czwartek, 24 maja 2018

Make Up For Ever High Definition Powder Sypki puder HD

Wyjątkowy, bardzo drobny puder utrwala podkład, matuje i delikatnie podkreśla naturalną rzeźbę twarzy, dając w dotyku niezwykłe uczucie gładkości. Nadzwyczajnie transparentny w aplikacji, dostosowuje się do każdego rodzaju karnacji, od najjaśniejszej do najciemniejszej.

Pojemność: 8,5g
Cena: 100-169zł
Sklep: internet


Mój egzemplarz trafiłam w TKMaxx'ie i kosztował on tam niecałe 50zł. Znowu niezły deal zrobiłam;d Z Make Up For Ever miałam jeszcze kiedyś kredkę do oczu, ba chyba nadal ją mam, ale dla mnie jest za twarda, więc jej nie używam. W pudrze pokładałam duże nadzieję, bo to towar z trochę wyższej półki. Niestety nie będzie z tego miłości. Zakupu nie żałuję, ale tylko dlatego, że nie kupiłam go w cenie regularnej.
Zacznę od tego, że samo opakowanie mnie drażni, a dokładnie to materiałowe sitko, które możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Nabieranie pudru to koszmar. Strasznie pyli, a sitko dozuje jak na moje potrzeby trochę za dużo produktu. Mat jest słaby, krótkotrwały. W składzie znajdziemy tylko krzemionkę, którą mogę sobie kupić na kolorówka.com za 21,45zł za 10g. Do tego puder ma słabą przyczepność co widać na swatchu.
Z zalet mogę wymienić, że nie zapycha porów, nie uczula, nie podrażnia, bieli tylko troszkę i ma trwałe i w sumie przyjemne dla oka opakowanie. 




Co myślicie o tym pudrze? Stosujecie krzemionkę lub jej mieszanki do matowienia cery?

Atina.

niedziela, 20 maja 2018

bareMinerals Ultimate Radiance Collection Rozświetlacz Pure Radiance i Róż Ruby Radiance

Ponad dwa lata temu pokazywałam Wam zestaw Ultimate Radiance Collection klik. Rozświetlacz Flawless Radiance zużyłam w tempie błyskawicznym i to w sumie od niego zaczęła się moja przygoda z rozświetlaniem kości policzkowych. Luxe Radiance gdzieś mi się zapodział, a pozostałe dwa zobaczycie w dzisiejszej notce. Aktualnie są to moje ulubione, codzienne kosmetyki. 


Róź Ruby Radiance zdobi moje policzki. Ma on w sobie mikroskopijne drobiny, które połyskują tylko w słońcu. Efekt można stopniować, ale trzeba jednak uważać, bo łatwo z nim przesadzić. Rozświetlacz Pure Radiance nakładam na szczyty kości policzkowych, odrobinę na skronie, czubek nosa i na obojczyki. Przyznam się szczerze, że pomimo cery z tendencją do nadmiernego błysku nie żałuje sobie rozświetlacza we wspomnianych wcześniej miejscach. Obydwa kosmetyki są bardzo trwałe, jednak rozświetlacz odrobinę blednie w ciągu dnia. 

Skład Pure Radiance:
Bismuth Oxychloride (CI 77163), Mica (CI 770019), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77499), Carmine (CI 75470)





Tak jak nie polubiłam się z podkładem bareMinerals klik, tak te drobiazgi rozświetlające kocham! Na szczęście są one bardzo wydajne, więc jeszcze się trochę nimi nacieszę. 
W tym sezonie w makijażu króluje błysk, więc warto zaopatrzyć się chociaż w jeden rozświetlacz. Ja od siebie polecam do aplikacji pędzel wachlarz, który u mnie sprawdza się świetnie. 

Znacie kosmetyki bareMinerals z kolekcji Ultimate Radiance? Jaki rozświetlacz jest Waszym ulubionym i gdzie najczęściej go nakładacie?

Atina.

środa, 16 maja 2018

Balsam w kostce DIY Cynamonowo - mandarynkowy

Dziś na blogu chwalę się moimi kolejnymi kosmetykami. Tym razem zrobiłam balsamy w kostce do ciała. Moje pierwsze maleństwa nie pachną zbyt intensywnie, bo za mało olejku eterycznego do nich dodałam. Nie chciałam przesadzić z jego ilością i ostatecznie dodałam go za mało;/ Szkoda, bo lubię pachnące kosmetyki. Następnym, razem pewnie dodam go za dużo ;d


Brak zapachu rekompensuje uroczy wygląd i dobre właściwości pielęgnacyjne. Wszystkie trzy balsamy znalazły nowych właścicieli, a sama testowałam tylko odpady, które w tym przypadku były całkiem duże i wystarczyły mi na poznanie właściwości moich wyrobów.

Składniki:
30g wosku pszczelego
30g masła shea
15ml oliwy z oliwek
15ml oleju kokosowego
kilka kropel witaminy E
5ml lub więcej olejku mandarynkowego
szczypta cynamonu

Dno foremki oprószamy cynamonem, który pełni tu głównie funkcję ozdobną. Wosk, masło i olej kokosowy rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Ja nie posiadam zbyt dobrego zestawu do takiej kąpieli i użyłam zdecydowanie za dużej miski, przez co dużo produktu osiadło na jej brzegach. Dolewamy oliwę z oliwek (możecie użyć innego oleju), mieszamy i zdejmujemy z ognia. Kiedy masa lekko ostygnie dodajemy witaminę E i olejek mandarynkowy. Jeszcze raz mieszamy i przelewamy zawartość do foremek. Lekko studzimy, a następnie odstawiamy do lodówki. Po godzinie wyjmujemy balsamy z foremek i możemy już ich używać lub zapakować na prezent.
 

Balsamy wykonane własnoręcznie cieszą ogromnie. Są naturalne i świetnie dbają o skórę całego ciała. Jedna taka kostka może zastąpić krem do rąk, krem do stóp, balsam do ciała, balsam do ust, a nawet olejek do włosów. Możecie kombinować i dodawać swoje ulubione masła i oleje. 

Jak Wam się podobają moje balsamy w kostce? 

Atina.

sobota, 12 maja 2018

Zatik Beauty Essentials Organiczny lotion do twarzy, szyi i rąk przywracający nawilżenie Marakuja i Kakao

Dziś przybywam do Was z kolejnym kosmetykiem z TKMaxx'a. Ten sklep to prawdziwy raj dla kobiet, a w sumie i dla mężczyzn też znajdą się tam ciekawe kąski;d. Ogromny wybór kosmetyków, ciuchów i akcesoriów. Dużo rzeczy tam kupuje, a jeszcze więcej omijam szerokim łukiem, bo nie chce zbankrutować. Oczywiście najbardziej lubię dział z kosmetykami, ale zaglądam też na buty, akcesoria, żywność i ostatnio nawet na ubrania. Wracając do bohatera notki, to kupiłam go w okazyjnej cenie 25zł. W internetach znalazłam go za aż 26 dolarów. Czyli niezły deal zrobiłam!


Lotion mieści się w szklanej butelce z pompką. Ma dosyć intensywny zapach, który mnie osobiście trochę drażni. Niby lubię owocowe nuty, ale te tu nie do końca mi podpasywały. Kosmetyk ma bardzo rzadką i lekką konsystencje, co też niezbyt mi pasuje. Stosowany samodzielnie jest zdecydowanie za lekki, a w połączeniu z innymi produktami wałkuje się podczas dokładania kolejnej warstwy innego kremu. Tak było w przypadku kremu przeciwsłonecznego Lancaster, który dostał przez to negatywną opinie, bo myślałam, że to on jest winien moich problemów z aplikacją. Notka z jego recenzją została dziś edytowana klik.


Lotion wchłania się błyskawicznie, skóra wręcz go pije. Można nakładać go też pod oczy. Ostatecznie ja zaczęłam używać go na szyje i dekolt. W tych miejscach nie lubię treściwych kosmetyków, więc ten produkt jest idealny dla moich potrzeb. Wchłania się szybko i nie pozostawia tłustej warstwy. Dobrze nawilża, lekko rozjaśnia. Szyja i dekolt dużo zyskały odkąd je rozpieszczam lotionem od Zatik. Na skórze twarzy nie widziałam, aż tak dobrych efektów. Raczej nie skuszę się na kolejne opakowanie, bo na mojej szyi i dekolcie zawsze lądują kosmetyki, które nie przypasowały mojej buźce. Myślę, że lotion sprawdzi się lepiej na młodszej skórze z cerą tłustą lub mieszaną. Kosmetyk ten ma bardzo dobry i bogaty skład. Między innymi zawiera maslo shea, masło kakaowe, ekstrakt z marakui, olej słonecznikowy, olej jojoba, witaminę E i wiele innych.

Skład:
water, butyrospermum parkii (shea) butter*, theobroma cacao (cacao) butter*, passiflora edulis (passionfruit) extract*, carthamus tinctorius (safflower) oil* arnica montana extract*, simmondsia chinensis (jojoba) oil*, grain alcohol*, prunus virginiana (wild cherry) extract*, glycerin*, sucrose cocoate* (emollient)*, arctium lappa (burdock) extract*, oenothera biennis (evening primrose) oil*, tocopherol (natural vitamin E), oryza sativa (rice bran) extract*, hippophae rhamnoides (sea-buckthorn) oil*, xanthan gum, gluconolactone, citrus sinensis (orange) oil*, santalum spicatum (sandalwood) oil*, pelargonium graveolens (rose geranium) oil*.

Znacie kosmetyki Zatik? Polubiliście się z nimi?

Atina.

wtorek, 8 maja 2018

Faith In Nature Brave Botanicals Szampon i odżywka do włosów normalnych i suchych Kremowy kokos zmieszany z frangipani

Jest to już moja trzecia przygoda z kosmetykami do włosów firmy Faith In Nature. Wszystko zaczęło się od różanego szamponu klik, który do dziś jest moim ulubieńcem. Zużyłam już dwa opakowania i na pewno sięgnę po kolejne. Następnie trochę się zawiodłam na szamponie o zapachu kiwi klik. Na szczęście nie powstrzymało mnie to przed kolejnymi testami. Kokosowy duet spisuje się u mnie bardzo dobrze!


Zacznę od zapachu, bo nie ukrywam, że jest on dla mnie ważny, choć nie najważniejszy. Przyjemny kokos, ale nieidealny. Nie jest chemiczny, ale brakuje mu tej kropki nad i. Nie zmienia to jednak faktu, że sprawia mi przyjemność podczas mycia włosów.
Szampon świetnie domywa włosy. Mogę go używać do każdego mycia i za każdym razem jestem zadowolona z efektu. Nie powoduje przyklapu ani nie zwiększa przetłuszczania się. Myje nim włosy co drugi dzień i to jest dla mnie taki standard. Duży plus za brak Sodium Laureth Sulfate w składzie, który jak tylko mogę, to staram się omijać. Z dobroci wyłapałam sól morską, olej kokosowy, ekstrakt z frangipani (plumeria), ekstrakt z owsa, witaminę E, panthenol, hydrolizowane proteiny pszenicy, lecytynę i olej z nasion słonecznika.


Odżywkę nakładam tylko na włosy (omijam skórę głowy i co za tym idzie włosy u nasady), bo ostatnio ta metoda lepiej się u mnie sprawdza. Na całą głowę nakładam tylko odżywkę lub maskę, którą później zmywam szamponem, czyli zazwyczaj są to produkty, które zawierają dużo keratyny. Odżywka od Faith in Nature lekko wygładza i ułatwia rozczesywanie, ale raczej nie ma jakiegoś silnego, a przede wszystkim natychmiastowego działania. Posiada wiele dobroczynnych substancji, więc myślę, że powoli coś tam sobie działa na te moje włosiska. A znajdziemy tu: masło shea, olej kokosowy, wyciąg z frangipani, ekstrakt z owsa, olej z awokado, witaminę E i olej słonecznikowy.
Obydwa produkty są wydajne, ale szampon jak zwykle w moim przypadku jest wydajniejszy.


Lubię kosmetyki do włosów Faith In Nature i na pewno będę jeszcze po nie nieraz sięgała. Muszę koniecznie spróbować kiedyś tej serii w dużych butelkach. Widziałam, że są dostępne owocowe wersje takie jak arbuz czy granat.

Znacie kosmetyki Faith In Nature? 


Atina.

piątek, 4 maja 2018

Miodowa Mydlarnia Naturalne mydło Karotka z miodem, pyłkiem i olejem migdałowym

Prawdziwie luksusowe mydło obfite w cenne oleje i dodatki : olej ze słodkich migdałów, czerwony olej palmowy, oliwa z oliwek, olej kokosowy, rycynowy i z pestek winogron; sok marchwiowy, miód, pyłek i wosk pszczeli oraz węgiel aktywny. Mydło to delikatnie oczyszcza, mocno odżywia, regeneruje, koi i nawilża każdy rodzaj skóry. Bez dodatkowych barwników i aromatów, daje obfitą, aksamitną piankę. Dla dzieci i dorosłych.

Pojemność: 95g
Cena: 17zł
Sklep: Miodowa Mydlarnia
Ważność: minimum 2 lata


Jak zapewne wiecie uwielbiam naturalne mydła do mycia twarzy i całego ciała. Taka kostka zapewnia mi przede wszystkim nawilżenie, zero podrażnień i wygodę podczas podróży. Te trzy czynniki są dla mnie bardzo ważne i dlatego już od kilku lat stosuje do mycia tylko mydła naturalne. Czasem kuszą mnie jeszcze żele pod prysznic, ale jak sobie przypomnę jak one potrafią wysuszyć skórę, to od razu przechodzi mi na nie ochota.


Mydło Karotka charakteryzuje się ciekawym wyglądem, bardzo kremową konsystencją po jego zmoczeniu, mocnym nawilżeniem i niestety delikatnym zapachem. Nie zmienia to jednak faktu, że jest ono bardzo miłe w użyciu. Głównie ze względu na tą kremowość i aksamitną piankę. Oczywiście nie podrażnia i nie wysusza. Skóra po jego użyciu jest dobrze nawilżona. Na stronie Miodowej Mydlarni znajdziecie też inne wersje mydeł, które domniemam są równie dobre jak to moje. 

Skład:
zmydlone: olej kokosowy, oliwa z oliwek, olej z pestek winogron, olej palmowy nierafinowany, olej ze słodkich migdałów, olej rycynowy; wosk pszczeli, gliceryna, marchew, miód, pyłek pszczeli, węgiel aktywny



Do zamówienia z Miodowej Mydlarni dorzucono mi pokaźne próbki balsamu do rąk Trawa Cytrynowa oraz regenerującego peelingu do ciała z woskiem pszczelim. Balsam był dobry, ale nie przemawia do mnie ten zapach. Nie to żeby był brzydki, ale ja nigdy nie lubiłam cytrynowych kosmetyków czy nawet deserów typu lody lub ciasta. Peeling natomiast przyjemnie zdziera i natłuszcza. Nie kupiłabym go tylko dlatego, że sama robię podobne peelingi ;)

Miodowa Mydlarnia wypada bardzo pozytywnie w moich oczach i na pewno jeszcze coś u nich kupię.  Polecam przyjrzeć się ich mydłom i masłom do twarzy. Za jakiś czas na blogu pojawi się jeszcze recenzja właśnie ich masła do twarzy. 

Znacie kosmetyki z Miodowej Mydlarni? Co o nich myślicie?

Atina.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Koszyk z zakupami Kwiecień 2018

Nawet nie wiem kiedy zleciał mi ten miesiąc. Na nic nie czekam, żyje z dnia na dzień, a czas jeszcze szybciej mi ucieka. Oby lato trwało trochę dłużej;d Swoją drogą w UK w tym roku wiosna jest wyjątkowo brzydka. W zeszłym roku było zdecydowanie więcej ciepłych i słonecznych dni. 
Co do nowości, to kwiecień obfitował w naturalne produkty. Nadal zachowuje umiar w kosmetycznych zakupach. Czasem chciałabym zaszaleć, ale pudło z zapasami od razu mnie otrzeźwia.


Przede wszystkim kupiłam kilka półproduktów do zrobienia balsamów w kostce. Zaopatrzyłam się w wosk pszczeli, masło shea, masło mango, olej arganowy, witaminę E i olejek eteryczny z paczuli. Znowu będę tworzyła własne kosmetyki ;)

Kolejne nowości pochodzą ze sklepu e-fiore. Miałam okazję zrobić niewielkie zakupy w Polsce i wybór padł na olejek z opuncji figowej, który podobno jest najlepszym i najdroższym olejem na świecie. Zobaczymy jak się spisze u mnie. Gratis dostałam balsam krojony z bloka w wersji kokosowej. Dziewczyny jak on pachnie! Jak dla mnie jest to najpiękniejszy kosmetyczny kokos. Słodki, śmietankowy i jadalny kokosik. Na razie polecam dla samego zapachu;d

W TKMaxx'ie upolowałam fajne złuszczające mydło Heyland&Whittle oraz kwiatową wodę do demakijażu francuskiej firmy Eudoxia. Zawiera ona liposom Lys de Fontanalba, wyciąg z wody różanej, ekstrakt z niebieskich irysów i migdałów. Zapowiada się naprawdę dobrze. Kosztował 5 funtów, a cena producenta to 29 euro. 

Kupiłam kolejny antyperspirant naturalny. Tym razem testuje rumiankowy Dr.Organic, który jak na razie jest taki sobie. Wypadł lepiej niż wszystkie moje naturalne dezodoranty jakie miałam do tej pory. Pisałam o nich tu. W chłodne dni spisywał się dobrze, lecz gdy przyszły upały, to zaczęły się problemy. 

Ostatnią zdobyczą kwietnia jest naturalny korektor pod oczy Fruit Pigmented od 100% Pure. Postanowiłam zainwestować jeszcze w ten jeden produkt i jeśli okaże się niewypałem to więcej nie kupię żadnego korektora pod oczy. Drogeryjne zazwyczaj tylko pogarszały stan mojej skóry (wysuszały, obciążały i właziły w zmarszczki). Zdecydowanie wolałam już nic nie nakładać na krem pod oczy. Ten korektor ma świetny, naturalny skład i jeśli tylko nałoży się go w odpowiedniej ilości to wygląda świetnie! Ja ciągle jeszcze uczę się jego aplikacji. Za jakiś czas na pewno o nim napisze osobną notkę. 

Co Was najbardziej zainteresowało z moich kwietniowych zakupów?

Atina.

czwartek, 26 kwietnia 2018

Lierac Tonique Eclat Rozświetlający tonik witaminowy

Delikatny tonik o cytrusowym zapachu. Formuła bez dodatku alkoholu. Jego formuła została wzbogacona w ekstrakty o właściwościach energetyzujących, rozświetlających i spowalniających proces starzenia.
Kompleks Ecoskin złożony z probiotyków (Lactobacillus casei i Lactobacillus acidophilus )oraz ekstrakt z yakon pomaga przywrócić równowagę naturalnej eko flory skóry oraz stymuluje jej mechanizmy obronne.
Ekstrakty z maku i czerwonej pomarańczy dodają skórze energii, wygładzają i nawilżają.

Pojemność: 200ml
Cena: 50zł
Sklep: internet, TKMaxx
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Bardzo przyjemne i energetyczne cytrusy zamknięto w tej pomarańczowej butelce z pompką. Produkt ten pokochałam już za sam zapach, który uwielbiam zarówno podczas porannej jak i wieczornej pielęgnacji twarzy. Poza tym nie mogę się jakoś specjalnie do niego przyczepić. Odświeża, tonizuje i lekko nawilża, czyli robi to co każdy tonik powinien. Do tego nie podrażnia i ma całkiem przyjemny skład. A w nim takie dobroci jak sok z pomarańczy, wyciąg z płatków maku polnego, kwas mlekowy, sok z korzenia Yaconu, wyciąg z fermentacji bakterii Lactobacillus i pantenol. 

Skład:
Water/Aqua, Glycerin, Poloxamer 184, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Juice, Sucrose Laurate, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Papaver Rhoeas Petal Extract, Sorbitol, Lactic Acid, Polymnia Sonchifolia Root Juice, Sucrose Dilaurate, Maltodextrin, Lactobacillus Ferment, Panthenol, Citric Acid, PCA, Sodium Benzoate, Propylene Glycol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sucrose Trilaurate, Glycolic Acid, Malic Acid, Fragrance (Parfum), Sodium Salicylate, Pyruvic Acid, Tartaric Acid, Sodium Hydroxide, Potassium Sorbate.

Tonik przyjemnie pobudza do życia, lekko rozjaśnia i rozświetla cerę. Niestety nie należy on do najtańszych, więc warto polować na niego w dobrych promocjach, np. w TKMaxx'ie. Gdybym wiedziała, że moja skóra i nos tak bardzo polubią się z tym kosmetykiem, to pewnie kupiłabym więcej butelek na zapas. 

Znacie tonik witaminowy Lierac? Lubicie ich kosmetyki? Możecie coś ciekawego od nich polecić?

Atina.



Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.