piątek, 31 sierpnia 2018

Vichy Ideal Soleil Krem przeciwstarzeniowy do twarzy SPF50

Wzbogacany wyciągiem z czarnej herbaty, by pokonywać oznaki starzenia i poprawiać wygląd skóry. Formuła zawiera również wyciąg z owoców Camu Camu i jest bogata w witaminę C dla wzmacnienia działania antyoksydacyjnego i ochrony przed czynnikami zewnętrznymi. Dzięki kremowej formule szybko wchłania się w skórę, pozostawiając naturalny, matowe wykończenie.

Pojemność: 50ml
Cena: 65zł
Sklep: apteki
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia


Najpierw zacznę od tego, że krem ten zawiera filtr przenikający - Homosalate. Na razie nie wiadomo czy jest szkodliwy, ale na pewno nie powinny go stosować kobiety w ciąży i karmiące, ponieważ filtry przenikające mogą działać estrogennie i wykryto je w mleku matki. Inne filtry przenikające to Etylhexyl Methoxycinnamate (Octylmethoxycinnamate), Benzophenone-3 , 4- Methylbenzylidene Camphor , Octyl Dimethyl PABA. Ja osobiście na pewno ni sięgnę ponownie  po ten krem, ponieważ podejrzewam u siebie podwyższony poziom estrogenów, więc wole nie dokładać sobie ich jeszcze więcej. 


Sam produkt spisywał się u mnie nieźle. Dobrze się wchłaniał i nie bielił. Czasem się wałkował, ale nauczyłam się jego aplikacji i naprawdę rzadko miałam z tym problem. Nie zwiększał błysku, ale i nie matował. Miał niezłe właściwości pielęgnacyjne - nawilżał i lekko wygładzał. Nie zapychał i nie podrażniał. Dobrze chronił skórę przed słońcem. Tubka była poręczna i odporna na zarysowania. 


Jeśli nie jesteście w ciąży, nie karmicie piersią i nie macie problemów z hormonami, to śmiało możecie sięgnąć po ten krem. Ja sama o tych filtrach przenikających dowiedziałam się dopiero teraz i na pewno w przyszłości będę zwracała na to uwagę. W zapasach mam jeden krem z filtrem, którego jeszcze nie sprawdziłam pod względem składu. Bez względu na to jaki on będzie to i tak go zużyje, ale następne zakupy na pewno będą bardziej przemyślane. 

Znacie tę wersje kremu przeciwsłonecznego od Vichy? Co myślicie o filtrach przenikających?

Atina.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Pachnąco i kolorowo z Lush

Ostatnio nie mam weny do blogowania. Nie chce mi się pisać recenzji. Potrzebuję odpoczynku, nie tyle od bloga co w ogóle. Mam trochę problemów ze zdrowiem i to one mi zaprzątają najbardziej głowę. Za tydzień zaczynam wakacje, więc mam nadzieję nabrać sił. Dziś przybywam z luźnym postem o kosmetykach Lush, które wpadły do mojej kosmetyczki dosłownie przedwczoraj.


W mocno pachnącym koszyku mam aż cztery szampony w kostce! Nie wszystkie są jednak dla mnie. Dwa postanowiłam podarować koleżankom, które nie znają jeszcze Lush'a. Dla siebie zostawiłam jedną sztukę żółtego Montalbano i różowy Jason And The Argan Oil. Do tej pory miałam i w sumie nadal mam szampon w kostce New, pisałam o nim tu. Jest bardzo wydajny a i ja używam go sporadycznie, bo mocno oczyszcza, a moje włosy niekoniecznie to lubią.

Cytrusowy Montalbano jest przeznaczony do włosów tłustych i matowych. Ma w swoim składzie oliwę z oliwek, olej z sycylijskich cytryn, świeży sok z cytryny, świeżą skórkę cytrynową, strzelające cukierki - cokolwiek one oznaczają;d, plasterek cytryny, absolut z rozmarynu, olej cytrynowy i ekstrakt z gardenii. Do tego SLS i perfumy.

Jason And The Argan Oil sprawia, że włosy są silniejsze, bardziej lśniące i miększe. Kostka ta ma cudowny zapach różanego dżemu. W składzie jak zwykle SLS i perfumy. A z dobroci agar, olej arganowy, gliceryna, absolut z róży, olej geraniowy, olej różany, olej z sycylijskiej cytryny.


Mydło Sea Vegetable urzekło mnie swoim niebieskim kolorem. Te które są dostępne teraz w sklepie mają nowy kształt i nową formułę. Moje na pewno zawiera wodorosty i lawendowy olej. Niestety nie wiem co dokładnie zmieniono. 


Kolejnego mydła nie potrafię rozszyfrować (zakupy robiłam na eBay'u). Nie znalazłam go w oficjalnym sklepie Lush ani w google. Może Wy znacie tego gagatka?
Wiem jedno kostka pachnie bosko! Intensywnie, słodko i tajemniczo. Bardzo dobrze się pieni i jest mega kremowa. Farbuje wodę na czerwono, co na pewno spodobałoby się dzieciakom;)


Podsumowując jestem bardzo zadowolona z zakupów. Kosmetyki pięknie pachną, są przyjemne w użyciu, ładnie się prezentują i mają niezłe składy. Oczywiście nie do końca naturalne, ale i tak jest nieźle. Raz na jakiś czas na pewno nie zaszkodzą. 

Co myślicie o kosmetykach Lush? Znacie, lubicie, polecacie coś konkretnego?

Atina.

środa, 1 sierpnia 2018

Koszyk z zakupami Lipec 2018

W tym miesiącu trochę przesadziłam. Muszę przystopować, bo znowu robi mi się drogeria w domu ;d Niektóre rzeczy nie zmieściły się na wspólne zdjęcie w koszyku. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie ma tu zbytecznych rzeczy, chyba...


Oczywiście jak to u mnie bywa większość zakupów pochodzi z TKMaxx'a. W dzisiejszej notce będę zaznaczać miejsce zakupu tylko jeśli będzie to inny sklep niż wspomniany TKMaxx. Lotion do ciała nieznanej mi do tej pory firmy thankyou. wpadł do koszyka, bo zapowiadał się świetnie ze względu na naturalny skład i boski zapach francuskiej wanilii połączonej z kokosem. Jak dla mnie połączenie idealne! W dodatku lotion był przeceniony z 5 na 4 funty (butla ma pojemność 500ml). Cena producenta to 9 dolarów. Kraj produkcji to Australia. 
Używam go już od jakiegoś czasu i jestem zadowolona. Jest idealny na upały, bo ma lekką, nietłustą konsystencje, a przy tym dobrze nawilża. Zapach jest boski, ale niestety po nałożeniu go na skórę szybko się ulatnia i trochę zmienia. Jednakże moment aplikacji jest bardzo przyjemny. Czuję się jakbym nakładała na ciało lody śmietankowe ;d



Kolejny zakup nie pochodzi z TKMaxx'a! Kupiłam go w takim tanim sklepie w Anglii (Home Bargains). Potrzebowałam czegoś z niską ochroną dla Lubego i dla siebie na nogi. Jest bardzo wygodny w użyciu, ale nie jestem zadowolona z tego zakupu. Żałuję, że nie kupiłam trochę wyższego faktora, a ten konkretny spray strasznie śmierdzi alkoholem. Może jakoś uda mi się go zużyć. Kosmetyki Malibu można kupić też na Allegro. Nie wiem czy są dobre, bo ten spray jest moim pierwszym kosmetykiem od nich. Za 175 ml zapłaciłam niecałe 3 funty. 


Następna zdobycz to szampon nadający objętości Macadamia Natural Oil. Dużo dobrego słyszałam o tych kosmetykach, więc gdy dojrzałam go na półce z przecenami capnęłam bez zastanowienia. Na razie czeka sobie w zapasach. Butelka ma pojemność 300 ml i kosztowała 4 funty zamiast 7,99. Podana cena producenta to 16,99 funtów. Trochę drogo, ale najważniejsze jest działanie. Producent Macadamia Natural Oil to USA.


Ten zakup to był strzał w dziesiątkę! Kokosowy olejek do masażu firmy by nature from New Zeland był przeceniony z 6 funtów na 3. Kupiłam go z myślą o olejowaniu włosów. Wpadłam na to gdy sprawdzałam skład i zobaczyłam na pierwszym miejscu olej rycynowy. Spisuje się świetnie. Włosy zdecydowanie odżyły i są lepiej nawilżone. 


Spray do włosów Revlon Uniq One (wersja kokosowa) kupiłam pod wpływem opinii znajomej, która jest bardzo zadowolona z tego produktu. Widywałam go na półkach w TKMaxx'ie, ale ostatnio go nie było, a ja potrzebowałam go na już, więc kupiłam na eBay'u. Cenowo wyszło podobnie, a nawet chyba troszkę taniej. Użyłam go dopiero dwa razy i jak na razie nie żałuje zakupu. 


Naturalne pasty to mój bzik, więc nie zdziwi Was już pewnie kolejna wersja w moim koszyku. Tym razem skusiłam się na dr.organic z granatem. Do tego dobrałam zwykłą szczoteczkę do zębów, tyle, że drewnianą zamiast plastikowej. Normalnie używam szczoteczki sonicznej, ale teraz mam aparat na zębach (wyjmowany, nie stały) i muszę myć zęby po każdym nawet najmniejszym posiłku czy napoju innym niż woda niegazowana. Taką zwykłą szczoteczkę noszę w torebce i myję zęby kiedy zajdzie potrzeba. Tej konkretnej jeszcze nie używałam, bo wykańczam stare zapasy Curaprox


Zaopatrzyłam się w krem z filtrem do twarzy od La Roche Posay SPF50 Anthelios XL Fluid. Akurat była na niego promocja i był też dostępny tester (Superdrug). Sprawdziłam jak zachowuje się na skórze dłoni i spodobało mi się, że nie bielił i że szybko się wchłonął. Kolejne testy będą już na buźce;)


Mieszanka olejków to już mój stały punkt w pielęgnacji twarzy. Jak tylko znajdę coś ciekawego to kupuję na zapas. Firma Skin Pasion nic mi nie mówi, ale skład był ładny, więc kupiłam.


Serum z witaminą C od The Ordinary już dawno za mną chodziło, aż w końcu powykańczałam większość innych ser i mogłam kliknąć Ascorbyl Glucoside Solution 12%. Miałam trochę obawy, że może mnie podrażnić, bo w przeszłości zdarzały mi się różne niemiłe przygody z kosmetykami z witaminą C. Na szczęście wszystko jest w porządku i już widzę pierwsze efekty. Skóra jest jaśniejsza, świeższa i promienieje. Do tego spore przebarwienie na czole zdecydowanie pojaśniało. Nakładam je tylko rano, chociaż można też wieczorem. 


Olej z pestek malin kliknęłam gdy wyczytałam, że jest on naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. Niestety na skórę dekoltu, pleców czy twarzy się nie nadaję. Nie spaliło mnie, ale skóra była czerwonawa, szczególnie na dekolcie. Całe szczęście, że zdecydowałam nałożyć na twarz krem SPF50, bo mogłoby to się źle dla mnie skończyć. Olejek się jednak u mnie nie zmarnuje, bo będę go nakładała na nogi (na te partie nie stosuje bardzo wysokiej ochrony przeciwsłonecznej)  lub zużyje w innych celach pielęgnacyjnych typu olejowanie włosów czy masaż twarzy. 


Kolejny produkt z Australii to woda micelarna od Organik Botanik z dodatkiem matchy. Ostatnio chętnie pije matche ze względu na jej wysokie wartości odżywcze i lecznicze, więc gdy zobaczyłam kosmetyk z jej dodatkiem to musiałam go kupić;d


Dezodorant Sure, czyli polska Rexona jest ze mną od lat. Czasem kupuje go regularnie, czasem robię przerwy, ale zawsze wracam. Zazwyczaj z podkulonym ogonem;d


Spray fiksujący to całkowita nowość w mojej kosmetyczce. Zachciało mi się sprawdzić jak takie cudo podziała na moją cerę. Sięgnęłam po tani Revolution Makeup Revolution London w wersji Sport Fix. Jak na razie mam mieszane uczucia. Plus za to, że nie wyrządza krzywdy mojej skórze, ale nie widzę zbytnio efektu po jego użyciu, więc nie wiem po co mam go używać? Jeszcze dam mu szansę i za jakiś czas napiszę o nim notkę na blogu.


Maskara L'Oreal Intenza False Lash Wings to zakup podyktowany dobrą promocją i dobrą opinią o innych tuszach tej firmy. Bardzo jestem ciekawa jak spisze się u mnie ten konkretny model.


Zestaw od OPI Infinite Shine 3 to piękna czerwień w odcieniu Adam said "It's New Year's, Eve" oraz primer i nabłyszczacz. Mam nadzieję, że zestaw mnie nie zawiedzie i będzie się świetnie spisywał na wakacjach. 


Ostatni zakup to zwykły pilnik do paznokci. Od jakiegoś czasu kupuje tylko czarne, bo na kolorowych już nieraz się przejechałam. Czarne o dziwo zawsze są dobre! Też tak macie?


Dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało?

Atina.
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.