piątek, 24 stycznia 2020

Grudniowe nowości kosmetyczne

Dawno nie pokazywałam Wam co nowego w mojej kosmetyczce. Większość tych cudeniek to prezenty świąteczne. Zawsze mnie cieszy jak ktoś pamięta, że jestem fanką kosmetyków i wybiera dla mnie właśnie taki podarek. Oczywiście najbezpieczniej jest wybrać coś naturalnego, żeby nie ryzykować uczulenia czy podrażnienia. Jeśli jesteście ciekawe co dokładnie mi przybyło, to zapraszam Was do dalszej części notki ;)


Zacznę od prezentów. Pierwszy z nich to zestaw marki Benefit Sweet Ride. Metalowa puszka zawiera pełnowymiarowy róż do policzków Dandelion, tusz do rzęs Roller Lash i miniaturkę Gimme Brow. Róż już znam, ale jak dla mnie jest on za delikatny. Nie wiem czy sobie go zostawię;/ Tusz do rzęs mam pierwszy raz. Do tej pory używałam tylko They're Real! i bardzo go sobie chwale! Preparatów do brwi praktycznie nie używam, ale spróbuje, może się przekonam. 
Drugim prezentem jaki dostałam pod choinkę jest szampon w kostce Cztery Szpaki. Chciałam go już od dawna, więc ten podarek jest jak najbardziej trafiony. Będą testy i będzie recenzja! Mam nadzieję, że podzielę Wasze zachwyty nad tą kostką od szpaczków ;)
Ostatnim kosmetykiem spod mojej choinki jest kolagenowy krem pod oczy Dr Roebuck's. Zupełnie nieznana mi marka, ale zapowiada się bardzo dobrze. Ma niezły skład, który podobno ma odmładzać spojrzenie ;) Bardzo podoba mi się maksyma umieszczona na opakowaniu: "Minimum składników. Maksimum rezultatów."
W grudniowych nowościach znalazło się jeszcze moje ulubione serum do twarzy na dzień Balance Active Formula z witaminą C o którym pisałam Wam tu. Jeśli macie cerę zmęczoną i przebarwienia to ten kosmetyk na pewno Wam się spodoba! Po więcej informacji zajrzyjcie do podlinkowanej notki;)
Dwa pozostałe produkty upolowałam w TKMaxx'ie po jak zwykle okazyjnej cenie;) Postanowiłam poeksperymentować z produkcją własnych maseczek do twarzy i przygarnęłam czyste płachty maseczkowe, które można nasączyć własną pielęgnacją. Taka maska na pewno mnie nie podrażni ani nie uczuli. Kupiłam też ananasowe mydełko do kąpieli Alaffia z masłem shea i kokosem. Miałam już kiedyś od nich inne mydło klik i ono miało zdecydowanie lepszy skład. Myślę jednak, że do mycia ciała powinno być okej.

Zainteresował Was któryś z moich nowych kosmetyków? Znalazłyście kosmetyczne prezenty pod choinką?

Atina.

niedziela, 19 stycznia 2020

Function of Beauty, czyli personalizowany szampon i odżwywka do włosów

Dziś chciałam się podzielić z Wami moim niedawnym odkryciem, czyli personalizowanym szamponem i odżywką do włosów Function of Beauty. Jest to amerykańska firma, która prowadzi swoją sprzedaż głownie w Stanach Zjednoczonych oraz w Wielkiej Brytanii. Produkty te nie zawierają parabenów, siarczanów i są w 100% wegańskie. 


W pierwszym etapie budujemy swój włosowy profil i wybieramy typ naszych włosów (proste, faliste, kręcone). Następnie określamy ich strukturę oraz wilgotność skóry głowy. 
Kolejnym etapem jest wybór maksymalnie pięciu potrzeb naszych włosów, np. nawilżenie, ochrona koloru czy dodanie objętości. 
Krok trzeci to czysta przyjemność. Musimy wybrać aromat naszych kosmetyków, a do wyboru są naprawdę obłędne zapachy, np. brzoskwinia, gruszka czy milkshake. Jakby tego było mało to jeszcze możemy zadecydować o intensywności tejże gruszki czy brzoskwini.
Czwarty krok daje nam możliwość podpisania szamponu i odżywki naszym imieniem.
Piąty i ostatni etap to wybór koloru.
Istnieje też opcja bez zapachu i bez koloru!

Według mnie to świetna sprawa i gdyby nie cena to na pewno już bym kliknęła swój zestaw! Myślę, jednak o zakupie tych cudeniek dla mojej przyjaciółki na urodziny. Zawsze mam problem co jej kupić, a taki zestaw na pewno ją ucieszy, bo bardzo dba o swoje włosy. 
Najbardziej opłaca się wybrać zestaw w dużych opakowaniach (dwie butelki o pojemności 473ml), który kosztuje 39 funtów. Pojedyncza sztuka, np. szamponu o tej samej pojemności kosztuje 29 funtów. Istnieje również możliwość wysyłki do Polski, niestety w tej opcji produkty wychodzą dużo drożej! Za ten sam zestaw policzono mi 59 euro! 

Słyszałyście o Function of Beauty? Co myślicie o takim personalizowaniu kosmetyków? Mi ten pomysł bardzo się podoba i chętnie widziałabym tego typu opcję w Polsce. 

Atina.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Kosmetyczne zachwyty 2019

Spośród wielu kosmetyków, które używałam wybrałam dwa bez których nie wyobrażam sobie swojej codziennej pielęgnacji. Oczywiście sprawdziło mi się więcej produktów, ale tu chciałam umieścić tylko te naprawdę naj! Takie, które lubię, używam, zużywam i dokupuje kolejne opakowania. 

Moimi największymi odkryciami 2019 roku są:
- serum do twarzy z witaminą C Balance Active Formula
- krem ochronny do twarzy SPF50 Heliocare 360 Gel Oil-Free (dry touch).


Serum do twarzy Balance kupiłam kierując się niską ceną i szybkim rzutem oka na skład, w którym wypatrzyłam dwie formy witaminy C: sodium ascorbyl phosphate oraz ascorbyl glucoside. Ta pierwsza forma jest stabilna i bardzo skuteczna. Przy okazji jest bezpieczna dla każdego rodzaju skóry, nawet wrażliwej. Zwiększa produkcję kolagenu i zmniejsza przebarwienia o czym przekonałam się na własnej skórze! Aktualnie kończę trzecie opakowanie tego cuda, ale plamy na czole pozbyłam się już przy pierwszym lub drugim opakowaniu. Dokładnie nie pamiętam, ale przebarwienia już dawno nie mam! Przyglądam się i przyglądam i nic nie mogę wypatrzeć. Jestem pewna, że to zasługa tego sera! Druga forma witaminy C uwalnia się powoli i wnika w głębsze warstwy naskórka. Wykazuje umiarkowane właściwości złuszczające, wyrównuje koloryt, rozjaśnia plamy i przebarwienia, zwiększa produkcje kolagenu. Działa także przeciwzapalnie.
Dla mnie jest to idealny kosmetyk! Ma postać lekkiego, nieklejącego się rozwodnionego żelu, który bardzo szybko się wchłania. Dzięki tym właściwościom jest idealny pod makijaż. Producent zaleca stosować go rano i wieczorem, ale ja używam tylko z rana. Na noc preferuje cięższe produkty na bazie olejów. Oprócz wspomnianego usunięcia przebarwienia (od kilku lat miałam na czole średniociemny okręg o średnicy około 1cm.) serum wygładza i rozświetla cerę. Stąd też mój wybór stosowania go z rana. Zdecydowanie robi różnicę w wyglądzie. Skóra jest bardziej napięta oraz wygląda na świeżą i wypoczętą. 
Opakowanie o pojemności 30ml można kupić już za 15zł. Niestety w Polsce jest trochę trudniej dostępne, ale na pewno znajdziecie je online. 
W składzie poza wspomnianymi dwiema formami witaminy C, znajdziecie jeszcze ekstrakt z chrząstnicy kędzierzawej, ekstrakt z liści oliwki europejskiej i witaminę E.

Skład:
aqua, sodium ascorbyl phosphate, phenoxyethanol, chondrus crispus, ascorbyl glucoside, olea europea leaf extract, zinc PCA, polysorbate 20, disodium edta, tocopheryl acetate, parfum, ethylhexylglycerin, linalool, limonene.


Mój drugi kosmetyczny zachwyt (Heliocare 360 Krem ochronny SPF50 Gel Oil-Free) odkryłam dzięki youtuberce niesia25. Obserwuje ją na Instagramie kilk i to ona skłoniła mnie do zakupu tego kremu. Chociaż słyszałam już o nim wcześniej, to dopiero jej opinia przekonała mnie ostatecznie. Pierwsze opakowanie omyłkowo kupiłam dla cery suchej. Oczywiście nie byłam z niego zadowolona, bo przy mojej mieszanej cerze zbytnio się po nim błyszczałam. O tej wersji pisałam już na blogu klik. Wersja Gel Oil-Free jest dla mnie idealna! Szybko się wchłania, nie bieli, nie zapycha, nie podrażnia i nie zwiększa błysku. Nawilża, lekko rozjaśnia i bardzo dobrze współgra z mineralnym podkładem. Brzmi jak ideał i dla mnie taki właśnie jest ten krem! Kosztuje około 85-100zł, ale jest wydajny i szczerze mówiąc lepszego kremu z tak wysoką ochroną przweciwsłoneczną nie znam.
W składzie ma kilka lekkich nawilżaczy (emolienty i humektany), sześć filtrów chemicznych i jeden mineralny, ekstrakt z zielonej herbaty oraz witaminę C i E. 

Skład:
Aqua, C12-15 Alkyl Benzoate, Arginine, Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid, Disodium Phenyl Dibenzimidazole Tetrasulfonate, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Titanium Dioxide (nano), Hexylene Glycol, C14-22 Alcohols, C12-20 Alkyl Glucoside, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Nylon-12, Myristyl Alcohol, Dipropylene Glycol Dibenzoate, Diethylhexyl Butamido Triazone, Phenoxyethanol, Polypodium Leucotomos Leaf Extract, Ethylhexyl Ferulate, Ferulic Acid, Caffeic Acid, Physalis Angulata Extract, Ceteareth-25, Caprylyl Glycol, Melanin, Myristyl Glucoside, Ethylhexyl Triazone, Caprylyl Methicone, Hydrolyzed Wheat Protein/PVP Crosspolymer, Glycerin, Ethyl Ascorbic Acid, Alumina, PPG-15 Stearyl Ether Benzoate, Disodium Ethylene Dicocamide PEG-15 Disulfate, Camelia Sinensis Extract, Ethylhexylglycerin, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Phytosphingosine HCL, Arabidopsis Thaliana Extract, Ethyl Lauroyl Arginate HCL, Panthenyl Triacetate, Parfum, Simethicone, Oxothiazolidine, Disodium EDTA, Silica, Ethyl Linoleate, Caprylic/Capric Triglyceride, Oleyl Alcohol, Butylene Glycol, Lecithin, Sodium Benzoate, Tocopherol, Linalool, Limonene.

Znacie któryś z tych kosmetyków? Macie ochotę któryś z nich wypróbować?

Atina.

środa, 8 stycznia 2020

Zużyłam, więc się wypowiem (Zatik, Orientana, Da, Beechworth Honey, Aurelia, Elyse Apothecary, Resibo, Make Me Bio)

Dawno nie było denka, więc dziś nadrabiam. Uzbierało mi się kilka pustych opakowań po kosmetykach do pielęgnacji twarzy. Wśród nich są zarówno ulubieńcy, przeciętniaki jak i jeden totalny niewypał! Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na temat tych kilku produktów, to zapraszam Was do dalszej części notki;)


Zatik Gratitude Face Serum Serum do twarzy dla każdego rodzaju skóry Wodorosty i Algi (USA)
Bardzo lubię kosmetyki firmy Zatik. Miałam już od nich olejowe serum klik i lotion do twarzy klik. Ich składy są naturalne i bogate w różne ekstrakty oraz oleje roślinne. To serum stosowałam na dzień pod makijaż i w tej roli spisywało się rewelacyjnie. Było lekkie, szybko się wchłaniało i ładnie nawilżało. Dobrze współgrało z moim podkładem mineralnym i miało całkiem przyjemny zapach. Kosmetyk zapakowano w szklaną butelkę z wygodną pompką. 
30ml/8funtów/TKMaxx
Ważność: 8 miesięcy od otwarcia

Skład:
water (aqua), simmondsia chinensis (jojoba) oil*, theobroma grandiflorum (capuacu) seed butter*, erythritol*, caprylic capric triglyceride (MCT, light coconut) oil*, algae extract*, passiflora incarnata (passionflower) extract*, spilanthes acmella (flower) extract*, camellia sinensis (green tea) extract*, xylityl cocoate*, prunus serotina (wild cherry) extract*, xylityl caprate/caprylate*, xanthan gum, punica granatum (pomegranate) extract*, canaga odarata (ylang ylang) oil*, vetiveria zizanoides (vetiver) oil*, rosmarinus officinalis (rosemary) leaf extract*, *, citrus aurantifolia (lime) oil*, gardenia florida (fragrance) oil*
*USDA certyfikowany ekologiczny

Daylesford Apothecary Peeling do twarzy z esencją kryształu Cytryn (Australia) 
Z tej marki miałam już rewelacyjny krem do twarzy klik i równie dobrą mgiełkę do twarzy klik. Pomimo tego, że peeling zawiera drobiny ścierające to mogłam go spokojnie używać.  Nie podrażniał mojej delikatnej, naczynkowej cery, ale masaż wykonywałam bardzo delikatnie i ostrożnie. Te drobiny, to proszek ze zmielonego bambusa. Skóra po takim zabiegu była gładsza i lekko rozjaśniona. Peeling zapakowano w szklany słoiczek, który służy mi teraz do przechowywania balsamu do demakijażu mojej roboty;)
60g/22dolary
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia

Skład:
purified aqua, prunus armeniaca kernel oil, glycerin, behenyl alcohol, bambusa arundinacea powder, glyceryl stearate citrate, decyl glucoside, glicerol monolaurate, xanthan gum, lactic acid, phenoxyethanol, ethylhexylglycerin and citrine crystal essence

Beechworth Honey Krem nawilżający Miód z krzewów i Makadamia (Australia)
Lekki krem nawilżający upolowany w TKMaxx'ie za niewielkie pieniądze. Duże opakowanie o pojemności 100ml długo mi służyło. Nie żałowałam sobie i nakładałam również na szyje i dekolt. Krem dobrze się spisywał, ale czasami miałam wrażenie, że mnie po nim wysypuje. Jednakże nie mam pewności czy to na pewno jego wina.

Skład:
Purified Water, Glycerine, Cetearyl Olivate, Jojoba Oil, Sorbitan Olivate, Cetearyl Alcohol, Bush Honey, Rosehip Oil, Phenoxyethanol, Natural Vitamin E, Macadamia Oil, Avocado Oil, Stearic Acid, Carbomer, Lavender Oil, Sandalwood Australian Oil, Agonis Fragrans, Branch/Leaf Oil, Cypress Australian Blue Oil, Soya Bean Oil, Ethylhexylglycerin, Sodium Hydroxide, Lilly Pilly Extract, Kakadu Plum Extract, Citric Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Quandong Fruit Extract.

Orientana Maska z naturalnego jedwabiu pod oczy Rozmaryn (Polska)
Niestety, ale produkt ten podrażnił mi okolice oczu. Po jego użyciu skóra była zaczerwieniona i lekko swędziała. Na szczęście wszystko wróciło do normy po upływie 24 godzin. Nie polecam! Tym bardziej, że miał być to naturalny kosmetyk, a skład i negatywne działanie mówi zupełnie co innego;/ Na drugim miejscu, zaraz za wodą znajduje się glikol butylenowy, który może zatykać pory oraz wywoływać stany zapalne skóry!
2szt./13zł

Skład:
Aqua, Butylene Glycol, Collagen, Palmitoyl Pentapeptide-3, Tripeptide-1, Rosmarinus Officinalis Extract, Acetyl Hexapeptide-3, Euxyl PE-9010, Allantoin, Dipotassium Glycyrrhizinate, Euxyl K-220, Rosa Damascena Oil, Hyaluronic Acid, Disodium EDTA

Aurelia Probiotic Skincare Serum rewitalizujące i rozświetlające (UK)
Bardzo drogie (64 funty/30ml) i według mnie bardzo przeciętne to serum. Miałam miniaturkę o pojemności 4ml i nie zauważyłam, aby moja skóra wyglądała jakoś lepiej po jego użyciu. Było lekkie, więc idealnie nadawało się pod makijaż. Wiem, że ten produkt ma wiele fanek, ale u mnie nie robił nic więcej czego nie zrobi serum za 40-50zł.

Skład:
Aqua/Water (Purified Water), Aloe Barbadensis Extract (Aloe Vera), Bifida Ferment Lysate (Probiotic Culture), Cocoglycerides (Emollient From Coconut Oil), Glycerin (Vegetable Glycerine), Lactose (Probiotic Bifidoculture Milk Extract), Lactis Proteinum/Milk Protein (Probiotic Protein), Coco-Caprylate (Coconut Based Emollient), Cetearyl Glucoside (Corn Sugar Emulsifier), Cetearyl Alcohol ( Vegetable Based Thickener), Kigelia Africana Fruit Extract (Botanical Kigelia Africana), Hibiscus Sabdariffa Flower Extract ( Hibiscus Flower), Adansonia Digitata Fruit Extract (Botanical Baobab), Tocopherol (Vitamin E), Citrus Nobilis Peel Oil (Mandarin Essential Oil), Helianthus Annuus Seed Oil (Sunflower Oil), Jasminum Officinale Flower Extract (Jasmine Essential Oil), Plumeria Acutifolia Flower Extract (Plumeria Essential Oil), Polianthes Tuberose Flower Extract (Tuberose Essential Oil), Xanthan Gum (Natural Based Stabiliser), Sodium Stearoyl Glutamate (Vegetable Derived Emulsifier), Sodium Magnesium Fluorosilicate (Nano) (Naturally Occurring Mineral Salts), Sodium Phytate (Natural Origin), Glyceryl Caprylate (Coconut-Derived Emulsifier), Benzyl Alcohol (Preservative), Dehydroacetic Acid (Preservative) , Citric Acid (Fruit Derived pH Regulator), Limonene*, Linalool*, Benzyl Benzoate* *Naturally occurring in essential oi

Elyse Apothecary Olejek rozświetlający z wit. C 
Kolejny świetny olejek z TKMaxx'a. Uwielbiam ten rodzaj produktu! Stosuje na noc, ale przy suchej skórze sprawdzi się również na dzień. Pięknie nawilża, napręża i rozświetla zmęczoną cerę. W składzie na trzecim miejscu znajduje się witamina C - Tetrahexyldecyl Ascorbate. Jest to jej syntetyczna forma, rozpuszczalna w olejach. Łatwo przenika do głębszych warstw skóry. Idealna do wszystkich rodzajów skóry, szczególnie wrażliwej. Chroni przed promieniowaniem UV, zwiększa produkcje kolagenu, zmniejsza przebarwienia. Nie posiada większych wad.
60ml/7-8 funtów w TKMaxx'ie
Ważność: 3 miesiące od otwarcia

Skład:
coconut oil, brassica napus oil, tetrahexyldecyl ascorbate, geranium oil, argan oil, passion fruit seed oil, castor seed oil, sunflower seed oil, lemon fruit extract, coriander seed oil, squalane, rosehip oil, avocado oil, vitamin E, rosemary leaf extract, beta-carotene

Na koniec zostawiłam dwie próbki. Pierwsza z nich to nawilżający krem dla skóry normalnej i wrażliwej Orange Energy od Make Me Bio. Kto mnie czytuje w miarę regularnie, ten wie, że do tej pory nie byłam zachwycona zapachami produktów tej marki. Tym razem woń kremu mnie oczarowała i chce więcej! Skład jest w porządku, więc pewnie prędzej czy później trafi w moje łapki pełnowymiarowe opakowanie tego pomarańczowego cuda ;) Druga próbka to krem odżywczy od  Resibo. Nie wiem czemu, ale jakoś nie jestem przekonana do ich produktów. Próbkę zużyłam na dekolt, bo po krótkim rzucie okiem na skład nie byłam zachwycona. Sporo dobroci, ale i trochę chemii, której co prawda nie podjęłam się rozszyfrowywania, bo dla próbki nie chciało mi się grzebać w sieci.

To już wszystko co chciałam Wam dziś pokazać. Dajcie znać czy znacie te produkty i jakie są Wasze odczucia względem nich?

Atina.

piątek, 3 stycznia 2020

Ajeden Mydło z mleka koziego Bobasek

Mydło powstało z myślą o osobach, które mają wrażliwą i delikatną skórę. Pielęgnuje, obficie się pieni, nie zawiera sztucznych zapachów, barwników. W sam raz dla osób, które szukają łagodnego dopieszczenia skóry. Mydło przeznaczone dla dzieci powyżej 3-go roku życia.

Waga: 150g
Cena: 17zł
Sklep: Ajeden


Mydło w kostce to podstawa w mojej łazience. Oczywiście sięgam tylko po te w stu procentach naturalne. Dawno nie miałam żadnej kostki od polskiego producenta, dlatego przy ostatniej wizycie w kraju skusiłam się na to bardzo skromne mydło o wdzięcznej nazwie Bobasek. O marce Ajeden słyszałam już dawno, ale teraz jest tyle tych naturalnych firm, że ciężko wszystko sprawdzić na własnej skórze. 


Bobaska używam do mycia twarzy, rąk i całego ciała. Musze przyznać, że jest bardzo delikatne zarówno pod względem działania jak i zapachu. Skóra po jego użyciu jest nawilżona, ukojona i dobrze oczyszczona. Ja nic więcej od mydła nie oczekuje. Jestem z niego zadowolona i w przyszłości chętnie sięgnę po inne produkty od Ajeden
Muszę jeszcze wspomnieć, że mydło jest wydajne i dobrze się pieni. Jest dosyć twarde, więc nie maże się i nie rozpuszcza zbyt szybko. 

W jego składzie znajdziecie zmydlony zrównoważony olej palmowy, kozie mleko, olej kokosowy i olej rycynowy. Osobiście bardzo lubię kosmetyki z dodatkiem koziego mleka, ponieważ jest ono bardzo delikatne i świetnie sprawdza się przy wrażliwej skórze. Mydło Ajeden zawiera go ponad 25%. 

Marka w swoim portfolio posiada aż dwadzieścia różnych mydeł. W związku z tym zostało mi jeszcze tylko dziewiętnaście sztuk do sprawdzenia ;d Mają nawet mydło do golenia, do włosów oraz gospodarcze. To ostatnie na pewno będzie moje. Można nim czyścić pędzle kosmetyczne, prać oraz myć, np. blaty kuchenne. 

Znacie mydła marki Ajeden? Polecacie któreś konkretnie?
Atina.

niedziela, 29 grudnia 2019

ASOS Kalendarz Adwentowy Zawartość ostatnich ośmiu okienek

Dziś na tapecie ostatnia ósemka z kalendarza adwentowego ASOS. W tej grupie znalazłam aż trzy kosmetyki, które przyspieszają bicie mojego serduszka. Są to produkty marki Becca, Clinique i Laura Mercier. Więcej przeczytacie w dalszej części notki. 


Okienko numer siedemnaście skrywało płyn do mycia twarzy First Aid Beauty. Jak już nieraz wspominałam nie lubię tego typu wynalazków do mycia twarzy, bo zazwyczaj podrażniają moją wrażliwą skórę. Myślę, że nawet nie będę ryzykowała i poślę go w świat. 

Pod osiemnastką znalazłam spray do poduszki marki The Works. Lubię sobie od czasu do czasu zarzucić jakiś olejek eteryczny na poduszkę czy materac. Lawendowy na lepszy sen lub eukaliptusowy gdy jestem podziębiona. Niestety spray z kalendarza ma kiepski skład, więc dziękuję, ale nie skorzystam;/ 

Numer dziewiętnaście zawierał nawilżającą maseczkę w płachcie do twarzy z ceramidami Dr.Jart+. O tej marce już nieraz słyszałam, ale jakoś nie było mi z nią po drodze. W składzie ma sporo dobroci, więc efekt powinien być zadowalający. Producent obiecuje, że maska jest ultrałagodna i sprawdzi się przy skórze przesuszonej oraz wymagającej odbudowy bariery ochronnej.

W okienku numer dwadzieścia była relaksująca maska nocna Re-Charge od My Clarins. Podobno następnego dnia po przebudzeniu skóra jest gładka, orzeźwiona i ujędrniona. Na pewno to sprawdzę!

Pod kolejnym numerem (dwadzieścia jeden) skrywał się lekki krem pod oczy Clinique All About Eyes. Pełnowymiarowy słoiczek o pojemności 15ml oraz wartości 175zł. Wydawało mi się, że już go kiedyś miałam, ale nie mogę odnaleźć jego recenzji na blogu, więc prawdopodobnie coś mi się pomyliło. Tak czy siak chętnie go przetestuje ;)))

Numer dwadzieścia dwa skrywał miniaturę kokosowej maski do włosów Coco&Eve Like a Virgin. Przyznam szczerze, że nie znam tej marki w ogóle. Uwielbiam wszystko co kokosowe, więc zapowiada się bardzo przyjemnie ;)

Okienko numer dwadzieścia trzy zawierało mój największy hit tego kalendarza, czyli sypki puder Laura Mercier. Jestem wielką fanką wszelakich pudrów, a ten tak kultowy musiał w końcu wpaść w moje łapki. 

W ostatnim okienku znalazłam bazę rozświetlającą pod makijaż First Light Priming Filter marki Becca. Na co dzień nie stosuje tego typu produktów, ale od czasu do czasu dobrze byłoby mieć coś sprawdzonego. Producent obiecuje, że baza rozświetla zmęczoną skórę, o szarym kolorycie. Zamienia ją w super świeżą, obudzoną i doskonale nawilżoną. Jeśli produkt mnie oczaruje, to chętnie zaopatrzę się w pełnowymiarowe opakowanie. 

Podsumowując jestem zadowolona z zakupu kalendarza adwentowego Asos. Sporo produktów mi nie przypasowało, ale wiadomo, że nigdy nie dogodzi się wszystkim. 

Część pierwszą i drugą znajdziecie tu i tu

Jak Wam się podoba zawartość ostatniej ósemki kalendarza adwentowego z ASOS?

Atina.

czwartek, 19 grudnia 2019

ASOS Kalendarz Adwentowy Zawartość kolejnych ośmiu okienek

Pora na odsłonę kolejnych okienek z kalendarza adwentowego ASOS. Pierwszą część możecie podejrzeć tu. Tym razem znalazłam sześć kosmetyków pielęgnacyjnych, dwa kolorowe i jeden pędzel. Oczywiście nie obyło się bez rzeczy zbędnych, ale o tym poczytacie niżej;)


Okienko numer dziewięć skrywało dwa mini produkty marki Mane 'n Tail. Pierwszy z nich to szampon do włosów każdego rodzaju. Jego oryginalna formuła była stosowana kiedyś do pielęgnacji końskich grzyw. Teraz dostosowano ją do ludzkich włosów. Zawiera ona silnie pieniące substancje czyszczące, które jednocześnie nawilżają i zmiękczają skórę. Podobno używa go sama Jennifer Aniston ;) Drugi mini produkt to odżywka, która również jest przeznaczona do wszystkich rodzajów włosów.

Pod dziesiątką znalazłam żel do mycia twarzy OSKIA Renaissance Cleansing Gel, który podobno przywraca blask i miękkość skórze. Nie lubię żeli do mycia twarzy, ale ten chyba wypróbuje. Opakowanie o pojemności 100ml kosztuje 165zł. W kalendarzu dali miniaturkę o pojemności 35ml.

W okienku numer jedenaście była kredka do ust NARS w odcieniu Train Bleu. Matowy burgund niezbyt mi pasuje, więc ten produkt pewnie poleci do kogoś innego. Szkoda, bo chętnie bym wypróbowała coś delikatniejszego.

W dwunastce skrywał się mój faworyt, czyli przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na dzień Elemis Anti-Ageing Pro-Collagen. Ten produkt jest drogi i nie kupiłabym go bez wcześniejszych testów. Ciekawe czy będę z niego zadowolona? ;)

Pod "szczęśliwą" trzynastką znalazły się chusteczki nawilżane do demakijażu z węglem Yes To Tomatoes Detoxifying Charcoal Wipes. Nie przepadam ze tego typu produktami, bo zazwyczaj podrażniają moją wrażliwą cerę. Tu jednak skład nie jest taki zły, więc może je wypróbuje ;)

Okienko numer czternaście chowało kredkę do twarzy Crayola Beauty w odcieniu Shadow. Powiem Wam, że ma ona okropny zielono-żabi kolor. Nie wyobrażam sobie pomalować nią ust czy oczu;d Jedyny jej plus to piękny, owocowy zapach. 

W piętnastce znalazłam mały pędzel wachlarzowy Spectrum. Ten akurat mi się przyda do nakładania rozświetlacza. Mam już jeden wachlarz, ale dużo większy i grubszy. Chętnie sprawdzę jak mi się będzie pracowało taki maleństwem. Pędzel jest zrobiony ze sztucznego włosia.

Ostatnie okienko skrywało mini pastę do zębów Regenerate. Oczywiście przyda mi się na jakiś wyjazd, ale wiadomo że w tego typu kalendarzach oczekujemy czegoś wow, a nie zwykłej pasty do zębów ;d Z drugiej jednak strony będę miała z niej więcej pożytku niż z kredki Crayola Beauty

Z drugiej ósemki jestem mniej zadowolona niż z pierwszej. Sytuacje ratuje krem do twarzy Elemis oraz pędzel wachlarzowy Spectrum.  

Co myślicie o zawartości kolejnych ośmiu okienek kalendarza adwentowego ASOS? Trzecią ósemkę na bieżąco otwieram na instastory na które Was serdecznie zapraszam klik.
Atina.

sobota, 14 grudnia 2019

Prezentownik: Naturalny balsam w kostce DIY

Moja druga propozycja na świąteczny prezent to własnoręcznie wykonany balsam w kostce. Pierwszy pomysł znajdziecie tu. Balsamy wbrew pozorom są bardzo łatwe do wykonania. Możecie je modyfikować względem własnych potrzeb. Ja w tym roku postawiłam na lawendę i wszystko co robię zawiera olejek z tych pięknych kwiatów;)


Taki naturalny balsam świetnie nawilża i pielęgnuje skórę. Nie podrażnia i nie uczula. Do tego piękny aromat lawendy relaksuje i uspokaja. Oczywiście możecie użyć zupełnie innych olejków eterycznych. 

Do przygotowania kostek nawilżających potrzebujecie:
- 30g wosku pszczelego
- 30g masła shea
- 15ml oleju kokosowego
- 15ml oliwy z oliwek lub innego ciekłego oleju
- kilka kropel witaminy E
- 10ml lub więcej olejków eterycznych
- foremki, mogą to być zwykłe pojemniczki, np. po małym jogurcie
- opcjonalnie suszoną lawendę do ozdoby


Wosk, masło shea i olej kokosowy rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Dolewamy oliwę z oliwek, mieszamy i zdejmujemy z ognia. Kiedy masa lekko ostygnie dodajemy witaminę E i olejek lawendowy. Jeszcze raz mieszamy i przelewamy zawartość do foremek. Lekko studzimy i gdy masa zaczyna tężeć posypujemy suszona lawendą. Następnie odstawiamy do lodówki. Po godzinie wyjmujemy balsamy z foremek i możemy już ich używać lub zapakować na prezent.
Niestety nie mam pojęcia jak spakować owe cuda. Zawijam je w celofan, ale wolałabym coś bardziej ekologicznego. Może macie jakiś pomysł?

Dajcie znać czy spróbujecie zrobić własne balsamy w kostce?

Atina.
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.