poniedziałek, 28 maja 2018

Koszyk z zakupami Maj 2018

W tym miesiącu nowości pojawiają się wyjątkowo trochę wcześniej, bo jutro zaczynam wakacje! Jadę zobaczyć północną Francję i trochę Hiszpanii (Barcelonę i San Sebastian). Notek nie zaplanowałam, bo nie mam ani czasu ani chęci pisać tak na zapas. Jak wrócę to zapewne z przyjemnością zasiądę do pisania nowej notki ;))) Zapraszam zatem na majowe nowości. A jakby któraś z Was miała cynk co przywieźć z Francji lub Hiszpanii to dajcie znać, na pewno zajrzę sprawdzić czy coś polecacie.


W moim ulubionym sklepie, czyli w TKMaxx'ie trafiłam na przeceniony zastaw olejków eterycznych i spray do odświeżania powietrza zawierający również naturalne olejki. Od lewej mamy olejek o nazwie Breathe Blend, a w jego składzie znajdziemy olejek grapefruitowy, z trawy cytrynowej, limonkowy i miętowy. Następnie czysty olejek eukaliptusowy i z drzewa herbacianego. Ten drugi już znam i stosuje od kilku miesięcy do kąpieli stóp, robienia płukanek do jamy ustnej, do domowej roboty płynu do czyszczenia kuchennych blatów, punktowo na wypryski, do peelingu skóry głowy i pewnie jeszcze o czymś zapomniałam. Uwielbiam działanie tego olejku. Eukaliptusowy mam pierwszy raz, ale na pewno zrobię z niego pożytek ;) Spray odświeżający powietrze zawiera w swoim składzie wodę, alkohol, olejek z citronelli (podobno jest niezastąpiony na komary, wszy i pchły), olejek eukaliptusowy, miętowy, lawendowy i z drzewa herbacianego. Jest to fajna alternatywa dla sztucznych odświeżaczy czy świeczek zapachowych. Po zużyciu na pewno wykorzystam opakowanie do stworzenia własnej mieszanki odświeżającej.


Kolejny łup to nawilżający szampon do włosów suchych i normalnych firmy Yes To Carrots. Nigdy nie miałam nic od nich, więc postanowiłam to zmienić. Niestety, ale po pierwszych użyciach nie jestem zbyt zadowolona, bo szampon przyspiesza przetłuszczanie się włosów. Jeszcze będe go testować, ale czarno to widzę;/


W majowym koszyku wylądowały aż dwa szampony, bo powykańczałam całe zapasy. Zostałam z jednym szamponem w łazience, który lada dzień się skończy. Nawet nie wiecie jak fajnie jest buszować po szamponowych półkach, gdy wiem, że w domu jest tylko jedna sztuka. Capnęłam od razu dwa i chyba będe musiała dokupić trzeci, bo Yes to Carrots kiepsko się zapowiada. 
Druga sztuka to Faith In Nature w nieznanej mi dotąd wersji słodka Lawenda z nutą Jaśminu.


Następna nowość to dobrze znana mi woda różana KTC. Lubię i jak mam okazję to kupuje. Używam zamiast toniku i jako mgiełki do twarzy.


Mam bziku na punkcie naturalnych past do zębów. Staram się kupować te wybielające, ale jak tylko wypróbuje wszystkie dostępne to pewnie sięgnę i po inne wersje. W majowy koszyk wpadła Ecodenta z miętowym olejkiem.


Zakupiłam też kolejną gąbkę Konjac. Tym razem sięgnęłam po no name, wyprodukowaną dla angielskiej drogerii Superdrug. Moje poprzednie z Andalou i z The Konjac Sponge Co bardzo szybko się zniszczyły. Najtrwalsze do tej pory były gąbki z Gainwell, o których pisałam tu. Ciekawe ile wytrzyma ta nowa?


Skusiłam się też na naturalny wypełniacz zmarszczek Volufiline Sidmool. Jeszcze go nie stosuje, bo wykańczam serum z 10% kompleksem argireline peptide od The Ordinary klik. Sidmool musi jeszcze chwilę zaczekać. Myślę, że po powrocie z wakacji włączę go do mojej wieczornej pielęgnacji.


Kolorówka jak zwykle w mniejszości. W maju zachciało mi się nowego koloru lakieru do paznokci. Mój wybór padł na Essie nr 63 Too Too Hot. Kolor piękny, ale trwałość kiepska. Sprawdzę go jeszcze z inną bazą i wtedy się wypowiem. 


Wróciłam też do mojego hitu z przeszłości, czyli tuszu do rzęs Essence I Love Extreme klik. Uwaga recenzja pochodzi z 2011 roku. Wchodzicie na własną odpowiedzialność ;d Ciekawe czy nadal będę się nią zachwycać?


 Dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało?

Atina.

czwartek, 24 maja 2018

Make Up For Ever High Definition Powder Sypki puder HD

Wyjątkowy, bardzo drobny puder utrwala podkład, matuje i delikatnie podkreśla naturalną rzeźbę twarzy, dając w dotyku niezwykłe uczucie gładkości. Nadzwyczajnie transparentny w aplikacji, dostosowuje się do każdego rodzaju karnacji, od najjaśniejszej do najciemniejszej.

Pojemność: 8,5g
Cena: 100-169zł
Sklep: internet


Mój egzemplarz trafiłam w TKMaxx'ie i kosztował on tam niecałe 50zł. Znowu niezły deal zrobiłam;d Z Make Up For Ever miałam jeszcze kiedyś kredkę do oczu, ba chyba nadal ją mam, ale dla mnie jest za twarda, więc jej nie używam. W pudrze pokładałam duże nadzieję, bo to towar z trochę wyższej półki. Niestety nie będzie z tego miłości. Zakupu nie żałuję, ale tylko dlatego, że nie kupiłam go w cenie regularnej.
Zacznę od tego, że samo opakowanie mnie drażni, a dokładnie to materiałowe sitko, które możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Nabieranie pudru to koszmar. Strasznie pyli, a sitko dozuje jak na moje potrzeby trochę za dużo produktu. Mat jest słaby, krótkotrwały. W składzie znajdziemy tylko krzemionkę, którą mogę sobie kupić na kolorówka.com za 21,45zł za 10g. Do tego puder ma słabą przyczepność co widać na swatchu.
Z zalet mogę wymienić, że nie zapycha porów, nie uczula, nie podrażnia, bieli tylko troszkę i ma trwałe i w sumie przyjemne dla oka opakowanie. 




Co myślicie o tym pudrze? Stosujecie krzemionkę lub jej mieszanki do matowienia cery?

Atina.

niedziela, 20 maja 2018

bareMinerals Ultimate Radiance Collection Rozświetlacz Pure Radiance i Róż Ruby Radiance

Ponad dwa lata temu pokazywałam Wam zestaw Ultimate Radiance Collection klik. Rozświetlacz Flawless Radiance zużyłam w tempie błyskawicznym i to w sumie od niego zaczęła się moja przygoda z rozświetlaniem kości policzkowych. Luxe Radiance gdzieś mi się zapodział, a pozostałe dwa zobaczycie w dzisiejszej notce. Aktualnie są to moje ulubione, codzienne kosmetyki. 


Róź Ruby Radiance zdobi moje policzki. Ma on w sobie mikroskopijne drobiny, które połyskują tylko w słońcu. Efekt można stopniować, ale trzeba jednak uważać, bo łatwo z nim przesadzić. Rozświetlacz Pure Radiance nakładam na szczyty kości policzkowych, odrobinę na skronie, czubek nosa i na obojczyki. Przyznam się szczerze, że pomimo cery z tendencją do nadmiernego błysku nie żałuje sobie rozświetlacza we wspomnianych wcześniej miejscach. Obydwa kosmetyki są bardzo trwałe, jednak rozświetlacz odrobinę blednie w ciągu dnia. 

Skład Pure Radiance:
Bismuth Oxychloride (CI 77163), Mica (CI 770019), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77499), Carmine (CI 75470)





Tak jak nie polubiłam się z podkładem bareMinerals klik, tak te drobiazgi rozświetlające kocham! Na szczęście są one bardzo wydajne, więc jeszcze się trochę nimi nacieszę. 
W tym sezonie w makijażu króluje błysk, więc warto zaopatrzyć się chociaż w jeden rozświetlacz. Ja od siebie polecam do aplikacji pędzel wachlarz, który u mnie sprawdza się świetnie. 

Znacie kosmetyki bareMinerals z kolekcji Ultimate Radiance? Jaki rozświetlacz jest Waszym ulubionym i gdzie najczęściej go nakładacie?

Atina.

środa, 16 maja 2018

Balsam w kostce DIY Cynamonowo - mandarynkowy

Dziś na blogu chwalę się moimi kolejnymi kosmetykami. Tym razem zrobiłam balsamy w kostce do ciała. Moje pierwsze maleństwa nie pachną zbyt intensywnie, bo za mało olejku eterycznego do nich dodałam. Nie chciałam przesadzić z jego ilością i ostatecznie dodałam go za mało;/ Szkoda, bo lubię pachnące kosmetyki. Następnym, razem pewnie dodam go za dużo ;d


Brak zapachu rekompensuje uroczy wygląd i dobre właściwości pielęgnacyjne. Wszystkie trzy balsamy znalazły nowych właścicieli, a sama testowałam tylko odpady, które w tym przypadku były całkiem duże i wystarczyły mi na poznanie właściwości moich wyrobów.

Składniki:
30g wosku pszczelego
30g masła shea
15ml oliwy z oliwek
15ml oleju kokosowego
kilka kropel witaminy E
5ml lub więcej olejku mandarynkowego
szczypta cynamonu

Dno foremki oprószamy cynamonem, który pełni tu głównie funkcję ozdobną. Wosk, masło i olej kokosowy rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Ja nie posiadam zbyt dobrego zestawu do takiej kąpieli i użyłam zdecydowanie za dużej miski, przez co dużo produktu osiadło na jej brzegach. Dolewamy oliwę z oliwek (możecie użyć innego oleju), mieszamy i zdejmujemy z ognia. Kiedy masa lekko ostygnie dodajemy witaminę E i olejek mandarynkowy. Jeszcze raz mieszamy i przelewamy zawartość do foremek. Lekko studzimy, a następnie odstawiamy do lodówki. Po godzinie wyjmujemy balsamy z foremek i możemy już ich używać lub zapakować na prezent.
 

Balsamy wykonane własnoręcznie cieszą ogromnie. Są naturalne i świetnie dbają o skórę całego ciała. Jedna taka kostka może zastąpić krem do rąk, krem do stóp, balsam do ciała, balsam do ust, a nawet olejek do włosów. Możecie kombinować i dodawać swoje ulubione masła i oleje. 

Jak Wam się podobają moje balsamy w kostce? 

Atina.

sobota, 12 maja 2018

Zatik Beauty Essentials Organiczny lotion do twarzy, szyi i rąk przywracający nawilżenie Marakuja i Kakao

Dziś przybywam do Was z kolejnym kosmetykiem z TKMaxx'a. Ten sklep to prawdziwy raj dla kobiet, a w sumie i dla mężczyzn też znajdą się tam ciekawe kąski;d. Ogromny wybór kosmetyków, ciuchów i akcesoriów. Dużo rzeczy tam kupuje, a jeszcze więcej omijam szerokim łukiem, bo nie chce zbankrutować. Oczywiście najbardziej lubię dział z kosmetykami, ale zaglądam też na buty, akcesoria, żywność i ostatnio nawet na ubrania. Wracając do bohatera notki, to kupiłam go w okazyjnej cenie 25zł. W internetach znalazłam go za aż 26 dolarów. Czyli niezły deal zrobiłam!


Lotion mieści się w szklanej butelce z pompką. Ma dosyć intensywny zapach, który mnie osobiście trochę drażni. Niby lubię owocowe nuty, ale te tu nie do końca mi podpasywały. Kosmetyk ma bardzo rzadką i lekką konsystencje, co też niezbyt mi pasuje. Stosowany samodzielnie jest zdecydowanie za lekki, a w połączeniu z innymi produktami wałkuje się podczas dokładania kolejnej warstwy innego kremu. Tak było w przypadku kremu przeciwsłonecznego Lancaster, który dostał przez to negatywną opinie, bo myślałam, że to on jest winien moich problemów z aplikacją. Notka z jego recenzją została dziś edytowana klik.


Lotion wchłania się błyskawicznie, skóra wręcz go pije. Można nakładać go też pod oczy. Ostatecznie ja zaczęłam używać go na szyje i dekolt. W tych miejscach nie lubię treściwych kosmetyków, więc ten produkt jest idealny dla moich potrzeb. Wchłania się szybko i nie pozostawia tłustej warstwy. Dobrze nawilża, lekko rozjaśnia. Szyja i dekolt dużo zyskały odkąd je rozpieszczam lotionem od Zatik. Na skórze twarzy nie widziałam, aż tak dobrych efektów. Raczej nie skuszę się na kolejne opakowanie, bo na mojej szyi i dekolcie zawsze lądują kosmetyki, które nie przypasowały mojej buźce. Myślę, że lotion sprawdzi się lepiej na młodszej skórze z cerą tłustą lub mieszaną. Kosmetyk ten ma bardzo dobry i bogaty skład. Między innymi zawiera maslo shea, masło kakaowe, ekstrakt z marakui, olej słonecznikowy, olej jojoba, witaminę E i wiele innych.

Skład:
water, butyrospermum parkii (shea) butter*, theobroma cacao (cacao) butter*, passiflora edulis (passionfruit) extract*, carthamus tinctorius (safflower) oil* arnica montana extract*, simmondsia chinensis (jojoba) oil*, grain alcohol*, prunus virginiana (wild cherry) extract*, glycerin*, sucrose cocoate* (emollient)*, arctium lappa (burdock) extract*, oenothera biennis (evening primrose) oil*, tocopherol (natural vitamin E), oryza sativa (rice bran) extract*, hippophae rhamnoides (sea-buckthorn) oil*, xanthan gum, gluconolactone, citrus sinensis (orange) oil*, santalum spicatum (sandalwood) oil*, pelargonium graveolens (rose geranium) oil*.

Znacie kosmetyki Zatik? Polubiliście się z nimi?

Atina.

wtorek, 8 maja 2018

Faith In Nature Brave Botanicals Szampon i odżywka do włosów normalnych i suchych Kremowy kokos zmieszany z frangipani

Jest to już moja trzecia przygoda z kosmetykami do włosów firmy Faith In Nature. Wszystko zaczęło się od różanego szamponu klik, który do dziś jest moim ulubieńcem. Zużyłam już dwa opakowania i na pewno sięgnę po kolejne. Następnie trochę się zawiodłam na szamponie o zapachu kiwi klik. Na szczęście nie powstrzymało mnie to przed kolejnymi testami. Kokosowy duet spisuje się u mnie bardzo dobrze!


Zacznę od zapachu, bo nie ukrywam, że jest on dla mnie ważny, choć nie najważniejszy. Przyjemny kokos, ale nieidealny. Nie jest chemiczny, ale brakuje mu tej kropki nad i. Nie zmienia to jednak faktu, że sprawia mi przyjemność podczas mycia włosów.
Szampon świetnie domywa włosy. Mogę go używać do każdego mycia i za każdym razem jestem zadowolona z efektu. Nie powoduje przyklapu ani nie zwiększa przetłuszczania się. Myje nim włosy co drugi dzień i to jest dla mnie taki standard. Duży plus za brak Sodium Laureth Sulfate w składzie, który jak tylko mogę, to staram się omijać. Z dobroci wyłapałam sól morską, olej kokosowy, ekstrakt z frangipani (plumeria), ekstrakt z owsa, witaminę E, panthenol, hydrolizowane proteiny pszenicy, lecytynę i olej z nasion słonecznika.


Odżywkę nakładam tylko na włosy (omijam skórę głowy i co za tym idzie włosy u nasady), bo ostatnio ta metoda lepiej się u mnie sprawdza. Na całą głowę nakładam tylko odżywkę lub maskę, którą później zmywam szamponem, czyli zazwyczaj są to produkty, które zawierają dużo keratyny. Odżywka od Faith in Nature lekko wygładza i ułatwia rozczesywanie, ale raczej nie ma jakiegoś silnego, a przede wszystkim natychmiastowego działania. Posiada wiele dobroczynnych substancji, więc myślę, że powoli coś tam sobie działa na te moje włosiska. A znajdziemy tu: masło shea, olej kokosowy, wyciąg z frangipani, ekstrakt z owsa, olej z awokado, witaminę E i olej słonecznikowy.
Obydwa produkty są wydajne, ale szampon jak zwykle w moim przypadku jest wydajniejszy.


Lubię kosmetyki do włosów Faith In Nature i na pewno będę jeszcze po nie nieraz sięgała. Muszę koniecznie spróbować kiedyś tej serii w dużych butelkach. Widziałam, że są dostępne owocowe wersje takie jak arbuz czy granat.

Znacie kosmetyki Faith In Nature? 


Atina.

piątek, 4 maja 2018

Miodowa Mydlarnia Naturalne mydło Karotka z miodem, pyłkiem i olejem migdałowym

Prawdziwie luksusowe mydło obfite w cenne oleje i dodatki : olej ze słodkich migdałów, czerwony olej palmowy, oliwa z oliwek, olej kokosowy, rycynowy i z pestek winogron; sok marchwiowy, miód, pyłek i wosk pszczeli oraz węgiel aktywny. Mydło to delikatnie oczyszcza, mocno odżywia, regeneruje, koi i nawilża każdy rodzaj skóry. Bez dodatkowych barwników i aromatów, daje obfitą, aksamitną piankę. Dla dzieci i dorosłych.

Pojemność: 95g
Cena: 17zł
Sklep: Miodowa Mydlarnia
Ważność: minimum 2 lata


Jak zapewne wiecie uwielbiam naturalne mydła do mycia twarzy i całego ciała. Taka kostka zapewnia mi przede wszystkim nawilżenie, zero podrażnień i wygodę podczas podróży. Te trzy czynniki są dla mnie bardzo ważne i dlatego już od kilku lat stosuje do mycia tylko mydła naturalne. Czasem kuszą mnie jeszcze żele pod prysznic, ale jak sobie przypomnę jak one potrafią wysuszyć skórę, to od razu przechodzi mi na nie ochota.


Mydło Karotka charakteryzuje się ciekawym wyglądem, bardzo kremową konsystencją po jego zmoczeniu, mocnym nawilżeniem i niestety delikatnym zapachem. Nie zmienia to jednak faktu, że jest ono bardzo miłe w użyciu. Głównie ze względu na tą kremowość i aksamitną piankę. Oczywiście nie podrażnia i nie wysusza. Skóra po jego użyciu jest dobrze nawilżona. Na stronie Miodowej Mydlarni znajdziecie też inne wersje mydeł, które domniemam są równie dobre jak to moje. 

Skład:
zmydlone: olej kokosowy, oliwa z oliwek, olej z pestek winogron, olej palmowy nierafinowany, olej ze słodkich migdałów, olej rycynowy; wosk pszczeli, gliceryna, marchew, miód, pyłek pszczeli, węgiel aktywny



Do zamówienia z Miodowej Mydlarni dorzucono mi pokaźne próbki balsamu do rąk Trawa Cytrynowa oraz regenerującego peelingu do ciała z woskiem pszczelim. Balsam był dobry, ale nie przemawia do mnie ten zapach. Nie to żeby był brzydki, ale ja nigdy nie lubiłam cytrynowych kosmetyków czy nawet deserów typu lody lub ciasta. Peeling natomiast przyjemnie zdziera i natłuszcza. Nie kupiłabym go tylko dlatego, że sama robię podobne peelingi ;)

Miodowa Mydlarnia wypada bardzo pozytywnie w moich oczach i na pewno jeszcze coś u nich kupię.  Polecam przyjrzeć się ich mydłom i masłom do twarzy. Za jakiś czas na blogu pojawi się jeszcze recenzja właśnie ich masła do twarzy. 

Znacie kosmetyki z Miodowej Mydlarni? Co o nich myślicie?

Atina.
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.