Lass Indian Mango Naturalne mydło prosto z Indii

Zawarte w mydełku masło mango dogłębnie nawilża, uelastycznia i koi suchą skórę (ma właściwości zbliżone do masła kakaowego i masło shea). Bogate w naturalne antyoksydanty, hamuje oznaki starzenia się skóry. Rozjaśnia i wyrównuje koloryt cery, sprawiając, że wygląda zdrowo i promiennie. Kąpiel z mydełkiem mango jest energetyzującym doznaniem, doskonale wpływa na samopoczucie.

Waga: 125g
Cena: 10zł
Sklep: drogerie internetowe


Mydła naturalne skradły moje serce i duszę. Sięgam po nie codziennie do mycia twarzy, dłoni i całego ciała. Patrzeć jak niedługo zrezygnuje z żeli pod prysznic. Myślę sobie, że taka kostka to będzie idealne rozwiązanie w podróży. Musze tylko zaopatrzyć się w jakąś wygodną, zamykaną i w miarę ładną mydelniczkę. Może wiecie gdzie znajdę coś ciekawego?


Przejdźmy jednak do mydła Lass Indian Mango - brzmi soczyście, prawda? Niestety bardzo zawiodłam się na zapachu. Liczyłam na rozpieszczanie zmysłów, a dostałam jakieś resztki mdłych owoców! Mydło prawie w ogóle nie pachnie. Gdy się mocno w wącham to wyczuwam bardzo mizerne nuty owocowe, ale wierzcie mi nie tak pachnie mango. Wiem, że mydło to występuje w wielu odmianach, ale ja na pewno nie skuszę się już na żadne z nich;/


Trzeba jednak przyznać, że mydło ma bardzo dobry, naturalny skład. Zawiera olej kokosowy, rycynowy, słonecznikowy, oliwę z oliwek, olej z nasion róży, wodę różaną oraz masło z mango. Dobrze nawilża i nie podrażnia mojej wrażliwej skóry. Jest wydajne i w miarę dobrze się pieni. Nie zmienia to jednak faktu, że się na nim bardzo zawiodłam. Na szczęście już je zużyłam:)

Podsumowując nie polecam mydeł Lass. Chyba, że nie zależy Wam na zapachu, wtedy na pewno będziecie zadowolone z właściwości pielęgnacyjnych. 

Znacie mydła Lass? Podobają się Wam ich zapachy?

Atina.

Czytaj dalej

Zakupy kosmetyczne z Polski

Mój krótki urlop w Polsce zaowocował kosmetycznymi zakupami. Pierwszą część zdobyczy z Polski pokazywałam Wam już w tym poście klik. Dziś przyszła pora na mieszankę firm i miejsc, w którym dane produkty zakupiłam. Zapraszam Was do oglądania, czytania i komentowania;)


Zacznę od kosmetyków Le'Maadr, których akurat nie kupiłam tylko otrzymałam w ramach współpracy. Tak, w ostatnim czasie podjęłam się dwóch różnych współprac blogowych. Myślę, że to dobre rozwiązanie, aby poznać coś nowego, na co sama bym nie trafiła w sklepie lub nie zwróciła specjalnej uwagi.

Do testów wybrałam kosmetyki do cery naczynkowej: wodę micelarną oraz krem z komórkami macierzystymi. Obydwa produkty wydały mi się bardzo ciekawe oraz odpowiednie dla mojej wrażliwej cery z problemami naczynkowymi. Używam ich już od początku kwietnia, ale dam im jeszcze trochę czasu zanim napiszę o nich na blogu.


Kolejne produkty to już mój zakup. Postanowiłam sięgnąć po serie Hydrabio od Biodermy. Bardzo dobrze zapamiętałam działanie miniaturek (serum i maska) i chciałam dopieścić swoją skórę tymi kosmetykami. Kupiłam serum i peeling. Niestety po pierwszych testach nie jestem aż tak zadowolona jak kiedyś. Czyżby moja skóra stałą się bardziej wymagająca? Na razie jednak nie skreślam tej serii, dam jej jeszcze jedną szansę. Zakupy poczyniłam w aptece Gemini, gdzie znowu nie otrzymałam ani jednej próbki.


Uzupełniłam zapas kremów pod oczy. Te są bardziej treściwe i mam zamiar używać ich na noc, ale jeśli się da to też na dzień. Wybrałam je przeszukując Wasze blogi;) Od początku kwietnia używam kremu Nacomi, o nim więc pewnie niebawem przeczytacie na blogu. Kremy z Tołpy czekają na swoją kolej. Kupiłam je w promocji 15zł/szt. w Drogerie Natura, a Nacomi dobrałam do zamówienia z apteki Gemini.


Serum do twarzy Majesty to prezent od znajomej, który zapowiada się naprawdę dobrze. Enzymatyczny peeling Floslek otrzymałam już kiedyś do testów klik i z tego co pamiętam to byłam z niego bardzo zadowolona.  A że nie chce mi się już testować nowści w tej dziedzinie, to postanowiłam wrócić do czegoś sprawdzonego. Udało mi się też zdobyć miniaturkę słynnej maski Origins Drink Up! Na pewno nie omieszkam wspomnieć o niej na blogu.


W związku z tym, że moje włosowe zapasy mocno się skurczyły (aktualnie mam tylko dwa szampony, dwie odżywki + maska z tego postu) postanowiłam coś dokupić. A w ogóle to już się cieszę na myśl o poszukiwaniach nowego szamponu i odżywki:))) Wracając do aktualnego zakupu to wybór padł na niedrogą, ale świetnie się zapowiadającą kremową maskę Argan Hair Dr. Sante. Jest to nowa marka od Elfa Pharm.


Jak Wam się widzą moje nowości? Co Was najbardziej zaciekawiło?

Atina.
Czytaj dalej

Invisibobble Zakręcone gumki do włosów

Długo się opierałam modzie na zakręcone gumki Invisibobble i gdy nadarzyła się okazja do ich przetestowania to pomyślałam sobie czemu nie! Szczerze to wcześniej widziałam podróbki tychże gumek i wcale mi się nie podobały, bo były duże, a ja mam włosy krótkie/półdługie. Invisibobble są cieńsze i zgrabniejsze. Także już na starcie zyskały u mnie dużego plusa.


Gumki wybrałam w kolorze jasnego różu PINK POWER, tak aby nie rzucały się bardzo w oczy na moich blond włosach. Wymyśliłam sobie, że fajniej będzie jak nie będą bardzo widoczne. Teraz narobiłam sobie ochoty na bardziej widoczne - czerwone!

Invisibobble charakteryzują się tym, że nie ciągną i nie wyrywają włosów. Są bardzo wytrzymałe i nie ściskają zbyt mocno włosów, co mi akurat czasem dokuczało podczas noszenia zwykłych gumek. Projekt tejże gumki jak zapewne się domyślacie powstał w oparciu o konstrukcję kabla telefonicznego. Jej sprężynowa budowa ściska mocno włosy, ale nie powoduje bólu i nie tworzy widocznych śladów, co też było moją odwieczną zmorą.


Gumka się rozciąga, ale po jej zdjęciu i odłożeniu po jakimś czasie wraca do swojego pierwotnego kształtu. Bardzo dobrze trzyma włosy i rzeczywiście nie pozostawia na nich śladu jak to robią zwykłe gumki. Podoba mi się jak wygląda na włosach. Dziwnie, ale fajnie! Na chwilę obecną zrezygnowałam całkowicie  ze zwykłych gumek i noszę tylko Invisibobble. A musicie wiedzieć, że często noszę związane włosy, bo tak mi jest najwygodniej.


Zestaw takich trzech gumek Invisibobble możecie kupić na perfumesco.pl w cenie 9,99zł. Jest to jedna z najniższych cen jakie udało mi się znaleźć za ten pakiet. W innych sklepach ceny dochodzą nawet do 15zł. Także polecam!

Znacie gumki Invisibobble? Macie ochotę je wypróbować? 

Atina.
Czytaj dalej

Neauty Minerals Mineralny podkład matujący Neutral Fair

Podkład zapewnia długotrwały efekt matowej twarzy. W zależności od liczby nałożonych warstw umożliwia uzyskanie od lekkiego do średniego krycia. Doskonale wyrównuje koloryt cery oraz pozwala ukryć drobne niedoskonałości.

Cena: 44,90zł
Pojemność: 8g
Sklep: neauty.pl


Recenzję zacznę od informacji, że jestem minerałoholiczką i nie wyobrażam sobie makijażu zwykłym, drogeryjnym podkładem. Czasem skusze się na jakiś azjatycki bb krem, ale szybko wracam do minerałów. Lubię to poczucie, że nosze na twarzy coś lekkiego, naturalnego. Maluję się codziennie i zależy mi na tym aby cera oddychała, nie była zbyt obciążona. To wszystko dają mi podkłady mineralne. Jeśli jeszcze ich nie znacie to polecam Wam spróbować, chociażby podkład Neauty z dzisiejszej notki z którym bardzo się polubiłam o czym już za chwile przeczytacie.


Po Neauty sięgnęłam z czystej ciekawości. Ze względu na niewysoką cenę od razu zamówiłam pełnowymiarowe opakowanie. Z kolorem trafiłam w dziesiątkę. Neutral Fair jest jasny, ale nie trupio blady. Jest to drugi z najjaśniejszych odcieni od Neauty. Idealnie się prezentuje na mojej twarzy. Dzięki niewielkiemu kryciu i dobrze dobranemu odcieniu w ogóle nie widać go na buzi. Podkład nie zapycha i nie podrażnia mojej bardzo wrażliwej cery.

Neutral Fair - neutralny odcień z brzoskwiniowymi tonami, idealny dla jasnej karnacji.

Skład:
 Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Boron nitride +/- C.I. 77492, C.I. 77499, C.I. 77491


Podkład bardzo dobrze ukrywa naczynka oraz inne drobne niedoskonałości cery. Nie radzi sobie za to z tuszowaniem pryszczy, ale  musicie wiedzieć, że ja zawsze nakładam tylko jedną, cienką warstwę. Na pojedyncze krosty i tak zwykle nakładam korektor. Neauty bardzo ładnie wyrównuje koloryt cery oraz dobrze matuje, chociaż w upały albo przy wzmożonym wysiłku wymaga poprawek. Warto jednak wspomnieć, że jak już się świecę to jest to bardzo naturalne, nie ma mowy o zważonym podkładzie. Wszystko cały czas dobrze wygląda. Podkład nie ma też jakiś specjalnych skłonności do podkreślania suchych skórek. Do tego jest bardzo wydajny! Nawet nie wiem ile już go używam, ale myślę, że 3-4 miesiące, a zostało mi jeszcze około 1/3 opakowania. 

Dużym plusem jest też łatwa aplikacja. Chyba tylko raz zdarzyło mi się nałożyć go za dużo, co w efekcie końcowym niefajnie wyglądało. Musiałam go zmyć i od nowa nałożyć. Winą tego zdarzenia była zbyt duża ilość produktu na pędzelku.

Zdjęcie poniżej pochodzi z mojej starej notki zakupowej. Możecie na nim zobaczyć jak Neutral Fair ma się do dwóch innych odcieni od Lily Lolo i Anabelle Minerals.


Podsumowując jestem bardzo zadowolona z tego podkładu. Jak tylko pojawię się w Polsce to na pewno zaopatrzę się w kolejne opakowanie dokładnie tego samego odcienia. O właśnie przypomniała mi się jedna wada - opakowanie! Jest takie sobie, wygodne, trwałe, ale niezbyt ładne. Na całe szczęście posiada zamykane sitko i tylko dlatego przymykam oko na estetykę tegoż pudełeczka. 

Znacie podkłady mineralne Neauty? Lubicie minerały? 

Atina.
Czytaj dalej

You Beauty Box Kwiecień 2016

Tematem przewodnim kwietniowego You Beauty Box'a są kosmetyki naturalne i organiczne, czyli coś co bardzo lubię. Wybór dwóch produktów był znowu bardzo łatwy. Spośród ośmiu produktów jeden już mam, wiec wybierałam tylko z siedmiu. W moim przypadku lepsze branie mają kosmetyki do pielęgnacji twarzy i w związku z tym wybrałam tylko takowe ;)


W tym miesiącu mogłam wybierać z pośród następujących kosmetyków:

1. Urban Veda Purifying Daily Facial Wash (20ml)
2. The Organic Pharmacy Marigold & Comfrey Hand Cream (50ml)
3. Sönd Hydrating Face Spray (10ml)
4. Kneipp Sweet Dreams Herbal Bath Oil (20ml)
5. INIKA Organic Eyeliner in Black Caviar  (1,2g)
6. Dr.Organic Organic Hemp Oil Intesive Eye Serum (15ml)
7. Balance Me Radiance Face Mask (30ml)
8. AD skin synergy Organic Rose Geranium Nourishing Night Treatment Facial Oil (50ml)

Pierwszym moim wyborem było intensywne serum pod oczy z olejem konopnym firmy Dr.Organic. Jest to produkt pełnowymiarowy i w sklepie kosztuje 59zł, a samo pudełko kosztowało około 40zł (6,95£). Nigdy nie miałam nic z tej firmy, więc jestem bardzo ciekawa jak to serum się u mnie spisze.


Drugim i ostatnim kosmetykiem jaki wybrałam dla siebie jest odżywczy olej do twarzy Róża i Pelargonia AD skin synergy. Nie ukrywam, że duży wpływ na ten wybór miała róża oraz to, że bardzo lubię wszelkie oleje. Ten dodatkowo jest wyposażony w spray, co wydaje się być ciekawym rozwiązaniem, ale zobaczymy jak to będzie w praktyce. Cena sklepowa 20£.


Kolejne produkty były dołączone do każdego pudełka. Jedna z dwóch masek do włosów Hask Argan Oil & Keratin Protein Deep Conditioner. Mi trafiła się wersja Keratin Protein do wszystkich rodzajów włosów (50g).


Ostatnie kosmetyki to dwie kapsułki z olejkiem do relaksu od Neom. Jedna ma dodać energii i pobudzić, a druga odstresować. Taki tam bajer, ale wypróbuje;)


Znowu jestem zadowolona, chociaż szkoda, że kosmetyki znajdujące się w każdym pudełku to tylko saszetka i kapsułki. Wiadomo wolałabym coś w większym rozmiarze. Za to produkty, które wybrałam sama są trafione w dziesiątkę! Z niecierpliwością czekam na edycje majową . 

Jak Wam podoba się kwietniowy You Beauty Box? O którym kosmetyku chciałybyście poczytać na blogu?

Atina.
Czytaj dalej

Vedara Naturalny złoty peeling do ciała

Złoty peeling skutecznie oczyszcza skórę, przyspiesza metabolizm i poprawia mikrokrążenie. Zawiera ekskluzywną kompozycję oleju kokosowego i migdałowego, które dogłębnie odżywiają, nawilżają i regenerują naskórek, a także tworzą warstwę ochronną zapobiegają utracie wilgoci. Luksusowy olejek karotenowy (z marchwi) dostarcza maksymalną dawkę witamin z grupy B nadając skórze piękny, delikatny koloryt. Zawarte w peelingu drobinki cukru i pestki winogron usuwają martwy naskórek. Cukier szybko rozpuszcza się pod wpływem kontaktu z wodą przez co peeling nie podrażnia naskórka. Złote drobinki dodają blasku i optycznie rozświetlają wyrównując koloryt i niedoskonałości na skórze. Preparat pozostawia odbudowaną i wzmocnioną barierę lipidową skóry. Peeling łatwo się spłukuje pozostawiając skórę piękną, nawilżoną i świeżą.

Pojemność: 150ml
Cena: 48zł
Sklep: Vedara


Peelingu do ciała używam bardzo rzadko, ale używam! Im bliżej wiosny, lata tym częściej po niego sięgam, jednak i tak jest to co najwyżej raz w tygodniu. Dlatego nie mam zapasów w tej kategorii, Vedara jest aktualnie jedynym zdzierakiem do ciała jaki posiadam. Powoli będę rozglądać się za czymś nowym, ale nic się nie stanie jeśli zostanę bez peelingu do ciała. 


Zacznę od tego co mi się podoba w tym soczyście żółtym produkcie. Po pierwsze naturalny skład! Z wiekiem coraz bardziej stawiam na naturalność, co nie oznacza, że nie lubię się z chemią - ona też ma swoje zalety, ale jeśli mogę to wybieram zielone kosmetyki. Po drugie delikatny stopień zdzierania. Wiele razy już pisałam, że moja skóra nie lubi silnych preparatów peelingujących. jedynie stopy przetrwają wszystko, pozostałe części ciała są nad wyraz delikatne i wrażliwe. Vedara ma zatopione w sobie kryształki cukru, które pod wpływem wody rozpuszczają się, dzięki czemu nie trą skóry zbyt ostro. Po trzecie posiada piękny, średnio intensywny, trochę perfumeryjny zapach. Ostatnią zaletą jest wygodne, metalowe opakowanie, które całkiem ładnie prezentuje się w łazience.


Jedynie co mi się nie podoba to cena! Według mnie jak na peeling do ciała je ciut za wysoka. Chociaż z drugiej strony nie jest łatwo znaleźć tego typu kosmetyk z tak dobrym składem. Za przemawia również duża wydajność i to, że po jego użyciu skóra jest miękka, wygładzona i przede wszystkim dobrze nawilżona. 

Ja osobiście i tak bardzo rzadko wracam do kosmetyku, który ma mi uprzyjemniać kąpiele, także następnym razem pewnie sięgnę po coś innego, ale polecam Wam go wypróbować i poznać tę przyjemność jaką daję skórze i zmysłom węchu prysznic z Vedarą.

Macie ochotę na złoty peeling Vedary? Jaki inny peeling (najlepiej dostępny w UK) możecie mi polecić?

Ps. na złoto w ogóle nie zwróciłam uwagi ;d

Atina.
Czytaj dalej

Wibo Boom Boom Maskara nadbudowująca rzęsy, nadająca objętość w rozmiarze XXL

Gotowa na mega efekt z mega szczotką? Maskara o kremowej formule zapobiegająca sklejaniu rzęs. Idealnie nadbudowuje rzęsy, nadając im objętość w rozmiarze XXL. Silikonowa szczoteczka precyzyjnie je rozczesuje i modeluje, nadając mega efekt sztucznych rzęs oraz miękkość i sprężystość.

Pojemność: 11g
Cena: 12,39zł
Sklep: Rossmann


Kolejny tusz od Wibo i znowu ten sam problem. Niestety, ale maskara ma tendencje do osypywania się. Odrobinę mniejszą niż Extreme Lashes klik, ale jednak ma! Wystarczy lekkie potarcie oczu i już mamy ciemne obwódki pod oczami.  Szkoda, bo sam tusz mi przypasował. Ładnie rozdziela rzęsy, lekko je podkręca i wydłuża. Daje naturalny, ale widoczny efekt.


Szczoteczka jest duża jak na silikonowy twór, jednakże wygodnie mi się nią operuje. Ładnie rozdziela i pokrywa tuszem dosłownie każdą rzęsę. Efekt możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej.


Jak już pisałam jestem zadowolona z efektu i gdyby nie ta słaba trwałość to pewnie polecałabym go Wam wypróbować, a tak to same zdecydujcie czy warto po niego sięgnąć?

Podoba się Wam efekt jaki nim uzyskałam? Jest to jedna, szybka warstwa nałożona z rana przed wyjściem z domu.

Atina.
Czytaj dalej

Zakupy z e-naturalne.pl oraz kilka słów o oleju z pestek jeżyn

Raz na jakiś czas robię zakupy w sklepach z półproduktami. Przeglądam ofertę kilku sklepów i wybieram tą  która w danym momencie jest dla mnie najciekawsza. Tym razem padło na sklep e-naturalne.pl. Jestem zadowolona z obsługi oraz z produktów jakie otrzymałam. Nie mogę jednak powiedzieć, że następnym razem też zrobię tam zakupy. Lubię też inne sklepy, więc nie wiadomo gdzie następnym razem zawitam.


Kupiłam jedwab sproszkowany, który mam zamiar dodać do zakupionego tu też pudru bambusowego. Sam bambus u mnie średnio się sprawdził, więc postanowiłam go trochę ulepszyć.


Hydrolaty chętnie stosuje zamiast toników, bo są naturalne i moja cera je uwielbia. Tym razem postanowiłam przetestować geraniowy i z kwiatów lipy.


Skusiłam się też na dwa oleje o bardzo małej pojemności (10g). Szukam dla siebie oleju idealnego i taka pojemność jest idealna do testów. Zainteresował mnie olej z pestek jeżyn oraz z jagód goji. Z tym drugim wiąże duże nadzieję. Zdecydowałam się też na zakup masła kawowego. Dużo czytałam o jego cudnym zapachu oraz świetnym działaniu na skórę pod oczami! Zobaczymy co z tego wyniknie;)

  
Z olejem z pestek z jeżyn zdążyłam się już poznać. Używam go głównie pod oczy i na włosy, czasami na całą twarz. Nie mogę powiedzieć, żeby mnie on zachwycił. Jest poprawny, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ani cera, ani włosy nie krzyczą "wow" po jego użyciu. Resztki zużyłam do masek z glinką. Najbardziej jednak przeszkadza mi w nim opakowanie, które praktycznie już po trzecim użyciu było całe utłuszczone. O ile słoiczek można umyć, to etykiety już nie!


Z samych zakupów jak już pisałam jestem zadowolona. Pierwszy zużyty produkt mnie nie zachwycił, ale mam jeszcze kilka innych do wypróbowania. Liczę, że znajdę tu jakąś perełkę!

Dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało, o czym chciałybyście przeczytać na blogu?

Atina.
Czytaj dalej

Caudalie Paris Woda winogronowa spray

Niezwykle łagodząca mgiełka, uzyskana ze świeżo zebranych ekologicznych winogron, odświeża i nawilża skórę w każdym momencie dnia.

Pojemność: 75 i 200ml
Cena: 20zł i 39zł
Sklep: apteki


Woda winogronowa to świetna alternatywa dla wody termalnej. Przyznam się szczerze, że mi już się znudziła woda Uriage /recenzja/. Caudalie według mnie ma lepszy wpływ na moją cerę. Oprócz odświeżenia odczuwam lekkie nawilżenie oraz widzę zdecydowaną poprawę wyglądu cery. Szczególnie widzę to na skórze pod oczami, która po spryskaniu jest bardziej napięta i bardziej wypoczęta. Wody winogronowej używam wieczorem przed nałożeniem olejków,  czasem rano przed nałożeniem pielęgnacji i makijażu oraz do zwilżania masek z glinki. Pomimo tego, że posiadam małe opakowanie o pojemności 75ml, to wody w ogóle nie ubywa. Wydawałoby się, że już dawno powinna się skończyć. Dlatego na początek spokojnie możecie zainwestować właśnie w to mniejsze opakowanie, które wystarczy Wam na swobodne jej używanie i przekonanie się czy jej działanie Wam odpowiada.

Dodatkowo woda nie wymaga osuszania, co dla mnie jest ogromnym plusem oraz ma naturalny skład.

Skład: 
Vitis vinifera (grape) fruit water*, vitis vinifera (grape) juice*, nitrogen.
* plant origin   

Myślę, że do wody winogronowej jeszcze kiedyś wrócę, a od wody Uriage muszę chyba odpocząć. Może za jakiś czas za nią zatęsknię? 

Znacie kosmetyki Caudalie? Polecacie coś szczególnie?

Atina.
Czytaj dalej

Vichy Laboratoires Dermablend Puder utrwalający 16h


Transparentny puder utrwalający DERMABLENDtworzy ochronną warstwę na powierzchni skóry, stanowiąc barierę między makijażem a środowiskiem zewnętrznym. Wydłuża trwałość podkładu, nawet w ekstremalnych warunkach, odporny na pocenie, kąpiel oraz wycieranie.
Trwałość podkładu jest przedłużona. Nie podkreśla niedoskonałości, nie wysusza skóry i nie zmienia koloru wybranego podkładu. Nadaje matowe wykończenie makijażu.
Odpowiedni do skóry wrażliwej. Hipoalergiczny. Bez parabenów.
 
Pojemność: 28g
Cena: 70-100zł
Sklep: apteki


Puder Vichy był już od jakiegoś czasu na mojej chciej liście. Czytając pozytywne recenzje na blogach nie mogłam o nim zapomnieć i cięgle mi siedział w głowie. W końcu go kupiłam, w końcu mam swoje zdanie na jego temat! Jeśli jesteście ciekawe czy warto było wydać te 70zł, to zapraszam do dalszej części notki.

Zacznę od jego zalet. Ma solidne i minimalistyczne opakowanie, które mi się podoba i które zostawię sobie na inny puder, np. z BU. Dermablend jest bardzo drobno zmielony, dzięki czemu świetnie się rozprowadza i wtapia w skórę. Nie podkreśla suchych skórek, nie bieli, nie podrażnia i jest bardzo wydajny.


Niestety, ale puder posiada też wady. Nie posiada zamykanego sitka, przez co za dużo pudru wydostaje się na zewnątrz. Początkowo spowodował wysyp krost, ale po paru dniach wszystko się unormowało i teraz jest już dobrze. Matuje tak sobie, na kilka godzin (3-4). Dużo lepiej w tym temacie spisywał się puder Ecocera /recenzja/. Do wad mogę też zaliczyć cenę, która nie jest wygórowana, ale tylko jeśli produkt posiadałby same lub prawie same zalety.

Wielką zagadką dla mnie jest skład podany na opakowaniu - "talc" i tylko tyle!?


Ogólnie nie żałuję wydanych pieniędzy, ale więcej na pewno nie sięgnę po ten produkt, bo za 15 zł mogę mieć 15 gram pudru Ecocera, który poza topornym opakowaniem ma same zalety.
Puder Vichy polecam osobom o suchej lub normalnej cerze, które nie potrzebują mocnego matu.

Co myślicie o tym pudrze? Macie swojego faworyta w tej dziedzinie?

Atina.
Czytaj dalej