wtorek, 7 sierpnia 2018

Pachnąco i kolorowo z Lush

Ostatnio nie mam weny do blogowania. Nie chce mi się pisać recenzji. Potrzebuję odpoczynku, nie tyle od bloga co w ogóle. Mam trochę problemów ze zdrowiem i to one mi zaprzątają najbardziej głowę. Za tydzień zaczynam wakacje, więc mam nadzieję nabrać sił. Dziś przybywam z luźnym postem o kosmetykach Lush, które wpadły do mojej kosmetyczki dosłownie przedwczoraj.


W mocno pachnącym koszyku mam aż cztery szampony w kostce! Nie wszystkie są jednak dla mnie. Dwa postanowiłam podarować koleżankom, które nie znają jeszcze Lush'a. Dla siebie zostawiłam jedną sztukę żółtego Montalbano i różowy Jason And The Argan Oil. Do tej pory miałam i w sumie nadal mam szampon w kostce New, pisałam o nim tu. Jest bardzo wydajny a i ja używam go sporadycznie, bo mocno oczyszcza, a moje włosy niekoniecznie to lubią.

Cytrusowy Montalbano jest przeznaczony do włosów tłustych i matowych. Ma w swoim składzie oliwę z oliwek, olej z sycylijskich cytryn, świeży sok z cytryny, świeżą skórkę cytrynową, strzelające cukierki - cokolwiek one oznaczają;d, plasterek cytryny, absolut z rozmarynu, olej cytrynowy i ekstrakt z gardenii. Do tego SLS i perfumy.

Jason And The Argan Oil sprawia, że włosy są silniejsze, bardziej lśniące i miększe. Kostka ta ma cudowny zapach różanego dżemu. W składzie jak zwykle SLS i perfumy. A z dobroci agar, olej arganowy, gliceryna, absolut z róży, olej geraniowy, olej różany, olej z sycylijskiej cytryny.


Mydło Sea Vegetable urzekło mnie swoim niebieskim kolorem. Te które są dostępne teraz w sklepie mają nowy kształt i nową formułę. Moje na pewno zawiera wodorosty i lawendowy olej. Niestety nie wiem co dokładnie zmieniono. 


Kolejnego mydła nie potrafię rozszyfrować (zakupy robiłam na eBay'u). Nie znalazłam go w oficjalnym sklepie Lush ani w google. Może Wy znacie tego gagatka?
Wiem jedno kostka pachnie bosko! Intensywnie, słodko i tajemniczo. Bardzo dobrze się pieni i jest mega kremowa. Farbuje wodę na czerwono, co na pewno spodobałoby się dzieciakom;)


Podsumowując jestem bardzo zadowolona z zakupów. Kosmetyki pięknie pachną, są przyjemne w użyciu, ładnie się prezentują i mają niezłe składy. Oczywiście nie do końca naturalne, ale i tak jest nieźle. Raz na jakiś czas na pewno nie zaszkodzą. 

Co myślicie o kosmetykach Lush? Znacie, lubicie, polecacie coś konkretnego?

Atina.

środa, 1 sierpnia 2018

Koszyk z zakupami Lipec 2018

W tym miesiącu trochę przesadziłam. Muszę przystopować, bo znowu robi mi się drogeria w domu ;d Niektóre rzeczy nie zmieściły się na wspólne zdjęcie w koszyku. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie ma tu zbytecznych rzeczy, chyba...


Oczywiście jak to u mnie bywa większość zakupów pochodzi z TKMaxx'a. W dzisiejszej notce będę zaznaczać miejsce zakupu tylko jeśli będzie to inny sklep niż wspomniany TKMaxx. Lotion do ciała nieznanej mi do tej pory firmy thankyou. wpadł do koszyka, bo zapowiadał się świetnie ze względu na naturalny skład i boski zapach francuskiej wanilii połączonej z kokosem. Jak dla mnie połączenie idealne! W dodatku lotion był przeceniony z 5 na 4 funty (butla ma pojemność 500ml). Cena producenta to 9 dolarów. Kraj produkcji to Australia. 
Używam go już od jakiegoś czasu i jestem zadowolona. Jest idealny na upały, bo ma lekką, nietłustą konsystencje, a przy tym dobrze nawilża. Zapach jest boski, ale niestety po nałożeniu go na skórę szybko się ulatnia i trochę zmienia. Jednakże moment aplikacji jest bardzo przyjemny. Czuję się jakbym nakładała na ciało lody śmietankowe ;d



Kolejny zakup nie pochodzi z TKMaxx'a! Kupiłam go w takim tanim sklepie w Anglii (Home Bargains). Potrzebowałam czegoś z niską ochroną dla Lubego i dla siebie na nogi. Jest bardzo wygodny w użyciu, ale nie jestem zadowolona z tego zakupu. Żałuję, że nie kupiłam trochę wyższego faktora, a ten konkretny spray strasznie śmierdzi alkoholem. Może jakoś uda mi się go zużyć. Kosmetyki Malibu można kupić też na Allegro. Nie wiem czy są dobre, bo ten spray jest moim pierwszym kosmetykiem od nich. Za 175 ml zapłaciłam niecałe 3 funty. 


Następna zdobycz to szampon nadający objętości Macadamia Natural Oil. Dużo dobrego słyszałam o tych kosmetykach, więc gdy dojrzałam go na półce z przecenami capnęłam bez zastanowienia. Na razie czeka sobie w zapasach. Butelka ma pojemność 300 ml i kosztowała 4 funty zamiast 7,99. Podana cena producenta to 16,99 funtów. Trochę drogo, ale najważniejsze jest działanie. Producent Macadamia Natural Oil to USA.


Ten zakup to był strzał w dziesiątkę! Kokosowy olejek do masażu firmy by nature from New Zeland był przeceniony z 6 funtów na 3. Kupiłam go z myślą o olejowaniu włosów. Wpadłam na to gdy sprawdzałam skład i zobaczyłam na pierwszym miejscu olej rycynowy. Spisuje się świetnie. Włosy zdecydowanie odżyły i są lepiej nawilżone. 


Spray do włosów Revlon Uniq One (wersja kokosowa) kupiłam pod wpływem opinii znajomej, która jest bardzo zadowolona z tego produktu. Widywałam go na półkach w TKMaxx'ie, ale ostatnio go nie było, a ja potrzebowałam go na już, więc kupiłam na eBay'u. Cenowo wyszło podobnie, a nawet chyba troszkę taniej. Użyłam go dopiero dwa razy i jak na razie nie żałuje zakupu. 


Naturalne pasty to mój bzik, więc nie zdziwi Was już pewnie kolejna wersja w moim koszyku. Tym razem skusiłam się na dr.organic z granatem. Do tego dobrałam zwykłą szczoteczkę do zębów, tyle, że drewnianą zamiast plastikowej. Normalnie używam szczoteczki sonicznej, ale teraz mam aparat na zębach (wyjmowany, nie stały) i muszę myć zęby po każdym nawet najmniejszym posiłku czy napoju innym niż woda niegazowana. Taką zwykłą szczoteczkę noszę w torebce i myję zęby kiedy zajdzie potrzeba. Tej konkretnej jeszcze nie używałam, bo wykańczam stare zapasy Curaprox


Zaopatrzyłam się w krem z filtrem do twarzy od La Roche Posay SPF50 Anthelios XL Fluid. Akurat była na niego promocja i był też dostępny tester (Superdrug). Sprawdziłam jak zachowuje się na skórze dłoni i spodobało mi się, że nie bielił i że szybko się wchłonął. Kolejne testy będą już na buźce;)


Mieszanka olejków to już mój stały punkt w pielęgnacji twarzy. Jak tylko znajdę coś ciekawego to kupuję na zapas. Firma Skin Pasion nic mi nie mówi, ale skład był ładny, więc kupiłam.


Serum z witaminą C od The Ordinary już dawno za mną chodziło, aż w końcu powykańczałam większość innych ser i mogłam kliknąć Ascorbyl Glucoside Solution 12%. Miałam trochę obawy, że może mnie podrażnić, bo w przeszłości zdarzały mi się różne niemiłe przygody z kosmetykami z witaminą C. Na szczęście wszystko jest w porządku i już widzę pierwsze efekty. Skóra jest jaśniejsza, świeższa i promienieje. Do tego spore przebarwienie na czole zdecydowanie pojaśniało. Nakładam je tylko rano, chociaż można też wieczorem. 


Olej z pestek malin kliknęłam gdy wyczytałam, że jest on naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. Niestety na skórę dekoltu, pleców czy twarzy się nie nadaję. Nie spaliło mnie, ale skóra była czerwonawa, szczególnie na dekolcie. Całe szczęście, że zdecydowałam nałożyć na twarz krem SPF50, bo mogłoby to się źle dla mnie skończyć. Olejek się jednak u mnie nie zmarnuje, bo będę go nakładała na nogi (na te partie nie stosuje bardzo wysokiej ochrony przeciwsłonecznej)  lub zużyje w innych celach pielęgnacyjnych typu olejowanie włosów czy masaż twarzy. 


Kolejny produkt z Australii to woda micelarna od Organik Botanik z dodatkiem matchy. Ostatnio chętnie pije matche ze względu na jej wysokie wartości odżywcze i lecznicze, więc gdy zobaczyłam kosmetyk z jej dodatkiem to musiałam go kupić;d


Dezodorant Sure, czyli polska Rexona jest ze mną od lat. Czasem kupuje go regularnie, czasem robię przerwy, ale zawsze wracam. Zazwyczaj z podkulonym ogonem;d


Spray fiksujący to całkowita nowość w mojej kosmetyczce. Zachciało mi się sprawdzić jak takie cudo podziała na moją cerę. Sięgnęłam po tani Revolution Makeup Revolution London w wersji Sport Fix. Jak na razie mam mieszane uczucia. Plus za to, że nie wyrządza krzywdy mojej skórze, ale nie widzę zbytnio efektu po jego użyciu, więc nie wiem po co mam go używać? Jeszcze dam mu szansę i za jakiś czas napiszę o nim notkę na blogu.


Maskara L'Oreal Intenza False Lash Wings to zakup podyktowany dobrą promocją i dobrą opinią o innych tuszach tej firmy. Bardzo jestem ciekawa jak spisze się u mnie ten konkretny model.


Zestaw od OPI Infinite Shine 3 to piękna czerwień w odcieniu Adam said "It's New Year's, Eve" oraz primer i nabłyszczacz. Mam nadzieję, że zestaw mnie nie zawiedzie i będzie się świetnie spisywał na wakacjach. 


Ostatni zakup to zwykły pilnik do paznokci. Od jakiegoś czasu kupuje tylko czarne, bo na kolorowych już nieraz się przejechałam. Czarne o dziwo zawsze są dobre! Też tak macie?


Dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało?

Atina.

sobota, 28 lipca 2018

Essano Rosehip Kolagenowe serum naprawcze

Dziś o kolejnym kosmetyku z TKMaxx'a. Tym razem jest to serum marki Essano, którą znam od świetnej strony, a mianowicie ubóstwiam ich mgiełkę do twarzy Śliwka Kakadu i Zielona Herbata klik. Jak tylko ją spotkam, to na pewno trafi ponownie w moje łapki. Z serum nie jestem aż tak zadowolona jak ze wspomnianej mgiełki. Zużyłam już 3/4 opakowania i nie widzę żadnych super efektów. Jest raczej poprawnie z niewielkim podejrzeniem powodowania wyprysków. Podobnie miałam z serum firmy Zatik klik. Niby było za lekkie i za słabe na moje wymagania, a jak się skończyło to tęskniłam za nim. Jedynie przy Zatik nigdy nie miałam podejrzeń o zapychanie czy wysyp krost. 


Serum Essano jest lekkie, ładnie i szybko się wchłania oraz ma wygodne opakowanie z ciemnego szkła. Nawilża i lekko odżywia. Niezbyt dobrze współpracuje z kremem ochronnym SPF50 od Vichy (wersja przeciwzmarszkowa). Trochę się roluje, a nakładany pod olej utrudnia masaż twarzy. Starałam się zawsze nałożyć jak najcieńszą warstwę tego serum, wtedy jako tako nie było problemów z aplikacją innych kosmetyków. 

Końcówkę Essano zaczęłam używać na szyję i dekolt i tu podobnie jak już wspomniane serum Zatik sprawdza się wyśmienicie. 
Jeśli spojrzycie na skład to zauważycie takie cuda jak witamina B3, którą chyba pierwszy raz mam okazję stosować na skórę mojej twarzy. Dalej znajdziecie glicerynę, olej z nasion słonecznika, olej jojoba, olej różany, kwas hialuronowy, ekstrakt z liści jeżyny, witaminę B5, witaminę E, sok z liści aloesu, kwas laktobionowy i ekstrakt z groszku. Niestety, ale znajdziecie tu też trochę mniej przyjemnie brzmiących związków jak Benzyl Alcohol czy Xanthan gum. 
Najgorsze jest jednak to, że nie odnajduje tu w ogóle kolagenu?!

Skład:
Water (Aqua), Niacinamide (Vitamin B3), Glycerin, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Coco-Caprylate, Lysolecithin (and) Sclerotium gum (and) Xanthan gum (and) Pullulan, N-Acetyl Glucosamine, Silybum Marianum Ethyl Ester, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Rosa Canina (Rosehip) Seed Oil*, Dehydroacetic Acid (and) Benzyl Alcohol, Sodium Hyaluronate, Bisabolol, Fragrance, Maltodextrin (and) Rubus Fruticosus (Blackberry) Leaf Extract, Panthenol (Vitamin B5), Tetrasodium Glutamate Diacetate, Tocopherol Acetate (Vitamin E), Potassium Sorbate, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice*, Lactic Acid, Pisum Sativum (Pea) Extract (and) Cyclodextrin.


Podsumowując jestem na nie! Zdecydowanie wolę serum marki Zatik i Wam też je polecam (oczywiście jeśli szukacie czegoś lekkiego, najlepiej zajrzyjcie do mojej recenzji). Skład jest naturalniejszy, a i producent nie obiecuje gruszek na wierzbie. Do tego było odrobinę tańsze, a przy tym wydajniejsze. Essano 30ml/6funtów, Zatik 50ml/5funtów. 

Co myślicie o serum Essano? Widujecie kosmetyki tej marki w TKMaxx'ie?

Atina.

wtorek, 24 lipca 2018

Letnio - jesienna chciejlista

Potrzeb oczywiście mam znacznie więcej, ale piątka z dzisiejszej notki jest jasno sprecyzowana. Potrzebuje bluzek na ramiączkach, ale nie mam upatrzonych konkretnych modeli. Poszukuje też ciekawych szortów z wyższym stanem oraz czarnego dołu od bikini. Na wiosnę udało mi się kupić świetną górę. Jest wygodna, ładna i dobrze trzyma biust. Natomiast dołu do dziś nie udało mi się znaleźć. Wszystkie modele, które przymierzałam źle na mnie leżały, a do tej pory nie miałam problemu z doborem majtek. To góra zawsze sprawiała mi problemy. Jeśli znacie jakieś fajne modele to koniecznie dajcie mi znać.  A teraz zapraszam na moją chciejliste. 



1. Power case do telefonu
Mam już jeden i super spełnia swoje zadanie, ale jest strasznie toporny i ciężki. Musze poszukać czegoś w wersji fit. Mój aktualny jest różowy i zapewnia mi dwa pełne ładowania. Takie etui to naprawdę świetna sprawa. 

2. Bezrękawnik
Koniecznie cieplejszy, granatowy i z kapturem. Mam już upatrzony ten ze zdjęcia. Jest on z Monsoon i aktualnie jest w promocji - 50%. Potrzebuję go ponieważ w Anglii i w sumie w Polsce od jakiegoś czasu również zimy bywają słabsze i czasem miałam ochotę założyć coś lżejszego niż typowo zimową kurtkę. 

3. Sportowe buty
Tym razem mam ochotę na buty Puma Basket. Najlepiej czarne, ale jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji. Od zawsze lubiłam latać w "adidasach", a  teraz można je nosić do wszystkiego, więc jestem w swoim żywiole.

4. Liqpharm serum witaminą C LiqCC light
Dużo dobrego czytałam o tym produkcie i jak tylko będę miała okazję to na pewno go zakupię. Napaliłam się teraz na kosmetyki z witaminą C, bo czytałam, że można ich używać nawet latem. A moja skóra zaczęła odczuwać brak składników takich jak retinoidy. Muszę koniecznie dać jej coś ekstra. 

5. Benefit Blush Bunch
Bardzo lubię puder brązujący Hoola. Mam ochotę kupić na zimę Hoola Lite, bo jednak sama Hoola jest troszkę za ciemna do mojej bladej skóry i w chłodniejsze miesiące muszę uważać, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Sama Hoola  mi się też kończy. W dodatku będę mogła też przetestować Gold Rush, GALifornia, Rockateur i Dandelion. Ten ostatni już chyba kiedyś miałam i nie byłam zadowolona, ale to było dawno temu, gdy byłam mniej otwarta na odcienie różów.

Co znajduje się na Waszej chciejliscie? Które rzeczy z mojej listy Wam też by się przydały?

Atina. 

piątek, 20 lipca 2018

bareMinerals Róż do policzków Luxe Radiance i Glee

Dziś przybywam do Was z moimi kolejnymi kosmetykami od bareMinerals. Nie polubiłam się z ich podkładem klik, ale przepadam za ich różami i rozświetlaczami. O niektórych z nich pisałam już na blogu klik, klik. Większość z nich już dawno wykończyłam. Został mi tylko jeden rozświetlacz i dwa róże z dzisiejszej notki.


Pierwszy z nich to dosyć jasny, codzienny róż Luxe Radiance z kolekcji Ultimate Radiance. W opakowaniu i na swatchach wygląda bardzo niepozornie. Nawet chciałam go sprzedać, bo byłam pewna, że to nie jest dla mnie ten odcień. Większość róży mi się pokończyła, więc sięgnęłam po tego delikatesa. No i przepadłam! Bardzo ładnie wygląda na moich policzkach. Świeżo i dziewczęco. Nawet teraz gdy moja twarz jest lekko muśnięta słońcem. Luxe Radiance ma w sobie miliony mikroskopijnych, srebrnych drobinek. Nie są one tak bardzo widoczne i dla spotęgowania efektu dokładam czasem trochę rozświetlacza. 

Od lewej: Luxe Radiance, Glee
Drugi róż w odcieniu Glee jest bardziej intensywny i stosuje go raczej na większe wyjścia. Według mnie nadaje się on również na co dzień, ale niewiele mi już go zostało w opakowaniu, wiec trochę go oszczędzam ;d A fajnie też jest zrobić sobie odmianę gdy gdzieś wychodzę. Jest bardzo widoczny i świetnie podkreśla blade lico ;) Nie zawiera żadnych drobinek.
Znalazłam go tylko na Allegro w cenie 99zł. W dodatku jest dostępna tylko jedna sztuka, więc śmiem sądzić, że kolor ten został już wycofany;/

Od lewej: Luxe Radiance, Glee


Jestem wielką fanką róży do policzków i nie wyobrażam sobie swojego makijażu bez tego dodatku! Na szczęście moja miłość jest bardzo rozsądna i nie posiadam całej armii pudełeczek z różowym pyłkiem. W zapasie mam jeszcze tylko jeden róż mineralny od Neauty i dwa prasowane w paletce The Balm. Powoli będę rozglądać się za czymś nowym. Mam już nawet coś na oku, ale jeszcze się zastanawiam; d


Podobają Wam się moje różowe pyłki od bareMinerals? Jaki róż aktualnie najczęściej nosicie na swoich policzkach?

Atina.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Blogowa wyprzedaż cz.I Książki, Filmy DVD, Gry Nintendo Wii

Witam Was w pierwszej w tym roku odsłonie mojej blogowej wyprzedaży. W sierpniu będę w Polsce, więc mam okazję pozbyć się nadmiaru. Post publikuje wcześniej, bo im bliżej wyjazdu tym mam mniej czasu. Druga część wyprzedaży mam nadzieję pokaże się w weekend. Wasze ewentualne zakupy wyślę w jednej paczce, więc jeśli spodoba Wam się coś teraz to spokojnie będziecie mogły jeszcze dobrać coś z drugiej tury, w której planuje dodać kosmetyki i ubrania. Nie ma tego dużo, ale może akurat komuś coś się przyda. Koszt przesyłki to 13zł za paczkę ekonomiczną według cennika Poczty Polskiej. Wysyłkę planuję na 14 lub 16 sierpień. W razie pytań piszcie na anitabre@op.pl lub w komentarzach. Zapraszam!


Gry na Nintendo Wii - 10zł sztuka (wersje anglojęzyczne)
*Tenis Stołowy
*U-Sing
*Family Game Night vol.2
Mam ich więcej, więc jeśli znajdzie się ktoś chętny to wypisze więcej tytułów.


Filmy - 10zł sztuka (anglojęzyczne, świetne do nauki języka)
*Rango
*Epic/Tajemnica zielonego królestwa


Książki anglojęzyczne - 5zł sztuka
*Camping Our favourite sites in Britain
*Puppy Raising made easy



Album anglojęzyczny
Hollywood David Thomson - 8zł


Książki polskojęzyczne
*Katarzyna Wielka Gra o Władzę, Ewa Stachniak - 10zł
*Co widziały wrony Ann-Marie Macdonald - 10zł


* W cieniu A.S.A. Harrison - 6zł
* Masa o kobietach polskiej mafii - 10zł

* Pani Bovary Gustaw Flaubert - 5zł
* Marilyn Ostatnie Seanse - 5zł

Atina.

środa, 11 lipca 2018

Heyland & Whittle Złuszczające mydło do mycia ciała

W ostatnim czasie moja skóra jest mniej wrażliwa i mogę sobie pozwolić na używanie większej liczby kosmetyków. Oczywiście cały czas staram się sięgać po te jak najnaturalniejsze, ale czasem skuszę się na coś co kiedyś na pewno nie przeszłoby mojej ostrej selekcji. Mydło z dzisiejszej notki nie ma idealnego składu, ale przy normalnej skórze nie powinno sprawiać problemów. Używam go tylko do mycia ciała. Kupiłam je w TKMaxx'ie za około 15 złotych (130g). Cena regularna jest dwa razy wyższa. 


Bardzo przyjemne mydło, które ma w sobie kawałki niezidentyfikowanego przeze mnie składnika. Są one delikatne dla skóry, nie podrażniają jej i jeśli w ogóle peelingują to naprawdę minimalnie. Mydło dobrze się pieni, oczyszcza i nie wysusza skóry. Pachnie bardzo łagodnie i krótko. Jego wydajność mieści się w normie. 
W składzie znajdziemy oliwian sodu, który może przesuszyć wrażliwą skórę, dlatego polecam go tylko osobom o cerze normalnej, bez większych problemów. Mamy tu też olej palmowy (organiczny), sól sodową kwasu tłuszczowego kokosowego, olej z nasion kakaowca, olej lawendowy, palmarosa, która należy do traw tropikalnych, perfumy i substancje zapachowe. Tak jak wspomniałam skład nie należy do idealnych. Od czasu do czasu można skusić się na taką mniej naturalną kostkę. 

Skład:
Sodium Olivate, Sodium Palmate (Organic Sustalnable Palm Oil), Sodium Cocoate, Ricinis Communis (Castro Seed Oil), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Oil, Rubia Tinctoria (Madder Root), Lavendula Angustifolia (Lavender) Oil, Cymbopogon Martini (Palmarosa), Parfum, Famesol, Geraniol, Eugenol, Citral, Limonene, Citronellol



Osobiście nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków podczas używania tego produktu. Jednakże w przyszłości pewnie już nie ponowię tego zakupu. Za bardzo lubię naturę i za dużo mydeł jeszcze nie miałam ;d

Znacie mydła Heyland & Whittle? 

Atina.

sobota, 7 lipca 2018

Moja pielęgnacja skóry latem

Dziś przybywam z moimi mazidłami do dbania o przesuszoną od słońca skórę ciała. Kiedyś kupowałam jeszcze kremy do stóp, ale teraz zadowalam się zwykłym balsamem czy kremem do rąk. Wolę takie rozwiązanie, bo nie lubiłam zostawiać kremu do stóp na dłoniach, a z nakremowanymi stopami ciężko było mi iść do łazienki umyć ręce. Stosując krem do rąk czy balsam do ciała na stopy spokojnie zostawiam resztki na dłoniach i idę spać. Oczywiście kremy do stóp z mocznikiem dawały dużo lepsze efekty, ale systematyczne wcieranie lżejszych smarowideł też dużo daje moim stopom. Poniżej możecie zobaczyć zestaw, który już praktycznie zużyłam w całości. Jedynie krem Clarins stosuje od niedawna i jeszcze jest go sporo w tubie. 


Zacznę od produktu który towarzyszył mi również w zeszłe wakacje - suchy olejek The Body Shop o zapachu Moringa. Sprawdziłam na stronie producenta i teraz te olejki mają nową szatę graficzną. Na polskiej stronie nie widziałam ich w ogóle. W Anglii opakowanie o pojemności 100ml kosztuje 11 funtów, ale ja zawsze jeśli coś od nich kupuje to tylko w promocji. Będąc już przy opakowaniu to musze wspomnieć, że taka pojemność jest całkiem dobra na wyjazdy. 

Olejek przede wszystkim bardzo ładnie i intensywnie pachnie. Szybko się wchłania i nie zostawia bardzo tłustej powłoki oraz nie klei się. Lubiłam go używać w ciągu dnia na nogi. Żeby dodać im lekkiego połysku. Właściwości nawilżające miał dobre. Czasem byłam zaskoczona, że tak dobrze się spisuje, a czasem wydawał mi się trochę za słaby. Zużyłam z przyjemnością. 
W składzie znajdziemy marule, olej ze słodkich migdałów, moringe olejodajną, tung molukański, witaminę E i olej słonecznikowy.

Skład:
Triglicerido caprilico/caprico, Dicaprilil Carbonato, Aceite de semilla de Marula, Fragancia, Aceite de almendra dulce, Aceite de semilla de Moringa, Aceite de semilla de nuez de kukui, Linalol, Tocoferol, Tetra-Di-t-Butil-Hidroxihidrocinamato de Pentaeritril Geraniol, Aceite de semilla de giraniol, Palmitato de ascorbile

Przepraszam za ewentualne literówki w składzie. Odrobina olejku rozmazała niektóre litery, a w intrenecie nie znalazłam gotowca. 


Kolejny produkt to regenerujący krem do rąk i paznokci marki Filorga. Bardzo lubię ich krem pod oczy klik. Krem do rąk mnie nie powalił na kolana. Był przyjemny w użyciu, bardzo delikatny, szybko i ładnie się wchłaniał. Niestety nie zauważyłam zbyt dużych właściwości pielęgnacyjnych. W dodatku jest drogi i ma strasznie długi skład. 

Skład:
Aqua (water), cetearyl alcohol, propylene glycol, glycerin, caprylic/ capric triglyceride, theobroma cacao (cocoa) seed butter, dimethicone, glyceryl stearate, peg-100 stearate, butyrospermum parkii (shea) butter, palmitoyl isoleucine, urea, phenoxyethanol, cetyl palmitate,saccharide isomerate, sorbitan olivate, sorbitan palmitate, aluminum starch octenylsuccinate, ethylhexylglycerin, acrylates/c10-30 alkyl acrylate crosspolymer, parfum (fragrance), hydrolyzed jojoba esters, polyacrylamide, c13-14 isoparaffin, tetrasodium disuccinoyl cystine, sodium hydroxide, disodium edta, laureth-7, sucrose palmitate, glyceryl linoleate, citric acid, sodium citrate, pancratium maritimum extract, prunus amygdalus dulcis (sweet almond) oil, sodium hyaluronate, collagen, potassium sorbate, sodium, benzoate, tocopherol, sodium chloride, glucose, potassium chloride, calcium chloride, magnesium sulfate, glutamine, sodium phosphate, ascorbic acid, sodium acetate, lysine hcl, arginine, alanine, histidine, valine, leucine, threonine, isoleucine, tryptophan, phenylalanine, tyrosine, glycine, polysorbate 80, serine, deoxyadenosine, cystine, glutathione, cyanocobalamin, deoxycytidine, deoxyguanosine, deoxythymidine, asparagine, aspartic acid, ornithine, glutamic acid, nicotinamide adenine dinucleotide, proline, aminobutyric acid, methionine, taurine, hydroxyproline, glucosamine, coenzyme a, glucuronolactone, sodium glucuronate, sodium uridine triphosphate, thiamine, diphosphate, disodium flavine adenine dinucleotide, retinyl acetate, inositol, methyl deoxycytidine, niacin, niacinamide, pyridoxal 5-phosphate, pyridoxine hcl, biotin, calcium pantothenate, folic acid, riboflavin, tocopheryl phosphate


Następne kremy do rąk są od Vintage&Co.  Mam ich aż trzy tubki i najbardziej podobają mi się w nich opakowania, które są naprawdę urocze. Używam ich do rąk i do stóp. Są całkiem dobre pomimo niezbyt naturalnego składu. Plus za zawartość oleju ze słodkich migdałów i masło shea.
Kosmetyki te można kupić chyba tylko w UK.



Ostatni i najnowszy nabytek (prezent od przyjaciółki), to lekki, wygładzający krem do ciała firmy Clarins. Ten produkt polubiłam za lekką, nieklejącą się konsystencje oraz za orzeźwiający zapach, który długo utrzymuje się na skórze. Dla mnie idealny balsam na letni dzień. Na noc preferuje treściwsze formuły i mniej intensywne zapachy.
Niestety Sodium Laureth Sulfate oraz konserwanty Methylchloroisothiazolinone w składzie nie zachęcają mnie do zakupu. W dodatku tuba o pojemności 200ml kosztuje w regularnej cenie 165zł.

Skład:
AQUA/WATER/EAU, SODIUM LAURETH SULFATE, GLYCERIN, COCAMIDOPROPYL BETAINE, PARFUM/FRAGRANCE, COCO-GLUCOSIDE, POLYSORBATE 20, SODIUM LAURYL GLUCOSE CARBOXYLATE, LAURYL GLUCOSIDE, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, PHENOXYISOPROPANOL, PANTHENOL, POLYQUATERNIUM-7, CITRIC ACID, SORBIC ACID, GYPSOPHILA PANICULATA ROOT EXTRACT, SODIUM BENZOATE, METHYLCHLOROISOTHIAZOLINONE, POTASSIUM SORBATE, METHYLISOTHIAZOLINONE [C2345A]


Z całej tej gromadki chętnie wrócę kiedyś do suchego olejku od The Body Shop. Najlepiej do innej wersji zapachowej, bo Moringi mam już dość! Miałam kiedyś też mgiełkę do ciała o tym zapachu klik i naprawdę muszę od niego odpocząć ;d

Dajcie znać co myślicie o moich mazidłach oraz jakie są Wasze ulubione letnie nawilżacze do ciała?

Atina.

wtorek, 3 lipca 2018

Koszyk z zakupami Czerwiec 2018

Miesiąc czerwiec był obfity w zakupy. Zrobiło się cieplej i pojawiło się więcej potrzeb. Do tego kilka rzeczy mi się pokończyło, jak np. olejek do twarzy, serum czy mgiełka. W odmętach internetu wyczytałam o magnezie w oleju i oczywiście stwierdziłam, że musze takowy mieć. Jednakże nie czuję, że przesadziłam. Widzę tylko po zdjęciach, że jest tego trochę więcej niż zwykle. 


Zestaw trzech kosmetyków firmy Daylesford Apothecary. Łupy z TK Maxx'a. Cytrynowy scrub do twarzy, różana mgiełka do twarzy i ciała oraz krem różany do twarzy. Piękne składy i opakowania. Płaciłam około 5 funtów za sztukę. Na stronie producenta ceny od 22 do 40 dolarów. 


Zaopatrzyłam się w mieszankę olejową do twarzy z witaminą C. Tym razem trafiłam na produkt Adora Skin. Ma on pomóc zredukować ciemne plamy, nawilżać i wygładzać drobne linie i zmarszczki. Kupiłam go w TK Maxx'ie za około 7 funtów. Będę stosować na noc na serum.


Kolejny kosmetyk to kolagenowe serum do twarzy Essano Rosehip. Miałam z tej firmy świetną mgiełkę do twarzy klik, więc pomyślałam, że sprawdzę teraz serum. Na razie użyłam go dwa razy i jest w porządku. To też jest łup z TK Maxx'a.


Dziwny produkt od Manuka Doctor. Wzięłam, bo był w dużej promocji. Coś jak cena na do widzenia w Rossmanie. Nakłada się go na zmarszczki, np. na bruzdy nosowo - wargowe lub pod oczy, aby wygładzić skórę. Zobaczymy jak się u mnie spisze. Wypatrzyłam go w drogerii Superdrug. Jest tam taka półka z rzeczami na do widzenia i mają tam naprawdę ciekawe produkty w dobrych cenach.


Żelowe serum pod oczy nowozelandzkiej firmy Platone. Lubię takie produkty. Wzmacniają one działanie kremów. To jest akurat kolagenem i witaminą E. Pochodzi z mojego ulubionego sklepu - TKMaxx


Złuszczające skarpetki do stóp. Nigdzie w Anglii nie mogę ich znaleźć. Może Wy wiecie gdzie można je kupić? W końcu trafiłam na jedną parę w TK Maxx'ie. Wzięłam bez zastanowienia. 


Do mojego koszyka wpadł też lotion rozświetlająco - brązujący firmy Om She Aromatherapy. Ma naprawdę fajny skład. Mam nadzieję, że będzie dawał ciekawy efekt na skórze. Wiem, że się powtarzam, ale ten produkt też jest z TK Maxx'a.


Marsylskie mydło przywiozłam z francuskich wakacji. Wybrałam zapach czereśni. Mam zamiar używać go do mycia całego ciała. 


O oliwie magnezowej wspomniałam już na początku tej notki. Używam raz dziennie pod pachy, bo podobno ma też działanie przeciwpotne. Odkąd jej używam mam wrażenie, że lepiej śpię i jestem bardziej zrelaksowana. Jeśli zauważę więcej pozytywów, to może pokuszę się o osobną notkę na ten temat na blogu. 


Dotarła do mnie wreszcie 'łopatka' do masażu twarzy Guasha. Po pierwszym razie nie jestem zachwycona, chyba wolę moje palce. Musze obejrzeć więcej filmików na ten temat i spróbuję jeszcze raz. 


Na koniec kolorówka! W tym miesiącu kupiłam nowy, codzienny cień do powiek. Padło na Tigi. Jak na razie jestem zadowolona zarówno z koloru, nakładania jak i trwałości. Kredka Essence niestety niezbyt mi przypasowała. Jest za jasna i nie nadaje się do nakładania na dolną powiekę. Jest bardzo kremowa i się rozmazuje. 


Koniecznie dajcie mi znać co Was najbardziej zaciekawiło z moich czerwcowych zakupów?

Atina.

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.