sobota, 22 września 2018

Collection Lasting Perfection Ultimate Wear Powder 16 hour Matujący puder prasowany

Przy zakupie tego pudru kierowałam się głównie jego niską ceną (około 4 funty). Jakiś czas temu postanowiłam sobie, że dobrze byłoby znaleźć pudrową perełkę za niewielkie pieniądze. Moimi jedynymi wymaganiami był skład (nie mógł zawierać paraffinum liquidum) oraz opakowanie, które musiało być wyposażone w lusterko. Prasowanego pudru używam tylko poza domem do poprawek, a przy małej torebce czasem dodatkowe lusterko to już za duży bagaż. 


Podczas wizyty w sklepie okazało się, że nie jest tak wcale łatwo znaleźć ten mój wymarzony puder za grosze. Ostatecznie zdecydowałam się na produkt marki Collection, kiedyś znanej pod nazwą Collection 2000. Nie ma w składzie parafiny i posiada lusterko. Wybrałam odcień nr 02 Medium, ponieważ 01 wypadał ciemniej. Summa summarum nr 02 i tak okazał się dla mnie za ciemny. Dopiero w połowie lata wyglądał dobrze, ale teraz znowu jest już dla mnie za ciemny. Na szczęście dobija już dna, więc może uda mi się go jakoś wykończyć. Na zdjęciach puder wyszedł dużo jaśniej i chłodniej. 

Skład:
Talc, Mica, Magnesium Stearate, Ethylhexyl Palmitate, Hydrogenated Polycyclopentadiene, Methylparaben, Propylparaben, [+/- CI 77491, CI 77499, CI 77007, CI 77891].



Mimo tego, że opakowanie posiada lusterko, to i tak nie jestem z niego zadowolona. Wygląda niezbyt ładnie i trzymając je w dłoni mam wrażenie, że niebawem się rozleci. O dziwo po kilku miesiącach noszenia go w torebce/plecaku ciągle wygląda jak nowe. Silikonową gąbeczkę od razu wymieniłam na taką bardziej oddychającą, możliwe, że bawełnianą. Samo lusterko bardzo dobrze spełnia swoją rolę. 

Działanie pudru oceniam na dobre. Matuje średnio na 3-4 godziny, ale nie zapycha, nie podkreśla suchych skórek i ładnie wygląda na buzi. Świetnie się stapia ze skórą i całkiem dobrze kryje jak na puder w kompakcie. 


Nie sięgnę po niego ponownie głównie ze względu na kolor. Gdyby istniał jaśniejszy odcień, całkiem prawdopodobne, że w kruchych miesiącach kupiłabym go ponownie. Kruche miesiące, to te gdy sobie coś wymyśle, np. wakacje na Malcie i zaczynam ostro oszczędzać. 
Poszukiwania pudru do torebki za grosze wciąż trwają. 

Znacie puder Collection Lasting Perfection? Podpowiecie mi któremu niedrogiemu pudrowi prasowanemu powinnam się bliżej przyjrzeć?

Atina.

wtorek, 18 września 2018

The Ordinary Ascorbyl Glucoside Solution 12% Serum do twarzy z 12% witaminą C

Witamina C jest skutecznym przeciwutleniaczem, rozjaśnia koloryt skóry i zmniejsza oznaki starzenia. Poza tym witamina C jest odpowiednia w pielęgnacji cery naczynkowej i z trądzikiem różowatym, jako składnik przeciwzapalny, poprawiający gojenie, uszczelniający naczynka, poprawiający stan bariery lipidowej skóry. Witamina C jest to składnik polecany do zastosowania w każdym wieku, zarówno dla osób młodych w ramach prewencji przeciwzmarszczkowej, jak i osób o cerze dojrzałej jako kuracja redukująca zmarszczki.

Pojemność: 30ml
Cena: 59zł
Sklep: internet
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia


W piętek pisałam Wam o różnych rodzajach witaminy C klik. Serum The Ordinary zawiera glukozyd askorbylu, który dzięki powolnemu uwalnianiu witaminy C wnika w głębsze warstwy naskórka. Wykazuje umiarkowane właściwości złuszczające, wyrównuje koloryt, rozjaśnia plamy i przebarwienia oraz zwiększa produkcje kolagenu. Ja sama zauważyłam, że już po pierwszym użyciu cera stałą się jaśniejsza, bardziej promienna i wypoczęta. Początkowo stosowałam je tylko rano, ale po dwóch tygodniach zaczęłam również wieczorem. Wtedy cera zyskała jeszcze więcej. Była zdecydowania gładsza w dotyku, a zmarszczki pod oczami i bruzdy nosowo-wargowe mniej widoczne. Buteleczka wystarczyła mi na niecałe dwa miesiące używania. 
Pisałam już nieraz, że mam na czole dosyć spore przebarwienie posłoneczne, które zimą udaje mi się mocno rozjaśnić, ale latem zawsze wraca. Serum The Ordinary nie poradziło sobie z nim, ale myślę, że to kwestia czasu. Dwa miesiące to nie dużo na głębokie przebarwienie. Dodam tylko, że jest odrobinę jaśniejsze, ale ciągle to nie jest to czego bym oczekiwała. 

Skład:
Aqua (Water), Ascorbyl Glucoside, Propanediol, Triethanolamine, Aminomethyl Propanol, Isoceteth-20, Xanthan gum, Dimethyl Isosorbide, Ethoxydiglycol, Trisodium Ethylenediamine Disuccinate, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol.


Serum ma przyjemną postać żelu, który bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Nakładam go zawsze na oczyszczoną, ztonizowaną i potraktowaną mgiełką skórę. Najlepiej kłaść je na jeszcze wilgotną cerę. Odczekuje chwilę i nakładam kolejne warstwy kosmetyków pielęgnacyjnych.
Kosmetyk absolutnie mnie nie podrażnił, a stosowałam go też na skórę pod oczami. Jestem bardzo z niego zadowolona i na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę. Być może wybiorę inną wersje, z większym stężeniem lub z innym rodzajem witaminy C. Dobrze byłoby sprawdzić jak dana witamina działa na moją cerę. 

Znacie to serum od The Ordinary? Stosowałyście kiedyś preparat z glukozydem askorbylu?

Atina.

piątek, 14 września 2018

Antyoksydanty: Witamina C

Nasza skóra jest codziennie atakowana przez tysiące wolnych rodników, które powstają w wyniku zanieczyszczeń, promieniowania UV, kontaktu z metalami ciężkimi, picia alkoholu, palenia papierosów oraz od spożywania niezdrowych tłuszczów trans. Dlatego każdego dnia powinnyśmy się bronić stosując kosmetyki z antyoksydantami. Do wyboru mamy witaminę C, witaminę E, kwas liponowy, kwas ferulowy, koenzym Q10, resweratrol, ekstrakty z zielonej herbaty, granatu i rozmarynu, kurkumę i karotenoidy. 


Osobiście upodobałam sobie witaminę C, ponieważ jest ona dla mnie łatwo dostępna i przynosi wiele innych korzyści. Podobno najlepsze efekty uzyskuje się łącząc ją z witaminą E, która jest jeszcze bardziej popularna i występuje w wielu kosmetykach. 

Rodzaje witaminy C i jej wpływ na skórę:

Cała witamina C 
Czysta, niezmieniona chemicznie witamina C. Pochodzi z naturalnych źródeł takich jak owoce i rośliny. Nadaję się ona do każdego typu skóry, nawet do wrażliwej.
Jest stabilna, dobrze się wchłania, chroni przed promieniami UV, zwiększa produkcje kolagenu i zmniejsza przebarwienia skóry, nie jest dostępna w wysokich stężeniach. 

Kwas Askorbinowy - Ascorbic Acid/L-Ascorbic Acid
Naturalna, rozpuszczalna w wodzie, uważana za najlepszą formę witaminy C. Dobrze się wchłania, jest najlepiej przebadaną formą witaminy C, zwiększa kolagen, zmniejsza przebarwienia i chroni przed szkodliwym promieniowaniem UV. Jest niestety niestabilna, może powodować podrażnienia przy wyższych stężeniach. 

Glukozyd Askorbylu - Ascorbyl Glucoside
Dzięki powolnemu uwalnianiu witamina C wnika w głębsze warstwy naskórka. Wykazuje umiarkowane właściwości złuszczające, wyrównuje koloryt, rozjaśnia plamy i przebarwienia, zwiększa produkcje kolagenu. Działa także przeciwzapalnie. 

Magnesium Ascorbyl Phosphate/Sodium Ascorbyl Phosphate
Syntetyczna, rozpuszczalna w wodzie. Stabilna i bardzo skuteczna. Bezpieczna dla każdego rodzaju skóry, nawet dla wrażliwej. Po wchłonięciu przekształca się w kwas askorbinowy. Zwiększa produkcje kolagenu, zmniejsza przebarwienia. Brak badań dotyczących ochrony przed promieniowaniem UV. 

Ascorbyl Palmitate/ Sodium Ascorbyl Palmitate
Syntetyczna, rozpuszczalna w olejach, idealna dla skóry suchej i wrażliwej. Stabilna, chroni przed promieniowaniem UV, średnio skuteczna w zwiększaniu produkcji kolagenu. Nie przenika tak dobrze jak inne formy witaminy C, brak badań potwierdzających zmniejszanie przebarwień.

Tetrahexyldecyl Ascorbate
Syntetyczna, rozpuszczalna w olejach, podobna do L-Ascorbic Acid. Łatwo przenika do głębszych warstw skóry. Idealna do wszystkich rodzajów skóry, szczególnie wrażliwej. Chroni przed promieniowaniem UV, zwiększa produkcje kolagenu, zmniejsza przebarwienia. Nie posiada większych wad. 

Ascorbic Acid Polypeptide
Syntetyczna, rozpuszczalna w wodzie, która może się przekształcić w kwas askorbinowy po wchłonięciu przez skórę. Przy skórze wrażliwej należy unikać stężeń większych od 1%. Stabilna, może penetrować głębiej niż inne formy rozpuszczalne w wodzie, chroni przed promieniowaniem UV i zwiększa produkcje kolagenu. 

Znając dostępne formy witaminy C, możecie dobrać tę odpowiednią dla Was. 
Ja aktualnie używam serum The Ordinary z 12% stężeniem Glukozydu Askorbylu. Niebawem pojawi się jego recenzja na blogu. Wcześniej stosowałam olejek Adora Skin, który zawierał Tetrahexyldecyl Ascorbate. O nim też zamierzam wspomnieć na blogu. Dziś tylko chciałam napisać, że serum The Ordinary daje szybsze efekty i już po pierwszym użyciu widziałam poprawę stanu skóry. Olejku musiałam poużywać trochę dłużej, ale możliwe, że to było spowodowane niższym stężeniem. 
Osobiście bardzo długo unikałam kosmetyków z witaminą C, ponieważ kiedyś mocno podrażniła mi cerę. Nie wiedziałam wtedy o istnieniu różnych form. Szkoda, że przez tyle lat moja skóra wiele traciła. Prawdopodobnie było to serum z Kwasem Askorbinowym

Stosujecie w swojej codziennej pielęgnacji antyoksydanty? Lubicie się z witaminą C? Która jej forma jest dla Was najlepsza?

Atina.

poniedziałek, 10 września 2018

Jo Malone Earl Grey & Cucumber EDC

Brytyjska tradycja … popołudniowa herbatka. Niezwykła świeżość bergamotki, której herbata Earl Grey zawdzięcza swój niepowtarzalny zapach i orzeźwiająca soczystość ogórka zostały zrównoważone słodkim aromatem wosku pszczelego, wanilii oraz piżmem. Odświeża i poprawia nastrój.

Pojemność: 100ml
Cena: 94 funty
Sklep: John Lewis, eBay


Kuszący, słodki, trochę egzotyczny ten Jo Malone. Jest to moje pierwsze spotkanie z tą marką. Pierwszy raz poczułam ten zapach u koleżanki i cały dzień później zastanawiałam się co to za perfumy. Gdy po raz drugi wyczułam u niej tą tajemniczą woń, to nie wytrzymałam i zapytałam czym tak ładnie pachnie? Jak już się dowiedziałam to od razu przewertowałam internat w poszukiwaniu dobrej ceny na te niestety drogie perfumy. Na szczęście istnieje eBay, gdzie można odkupić używki po całkiem przystępnych cenach. 
Powiem Wam szczerze, że perfumy te bardziej podobały mi się na koleżance. Nie to żeby na mnie były brzydkie, ale jakoś wtedy gdy poczułam je pierwszy raz i gdy jeszcze nie wiedziałam co to za zapach, to wydawał mi się on dużo, dużo piękniejszy. Gdy już miałam swój flakon mój entuzjazm odrobinę opadł. Nie zmienia to jednak faktu, że są one nadal ładne. Bardzo mocno wyczuwam tu herbatę earl grey przełamaną czymś słodkim, trochę egzotycznym. Zapach jest intensywny, ale tylko z początku. Po paru godzinach słabnie i płowieje, co nie ukrywam bardzo mi przeszkadza. Lubię pachnieć wyraziście. Chciałam napisać, że zapach jest wyjątkowy i niespotykany, ale niestety miałam już kiedyś podobne perfumy Burberry Feminino

Nuty głowy:
bergamotka, jaśmin, czerwone jabłko i nuty wodne
Nuty serca:
ogórek i dzięgiel
Nuty bazy:
cedr virgina, piżmo, wanilia, wosk pszczeli

Jo Malone ma bardzo dużo różnych zapachów i czasem sprawdzam jakiś w sklepie. Jak do tej pory kojarzę same cytrusy, które nie wyróżniają się niczym specjalnym. Moje Earl Grey z Ogórkiem wypadają naprawdę dobrze na tle tych, które do tej pory udało mi się powąchać w perfumerii. 

Znacie perfumy Jo Malone? Który zapach skradł Wasze serca?

Atina.

czwartek, 6 września 2018

Koszyk z zakupami z Polski Sierpień 2018

W Polsce jestem średnio dwa razy w roku i zawsze robię zakupy kosmetyczne. Tym razem skupiłam się głównie na produktach do włosów. Kiedyś to ich właśnie miałam najwięcej w zapasach. Jednak mój jakże skuteczny odwyk spowodował ogromne braki w tym temacie. Zostałam z jednym nowym szamponem i z jednym w użyciu plus z jedną maską i jedną odżywką, które również są już w użyciu. Uważam, że to zdecydowanie za mało! Oczywiście dokupiłam odrobinę za dużo, ale jestem na etapie zapuszczania włosów i teraz idzie mi zdecydowanie więcej odżywek czy masek. W dodatku zauważyłam, że moim włosom nie służy stosowanie ciągle jednej i tej samej maski. Muszę mieć minimum dwie otwarte. Kiedyś miałam tak z szamponami, ale odkąd używam Faith in Nature klik, klik, klik to mogę mieć w łazience tylko jedną sztukę myjadła do włosów. 


Zacznę od produktów włosowych, w których oczywiście pokładam ogromne nadzieje. Nie zliczę ile razy w blogosferze widziałam szampony Petal Fresh. W Rossmannie złapałam jedną z apetyczniejszych wersji Granat i Acai. Na własnych włosach sprawdzę to cudo. 


Kolejny szampon jest z Organic Shop. Wybrałam wersje Shea i Lily. Na ten produkt trafiłam w sklepie Auchan. Cena (niecałe 6 zł) i wcześniejszy kontakt z marką skutecznie skusiły mnie do kolejnego zakupu. Mam od nich peeling do ciała i jestem zadowolona z jego działania. Wiele dobrego słyszałam o ich maskach do włosów, ale w Auchan'ie były tylko szampony. 


Jak ja dawno nie miałam nic od Recepty Babuszki Agafii. Gdy tylko zobaczyłam niebieski balsam do włosów Moroszka musiałam go kupić. W domu dopiero doczytałam, że zawiera konserwanty, które moja skóra niezbyt lubi (Methylchloroisothiazolinone oraz Methylisothiazolinone). Dam mu jednak szansę i wierzę, że pomimo tych niezbyt przyjaznych składników będzie dobrze służył moim włosom.


Następny włosowy produkt to maska od Hello Nature. Pierwszy raz na oczy ujrzałam tę firmę i postanowiłam ją przetestować. Znowu sięgnęłam po kuszące jagody Acai. Już w domu doczytałam, że kosmetyki te produkuje firma Cece of Sweden. Dawno, dawno temu używałam szamponów tej firmy. Były one bodajże w ogromnych butlach o pojemności 500ml lub więcej i pamiętam, że całkiem nieźle się spisywały. Miejmy nadzieję, że Hello Nature będzie tylko lepsze od swoich starszych braci;)


Nature Box równie mocno zaskoczył mnie co i Hello Nature. Mój mały maraton po stacjonarnych drogeriach okazał się bardzo odkrywczy. Z kilku produktów od Nature Box wybrałam dla siebie krem do włosów z olejem awokado. Firmę tę widziałam też w niemieckim Kaufland'zie, ale ceny były praktycznie takie same, więc już nic nie dobierałam. 


Płyny micelarne schodzą u mnie jak woda, więc nie miałam oporów przed kupnem kolejnego opakowania. Tym razem zainteresował mnie płyn Natura Care z drogerii Natura. Niezły skład i niewysoka cena skutecznie przyciągnęły mnie do tej różowej butelki. 


Tonik Natura Es Tonica kupiłam, bo zabrałam ze sobą za małą ilość wody różanej, która mi się po prostu skończyła, a ja miałam jeszcze kilka dni urlopu w Polsce. Niestety mam mieszane uczucia co do tego toniku. Pięknie pachnie i prawdopodobnie powoduje wysyp krost na mej buźce. Odstawiłam  go na razie i czekam aż wszystko mi się wygoi, wtedy wrócę do niego aby sprawdzić czy to na pewno on spowodował ten wysyp. 


Żel do mycia i kąpieli również kupiłam z potrzeby chwili. Resztki mydła, które ze sobą zabrałam okazały się niewystarczające na mój pobyt w Polsce. Szukałam czegoś bez SLS i trafiłam na to niewielkie cudo od Marion. Urocza nazwa Plusk Plusk, zapach pomarańczy z czekoladą i Ammonium Lauryl Sulfate zamiast SLS. W domu okazało się, że owszem żel jest delikatny dla skóry, ale zapach jest mało intensywny, a ALS wcale nie jest takim dobrym zastępstwem dla SLS. Żel zużyję, ale na pewno do niego nie wrócę. 


Antyperspirant w sztyfcie Perfecta trafił do koszyka tylko ze względu na swoją odmienną i jakże uroczą formę kulki. Mam podejrzenia, że będzie kiepski i w dodatku przypomniałam sobie, że dezodoranty w sztyfcie blokowały mi gruczoły i powodowały powstawanie bolesnych krost.  Chyba jednak go nie użyje ;/ 


Naturalne pasty do zębów to mój mały bzik. Gdy tylko wykryłam na półce nieznaną mi tubkę L'Angelica, to wiedziałam, że jedna z nich wróci ze mną do domu. 


Ulubiony podkład mineralny Neauty, to stały punkt zakupów w Polsce. Pisałam o nim tu. Jest to jak na razie mój największy ulubieniec z pośród podkładów mineralnych. Gdzieś tam w głowie kołacze mi się Lily Lolo, Amilie i EDM, ale najczęściej wracam do Neauty. Aktualnie na stronie neauty.pl trwa promocja - 35% na cały asortyment z powodu zmiany wyglądu opakowań jak i wprowadzania nowych produktów. Ja niestety nie załapałam się na tę obniżkę. Mam nadzieję, że firma wprowadzi ładniejsze opakowania, bo tego najbardziej brakuje mi w tych kosmetykach. 
Neauty zawsze dorzuca mi jakieś próbki, duży plus za to, że będę mogła poznać ich kolejne produkty.


Najciekawszy zakup zostawiłam na koniec ;))) Zestaw mini róży, bronzerów i rozświetlaczy firmy Benfit. The Blush Bunch jest do kupienia tyko w sklepach Sephora i dlatego z zakupem musiałam czekać na wyjazd do Polski, bo w UK nie jest dostępny ten bajer. Uwielbiam ich bronzer Hoola klik, na zimę planowałam zakup jaśniejszej wersji Hoola Lite, więc gdy tylko zobaczyłam ten zestaw miniatur z obiema wersjami Hooli, to wiedziałam, że musze go mieć. Pozostałe cztery produkty też mnie ciekawią i z przyjemnością je przetestuje - Galifornia, Gold Rush, Dandelion, Rockateur.


Koniecznie dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało i o czym chciałybyście jeszcze poczytać na blogu?

Atina.

piątek, 31 sierpnia 2018

Vichy Ideal Soleil Krem przeciwstarzeniowy do twarzy SPF50

Wzbogacany wyciągiem z czarnej herbaty, by pokonywać oznaki starzenia i poprawiać wygląd skóry. Formuła zawiera również wyciąg z owoców Camu Camu i jest bogata w witaminę C dla wzmacnienia działania antyoksydacyjnego i ochrony przed czynnikami zewnętrznymi. Dzięki kremowej formule szybko wchłania się w skórę, pozostawiając naturalny, matowe wykończenie.

Pojemność: 50ml
Cena: 65zł
Sklep: apteki
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia


Najpierw zacznę od tego, że krem ten zawiera filtr przenikający - Homosalate. Na razie nie wiadomo czy jest szkodliwy, ale na pewno nie powinny go stosować kobiety w ciąży i karmiące, ponieważ filtry przenikające mogą działać estrogennie i wykryto je w mleku matki. Inne filtry przenikające to Etylhexyl Methoxycinnamate (Octylmethoxycinnamate), Benzophenone-3 , 4- Methylbenzylidene Camphor , Octyl Dimethyl PABA. Ja osobiście na pewno ni sięgnę ponownie  po ten krem, ponieważ podejrzewam u siebie podwyższony poziom estrogenów, więc wole nie dokładać sobie ich jeszcze więcej. 


Sam produkt spisywał się u mnie nieźle. Dobrze się wchłaniał i nie bielił. Czasem się wałkował, ale nauczyłam się jego aplikacji i naprawdę rzadko miałam z tym problem. Nie zwiększał błysku, ale i nie matował. Miał niezłe właściwości pielęgnacyjne - nawilżał i lekko wygładzał. Nie zapychał i nie podrażniał. Dobrze chronił skórę przed słońcem. Tubka była poręczna i odporna na zarysowania. 


Jeśli nie jesteście w ciąży, nie karmicie piersią i nie macie problemów z hormonami, to śmiało możecie sięgnąć po ten krem. Ja sama o tych filtrach przenikających dowiedziałam się dopiero teraz i na pewno w przyszłości będę zwracała na to uwagę. W zapasach mam jeden krem z filtrem, którego jeszcze nie sprawdziłam pod względem składu. Bez względu na to jaki on będzie to i tak go zużyje, ale następne zakupy na pewno będą bardziej przemyślane. 

Znacie tę wersje kremu przeciwsłonecznego od Vichy? Co myślicie o filtrach przenikających?

Atina.

wtorek, 7 sierpnia 2018

Pachnąco i kolorowo z Lush

Ostatnio nie mam weny do blogowania. Nie chce mi się pisać recenzji. Potrzebuję odpoczynku, nie tyle od bloga co w ogóle. Mam trochę problemów ze zdrowiem i to one mi zaprzątają najbardziej głowę. Za tydzień zaczynam wakacje, więc mam nadzieję nabrać sił. Dziś przybywam z luźnym postem o kosmetykach Lush, które wpadły do mojej kosmetyczki dosłownie przedwczoraj.


W mocno pachnącym koszyku mam aż cztery szampony w kostce! Nie wszystkie są jednak dla mnie. Dwa postanowiłam podarować koleżankom, które nie znają jeszcze Lush'a. Dla siebie zostawiłam jedną sztukę żółtego Montalbano i różowy Jason And The Argan Oil. Do tej pory miałam i w sumie nadal mam szampon w kostce New, pisałam o nim tu. Jest bardzo wydajny a i ja używam go sporadycznie, bo mocno oczyszcza, a moje włosy niekoniecznie to lubią.

Cytrusowy Montalbano jest przeznaczony do włosów tłustych i matowych. Ma w swoim składzie oliwę z oliwek, olej z sycylijskich cytryn, świeży sok z cytryny, świeżą skórkę cytrynową, strzelające cukierki - cokolwiek one oznaczają;d, plasterek cytryny, absolut z rozmarynu, olej cytrynowy i ekstrakt z gardenii. Do tego SLS i perfumy.

Jason And The Argan Oil sprawia, że włosy są silniejsze, bardziej lśniące i miększe. Kostka ta ma cudowny zapach różanego dżemu. W składzie jak zwykle SLS i perfumy. A z dobroci agar, olej arganowy, gliceryna, absolut z róży, olej geraniowy, olej różany, olej z sycylijskiej cytryny.


Mydło Sea Vegetable urzekło mnie swoim niebieskim kolorem. Te które są dostępne teraz w sklepie mają nowy kształt i nową formułę. Moje na pewno zawiera wodorosty i lawendowy olej. Niestety nie wiem co dokładnie zmieniono. 


Kolejnego mydła nie potrafię rozszyfrować (zakupy robiłam na eBay'u). Nie znalazłam go w oficjalnym sklepie Lush ani w google. Może Wy znacie tego gagatka?
Wiem jedno kostka pachnie bosko! Intensywnie, słodko i tajemniczo. Bardzo dobrze się pieni i jest mega kremowa. Farbuje wodę na czerwono, co na pewno spodobałoby się dzieciakom;)


Podsumowując jestem bardzo zadowolona z zakupów. Kosmetyki pięknie pachną, są przyjemne w użyciu, ładnie się prezentują i mają niezłe składy. Oczywiście nie do końca naturalne, ale i tak jest nieźle. Raz na jakiś czas na pewno nie zaszkodzą. 

Co myślicie o kosmetykach Lush? Znacie, lubicie, polecacie coś konkretnego?

Atina.

środa, 1 sierpnia 2018

Koszyk z zakupami Lipec 2018

W tym miesiącu trochę przesadziłam. Muszę przystopować, bo znowu robi mi się drogeria w domu ;d Niektóre rzeczy nie zmieściły się na wspólne zdjęcie w koszyku. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie ma tu zbytecznych rzeczy, chyba...


Oczywiście jak to u mnie bywa większość zakupów pochodzi z TKMaxx'a. W dzisiejszej notce będę zaznaczać miejsce zakupu tylko jeśli będzie to inny sklep niż wspomniany TKMaxx. Lotion do ciała nieznanej mi do tej pory firmy thankyou. wpadł do koszyka, bo zapowiadał się świetnie ze względu na naturalny skład i boski zapach francuskiej wanilii połączonej z kokosem. Jak dla mnie połączenie idealne! W dodatku lotion był przeceniony z 5 na 4 funty (butla ma pojemność 500ml). Cena producenta to 9 dolarów. Kraj produkcji to Australia. 
Używam go już od jakiegoś czasu i jestem zadowolona. Jest idealny na upały, bo ma lekką, nietłustą konsystencje, a przy tym dobrze nawilża. Zapach jest boski, ale niestety po nałożeniu go na skórę szybko się ulatnia i trochę zmienia. Jednakże moment aplikacji jest bardzo przyjemny. Czuję się jakbym nakładała na ciało lody śmietankowe ;d



Kolejny zakup nie pochodzi z TKMaxx'a! Kupiłam go w takim tanim sklepie w Anglii (Home Bargains). Potrzebowałam czegoś z niską ochroną dla Lubego i dla siebie na nogi. Jest bardzo wygodny w użyciu, ale nie jestem zadowolona z tego zakupu. Żałuję, że nie kupiłam trochę wyższego faktora, a ten konkretny spray strasznie śmierdzi alkoholem. Może jakoś uda mi się go zużyć. Kosmetyki Malibu można kupić też na Allegro. Nie wiem czy są dobre, bo ten spray jest moim pierwszym kosmetykiem od nich. Za 175 ml zapłaciłam niecałe 3 funty. 


Następna zdobycz to szampon nadający objętości Macadamia Natural Oil. Dużo dobrego słyszałam o tych kosmetykach, więc gdy dojrzałam go na półce z przecenami capnęłam bez zastanowienia. Na razie czeka sobie w zapasach. Butelka ma pojemność 300 ml i kosztowała 4 funty zamiast 7,99. Podana cena producenta to 16,99 funtów. Trochę drogo, ale najważniejsze jest działanie. Producent Macadamia Natural Oil to USA.


Ten zakup to był strzał w dziesiątkę! Kokosowy olejek do masażu firmy by nature from New Zeland był przeceniony z 6 funtów na 3. Kupiłam go z myślą o olejowaniu włosów. Wpadłam na to gdy sprawdzałam skład i zobaczyłam na pierwszym miejscu olej rycynowy. Spisuje się świetnie. Włosy zdecydowanie odżyły i są lepiej nawilżone. 


Spray do włosów Revlon Uniq One (wersja kokosowa) kupiłam pod wpływem opinii znajomej, która jest bardzo zadowolona z tego produktu. Widywałam go na półkach w TKMaxx'ie, ale ostatnio go nie było, a ja potrzebowałam go na już, więc kupiłam na eBay'u. Cenowo wyszło podobnie, a nawet chyba troszkę taniej. Użyłam go dopiero dwa razy i jak na razie nie żałuje zakupu. 


Naturalne pasty to mój bzik, więc nie zdziwi Was już pewnie kolejna wersja w moim koszyku. Tym razem skusiłam się na dr.organic z granatem. Do tego dobrałam zwykłą szczoteczkę do zębów, tyle, że drewnianą zamiast plastikowej. Normalnie używam szczoteczki sonicznej, ale teraz mam aparat na zębach (wyjmowany, nie stały) i muszę myć zęby po każdym nawet najmniejszym posiłku czy napoju innym niż woda niegazowana. Taką zwykłą szczoteczkę noszę w torebce i myję zęby kiedy zajdzie potrzeba. Tej konkretnej jeszcze nie używałam, bo wykańczam stare zapasy Curaprox


Zaopatrzyłam się w krem z filtrem do twarzy od La Roche Posay SPF50 Anthelios XL Fluid. Akurat była na niego promocja i był też dostępny tester (Superdrug). Sprawdziłam jak zachowuje się na skórze dłoni i spodobało mi się, że nie bielił i że szybko się wchłonął. Kolejne testy będą już na buźce;)


Mieszanka olejków to już mój stały punkt w pielęgnacji twarzy. Jak tylko znajdę coś ciekawego to kupuję na zapas. Firma Skin Pasion nic mi nie mówi, ale skład był ładny, więc kupiłam.


Serum z witaminą C od The Ordinary już dawno za mną chodziło, aż w końcu powykańczałam większość innych ser i mogłam kliknąć Ascorbyl Glucoside Solution 12%. Miałam trochę obawy, że może mnie podrażnić, bo w przeszłości zdarzały mi się różne niemiłe przygody z kosmetykami z witaminą C. Na szczęście wszystko jest w porządku i już widzę pierwsze efekty. Skóra jest jaśniejsza, świeższa i promienieje. Do tego spore przebarwienie na czole zdecydowanie pojaśniało. Nakładam je tylko rano, chociaż można też wieczorem. 


Olej z pestek malin kliknęłam gdy wyczytałam, że jest on naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. Niestety na skórę dekoltu, pleców czy twarzy się nie nadaję. Nie spaliło mnie, ale skóra była czerwonawa, szczególnie na dekolcie. Całe szczęście, że zdecydowałam nałożyć na twarz krem SPF50, bo mogłoby to się źle dla mnie skończyć. Olejek się jednak u mnie nie zmarnuje, bo będę go nakładała na nogi (na te partie nie stosuje bardzo wysokiej ochrony przeciwsłonecznej)  lub zużyje w innych celach pielęgnacyjnych typu olejowanie włosów czy masaż twarzy. 


Kolejny produkt z Australii to woda micelarna od Organik Botanik z dodatkiem matchy. Ostatnio chętnie pije matche ze względu na jej wysokie wartości odżywcze i lecznicze, więc gdy zobaczyłam kosmetyk z jej dodatkiem to musiałam go kupić;d


Dezodorant Sure, czyli polska Rexona jest ze mną od lat. Czasem kupuje go regularnie, czasem robię przerwy, ale zawsze wracam. Zazwyczaj z podkulonym ogonem;d


Spray fiksujący to całkowita nowość w mojej kosmetyczce. Zachciało mi się sprawdzić jak takie cudo podziała na moją cerę. Sięgnęłam po tani Revolution Makeup Revolution London w wersji Sport Fix. Jak na razie mam mieszane uczucia. Plus za to, że nie wyrządza krzywdy mojej skórze, ale nie widzę zbytnio efektu po jego użyciu, więc nie wiem po co mam go używać? Jeszcze dam mu szansę i za jakiś czas napiszę o nim notkę na blogu.


Maskara L'Oreal Intenza False Lash Wings to zakup podyktowany dobrą promocją i dobrą opinią o innych tuszach tej firmy. Bardzo jestem ciekawa jak spisze się u mnie ten konkretny model.


Zestaw od OPI Infinite Shine 3 to piękna czerwień w odcieniu Adam said "It's New Year's, Eve" oraz primer i nabłyszczacz. Mam nadzieję, że zestaw mnie nie zawiedzie i będzie się świetnie spisywał na wakacjach. 


Ostatni zakup to zwykły pilnik do paznokci. Od jakiegoś czasu kupuje tylko czarne, bo na kolorowych już nieraz się przejechałam. Czarne o dziwo zawsze są dobre! Też tak macie?


Dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało?

Atina.
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.