonizowania skóry. Rano za to nie wyobrażam sobie życia bez toniku, mgiełki czy hydrolatu.


Niestety nie zauważyłam wygładzenia, ale odświeżenie i niewielkie usunięcie oznak zmęczenia już tak! Moja skóra po tym toniku jest zdecydowanie milsza w dotyku, świeższa, nawilżona i troszkę jakby bardziej promienna. Jest idealnie przygotowana do wchłonięcia swojej codziennej dawki kremu oraz przyjęcia makijażu. 

Skład niewiele mi mówi, ale cieszę się, że jest chociaż krótki. Jedynie rozpoznaję Glycerin, którą moja skóra nawet lubi, a przynajmniej do tej pory nie zauważyłam jakiegoś jej negatywnego wpływu na moją cerę. PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, czyli substancja odtłuszczająca, podobno bezpieczna dla skóry.


Ogólnie jestem zadowolona z tego produktu. Używam z przyjemnością i jeśli nic nowego nie będę miała na oku to chętnie do niego jeszcze kiedyś wrócę. 

Przy okazji życzę Wam miłych Walentynek ;)
A i nie ważne czy ktoś lubi to święto czy nie! Ważne, żeby pozwolić innym spędzić ten dzień tak jak tego chcą. Ja z okazji tego święta byłam dziś kupić nowe łóżko, ale niestety dostarczą mi je dopiero za 10 dni;/ Resztę dnia spędzam zwyczajnie, a Wy co dziś robicie?

No i co myślicie o toniku z dzisiejszej notki? Znacie, lubicie?

Atina.

Czytaj dalej

Niekosmetyczne łupy z TK Maxxa

W TK Maxxie najczęściej można mnie spotkać na dziale z kosmetykami, ale od czasu do czasu zaglądam też w inne rejony tego sklepu. Ostatnio udało mi się upolować całkiem fajne rzeczy. Kosmetyki pokaże w innym poście, a dziś zapraszam na niekosmetyczne łupy.


Przede wszystkim kupiłam kilka drobiazgów do roweru, tj. zapięcie, pompkę i światła. Każda rzecz kosztowała około 25-30zł. Dla porównania w sklepie rowerowym musiałabym zapłacić dwa razy tyle. Także jestem już gotowa na rozpoczęcie sezonu rowerowego, czekam tylko na pogodę;)


Udało mi się też upolować buty Pumy w naprawdę dobrej cenie! Miałam ochotę na te buty już wcześniej, ale ze względu na to, że do wiosny było jeszcze daleko to stwierdziłam, że nie ma co tak wcześnie kupować takich butów. Później okazało się, że dobrze zrobiłam bo zostały przecenione ze 180zł na 90zł. Niezły deal, co?


Na koniec zostawiłam najświeższe łupy, czyli angielskie herbaty na prezenty dla bliskich i znajomych. W żadnym sklepie nie znalazłam tak ciekawej oferty jak w TK Maxxie. Po pierwsze niska cena (dwie po 18zł i jedna za 24zł), po drugie opakowania idealne na pamiątkowy prezent;) Myślę, że jak spotkam kolejne to jeszcze dokupię ze dwie.


Od jakiegoś czasu TK Maxx jest jednym z moich najulubieńszych sklepów w Anglii. Jedynie co to nie mogę odnaleźć się tu na dziale z ubraniami. Jeśli puści mnie choroba, to pewnie dziś popołudniu znowu zajrzę do TK Maxxa;)

Jak Wam się podobają moje zakupy z TK Maxxa? Co Wy najczęściej tu kupujecie? 

Atina.
Czytaj dalej

Blogowe współprace to zło!

Po kilku latach blogowania wreszcie wyrobiłam sobie własne zdanie na temat blogowych współprac. Jak wiecie przerobiłam ich całe mnóstwo: wpisy sponsorowane, recenzje płatne i barterowe, banery itp. Wiem jedno współprace w zbyt dużej ilości to zło! W swojej blogowej karierze miałam od kilkunastu do kilku współprac naraz oraz tak jak teraz zero. O ile liczba 2-3 współprac to przyjemność tak te w większych ilościach to już męczarnia.

Jak tu czerpać przyjemność z blogowania gdy gonią Cie terminy, masz szafę pełną niedopasowanych lub podobnych do siebie kosmetyków, jak na co drugim blogu piszą o tym samym, jak nie ma miejsca na Twoje własne wybory, zakupy? W pewnym momencie to wszystko przytłacza i nie daje już satysfakcji.

Absolutnie nie potępiam osób, które współpracują z wieloma firmami, ale chciałabym aby mój wpis dał im trochę do myślenia. Ja otrząsnęłam się dopiero po którymś wyjeździe z kraju, gdzie musiałam zawiesić wszystkie współprace. Wreszcie poczułam jak może wyglądać blogowanie bez tego dodatku jakim są paczuszki od firm kosmetycznych. Później miałam ich zdecydowanie mniej i wtedy czułam się najlepiej! Uważam, że do wszystkiego trzeba dojrzeć i najlepiej przeżyć te kilkanaście współprac z ogromem kosmetyków do testów, a później się odciąć i zobaczyć jak to jest być panem i władcą swojego bloga. Uwierzcie mi czuć ogromną ulgę i różnice!

Przy okazji chciałam napomknąć, że najbardziej wkurzające podczas moich wszystkich blogowych współprac był nagły brak kontaktu. Takich przypadków było wiele, ale te niezaczęte lub jednorazowe współprace mnie w ogóle nie ruszały. W pamięci jednak utkwiła mi jedna z długoletnich współprac z pewną znaną firmą, która bez słowa wyjaśnienia nagle przestała do mnie pisać i odpowiadać na moje wiadomości. Nawet nie wiecie jaką mam teraz alergię na ich kosmetyki;d A najlepsze jest to, że w tym czasie z innymi blogerkami dalej prowadzono współpracę i podjęto też kilka nowych. Rozumiem, że firmie mogło się odwidzieć, ale nie rozumiem dlaczego zostałam bez słowa wyjaśnienia. Tym bardziej, że zanim się zorientowałam, że zostałam olana to pisałam normalne maile, myśląc, że może one nie dochodzą? Bardzo nieładnie mnie potraktowano po tych wszystkich latach współpracy.

Oczywiście ciekawa jestem co o tym myślicie? Też uważacie, że multum blogowych współprac to zło?

Atina.
Czytaj dalej

Rimmel London 60 Seconds Szybkoschnący lakier do paznokci nr 855 Stuck In The Mud

Lakier do paznokci wysycha w mniej niż 60 sekund, aplikacja dzięki szerokiemu pędzelkowi trwa zaledwie 1 sekundę, co zapewnia ekspresowy kolor na paznokciach w każdych warunkach. Głębokie nasycone kolory, piękny połysk i wysoka trwałość. 

Pojemność: 8ml
Cena: 5 - 12zł
Sklep: Rossmann i drogerie internetowe


Stuck In The Mud jest chłodnym, trochę brudnym nudziakiem, który jest uniwersalnym kolorem. 

Kolor: błotny nudziak
Wykończenie: kremowe
Aplikacja: łatwa i przyjemna
Pełne krycie: dwie warstwy
Schnięcie: bardzo szybkie
Trwałość: dwa dni bez żadnych ulepszaczy, jest ciut mniej trwalszy niż moje dotychczasowe lakiery z tej serii




A tu dla porównania słodszy brat nr 500 Caramel Cupcake, o którym pisałam już jakiś czas temu /klik/.

od lewej: nr 500 caramel cupcake, nr 855 stuck in the mud


Osobiście ciężko mi się zdecydować który jest ładniejszy. Lubię obydwa!

A Wam który bardziej się podoba?
Atina.
Czytaj dalej

Yves Rocher Riche Creme Fluide Anti-Rides Bienfaisant Przeciwzmarszczkowa emulsja na dzień przywracająca komfort

Lekka emulsja o działaniu przeciwzmarszczkowym, która jednocześnie zapewnia skórze komfort. Bogata w 30 drogocennych olejków, o wyjątkowo delikatnej i płynnej konsystencji, odżywia skórę i zapewnia uczucie komfortu, nadając jej miękkość i gładkość oraz widocznie zmniejsza zmarszczki. W jednej chwili skóra staje się gładka, miękka i pełna młodzieńczego blasku.

Pojemność: 50ml
Cena: 122zł
Sklep: Yves Rocher


Emulsje kupiłam ponieważ zachwycił mnie krem pod oczy z tej samej serii /recenzja/. Udało mi się ją kupić w dużej promocji. Z tego co pamiętam to zapłaciłam za nią  połowę standardowej ceny. Cena regularna jest zdecydowanie za wysoka. Tym bardziej, że emulsja nie powaliła mnie swoim działaniem na kolana. Jest przeciętna. 


Podoba mi się jej szklane opakowanie z higieniczną pompką. Chociaz w podróży szkło na pewno by się nie sprawdziło. Póki co nie przemieszam się tak często jak kiedyś, więc mi to nie przeszkadza, wręcz nawet podoba. Na plus zasługuje też lekka konsystencja, która nie wchłania się do matu, ale puder całkowicie załatwia sprawę niepotrzebnego błysku na twarzy. Fluide Anti Rides dobrze współgra z podkładem mineralnym.


Niestety emulsja nie wygładza i nie napina skóry. Lekko ją nawilża i nie podrażnia. Do tego jest niewydajna! Zdecydowanie za szybko znika z buteleczki.
W składzie znajdziemy 30 drogocennych olejków, które nie specjalnie dbają o moją skórę.


Nie żałuję, że ją kupiłam, ale na pewno nie ponowie tego zakupu. Moja skóra potrzebuje zdecydowanie czegoś bardziej odżywczego. Ten produkt pewnie lepiej się sprawdzi na młodszej cerze -26. Dziwne, że tak lekki i mało odżywczy produkt jest docelowo przeznaczony dla kobiet w wieku +50. 

Znacie serie Riche Creme od Yves Rocher? Polecacie jakiś konkretny produkt?

Atina.
Czytaj dalej

Moje zakupy na eBayu /#1/

Na eBayu zazwyczaj kupuje drobiazgi, które są dużo tańsze niż na Allegro czy w innych polskich sklepach. Do tego odchodzi koszt wysyłki, bo zazwyczaj sprzedawcy oferują ją za darmo. Fakt, że na przesyłkę trzeba czekać od tygodnia do trzech, ale mi to akurat nie przeszkadza, bo kupuje rzeczy, które nie są mi potrzebne od zaraz.


Regularnie zamawiam tu zwykłe zegarki na rękę oraz etui na telefon. Tym razem skusiłam się na zwykły gumowy zegarek, który służy mi podczas aktywności fizycznej typu bieganie czy jazda na rowerze (cena: 6zł) oraz bardziej wyjściowy na czerwonym, cienkim pasku (7zł).


Etui na telefon Sony Z1 Compact (18zł). Bardzo lubię ten rodzaj pokrowców typu portfel. Telefon oraz jego wyświetlacz jest bezpieczny nawet wrzucony luzem do torebki. Dodatkowo w środku są małe przegródki, w których można schować dowód osobisty, kartę kredytową czy pieniądze papierowe.


Pierwszy raz skusiłam się na zamykany pędzel do torebki (10zł). MAC to to na pewno nie jest, ale włosie jest całkiem ok. Noszę go w mojej podręcznej kosmetyczce, ale nie korzystam zbyt często.



To by było na tyle moich łupów z eBaya, ale czekam jeszcze na kilka kolejnych paczuszek;d Tym razem pokusiłam się głównie na biżuterię. Musicie wiedzieć, że zakupy na eBayu bardzo wciągają!

A Wy co najczęściej klikacie na eBayu?

Atina.
Czytaj dalej