Koszyk z zakupami Grudzień 2017

Z dużym opóźnieniem prezentuje Wam moje grudniowe zakupy, ale musicie wiedzieć, że miałam długą świąteczno-noworoczną przerwę od blogowania, a teraz brakuje mi przede wszystkim światła do zdjęć. Gdy mam wolne jest pochmurno, gdy jestem w pracy świeci słońce. Ostatecznie zrobiłam zdjęcia przy lampce biurkowej, bo chyba nigdy nie powstałby ten post, grr... Wracając do zakupów to większość z nich to zdobycze z Polski. Przemyślałam wszystko trzy razy zanim coś trafiło do koszyka. No i koniec końców jestem bardzo zadowolona i nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Zapraszam do oglądania ;)


Nawiązałam jedną blogową współprace i niebawem pokaże Wam na blogu maski i pudry do kąpieli firmy Initiale. Produkty te mają łagodne, naturalne składy, więc długo się nie zastanawiałam nad przyjęciem tej propozycji. Kiedyś już miałam okazję używać ich masek klik,klik i byłam zadowolona.


Tym razem przetestuje maski Algi Morskie i Kwiaty Polne oraz pudry do kąpieli Kozie Mleko i Zielona Herbata. Uwielbiam kąpiele w wannie, ale niestety nie mogę używać zwykłych płynów do kąpieli czy jakże pięknych kolorowych babeczek. Większość mnie uczula, a niektóre powodują nawet infekcje intymne;/ Sama robię sobie sole oraz kule do kąpieli klik. Fajnie jednak będzie mieć coś gotowego w zanadrzu. Oby Initiale dało rade!


Na pielęgnacji twarzy raczej nie oszczędzam i lubię testować nowości z tej dziedziny. Do koszyka tym razem wpadł krem do twarzy 100% Pure Tomato Lycopene oraz krem pod oczy Alkemie Better Than Botox. Obydwa produkty nie należą do najtańszych, także mam nadzieję, że mnie nie zawiodą.


Postanowiłam poznać bliżej firmę Miodowa Mydlarnia i skusiłam się na masło do twarzy i ciała z woskiem pszczelim Ambrozja oraz na naturalne mydło z miodem, pyłkiem i woskiem pszczelim Karotka. Kupiłam też krem dla mojego mężczyzny o świetnej nazwie Gentelmen oraz masło dla przyjaciółki o nazwie Dla Królewny. Tych ostatnich dwóch produktów nie ma na zdjęciu, bo masła już powędrowały do swoich nowych właścicieli. Jak na razie jestem bardzo zadowolona ze składów i uroczych opakowań. Miło, że firma dorzuciła do zamówienia próbki. Chętnie sprawdzę jak działą i pachnie Regenerujący peeling do ciała z woskiem pszczelim, olejem konopnym, makuchem dyniowym i energizującymi olejkami eterycznymi oraz balsam do rąk Trawa Cytrynowa.


Zaopatrzyłam się też w podkład mineralny Neauty, który od dawna wielbię klik, ale z braku łatwego dostępu od jakiegoś czasu zastęowałam go podkładem EDM klik. Chciałam sobie przypomnieć działanie podkładu Neauty, a przy okazji capnęłam jeszcze róż. Plus za gratisy do zamówienia ;)


Na koniec zostawiłam moje perełki z pod choinki. Perfumy Coco Chanel Coco Mademoiselle oraz puder rozświetlający Benefit Dandelion. Na razie napisze tylko, że puder Benefit mnie troszkę rozczarował, ale jeszcze dam mu szansę, bo używałam go gdy byłam chora, a wtedy moja cera bywa bardzo kapryśna.


Które nowości najbardziej Was zaciekawiły? O czym chciałybyście poczytać na blogu?

Atina.
Czytaj dalej

Lush Cynamonowy szampon w kostce New

Korzenny szampon przeznaczony do włosów nadmiernie wypadających. W składzie znajdują się olejki z goździków, cynamonu, wawrzynu, które stymulują skórę głowy i mieszki włosowe do zdrowego wzrostu. Posiada olejek miętowy, który pobudza krążenie krwi oraz rozmaryn i pokrzywę, które nadają włosom blask.

Pojemność: 55g
Cena: 6,5£
Sklep: Lush


New to mój pierwszy szampon w kostce od firmy Lush, więc na razie nie mam porównania. Na pewno będę chciała jeszcze kiedyś wypróbować inną wersje tego cudaka, który w moim przypadku najlepiej sprawdza się w czasie podróży. Na co dzień jest jednak dla mnie za mocny. Ma w składzie Sodium Lauryl Sulfate, co mi i moim włosom nie do końca odpowiada. Jednakże używany sporadycznie sprawdza się dobrze. Przede wszystkim taka kostka jest bardzo łatwa do transportowania. Nie ma obaw, że coś się wyleje i zabrudzi. Po drugie New świetnie myje, co przy regularnym używaniu może okazać się wadą. Kostka dobrze się pieni, nie sprawia problemów podczas aplikacji i co najważniejsze nie podrażnia i nie uczula. Włosy po jej użyciu są miękkie i błyszczące. Przy jej użyciu mogę sobie pozwolić na nie zastosowanie odżywki, co też robiłam na wakacjach. Niestety nie zauważyłam aby włosy mniej wypadały.

W składzie poza SLS znajdziemy napar z pokrzywy i mięty, pokrzywę, rozmaryn, olej pieprzowy, olejek z pączków goździków oraz olej z liści cynamonu. Gdyby ten SLS zastąpić czymś łagodniejszym to byłby naprawdę fajny produkt.

Skład:
Sodium Lauryl Sulfate, Nettle and Peppermint Infusion (Urtica Dioica and Mentha Piperita), Glycerine, Nettle Absolute (Urtica Urens), Rosemary Absolute (Rosmarinus Officinalis), Bay Oil (Pimenta Acris), Clove Bud Oil (Eugenia Caryophyllus), Cinnamon Leaf Oil (Cinnamomum Cassia), *Cinnamal, *Eugenol, *Benzyl Benzoate, *Limonene, *Linalool, Colour 73360, Cinnamon Stick (Cinnamomum Cassia)


Na koniec wspomnę, że szampon cudownie i intensywnie pachnie cynamonem i goździkami! Podczas kąpieli cała łazienka wypełniona jest tymi korzennymi przyprawami. 
Jeśli SLS nie robi na Was wrażenia to koniecznie spróbujcie cynamonowego cudaka od Lush

A może znacie łagodniejsze szampony w kostce, których mogłabym używać na co dzień?

Atina.
Czytaj dalej

Wyzwanie czytelnicze 2017 (12 książek) Podsumowanie

Witam Was w pierwszej notce w Nowym Roku! Właśnie wróciłam do Anglii do swojego życia:) Pobyt w Polsce był miły, ale męczyło mnie mocne przeziębienie i miałam mnóstwo spraw na głowie. Wszystko na szczęście udało się załatwić i teraz mam wreszcie czas na bloga i inne przyjemności, np. czytanie. Powiem Wam, że taka publiczna deklaracja mocno mnie motywowała i chyba tylko dlatego udało mi się przeczytać 13 książek w ciągu jednego roku. Polecam Wam ten sposób motywacji. 


Lista przeczytanych książek w 2017 roku:

1. Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce. Katarzyna Kędzierska
2. Masa o kobietach polskiej mafii. Artur Górski, Jarosław Sokołowski
3. Katarzyna Wielka. Gra o władze. Ewa Stachniak
4. Marilyn, ostatnie seanse. Michel Schneider
5. W cieniu. A.S.A. Harrison
6. Dziewczyna w walizce. Raphael Montes
7. Nieobecna. Agnieszka Olejnik
8. Dziewczyna z Brooklynu. Guillaume Musso
9. Znajomi z pociągu. Patricia Highsmith
10. Idealne życie Minka Kent
11. Para zza ściany Shari Lapena
12. Lokatorka. J.P Delaney
13. Przesyłka. Sebastian Fitzek

W 2018 roku chce nadal czytać, ale już nie będę robiła sobie wyzwania. Obiecuje za to od czasu do czasu podzielić się z Wami najciekawszymi książkami jakie przeczytam. Przy okazji odkryłam, że najlepiej czyta mi się thrillery. 

A jak u Was było z czytaniem w 2017 roku? Jesteście zadowolone z liczby przeczytanych książek czy nie bardzo?

Atina.
Czytaj dalej

Wesołych Świąt!

Moje drogie i piękne czytelniczki życzę Wam przede wszystkim zdrowych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w gronie Waszych najbliższych. Życzę Wam też znalezienia wymarzonych prezentów pod choinką oraz szampańskiej zabawy w Sylwestra! Oby Nowy Rok był dla nas wszystkich jeszcze lepszy!


Gorąco pozdrawiam
Atina.
Czytaj dalej

Filorga Time Filler Kompleksowy krem liftingująco - wypełniający pod oczy

Krem stanowi intensywną kurację przeciwstarzeniową skóry wokół oczu, obszaru najbardziej narażonego na szkodliwe działanie czynników zewnętrznych. Skóra wokół oczu ma zaledwie 0,5mm - dlatego też to właśnie tu widać pierwsze oznaki starzenia, zmęczenia i stresu. Krem ma szerokie spectrum działania: ujędrniające, przeciwzmarszczkowe, rozjaśniające, nawilżające.

Pojemność: 15ml
Cena: od 150 do 200zł
Sklep: internet
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia


Moja skóra pod oczami jest bardzo wymagająca. Od kilku lat walczę z pierwszymi zmarszczkami. Różnie to bywa raz jest lepiej, raz gorzej, ale ogólnie jestem zadowolona z tego jak wyglądają okolice moich oczu. Myślę nawet, że jest nieźle, szczególnie gdy używam tak dobrego kremu pod oczy jak ten z dzisiejszej notki ;) Ostatnio bardziej zaczęły mi dokuczać bruzdy nosowo-wargowe. Na ten problem jeszcze nie znalazłam sposobu. Może Wy mi coś polecicie? 
Wracając do kremu pod oczy Filorga Time Filler to jestem z niego naprawdę zadowolona. Zanim jednak zacznę go wychwalać wspomnę o jego dwóch wadach. Pierwsza z nich to wysoka cena,  a druga to nie do końca pasujący mi skład. Gdy zaczynam go używać (robiłam sobie od niego dwie dłuższe przerwy) odczuwam lekkie podrażnienie, które znika po kilku dniach. Niby nic, ale nie daje mi to spokoju. Wiecie, że lubię naturalne produkty i takie podrażnienie wskazuje na to że coś tam jest nie tak w składzie;/

Przejdę teraz do zalet. W kremie znajdziemy też takie cuda jak:
- skwalen to lekki olej, który nawilża i chroni przed promieniowaniem UV oraz inwazją bakterii i grzybów. Jest również antyoksydantem, który chroni lipidowe struktury skóry przed utlenianiem i wolnymi rodnikami. Jest on polecany w produktach przeciwzmarszczkowych, dla cery dojrzałej, która utraciła naturalną zawartość skwalenu. Posiada również właściwości gojące drobne uszkodzenia skóry i stany zapalne. Ważną funkcją skwalenu jest zwiększenie transportu składników aktywnych w głąb skóry. 
- ekstrakt z bliskowschodniego drzewa albicja jedwabista, który działa przeciwstarzeniowo. Odżywia skórę i utrzymuję ją w dobrym stanie. Chroni też ścianki naczyń krwionośnych. 
- uwodorniona lecytyna to składnik otrzymywany z oleju sojowego. Wygładza skórę, zmniejsza widoczność zmarszczek. Uwodorniona lecytyna posiada właściwości naturalnej lecytyny.  Pełni funkcję emulgatora (wpływa na konsystencję kosmetyku). Wspomaga utrzymanie wilgoci w skórze i włosach.
- olej ze słodkich migdałów zmiękcza naskórek i wzmacnia lipidową barierę ochronną skóry. Działa odżywczo, przyspiesza odnowę komórkową, polepsza ukrwienie skóry i tworzy naturalną ochronę przed negatywnym działaniem promieni UV.
- kwas hialuronowy małocząsteczkowy zapobiega wysychaniu kosmetyków, ale przede wszystkim dodawany jest w celach pielęgnacyjnych, wypełniających zmarszczki, nawilżających, odmładzających, wzmacniających i poprawiających elastyczność skóry. Ma także działanie regenerujące, przyspiesza gojenie ran, działa przeciwzapalnie, likwiduje blizny i przebarwienia, wzmacnia barierę ochronną skóry, ma zdolność wychwytywania jonów metali ciężkich oraz innych toksyn z otoczenia i przekształcania ich w połączenia rozpuszczalne w wodzie, dzięki czemu skóra nabiera odporności na alergeny i oczyszcza się.
- ekstrakt z Crithmum Maritium składnik o działaniu przeciwrodnikowym i oczyszczającym. Zapobiega wiotczeniu skóry i powstawaniu pierwszych zmarszczek. Działa tonizująco i przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie ran, a także działa dezodoryzująco. Wykorzystywany w produktach do higieny jamy ustnej i dezodorantach, jako składnik hamujący namnażanie bakterii i przykrych zapachów, a także w kosmetykach do włosów i twarzy, tonikach, kremach, szamponach i odżywkach, wzmacnia skórę i włosy, reguluje nadmierne wydzielanie łoju. Zastosowanie znajduje również w przemyśle perfumeryjnym, niweluje niepożądane zapachy w kosmetyku

Skład:
Aqua, Glycerin, Propanediol Caprylic/capric Triglyceride, C12-16 Alcohols, Squalane, Ethylhexyl Palmitate, Albiizia Julibrissin Bark Extrac, Benzyl Alcohol, Isododecane, HYrogenated Lecithin, Palmitic Acid, Sodium Polyacrylate, Isododecane, Hydrogenated Lecithin, Palmitic Acid, Sodium Polyracrylate-13, Behenyl Beeswax, Hydrogenated Polydecene, Stearyl Beeswax, Chlorphenesin, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Polyisobutene, Glyceryl Linoleate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Sodium Chloride, CI 77891 (Titanium Dioxide), Hydrogenated Vegetable Oil, Sodium Hydroxide, Mica, Trihydroxystearin, Polysorbate 20, Hydroxypropyl Cyclodextrin, Sorbitan Isostearate, Silica, Sodium Hyaluronate, Dipeptide Dialmunobutyrol Benzylamide Diacetate, Panthenol, Crithmum Maritium Extract, Glucose, Phenoxyethanol, Biotinoyl Tetrapeptide


Krem pod oczy Filorga Time Filler jest wart swojej ceny! Co prawda szukam tańszego i naturalniejszego zamiennika, ale póki nie znalazłam na pewno będę do niego wracała. Już po pierwszym użyciu skóra pod oczami wygląda zdecydowanie lepiej. Jest mocno nawilżona, wygładzona i odżywiona. Efekt napięcia i nawilżenia utrzymuje się cały dzień. Krem czuć na skórze, ale w pozytywnym sensie. Ja na przykład nie lubię kremów pod oczy, które wchłaniają się do matu. Zaraziłam już nim moją najlepszą koleżankę, która nie wyobraża sobie codziennej pielęgnacji bez niego. Nie przeraża jej nawet cena. Widzi efekt, więc płaci. 

Znacie krem pod oczy Filorga Time Filler? 

Edycja (15.01.2018):
Niestety muszę dopisać, że krem się roluje gdy nakładam na niego korektor mineralny. Wcześniej nie stosowałam nic poza kremem pod oczy.

Atina.
Czytaj dalej

Pomysły na kosmetyczne prezenty DIY na Święta

Witam Was w iście świątecznym nastroju! Prezenty kupione, spakowane? Jeśli nie to dziś przybywam z pomysłem na oryginalny prezent pod choinkę dla przyjaciółki, mamy czy siostry. Nie wiem jak Was, ale mnie bardzo cieszą prezenty zrobione własnoręcznie przez obdarowującą mnie osobę ;) Ostatnio dostałam rysunek od 6-cio letniej córki znajomej i byłam zachwycona. Nie tyle samym rysunkiem, ale pomysłem i chęcią namalowania dla mnie obrazka, który miał mnie przywitać w ich domu. Wróćmy jednak do naszych kosmetyków DIY. Najprostszym pomysłem jest zrobienie soli do kąpieli lub kuli kąpielowych. Chociaż te drugie są bardziej skomplikowane, ale tylko przy pierwszym razie.


W tym roku zrobiłam dwa słoiki soli kąpielowej. Jeden widzicie na zdjęciu, drugi niestety się nie załapał do sesji na potrzeby dzisiejszej notki. Różowa sól ze zdjęcia to nic innego jak gruboziarnista sól morska z dodatkiem olejów (oliwa z oliwek, olej kokosowy i różany), olejków zapachowych (róża i wanilia), odrobiną barwnika spożywczego oraz garścią suszonych płatków róży, dodanych do ozdoby. Zazwyczaj ich nie dodaje, ale tu wiem, że osoba obdarowywana zachwycała się kiedyś takim połączeniem, więc specjalnie dla niej dodałam te płatki;) Druga sól powstała z tych samych olejów, jedynie zmieniłam rodzaj soli na różową himalajską i dodałam olejek kokosowy zamiast różanego. Barwnika już nie używałam, bo sól himalajska jest piękna sama w sobie. Wystarczy, że zaopatrzycie się w słoik, np. z Pepco, sól, wybrany olejek zapachowy i w jeden/dwa oleje pielęgnacyjne i macie prezent gotowy!

Dokładne przepisy znajdziecie tu:


W tym roku nie szalałam i zrobiłam tylko siedem kul kąpielowych o zapachu słodkiej brzoskwini. Pięknie pachną i przywodzą na myśl letnie dni. W przypadku kul potrzebujemy trochę więcej składników. Poza olejami pielęgnacyjnymi, olejkami zapachowymi, barwnikami musimy się jeszcze zaopatrzyć w sodę oczyszczoną, kwasek cytrynowy, mąkę ziemniaczaną, foremkę, celofan i wstążkę do pakowania. W razie kłopotów z dostępem do formy możecie użyć łyżki do lodów i zrobić półkule lub włożyć masę do foremek na muffiny. Zamiast celofanu możecie też użyć pudełka i do niego zapakować kule czy muffiny. 

Dokładne przepisy znajdziecie tu:


Moje kosmetyczne wyroby polecą do koleżanek, które lubią długi kąpiele w wannie. Dzięki moim kulom i solom będą mogły cieszyć się pięknym zapachem oraz zadbaną  i zdrową skórą. Ja różnicę w działaniu odczułam już po pierwszej kąpieli ;) 

Pochwalcie się co Wy sprezentujecie w tym roku swoim koleżankom?

Atina.
Czytaj dalej

Wieczorny demakijaż i poranna tonizacja z rosyjskim płynem micelarnym Ecolab i włoskim tonikiem Roberts

Aktualnie do demakijażu twarzy używam płynu micelarnego Ecolab, a do tonizacji skóry różanego toniku Roberts, który zakupiłam na włoskich wakacjach. Obydwa produkty nieźle się spisują, ale posiadają też wady, o których przeczytacie w dalszej części notki. 


Płyn micelarny Ecolab ma bardzo przyjemny skład, w którym znajdziemy wodę morską,  organiczny ekstrakt z uczepu trójlistkowego, który jest świetny w walce z trądzikiem, olej migdałowy, hydrolizowane proteiny ryżowe oraz olejek eteryczny z róży damasceńskiej. Mimo pięknego składu nie do końca jestem zadowolona z tego jak sobie radzi z demakijażem, a dokładnie ze zmywaniem tuszu do rzęs. Z podkładem radzi sobie lepiej, ale mam poczucie, że mógłby to robić lepiej. Opakowanie jest wygodne i w miarę przyjazne dla oka. Zapach ładny, ale ledwo wyczuwalny. Raczej nie wrócę do tego produktu, wolę Biolaven czy Sylveco. 
200ml/14zł/12 miesięcy od otwarcia

Skład:
Aqua, Glycerin, Sea Water, Organic Bidens Pilosa Extract, Hydrogenated Prunus amygdalus Oil, Hydrolyzed Rice Protein, Nelumbo essential Oil, Rosa Domascena essential Oil, Sodium Cocoamphoacetate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sorbic Acid.

Różany tonik Roberts spisuje się zdecydowanie lepiej! Pięknie i intensywnie pachnie różami, domywa resztki makijażu oraz odświeża. Używam go codziennie rano i wieczorem. W swoim składzie ma wodę z róży francuskiej, ekstrakt z kwiatów róży stulistnej, ekstrakt z owoców dzikiej róży, ekstrakt z kwiatów róży damasceńskiej oraz zupełnie niepotrzebne obcobrzmiące chemikalia. Na przykład taki 2-Bromo-2-Nitropropane-1,2-Diol wykazuje silne działanie uczulające i alergizujące. Może uwalniać Formaldehyd, przez co działać toksycznie i rakotwórczo. Nie należy stosować go na uszkodzoną skórę i nie jest zalecany w kosmetykach dla dzieci. W ten sposób początkowy piękny skład wiele traci w moich oczach i po ten produkt na pewno więcej nie sięgnę. Wspomnę jeszcze, że bardzo podoba mi się opakowanie tego toniku, ale więcej nie będzie cieszyć ono moich oczu.
300ml/3euro/9 miesięcy od otwarcia

Skład:
Aqua, Rosa Gallica Flower Water, Rosa Centifolia Flower Extract, Rosa Canina Fruit Extract, Rosa Damascena Flower Extract, Glycerin, Propylene Glycol, Sodium Gluconate, Parfum, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Geraniol, Hydroxycitronellal, Citronellol

A Wy co myślicie o tych produktach? 

Atina.
Czytaj dalej

Koszyk z zakupami Listopad 2017

Listopad był dosyć obfitym w zakupy miesiącem. W moje łapki wpadło sporo nowości. Głównie to zasługa kończących się zapasów. Zostałam z resztką kremu pod oczy, bez kremu na dzień do twarzy, z końcówką płynu do demakijażu oraz toniku. Biały puder i ulubiona codzienna kredka do oczu też lada dzień dobiją dna. Nie wspomnę już o jedynym antyperspirancie, który również jest na wykończeniu, a wiadomo że bez tego kosmetyku nie da się normalnie funkcjonować. Jedynymi zachciewajkami są tu perfumy, świeca i wosk, czyli zapachy ;)))


Duża świeca pochodzi z TKMaxxa. Jest amerykańskiej firmy Makers of  Wax Goods, o której słyszę pierwszy raz w życiu. Skusiła mnie głównie swoim wyglądem, ale zapach jest równie ciekawy - zimowa sosna. W końcu nie samym Yankee Candle człowiek żyje ;d A skoro mowa o YC to zaopatrzyłam się w jeden wosk do kominka. Wybrałam słodkie Candy Cane Lane. 


Kolejną pachnącą nowością w moim koszyku z zakupami są perfumy Black Opium Yves Saint Lauretn. Udało mi się je kupić w korzystnej cenie na angielskim eBay'u. Flakon ma pojemność 50ml i już żałuje, że tak mało! 

Nuty głowy: różowy pieprz, kwiat pomarańczy, gruszka.
Nuty serca: kawa, jaśmin.
Baza: wanilia, paczula, cedr.


Uzupełniłam zapasy w tonik, czyli wodę z kwiatów pandanowca (Kewra Water) klik oraz w płyn micelarny. Tym razem skusiłam się na dużą butle Uriage. Mam nadzieję, że będę z niej zadowolona. Czytałam o niej dużo pozytywnych opinii, więc jestem dobrej myśli.


Zestaw Lanoline to krem pod oczy i krem do twarzy na dzień i na noc z miodem manuka. Składy są w miarę przyjemne, więc postanowiłam wypróbować te cuda. Kremy te stosuje tylko na dzień ze względu na ich lekką formułę. Na noc stawiam na treściwsze kosmetyki. Póki co jest nieźle, ale na opinie jest jeszcze za wcześnie. 


Po pierwszym sukcesie z produktem The Ordinary klik postanowiłam kontynuować przygodę z tą marką. Dokupiłam serum z retinolem 5% w skwalenie, podkład serum w kolorze 1.1N, kwas hialuronowy 2% z wit. B5 i kofeinowe serum pod oczy, które nie załapało się do zdjęcia. Na razie wypróbowałam podkład serum i nie jestem z niego zadowolona. Uczulił mnie i nie nadaje się do cery mieszanej. Użyłam go dwa razy i chętnie go wymienię lub odsprzedam jeśli któraś z Was ma na niego ochotę. 


Następne dobroci to olej kokosowy w mini opakowaniu. Aktualnie jest to mój ulubiony olej i chce go mieć zawsze przy sobie. Zaopatrzyłam się w taką małą wersje podróżną, chociaż niezbyt się to opłacało. Po sukcesie serum olejowego Zatik klik naszła mnie ochota na spróbowanie nawilżającego lotionu do twarzy. Niestety teraz zimową porą jest zdecydowanie za lekki, ale wrócę do niego wiosną lub latem.


Kulki Dove używam na przemian z kulkami Rexona. To są moje pewniaki w tej dziedzinie.  Gruszkowa wersja to chyba jakaś nowość, pierwszy raz ją widzę. Z naturalnych dezodorantów do tej pory nic poza kryształem nie spełniło chociaż w połowie moich oczekiwań.


Na koniec zostawiłam trochę kolorówki. Biały puder włoskiej firmy 3Ina oraz pakiet trzech kredek Urban Decay upolowany w TKMaxx'ie. Zależało mi na brązowym kolorze, a tu mam jeszcze dwa inne do przetestowania. Kredki są mega mięciutkie, ale jeszcze ich nie sprawdziłam na oku. 


Co Was najbardziej zaciekawiło? O czym chciałybyście poczytać na blogu?

Atina.
Czytaj dalej