Kulturalnie proszę! (Salvador Dali, Łagodna)

Salvador Dali wielki artysta i ekscentryk, którego bardzo polubiłam w ostatnim czasie. Wystarczyło mi, że przeczytałam kilka zdań o jego życiu i przepadłam. Zafascynowała mnie jego postać, jego tok myślenia, życie i twórczość. Na razie jeszcze nie przeczytałam jego autobiografii "Moje sekretne życie", ale jak tylko to nadrobię, to będzie okazja do powrotu Salvadora na bloga:) W tej chwili znam go tylko z tekstu o jego muzie Gali, czyli Heleny Diakonovej, byłej rosyjskiej emigrantki, starszej od Dalego o 10 lat. Musicie wiedzieć, że do tej pory raczej nie interesowałam się malarstwem, ale Salvador dali właśnie to zmienił!


Poniższy obraz to jedno z jego najsłynniejszych dzieł, pt. "Trwałość pamięci". Powstało ono w 1931 roku w Port Lligal, gdzie artysta wraz z żoną Galą spędzał wakacje. Obraz ten stał się symbolem surrealizmu, którego to przedstawicielem był właśnie Dali. Surrealizm jest to bunt przeciwko klasycyzmowi. W malarstwie było to "wyrażanie wizualne percepcji wewnętrznej". Artyści starali się, aby ich obrazy burzyły logiczny porządek rzeczywistości.


"Twarz Mae West, która może posłużyć jako mieszkanie" to portret z 1933 roku. Przedstawia słynną amerykańską aktorkę filmową i teatralną. Ten obraz dał początek historii niezwykłej sofy, która cztery lata po jej namalowaniu powstała naprawdę. Do dziś można kupić taką kanapę. Na obrazie to usta aktorki są sofą, oczy - obrazami, nos - komodą, a włosy - kotarą.


Mam nadzieję, że te dwa obrazy i mój krótki tekst zachęci Was do pogłębienia wiedzy na temat Dalego. A może wcale nie trzeba Was namawiać?

***

Drugą częścią dzisiejszego odcinka jest opowiadanie "Łagodna. Opowiadanie fantastyczne." Fiodora Dostojewskiego. Historia, która od samego początku wciąga i aż szkoda, że jest taka krótka.

lubimyczytać.pl

Łagodna to jedno z najciekawszych opowiadań Fiodora Dostojewskiego. To historia mężczyzny, który powoli dochodzi do bolesnej prawdy o samym sobie i swoim życiu. Głębokie studium psychologiczne człowieka doświadczonego przez życie, który swoim postępowaniem doprowadza do tragedii. Doskonałe tłumaczenie oraz solidne opracowanie pozwolą w pełni zrozumieć mistrzostwo prozy Dostojewskiego. Lektura polecana przez nauczycieli i metodyków.

W książce znajdziemy wnikliwe studium psychologiczne człowieka. Mąż i żona to główni bohaterowie "Łagodnej", a ich postawy można interpretować na wiele sposobów. Sama wymyśliłam już niejedno wytłumaczenie ich postępowania. Wiem jedno, wszyscy w tej książce są nieszczęśliwi.
Opowiadanie choć krótkie zawiera w sobie pełno prawd życiowych, np. żeby nie odkładać życia na jutro, żeby rozmawiać z partnerem, żeby nie żyć dla opinii, żeby słuchać drugiej osoby,  itd. Po lekturze czytelnik zostaje z masą pytań na temat bohaterów jak i własnego życia.

To już wszystko w dzisiejszym odcinku:) Mam nadzieję, że Was zainteresowałam i pokazałam nowe kierunki. Pochwalcie się co Was ostatnio mocno zainteresowało? Może jakaś książka, film?

Atina.
Czytaj dalej

Październikowe nowości w mojej kosmetyczce

Co miesiąc sobie obiecuje, że nic już nie kupię i co miesiąc mi się to nie udaje. Chociaż jako tako się ograniczam i nie kupuje rzeczy, których wiem, że nie zużyje, czyli np. kolorówki. Na co dzień używam stałego zestawu i tak jest mi dobrze. Od czasu do czasu kupie jakiś drobiazg, ale naprawdę się mocno kontroluje w tej dziedzinie. Znam swoje upodobania i wiem, że nadmiar cieni czy podkładów tylko mi szkodzi. Mogę się pochwalić, że aktualnie posiadam tylko jeden podkład mineralny, który lubię i używam z przyjemnością. A kiedyś miałam minimum 5 sztuk na stanie. Mam też tylko jeden bronzer i jeden puder. Powoli nastaje minimalizm w mojej kolorowej kosmetyczce. Z pielęgnacją jest trochę gorzej, ale ją się szybciej zużywa, więc nie wyobrażam sobie nie mieć zapasu ;d


L'Oreal Paris Infinia Preference nr 9.13 Bergen
W końcu zmieniłam kolor farby. Kupiłam dwa opakowania i jedno już zużyłam. Jestem zadowolona, ale do pełnej recenzji brakuje mi zdjęć. Mam nadzieję, że nadrobię to przy drugim opakowaniu. Wcześniej używałam 9.1 Viking klik z którego również byłam zadowolona, ale potrzebowałam odmiany.


Faith In Nature Brave Botanicals Odżywka nawilżająca do włosów normalnych i suchych Kokos
Pomimo szlabanu na włosowe specyfiki skusiłam się na kolejną odżywkę. Upolowałam ją w TK Maxx'ie i nie mogłam odpuścić. Uwielbiam różany szampon z tej firmy klik, więc kokosowa odżywka musiała być moja.


Dove Go Fresh Mydło ogórek i zielona herbata
To chyba jedyna wersja, której jeszcze nie używałam. Nigdy specjalnie mnie nie kusiła, ale postanowiłam ją wreszcie wypróbować. Pod względem pielęgnacyjnym jest w porządku, ale zapach nie powala. Osobiście wolę kokosowe i waniliowe.


Sanex Dermo Sensitive Anti-perspirant
Kupiony tylko dlatego, że wyszłam z domu bez użycia antyperspirantu. Pierwszy raz mi się to zdarzyło! Przypomniałam sobie o tym, gdy byłam już na mieście, więc szybko kupiłam pierwszy lepszy antyperspirant. Poleciałam do sklepu z odzieżą i weszłam do przymierzalni w celu aplikacji dezodorantu ;d Od razu mi ulżyło i mogłam spokojnie wrócić do dalszej realizacji planu dnia.


Pearlessence Woda micelarna z wodą różaną
Kolejny zakup z TK Maxx'a. Ten akurat był potrzebny, bo nie mam zbyt dużego zapasu w tej kategorii. Za butle 500ml zapłaciłam 4,99£. Była też wersja z wodą kokosową, ale ja jednak jestem większą fanką róży:)


Gainwell Gąbka Konjac
Kupiłam ja tylko dlatego, że była bardzo tania i coś mi się obiło o uszy, że to taki hit blogowy. Chętnie przekonam się na własnej skórze jak ta gąbka działa.


Korres Krem przeciwsłoneczny do twarzy z jogurtem SPF50
Bardzo polubiłam się z tym kremem w wersji SPF30 klik. Postanowiłam sprawdzić jak spisze się u mnie wersja z wyższym filtrem. Aktualnie wykańczam wszystkie niewypały filtrowe, które okazały się za tłuste na lato. Do Korres pewnie wrócę doiero na wiosne, ale chciałam już go mieć. Zamawiałam go na eBay'u od prawdziwego greka;) Kosztował 10 dolarów.


Holland&Barrett Aloe Vera Gel
Jestem już rok w Anglii, a dopiero teraz odkryłam sklep H&B. Na razie skromnie skusiłam się na ich żel aloesowy. Niestety w mojej miejscowości nie ma stacjonarnie kosmetyków do włosów Faith in  Nature. Znalazłam tylko mydła, które nie przekonały mnie do siebie swoim składem.


Naturium Olej makadamia
Saszetka oleju z polskiego Rossmanna. Zapodziała mi się gdzieś w bagażu i dopiero niedawno ją odnalazłam. Przyda mi się do domowego SPA.


NARS Shimmer Eyeshadow Fathom
Na koniec drobiazg z kolorówki, którą staram się ograniczyć jak tylko się da. Cień kupiłam bardziej z ciekawości do marki niż z potrzeby. Szczerze to nie potrzebuje żadnego nowego cienia, ale od czasu do czasu dam się na coś skusić. Zobaczymy czy było warto?


To już tyle. W listopadzie planuje zakup prezentów dla najbliższych. Nie wykluczam, że będą to też kosmetyki. Lubię je kupować także na prezent:)

Który produkt Was najbardziej interesuje?

Atina.


Czytaj dalej

Potrzebuje Waszej pomocy! Jaką szczotkę obrotową kupić?

Nigdy nie miałam ręki do modelowania włosów za pomocą szczotki i suszarki. Zawsze zbyt długo to trwało, a i efekty jakie uzyskiwałam nie były zadowalające.  Jakiś czas temu wyczytałam, że taka obrotowa szczotka może zdziałać cuda. Wygładzi, wyprostuje i lekko odbije włosy od nasady, przy czym nie niszczy ich tak jak, np. prostownica. Przyznam, że brzmi to bardzo interesująco i od jakiegoś czasu szukam w necie różnych tekstów i filmików na ten temat. Aktualnie mam mętlik w głowie i nadal nie wiem na który model i jaką firmę się zdecydować. Jedynie co to udało mi się odrzucić Babyliss, bo jest droga, nie nadaje się do modelowania całkiem mokrych włosów, ma tylko jedną i do tego bardzo dużą szczotkę. Ja szukam czegoś do włosów średniej długości, do lekkiego odbicia ich od nasady, wygładzenia i pozbycia się puchu. Wolałabym coś co jest dostępne w Anglii, ale jeśli macie jakiś konkretny hit z Polski to wstrzymam się z zakupem do grudnia.
W angielskich sklepach znalazłam TRESemme Volume Styler 2776U. Sama firma nie za wiele mi mówi, tzn. wiem, że mają kosmetyki do włosów, ale ich nigdy nie używałam. W ich szczotce obrotowej spodobał mi się wygląd, co akurat nie jest istotne, ale jednak musiałam o tym wspomnieć. Lubię połączenie czerni z różem. Moją uwagę przykuło plastikowe włosie, które podobno lepiej wygładza niż to naturalne oraz moc 700W. Im większa moc tym lepiej. Bybyliss widziałam, że ma tylko 500W, tzn. któryś ze starszych modeli, bo te nowsze i oczywiście droższe (około 300zł) też już mają 700W. TRESemme to koszt około 115zł.

Poza tym jest jeszcze John Frieda, ale on też ma naturalne włosie, więc na chwilę obecną odpada. Dużo pozytywnych opinii czytałam o szczotkach Remington, ale tych w Anglii nie dostanę.

Jeśli macie jakieś doświadczenie z obrotowymi szczotkami do włosów, to proszę podzielcie się swoimi opiniami w komentarzach.

Atina.
Czytaj dalej

Britney Spears Fantasy EDP

Fantasy to drugi zapach wylansowany przez Britney Spears w rok po oszałamiającym sukcesie Curious. Kompozycja jest współczesnym eliksirem miłosnym zawartym w olśniewającym flakonie w kolorze fuksji ozdobionym małymi kryształkami. Zapach został stworzony dla czarujących i kuszących kobiet i doskonale wyraża siłę miłości, która potrafi nas naskoczyć w najmniej spodziewanym momencie.

Pojemność: 30/50/100ml
Cena: 85zł za 100ml
Sklep: internetowe perfumerie


Mój flakon ma pojemność 50ml, co bardzo mnie cieszy, bo doszłam do wniosku, że mniejsze flakony są ładniejsze. Po pojemność większą niż 50ml raczej nie będę sięgać, chyba, że nie będę miała wyboru.

Fantazja od Britney Spears jest słodka, troche cukierkowa. Niestety są to sztuczne landryny, bardzo intensywne i nie porywające. O wiele bardziej polubiłam się z siostrzaną wersją Midnight Fantasy do której może nawet kiedyś wrócę. Do Fantasy na pewno nie będzie powrotu. Nawet rozważam posłane jej dalej w świat, bo im dłużej jej używam tym bardziej mam jej dość. Jej niezaprzeczalną zaletą jest wspomniana już intensywność oraz dobra trwałość. Pachnie cały dzień, a nawet i dłużej. Po kilku godzinach fajnie się rozwija i nawet łapię się na tym, że zastanawiam się co tak ładnie pachnie, ale to są dosłownie krótkie i bardzo rzadko wyczuwalne chwile.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: kiwi, śliwka chińska
nuta serca: biała czekolada, jaśmin, biała orchidea
nuta bazy: korzeń irysu, piżmo


Flakon wzbudza we mnie różne emocje i czasem patrząc na niego myślę sobie ''co za kicz", a czasem "kurczę całkiem fajny ten flakon". Podoba mi się gdy stoi na tej szklanej tacce ze zdjęć. Tacka jest zielona, a różowy flakon ma zielone diamenciki. Ładnie to ze sobą współgra. Takie zestawienie wywołuje we mnie skojarzenia z Indiami, a to mi zdecydowanie odpowiada.

Znacie/lubicie perfumy Britney Spears?


Atina.
Czytaj dalej

Naturalny puder sypki za niewielkie pieniądze

Nieda się ukryć, że ciągnie mnie do naturalnej strony kosmetycznej i w związku z tym postanowiłam używać też naturalnego pudru matującego do wykończenia i utrwalenia makijażu. Chciałam trochę zaoszczędzić, więc nie wybrałam żadnego z gotowych pudrów mineralnych. Ich koszt to około 50-90zł. Stworzyłam własną mieszankę z jedwabiu sproszkowanego mikronizowanego (5,60zł/3g) i pudru bambusowego (10,60zł/10g).  Czyli mam 13g pudru za 16,20zł. Obydwa produkty pochodzą ze sklepu e-naturalnie.pl.


Jedwab sproszkowany  to proteina mająca ogromne podobieństwo do protein występujących w skórze i włosach. Jest otrzymywany ze sproszkowania czystej fibroiny (główny składnik budulcowy naturalnych włókien jedwabiu). Zatrzymuje wilgoć oraz oleje, redukując efekt świecenia się, czyni skórę miękka i jedwabiście gładką, zwiększając jej elastyczność oraz odpowiednie napięcie.  
Sproszkowane białko jedwabiu naturalnego, dzięki zdolności zatrzymywania i utrzymywania wilgoci oraz pochłaniania tłuszczu, jest idealnym surowcem do preparatów przeznaczonych dla cery tłustej. Włączenie go do fluidów i innych preparatów kosmetycznych pomaga zredukować świecenie i utrzymać pożądany kolor makijażu.

Puder bambusowy to biały i bardzo lekki proszek będący roślinną alternatywą dla pudrów mineralnych, będący w 100% produktem roślinnym, naturalnym. Jest dedykowany szczególnie do skór przetłuszczających się i mieszanych. Ma zdolność wysokiej absorpcji nadmiaru sebum, pozostawia skórę na bardzo długo matową oraz jedwabiście gładką.
Ponad 90% pudru stanowi zmikronizowana krzemionka, która optycznie wygładza skórę, dając wrażenie wypoczętej, z idealną poświatą. Działa antybakteryjnie, przeciwtrądzikowo, wspomaga gojenie się ran, łagodzi podrażnienia oraz reguluje pracę gruczołów łojowych. Niweluje zmarszczki na skórze tłustej (nie zalecany do skóry suchej!).


Nie zastanawiałam się zbytnio nad proporcjami i zmieszałam ze sobą to co miałam, czyli 10g pudru bambusowego z 3g jedwabiu. Myślę, że takie proporcje są dobre, chociaż następnym razem chciałabym spróbować mieszanki z większą ilością jedwabiu.

Puder bardzo dobrze się u mnie spisuje. Matuje cerę na kilka godzin jeśli nakładam go na tłusty filtr, a jeśli na lekki krem to nawet cały dzień. Nie podkreśla suchych skórek, nie zapycha i nie bieli. Jest bardzo wydajny i tani. Jego jedyną wadą jest opakowanie. Plastikowe słoiczki są po prostu nieładne i niewygodne. Moją mieszankę trzymam w słoiczku po innym pudrze. Dlatego warto sobie zostawić takie jedno opakowanie na tego typu eksperymenty.


Myślę, że zostanę przy tego typu mieszankach. Przynajmniej wiem co nakładam na twarz. Do takiego pudru możecie też dodać inne składniki, tj. krzemionka, puder ryżowy czy glinka biała. Wasza cera i portfel na pewno będą zadowolone:)

Używacie pudrów sypkich? Jaki aktualnie gości w Waszych kosmetyczkach?


Atina.
Czytaj dalej

Kosmetyki z UK: Argan 5+ Głęboko naprawcza odżywka do włosów suchych

Kosmetyki Argan 5+ można kupić w Anlgii w sklepie Waitrose oraz w TK Maxx. Ja swoją odżywkę dorwałam właśnie w tym drugim. Kosztowała mnie około 2-3 funty mniej. Jej regularna cena to 5,99£ za 300ml.


Zadaniem odżywki jest nawilżenie, naprawienie i wygładzenie suchych włosów. Trzeba przyznać, że nie są to obietnice bez pokrycia. Kosmetyk naprawdę dba o włosy. Po pierwszym użyciu nie było efektu wow, ale z każdym następnym myciem widać było, że włosy wyglądają coraz lepiej. Są nawilżone, lśniące i zdrowe. Produkt na tyle mi się spodobał, że z pewnością jeszcze kiedyś wrócę do tej marki.

Odżywka nie obciąża włosów, jest średnio wydajna i ma takie sobie opakowanie. Trochę niewygodnie dozuje się z niego kosmetyk. Konsystencja jest raczej rzadka, ale nie sprawia kłopotów podczas aplikacji, to opakowanie jest problematyczne. Odżywka posiada dziwny zapach, taki trochę z męską nutą. Na szczęście aromat nie utrzymuje się zbyt długo na włosach.


Argan 5+ się postarał i stworzył całkiem przyjemny skład. Na trzecim miejscu znajdziemy olej kokosowy, niestety arganowy jest dopiero na jedenastym, ale jest! Gdzieś pomiędzy znalazła się gliceryna, hydrolizowana keratyna i masło shea. Natomiast w dalszych pozycjach umieszczono olej lawendowy, olej z czarnego pieprzu, olej z imbiru, olej z nasion baobabu, olej z nasion kukui, olej z moringi, olej z górskich orzechów (plukenetia volubilis), olejek z liści gorzkiej pomarańczy, olej z tymianku, olej z korzenia trawy zizanoides, olej z amyris. Skład bardzo bogaty i niespotykany. Wielu roślin kompletnie nie kojarzę.  


Uważam, że kosmetyk jest ciekawy i wart poznania. Jeśli macie do niego dostęp to nie zastanawiajcie się zbyt długo;)

Znacie kosmetyki Argan5+? Lubicie?

Atina.

Czytaj dalej

Vianek Odżywczy płyn micelarny i tonik 2w1 do każdego rodzaju cery z ekstraktem z nagietka

Delikatny preparat łączy w sobie funkcje płynu micelarnego, skutecznie usuwającego makijaż oraz toniku o działaniu nawilżającym o kojącym. Przeznaczony do każdego rodzaju skóry. Dzięki zawartości oleju rokitnikowego, oleju z pestek moreli i lecytyny sojowej, odżywia i pozostawia ochronną warstwę, która zapobiega przesuszeniu skóry. Ekstrakt z nagietka i panthenol łagodzą podrażnienia i przywracają komfort skórze po demakijażu.

Pojemność: 200ml
Cena: 16,99zł
Sklep: apteki, drogerie
Ważność: 3 miesiące od otwarcia


Moja skóra twarzy lubi naturalne produkty i jeśli tylko mogę to staram się właśnie takie kosmetyki wybierać. Vianek spełnia całkowicie moje oczekiwania. Płyn ma dobry skład, nie podrażnia, nie uczula i przede wszystkim dobrze zmywa makijaż. Zaskoczył mnie tym, że poprawnie i szybko zmywa kredkę i tusz do rzęs z oczu. Niestety nie testowałam go na mocnym makijażu oka (nie nosze już od dawna;/). Przy codziennym, lekkim oku sprawdza się idealnie.

Podoba mi się opakowanie, które jest wygodne i solidnie wykonane. Do tego kwiatowy motyw jest naprawdę uroczy.

Skład:
Aqua, Decyl Glucoside, Glycerin, Calendula Officinalis Flower Extract, Propanediol, Panthenol, Prunis Armeniaca Kernel Oil, Hippophae Rhamnoides Oil, Lecithin, Citric Acid, Phytic Acid, Cocamidopropyl Betaine, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Lilial, Coumarin.


Jedyna rzecz, która nie do końca mi odpowiada to zapach. Nie żeby był brzydki, ale jakoś tak nie przypadł mi zbytnio do gustu. Podejrzewam, że tak właśnie pachnie nagietek, który nie jest moim ulubionym ziołem.

Podsumowując jestem z niego bardzo zadowolona. Moja skóra jest dobrze oczyszczona, nawilżona i odżywiona. Szkoda tylko, że płyn nie pachnie ładniej, jak na przykład winogronowy Biolaven klik. Jeśli miałabym wybierać z pośród tych dwóch micelów to jednak wygrywa słodko pachnący Biolaven. Oba płyny są tak samo dobre, a w moim wyborze kierowałam się tylko zapachem.

Ciekawa jestem, który płyn Wy wybierzcie?

Atina.
Czytaj dalej

Lush po raz pierwszy!

Stało się! Wreszcie Lush zagościł w mojej kosmetyczce. Moja ciekawość została zaspokojona, ale tylko w kwestii pielęgnacji ciała. Następnym razem skuszę się na coś do twarzy lub włosów. Dziś podzielę się z Wami moimi odczuciami względem trzech produktów: mydła, kremu do rąk i ciała oraz żelu pod prysznic.


Mydło Old Father Time

Przede wszystkim przedziwny i bardzo intensywny zapach. Początkowo nie bardzo mi się podobał, ale później jakoś do niego przywykłam, chociaż nadal nie mogę powiedzieć, że się z nim polubiłam. Jest bardzo intensywny i ciepły, typowo zimowy. Mydła używałam tylko do mycia ciała, ponieważ skład nie jest zbyt naturalny. Niby zawiera naturalne oleje, ale ma też dużo chemii.

Kostka sprawia dużo przyjemności pod prysznicem. Dobrze się pieni, mocno pachnie, barwi wodę i oczywiście myje. Jest bardzo wydajna, używałam jej przez 2-3 miesiące. Myślę, że jakbym lepiej trafiła z zapachem, to pewnie mój zachwyt byłby dużo większy. A tak mogę powiedzieć, że byłam zadowolona.



Body lotion do rąk i ciała Dream Cream

Najsłabsze ogniwo z całej trójki. Głównie ze względu na zapach, który jak dla mnie jest wręcz nie do wytrzymania. Gdy go użyłam pierwszy raz, to miałam w głowie tylko jedną myśl, aby wziąć prysznic drugi raz, bo nie usnę otoczona takim smrodkiem. Dream Cream pachnie jak mokra słoma, jak podgnita trawa na łące, jak coś co mój nos nie akceptuje. Najgorsze jest to, że zapach jest intensywny i przez to nie mam ochoty go używać. Poza tym mogę mu jeszcze zarzucić, że jest zbyt rzadki, co nie jest wygodne podczas aplikacji. Pielęgnacyjnie dobrze się spisuje, ale w moim przypadku to nic nie znaczy, bo aromat podgniłej trawy skutecznie odstrasza mnie od jego używania. Skład całkiem przyjemny jak na Lusha. Zdążyłam się już zorientować, że Lush nie jest wcale taki naturalny jak go malują. Co niestety nie zmienia faktu, że marka i jej produkty nadal mnie kuszą;d
100g/6,50 funta



Żel pod prysznic Rose Jam

Cudo! Najlepszy kąsek z całej trójki. Żel fantastycznie pachnie słodkim, różanym dżemem. Połączenie róży z wanilią jest ucztą dla moich zmysłów. W dodatku słodycz ta dosyć długo utrzymuje się na skórze.  Po kąpieli pachnę jeszcze godzinę, a może nawet dłużej. Kosmetyk ma bardzo gęstą konsystencje, przez co jest mega wydajny. Moje opakowanie o pojemności 100ml wystarczyło mi na niecały miesiąc używania. Większość żeli o pojemności 250ml wystarcza mi właśnie na 4 tygodnie. Oczywiście kosmetyk spełnia swoją podstawową rolę, czyli myje przy czym nie wysusza skóry i nie podrażnia. Chętnie jeszcze kiedyś sięgnę po ich żele pod prysznic.
250g/9,95 funta

Skład:
Sodium Laureth Sulfate, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerine, Water, Fair Trade Vanilla Pod Infusion, Cypress Leaf Infusion, Lauryl Betaine, Perfume, Goji Berry Juice, Lactic Acid, Argan Oil, Organic Rose Absolute, Rose Oil, Egyptian Geranium Oil, Sicilian Lemon Oil, Citronellol, Coumarin, Geraniol, *Limonene, *Linalool, Colour 17200


Podsumowując nie wszystko złote co jest Lushem! Na trzy produkty jeden okazał się hitem, jeden przeciętniakiem i jeden kitem. W sumie i tak niezły wynik.

Znacie kosmetyki Lush? Który produkt Was zachwycił, a który zawiódł?

Atina.
Czytaj dalej

Vis Plantis Helix Vital Care Nawilżający peeling do ciała z filtratem ze śluzu ślimaka (malina moroszka+magnolia)

Ekologiczne piękno z Natury. Doskonały efekt ścierania i tolerancja. Kremowa, bogata, aromatyczna formuła. Dobre nawilżenie. Już po pierwszym użyciu skóra jest oczyszczona, gotowa na przyjęcie substancji aktywnych i skutecznie z nich korzysta. Jest satynowo gładka, świeża, miękka i rozświetlona. Pory są odblokowane, co chroni przed powstaniem niedoskonałości i zaskórników. Składnik wiodący: naturalne, ekologiczne, w pełni biodegradowalne granulki ścierające w 100 % z surowców odnawialnych, wytworzone z pulpy drzewnej certyfikowanych lasów o zrównoważonej gospodarce.

Pojemność: 200ml
Cena: 14,99zł
Sklep: Elfa Pharm


Niezwykle kremowy i delikatny peeling do ciała, który zdecydowanie wyróżnia się na tle innych kosmetyków zdzierających. Ma porządny skład, dobrze nawilża i średnio zdziera, co akurat dla mnie też jest plusem. Mogę go stosować nawet na te najdelikatniejsze partie ciała jak np, dekolt. W kremowej bazie zatopiono małe, praktycznie niewidoczne granulki, które delikatnie ścierają naskórek. Jedyną wadą jaką dostrzegam w tym produkcie, to za mało intensywny zapach. Ja jednak lubię kilery zapachowe;d Vis Plantis oferuje przyjemny aczkolwiek delikatny zapach. Nie wyczuwam w nim malin, a lekkie, świeże kwiaty być może właśnie magnolie.


Składniki wspierające: 
• filtrat ze śluzu ślimaka - nowe odkrycie w wielokierunkowej pielęgnacji, gwarancja oryginalności i bezpieczeństwa, standaryzowany, skoncentrowany kompleks bioaktywnych składników 
•ekstrakty z maliny moroszki i magnolii -ochrona młodości skóry
• olej macadamia, masło shea -nawilżenie i natłuszczenie  
gliceryna - ochrona wilgoci  
• wielozadaniowy, opatentowany składnik ochronny - wygładzenie, elastyczność i sprężystość, ochrona przed wysuszaniem

Skład: 
Aqua, Ethylhexyl Stearate, Cellulose Acetate, Isopropyl Palmitate, Cetearyl Alcohol , Glycerin, Propanediol, Dimethicone, Ceteareth-20, Butyrospermum Parkii Butter,  Cera Alba, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Rubus Chamaemorus  Fruit ExtractMaltooligosyl Glucoside/Hydrogenated Starch Hydrolysate, Snail Secretion Filtrate, Magnolia Biondii Flower Extract, Sodium Stearoyl Glutamate,  Stearic Acid, Phenoxyethanol, Parfum,  Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Disodium EDTA


Peeling ma wygodne opakowanie, a jego wydajność mieści się w normie. Najbardziej cenię go za to, że nie oblepia skóry silikonami, a dobrze ją nawilża. Lubię po niego sięgać, bo wiem, że nie szkodzi mojej skórze, a to coraz ważniejszy dla mnie czynnik podczas wyboru kosmetyków zarównano do pielęgnacji ciała, twarzy czy do makijażu. Jeśli nie przeszkadza Wam delikatny zapach i nie lubicie mocnych zdzieraków, to koniecznie sięgnijcie po Vis Plantis!

Znacie peeling Vis Plantis? Co o nim myślicie?

Atina.
Czytaj dalej

Moje trzy cienie bazowe (L'Oreal, Neauty, Makeup Revolution)

Dziś pokażę Wam moje trzy cienie, których używam na co dzień solo lub jako baza pod inne kolory. Dwa z nich bardzo lubię i na pewno do nich wrócę, trzeci niestety mnie rozczarował. Tak w ogóle to jasny, cielisty cień zawsze mam w kosmetyczce, a teraz mam aż trzy!


Pierwszy z nich to Makeup Revolution w odcieniu Touch Me (2,3g/1funt). Cień kupiłam w Anglii, ale internetowe drogerie są bardzo dobrze zaopatrzone w kosmetyki tej marki. Bardzo polubiłam się z tym konkretnym odcieniem. Używam bardzo często i już nawet przebiłam się do dna.
Cień nie osypuje się, ma ładny, neutralny odcień i dobrą trwałość. Jedynie co mi się w nim nie podoba to opakowanie. Duże, toporne i nieestetyczne, gdy zetrą się już napisy, a dzieje się to niezwykle szybko. Jest szansa, że jeszcze kiedyś do niego wrócę.

 

Drugi cień z którym się polubiłam to cień mineralny Neauty w odcieniu Sandy Beach (0,2g/3,90zł i 1g/14,90zł). Od razu wiedziałam, że polubię się z tym kolorem, ale pech chciał, że jak składałam zamówienie to pełnowymiarowe opakowanie nie było dostępne. Próbka na tyle mi się spodobała, że nadal myślę o pełnym wymiarze. Cień jest dobrze napigmentowany, nie osypuje się i ma dobrą trwałość. No i najważniejsze jest naturalny!

Skład:
Mica, Cl 77891, Kaolin, Cl 77492, Cl 77499, Cl 77491.


Trzeci i ostatni cień na dziś to L'Oreal Color Infaillible nr 016 Coconut Shake. Kosmetyk, który długo był na mojej chciej liście i wreszcie gdy go mam, to czar prysł. Cień jest bardzo miękki przez co się osypuje. Nie przeszkadza mi to aż tak bardzo, ale dodatkowo odcień jakoś nie do końca mi pasuje. Mam wrażenie, że za bardzo rozjaśnia mi oczy, tzn. jest widoczny i wygląda to nienaturalnie. Jako jedyny z dzisiejszego zestawienia posiada mikroskopijne drobinki, które na szczęście nie są zbyt widoczne. Trzeba się naprawdę dobrze przyjrzeć, żeby je zauważyć.


Na swatach L'Oreal nie wypada najjaśniej, ale na oku właśnie tak go odbieram;/ Obecnie nie sięgam po niego w ogóle i myślę o tym aby posłać go dalej w świat.



Macie swój ulubiony cień bazowy? Znacie moje cienie? Podzielacie moja opinię na ich temat?

Atina.



Czytaj dalej