czwartek, 21 czerwca 2018

Miodowa Mydlarnia Masło do twarzy i ciała Ambrozja

Naturalne masło do twarzy i ciała z woskiem pszczelim i ekstraktem z czerwonego wina, niezwykle bogate w składniki odżywcze i przeciwstarzeniowe, o lekkiej, puszystej konsystencji musu i cudownie ciepłym, słodkim, kobiecym aromacie.
Ekstrakt z czerwonego wina, witamina E wraz z kompozycją olejów: z otrąb ryżu, z pestek winogron i nasion sezamu (będącego symbolem nieśmiertelności w legendach starohinduskich) to potężne źródła naturalnych przeciwutleniaczy o działaniu przeciwstarzeniowym, chroniącymi skórę przed uszkodzeniem, stymulującymi procesy naprawcze i odnowę komórek, skutecznych w walce z tzw. wolnymi rodnikami.
Masło shea, olej kokosowy i wosk pszczeli o wyśmienitych właściwościach kosmetycznych - błyskawicznie regenerują skórę, odżywiają, wyrównują poziom nawilżenia, koją wszelkie podrażnienia – zdecydowanie poprawiają kondycję skóry.

Pojemność: 65g/135ml
Cena: 35zł
Sklep: Miodowa Mydlarnia
Ważność: minimum 1 rok


Niezły tłuścioch z tej ambrozji! Na szczęście nie jest to zwykłe natłuszczenie, a porządne nawilżenie. Przy mojej mieszanej cerze balsam ten nadaje się tylko do wieczornego użytku. Znam jednak osobę o cerze suchej, co nosi go również za dnia.
Moja mieszana cera zadowolona jest z tej jakże porządnej dawki odżywienia i nawilżenia. Balsam nakładam na całą twarz oraz pod oczy. Daje on tak dobry poślizg, że wykonuje na nim swój wieczorny masaż twarzy. Palce mkną po nim jak szalone.


Balsam ma bardzo zbitą konsystencję, coś jak mus owocowy. W kontakcie ze skóra szybko się topi. W jego składzie znajdziemy takie dobroci jak masło shea, olej kokosowy, olej ryżowy, olej z nasion winogron, wosk pszczeli, olej z nasion sezamu, witaminę E i ekstrakt z czerwonego wina.
Bardzo podoba mi się jego szklane opakowanie.
Masło to ma jedną wadę! Zapach! Nie wiem czym ono tak pachnie, ale mnie ten aromat drażni i trochę męczy. Przy codziennym używaniu już trochę do niego przywykłam, ale przy następnych zakupach pewnie sięgnę po inną wersje tych mazideł. Wiem, że masło "Dla królewny" nie posiada tego zapachu i może właśnie to je kupie następnym razem. 


Najważniejszy jest jednak efekt! Rano buźka jest dobrze nawilżona, wypoczęta i gotowa na nowy dzień. Dzięki temu, że masło można też nakładać pod oczy, to w kosmetyczce mam teraz więcej miejsca, a i portfel też jest zadowolony;) Do tego kosmetyk ten jest bardzo wydajny. Polecam z całego serca, ale pamiętajcie o zapachu! Nie każdemu może się spodobać, a jest on dosyć intensywny i długo się utrzymuje.

Znacie masła do twarzy z Miodowej Mydlarni? Polecacie któreś konkretne?

Ps. Masło jest przeznaczone do twarzy i ciała, ale mi było szkoda nakładać go na ciało.

Atina.

niedziela, 17 czerwca 2018

Lumirance Anti-Aging Retinol Olejek do twarzy z retinolem

Kolejny mega udany zakup z TKMaxx'a! Polecam Wam rozejrzeć się w tym sklepie za tego typu mieszanką olejową do twarzy. Bardzo często spotykam tam takie produkty. Mają w 100% naturalny skład i naprawdę działają! Ten z dzisiejszej notki jest jednym z moich najulubieńszych. A miałam dotychczas olejek Zatik klik i Ganique z witaminą C klik.


Olejku używam co wieczór. Nakładam go na serum, a na niego daje jeszcze krem na noc. Co wieczór wykonuje też masaż twarzy, co w widoczny sposób pomniejszyło mi zmarszczki. Nie zniknęły całkiem, ale są zdecydowanie płytsze. Skupiam się na bruzdach nosowo - wargowych, okolicach oczu i czole. Jeśli będziecie zainteresowane jak wykonać taki masaż to postaram się napisać o tym oddzielną notkę.
Lumirance jest trochę tępy i dlatego aby zwiększyć poślizg podczas masażu dokładam na twarz coś tłustszego (inny olej lub krem na bazie olejów).


Olejowa mieszanka w widoczny sposób poprawia wygląd skóry twarzy. Nakładam ją też pod oczy. Już wieczorem widzę, że cera wygląda lepiej! A rano cera jest wypoczęta, nawilżona i lekko rozjaśniona. Zmarszczki są zdecydowanie płytsze.
W składzie znajdziemy rafinowany olej kokosowy, olej morelowy, olej awokado, skwalen, retinol, estry jojoba, witamina D, witamina K, olej z kukurydzy, witamina E, olej z nasion słonecznika, ekstrakt z sake, olej rozmarynowy, beta karoten i perfumy.
Na moją cerę zawsze dobrze działa skwalen. Świetnie ją zmiękcza i nawilża. Nigdy nie stosowałam olejów z witaminą D czy K, więc to była spora ciekawostka dla mnie. Oczywiście nie potrzebnie producent dodał perfumy, ale nie miały one żadnego negatywnego wpływu na moją skórę.
Produkt był wydajny i posiadał wygodne opakowanie z pipetą.
30ml/7 funtów - cena z TKMaxx'a.


Byłam bardzo zadowolona z tego olejku i chętnie jeszcze kiedyś do niego wrócę. Chciałabym też wypróbować Lumirance z witaminą C, bo słyszałam o nim dużo dobrego. Na pewno będę wypatrywać tej marki na półkach w TKMaxx'ie.

Znacie kosmetyki Lumirance? Co myślicie o olejku z dzisiejszej notki?

Atina.

środa, 13 czerwca 2018

Eudoxia Kwiatowa woda do demakijażu

Kwiatową wodę Eudoxia kupiłam w TKMaxx'ie za 5 funtów. Jej cena regularna to aż 29 euro za butelkę o pojemności 200ml. Trochę drogo! Tym bardziej, że produkt ten nie zachwyca. Ładne opakowanie i obiecujący skład nie zawsze dają gwarancję zadowolenia. 


Cieszyłam się na myśl o tak wielu ciekawych ekstraktach kwiatowych (lilia, irys, róża). Niestety już pierwsze użycie pokazało, że woda nie jest zbyt delikatna. Gdy tylko odrobina jej dostała się do moich oczu, to odczuwałam naprawdę mocne pieczenie. Nigdy wcześniej żaden produkt mnie aż tak mocno nie szczypał. Po dłuższej chwili objawy ustępowały i wszystko wracało do normy. 
Z makijażem radziła sobie dobrze. Nawet tusz zmywała bez większych problemów. Gdyby nie to szczypanie to pewnie jeszcze kiedyś bym do niej wróciła. Wiadomo nie zawsze płyn dostawał się do moich oczu, ale myśl, że nakładam na skórę twarzy coś tak żrącego nie dawała mi spokoju podczas każdego wieczornego demakijażu. Dlatego nie polecam Wam tego produktu i sama też będę się trzymała od niego z daleka.  


Jeśli przyjrzycie się składowi to oprócz naturalnych, dobroczynnych składników dostrzeżecie tam też sporo nic nie mówiącej mi chemii. 

Znacie kosmetyki firmy Eudoxia? Jaka jest Wasza opinia na ich temat?

Atina.

poniedziałek, 28 maja 2018

Koszyk z zakupami Maj 2018

W tym miesiącu nowości pojawiają się wyjątkowo trochę wcześniej, bo jutro zaczynam wakacje! Jadę zobaczyć północną Francję i trochę Hiszpanii (Barcelonę i San Sebastian). Notek nie zaplanowałam, bo nie mam ani czasu ani chęci pisać tak na zapas. Jak wrócę to zapewne z przyjemnością zasiądę do pisania nowej notki ;))) Zapraszam zatem na majowe nowości. A jakby któraś z Was miała cynk co przywieźć z Francji lub Hiszpanii to dajcie znać, na pewno zajrzę sprawdzić czy coś polecacie.


W moim ulubionym sklepie, czyli w TKMaxx'ie trafiłam na przeceniony zastaw olejków eterycznych i spray do odświeżania powietrza zawierający również naturalne olejki. Od lewej mamy olejek o nazwie Breathe Blend, a w jego składzie znajdziemy olejek grapefruitowy, z trawy cytrynowej, limonkowy i miętowy. Następnie czysty olejek eukaliptusowy i z drzewa herbacianego. Ten drugi już znam i stosuje od kilku miesięcy do kąpieli stóp, robienia płukanek do jamy ustnej, do domowej roboty płynu do czyszczenia kuchennych blatów, punktowo na wypryski, do peelingu skóry głowy i pewnie jeszcze o czymś zapomniałam. Uwielbiam działanie tego olejku. Eukaliptusowy mam pierwszy raz, ale na pewno zrobię z niego pożytek ;) Spray odświeżający powietrze zawiera w swoim składzie wodę, alkohol, olejek z citronelli (podobno jest niezastąpiony na komary, wszy i pchły), olejek eukaliptusowy, miętowy, lawendowy i z drzewa herbacianego. Jest to fajna alternatywa dla sztucznych odświeżaczy czy świeczek zapachowych. Po zużyciu na pewno wykorzystam opakowanie do stworzenia własnej mieszanki odświeżającej.


Kolejny łup to nawilżający szampon do włosów suchych i normalnych firmy Yes To Carrots. Nigdy nie miałam nic od nich, więc postanowiłam to zmienić. Niestety, ale po pierwszych użyciach nie jestem zbyt zadowolona, bo szampon przyspiesza przetłuszczanie się włosów. Jeszcze będe go testować, ale czarno to widzę;/


W majowym koszyku wylądowały aż dwa szampony, bo powykańczałam całe zapasy. Zostałam z jednym szamponem w łazience, który lada dzień się skończy. Nawet nie wiecie jak fajnie jest buszować po szamponowych półkach, gdy wiem, że w domu jest tylko jedna sztuka. Capnęłam od razu dwa i chyba będe musiała dokupić trzeci, bo Yes to Carrots kiepsko się zapowiada. 
Druga sztuka to Faith In Nature w nieznanej mi dotąd wersji słodka Lawenda z nutą Jaśminu.


Następna nowość to dobrze znana mi woda różana KTC. Lubię i jak mam okazję to kupuje. Używam zamiast toniku i jako mgiełki do twarzy.


Mam bziku na punkcie naturalnych past do zębów. Staram się kupować te wybielające, ale jak tylko wypróbuje wszystkie dostępne to pewnie sięgnę i po inne wersje. W majowy koszyk wpadła Ecodenta z miętowym olejkiem.


Zakupiłam też kolejną gąbkę Konjac. Tym razem sięgnęłam po no name, wyprodukowaną dla angielskiej drogerii Superdrug. Moje poprzednie z Andalou i z The Konjac Sponge Co bardzo szybko się zniszczyły. Najtrwalsze do tej pory były gąbki z Gainwell, o których pisałam tu. Ciekawe ile wytrzyma ta nowa?


Skusiłam się też na naturalny wypełniacz zmarszczek Volufiline Sidmool. Jeszcze go nie stosuje, bo wykańczam serum z 10% kompleksem argireline peptide od The Ordinary klik. Sidmool musi jeszcze chwilę zaczekać. Myślę, że po powrocie z wakacji włączę go do mojej wieczornej pielęgnacji.


Kolorówka jak zwykle w mniejszości. W maju zachciało mi się nowego koloru lakieru do paznokci. Mój wybór padł na Essie nr 63 Too Too Hot. Kolor piękny, ale trwałość kiepska. Sprawdzę go jeszcze z inną bazą i wtedy się wypowiem. 


Wróciłam też do mojego hitu z przeszłości, czyli tuszu do rzęs Essence I Love Extreme klik. Uwaga recenzja pochodzi z 2011 roku. Wchodzicie na własną odpowiedzialność ;d Ciekawe czy nadal będę się nią zachwycać?


 Dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało?

Atina.

czwartek, 24 maja 2018

Make Up For Ever High Definition Powder Sypki puder HD

Wyjątkowy, bardzo drobny puder utrwala podkład, matuje i delikatnie podkreśla naturalną rzeźbę twarzy, dając w dotyku niezwykłe uczucie gładkości. Nadzwyczajnie transparentny w aplikacji, dostosowuje się do każdego rodzaju karnacji, od najjaśniejszej do najciemniejszej.

Pojemność: 8,5g
Cena: 100-169zł
Sklep: internet


Mój egzemplarz trafiłam w TKMaxx'ie i kosztował on tam niecałe 50zł. Znowu niezły deal zrobiłam;d Z Make Up For Ever miałam jeszcze kiedyś kredkę do oczu, ba chyba nadal ją mam, ale dla mnie jest za twarda, więc jej nie używam. W pudrze pokładałam duże nadzieję, bo to towar z trochę wyższej półki. Niestety nie będzie z tego miłości. Zakupu nie żałuję, ale tylko dlatego, że nie kupiłam go w cenie regularnej.
Zacznę od tego, że samo opakowanie mnie drażni, a dokładnie to materiałowe sitko, które możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Nabieranie pudru to koszmar. Strasznie pyli, a sitko dozuje jak na moje potrzeby trochę za dużo produktu. Mat jest słaby, krótkotrwały. W składzie znajdziemy tylko krzemionkę, którą mogę sobie kupić na kolorówka.com za 21,45zł za 10g. Do tego puder ma słabą przyczepność co widać na swatchu.
Z zalet mogę wymienić, że nie zapycha porów, nie uczula, nie podrażnia, bieli tylko troszkę i ma trwałe i w sumie przyjemne dla oka opakowanie. 




Co myślicie o tym pudrze? Stosujecie krzemionkę lub jej mieszanki do matowienia cery?

Atina.

niedziela, 20 maja 2018

bareMinerals Ultimate Radiance Collection Rozświetlacz Pure Radiance i Róż Ruby Radiance

Ponad dwa lata temu pokazywałam Wam zestaw Ultimate Radiance Collection klik. Rozświetlacz Flawless Radiance zużyłam w tempie błyskawicznym i to w sumie od niego zaczęła się moja przygoda z rozświetlaniem kości policzkowych. Luxe Radiance gdzieś mi się zapodział, a pozostałe dwa zobaczycie w dzisiejszej notce. Aktualnie są to moje ulubione, codzienne kosmetyki. 


Róź Ruby Radiance zdobi moje policzki. Ma on w sobie mikroskopijne drobiny, które połyskują tylko w słońcu. Efekt można stopniować, ale trzeba jednak uważać, bo łatwo z nim przesadzić. Rozświetlacz Pure Radiance nakładam na szczyty kości policzkowych, odrobinę na skronie, czubek nosa i na obojczyki. Przyznam się szczerze, że pomimo cery z tendencją do nadmiernego błysku nie żałuje sobie rozświetlacza we wspomnianych wcześniej miejscach. Obydwa kosmetyki są bardzo trwałe, jednak rozświetlacz odrobinę blednie w ciągu dnia. 

Skład Pure Radiance:
Bismuth Oxychloride (CI 77163), Mica (CI 770019), Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77491, CI 77499), Carmine (CI 75470)





Tak jak nie polubiłam się z podkładem bareMinerals klik, tak te drobiazgi rozświetlające kocham! Na szczęście są one bardzo wydajne, więc jeszcze się trochę nimi nacieszę. 
W tym sezonie w makijażu króluje błysk, więc warto zaopatrzyć się chociaż w jeden rozświetlacz. Ja od siebie polecam do aplikacji pędzel wachlarz, który u mnie sprawdza się świetnie. 

Znacie kosmetyki bareMinerals z kolekcji Ultimate Radiance? Jaki rozświetlacz jest Waszym ulubionym i gdzie najczęściej go nakładacie?

Atina.

środa, 16 maja 2018

Balsam w kostce DIY Cynamonowo - mandarynkowy

Dziś na blogu chwalę się moimi kolejnymi kosmetykami. Tym razem zrobiłam balsamy w kostce do ciała. Moje pierwsze maleństwa nie pachną zbyt intensywnie, bo za mało olejku eterycznego do nich dodałam. Nie chciałam przesadzić z jego ilością i ostatecznie dodałam go za mało;/ Szkoda, bo lubię pachnące kosmetyki. Następnym, razem pewnie dodam go za dużo ;d


Brak zapachu rekompensuje uroczy wygląd i dobre właściwości pielęgnacyjne. Wszystkie trzy balsamy znalazły nowych właścicieli, a sama testowałam tylko odpady, które w tym przypadku były całkiem duże i wystarczyły mi na poznanie właściwości moich wyrobów.

Składniki:
30g wosku pszczelego
30g masła shea
15ml oliwy z oliwek
15ml oleju kokosowego
kilka kropel witaminy E
5ml lub więcej olejku mandarynkowego
szczypta cynamonu

Dno foremki oprószamy cynamonem, który pełni tu głównie funkcję ozdobną. Wosk, masło i olej kokosowy rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Ja nie posiadam zbyt dobrego zestawu do takiej kąpieli i użyłam zdecydowanie za dużej miski, przez co dużo produktu osiadło na jej brzegach. Dolewamy oliwę z oliwek (możecie użyć innego oleju), mieszamy i zdejmujemy z ognia. Kiedy masa lekko ostygnie dodajemy witaminę E i olejek mandarynkowy. Jeszcze raz mieszamy i przelewamy zawartość do foremek. Lekko studzimy, a następnie odstawiamy do lodówki. Po godzinie wyjmujemy balsamy z foremek i możemy już ich używać lub zapakować na prezent.
 

Balsamy wykonane własnoręcznie cieszą ogromnie. Są naturalne i świetnie dbają o skórę całego ciała. Jedna taka kostka może zastąpić krem do rąk, krem do stóp, balsam do ciała, balsam do ust, a nawet olejek do włosów. Możecie kombinować i dodawać swoje ulubione masła i oleje. 

Jak Wam się podobają moje balsamy w kostce? 

Atina.

sobota, 12 maja 2018

Zatik Beauty Essentials Organiczny lotion do twarzy, szyi i rąk przywracający nawilżenie Marakuja i Kakao

Dziś przybywam do Was z kolejnym kosmetykiem z TKMaxx'a. Ten sklep to prawdziwy raj dla kobiet, a w sumie i dla mężczyzn też znajdą się tam ciekawe kąski;d. Ogromny wybór kosmetyków, ciuchów i akcesoriów. Dużo rzeczy tam kupuje, a jeszcze więcej omijam szerokim łukiem, bo nie chce zbankrutować. Oczywiście najbardziej lubię dział z kosmetykami, ale zaglądam też na buty, akcesoria, żywność i ostatnio nawet na ubrania. Wracając do bohatera notki, to kupiłam go w okazyjnej cenie 25zł. W internetach znalazłam go za aż 26 dolarów. Czyli niezły deal zrobiłam!


Lotion mieści się w szklanej butelce z pompką. Ma dosyć intensywny zapach, który mnie osobiście trochę drażni. Niby lubię owocowe nuty, ale te tu nie do końca mi podpasywały. Kosmetyk ma bardzo rzadką i lekką konsystencje, co też niezbyt mi pasuje. Stosowany samodzielnie jest zdecydowanie za lekki, a w połączeniu z innymi produktami wałkuje się podczas dokładania kolejnej warstwy innego kremu. Tak było w przypadku kremu przeciwsłonecznego Lancaster, który dostał przez to negatywną opinie, bo myślałam, że to on jest winien moich problemów z aplikacją. Notka z jego recenzją została dziś edytowana klik.


Lotion wchłania się błyskawicznie, skóra wręcz go pije. Można nakładać go też pod oczy. Ostatecznie ja zaczęłam używać go na szyje i dekolt. W tych miejscach nie lubię treściwych kosmetyków, więc ten produkt jest idealny dla moich potrzeb. Wchłania się szybko i nie pozostawia tłustej warstwy. Dobrze nawilża, lekko rozjaśnia. Szyja i dekolt dużo zyskały odkąd je rozpieszczam lotionem od Zatik. Na skórze twarzy nie widziałam, aż tak dobrych efektów. Raczej nie skuszę się na kolejne opakowanie, bo na mojej szyi i dekolcie zawsze lądują kosmetyki, które nie przypasowały mojej buźce. Myślę, że lotion sprawdzi się lepiej na młodszej skórze z cerą tłustą lub mieszaną. Kosmetyk ten ma bardzo dobry i bogaty skład. Między innymi zawiera maslo shea, masło kakaowe, ekstrakt z marakui, olej słonecznikowy, olej jojoba, witaminę E i wiele innych.

Skład:
water, butyrospermum parkii (shea) butter*, theobroma cacao (cacao) butter*, passiflora edulis (passionfruit) extract*, carthamus tinctorius (safflower) oil* arnica montana extract*, simmondsia chinensis (jojoba) oil*, grain alcohol*, prunus virginiana (wild cherry) extract*, glycerin*, sucrose cocoate* (emollient)*, arctium lappa (burdock) extract*, oenothera biennis (evening primrose) oil*, tocopherol (natural vitamin E), oryza sativa (rice bran) extract*, hippophae rhamnoides (sea-buckthorn) oil*, xanthan gum, gluconolactone, citrus sinensis (orange) oil*, santalum spicatum (sandalwood) oil*, pelargonium graveolens (rose geranium) oil*.

Znacie kosmetyki Zatik? Polubiliście się z nimi?

Atina.

wtorek, 8 maja 2018

Faith In Nature Brave Botanicals Szampon i odżywka do włosów normalnych i suchych Kremowy kokos zmieszany z frangipani

Jest to już moja trzecia przygoda z kosmetykami do włosów firmy Faith In Nature. Wszystko zaczęło się od różanego szamponu klik, który do dziś jest moim ulubieńcem. Zużyłam już dwa opakowania i na pewno sięgnę po kolejne. Następnie trochę się zawiodłam na szamponie o zapachu kiwi klik. Na szczęście nie powstrzymało mnie to przed kolejnymi testami. Kokosowy duet spisuje się u mnie bardzo dobrze!


Zacznę od zapachu, bo nie ukrywam, że jest on dla mnie ważny, choć nie najważniejszy. Przyjemny kokos, ale nieidealny. Nie jest chemiczny, ale brakuje mu tej kropki nad i. Nie zmienia to jednak faktu, że sprawia mi przyjemność podczas mycia włosów.
Szampon świetnie domywa włosy. Mogę go używać do każdego mycia i za każdym razem jestem zadowolona z efektu. Nie powoduje przyklapu ani nie zwiększa przetłuszczania się. Myje nim włosy co drugi dzień i to jest dla mnie taki standard. Duży plus za brak Sodium Laureth Sulfate w składzie, który jak tylko mogę, to staram się omijać. Z dobroci wyłapałam sól morską, olej kokosowy, ekstrakt z frangipani (plumeria), ekstrakt z owsa, witaminę E, panthenol, hydrolizowane proteiny pszenicy, lecytynę i olej z nasion słonecznika.


Odżywkę nakładam tylko na włosy (omijam skórę głowy i co za tym idzie włosy u nasady), bo ostatnio ta metoda lepiej się u mnie sprawdza. Na całą głowę nakładam tylko odżywkę lub maskę, którą później zmywam szamponem, czyli zazwyczaj są to produkty, które zawierają dużo keratyny. Odżywka od Faith in Nature lekko wygładza i ułatwia rozczesywanie, ale raczej nie ma jakiegoś silnego, a przede wszystkim natychmiastowego działania. Posiada wiele dobroczynnych substancji, więc myślę, że powoli coś tam sobie działa na te moje włosiska. A znajdziemy tu: masło shea, olej kokosowy, wyciąg z frangipani, ekstrakt z owsa, olej z awokado, witaminę E i olej słonecznikowy.
Obydwa produkty są wydajne, ale szampon jak zwykle w moim przypadku jest wydajniejszy.


Lubię kosmetyki do włosów Faith In Nature i na pewno będę jeszcze po nie nieraz sięgała. Muszę koniecznie spróbować kiedyś tej serii w dużych butelkach. Widziałam, że są dostępne owocowe wersje takie jak arbuz czy granat.

Znacie kosmetyki Faith In Nature? 


Atina.

piątek, 4 maja 2018

Miodowa Mydlarnia Naturalne mydło Karotka z miodem, pyłkiem i olejem migdałowym

Prawdziwie luksusowe mydło obfite w cenne oleje i dodatki : olej ze słodkich migdałów, czerwony olej palmowy, oliwa z oliwek, olej kokosowy, rycynowy i z pestek winogron; sok marchwiowy, miód, pyłek i wosk pszczeli oraz węgiel aktywny. Mydło to delikatnie oczyszcza, mocno odżywia, regeneruje, koi i nawilża każdy rodzaj skóry. Bez dodatkowych barwników i aromatów, daje obfitą, aksamitną piankę. Dla dzieci i dorosłych.

Pojemność: 95g
Cena: 17zł
Sklep: Miodowa Mydlarnia
Ważność: minimum 2 lata


Jak zapewne wiecie uwielbiam naturalne mydła do mycia twarzy i całego ciała. Taka kostka zapewnia mi przede wszystkim nawilżenie, zero podrażnień i wygodę podczas podróży. Te trzy czynniki są dla mnie bardzo ważne i dlatego już od kilku lat stosuje do mycia tylko mydła naturalne. Czasem kuszą mnie jeszcze żele pod prysznic, ale jak sobie przypomnę jak one potrafią wysuszyć skórę, to od razu przechodzi mi na nie ochota.


Mydło Karotka charakteryzuje się ciekawym wyglądem, bardzo kremową konsystencją po jego zmoczeniu, mocnym nawilżeniem i niestety delikatnym zapachem. Nie zmienia to jednak faktu, że jest ono bardzo miłe w użyciu. Głównie ze względu na tą kremowość i aksamitną piankę. Oczywiście nie podrażnia i nie wysusza. Skóra po jego użyciu jest dobrze nawilżona. Na stronie Miodowej Mydlarni znajdziecie też inne wersje mydeł, które domniemam są równie dobre jak to moje. 

Skład:
zmydlone: olej kokosowy, oliwa z oliwek, olej z pestek winogron, olej palmowy nierafinowany, olej ze słodkich migdałów, olej rycynowy; wosk pszczeli, gliceryna, marchew, miód, pyłek pszczeli, węgiel aktywny



Do zamówienia z Miodowej Mydlarni dorzucono mi pokaźne próbki balsamu do rąk Trawa Cytrynowa oraz regenerującego peelingu do ciała z woskiem pszczelim. Balsam był dobry, ale nie przemawia do mnie ten zapach. Nie to żeby był brzydki, ale ja nigdy nie lubiłam cytrynowych kosmetyków czy nawet deserów typu lody lub ciasta. Peeling natomiast przyjemnie zdziera i natłuszcza. Nie kupiłabym go tylko dlatego, że sama robię podobne peelingi ;)

Miodowa Mydlarnia wypada bardzo pozytywnie w moich oczach i na pewno jeszcze coś u nich kupię.  Polecam przyjrzeć się ich mydłom i masłom do twarzy. Za jakiś czas na blogu pojawi się jeszcze recenzja właśnie ich masła do twarzy. 

Znacie kosmetyki z Miodowej Mydlarni? Co o nich myślicie?

Atina.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Koszyk z zakupami Kwiecień 2018

Nawet nie wiem kiedy zleciał mi ten miesiąc. Na nic nie czekam, żyje z dnia na dzień, a czas jeszcze szybciej mi ucieka. Oby lato trwało trochę dłużej;d Swoją drogą w UK w tym roku wiosna jest wyjątkowo brzydka. W zeszłym roku było zdecydowanie więcej ciepłych i słonecznych dni. 
Co do nowości, to kwiecień obfitował w naturalne produkty. Nadal zachowuje umiar w kosmetycznych zakupach. Czasem chciałabym zaszaleć, ale pudło z zapasami od razu mnie otrzeźwia.


Przede wszystkim kupiłam kilka półproduktów do zrobienia balsamów w kostce. Zaopatrzyłam się w wosk pszczeli, masło shea, masło mango, olej arganowy, witaminę E i olejek eteryczny z paczuli. Znowu będę tworzyła własne kosmetyki ;)

Kolejne nowości pochodzą ze sklepu e-fiore. Miałam okazję zrobić niewielkie zakupy w Polsce i wybór padł na olejek z opuncji figowej, który podobno jest najlepszym i najdroższym olejem na świecie. Zobaczymy jak się spisze u mnie. Gratis dostałam balsam krojony z bloka w wersji kokosowej. Dziewczyny jak on pachnie! Jak dla mnie jest to najpiękniejszy kosmetyczny kokos. Słodki, śmietankowy i jadalny kokosik. Na razie polecam dla samego zapachu;d

W TKMaxx'ie upolowałam fajne złuszczające mydło Heyland&Whittle oraz kwiatową wodę do demakijażu francuskiej firmy Eudoxia. Zawiera ona liposom Lys de Fontanalba, wyciąg z wody różanej, ekstrakt z niebieskich irysów i migdałów. Zapowiada się naprawdę dobrze. Kosztował 5 funtów, a cena producenta to 29 euro. 

Kupiłam kolejny antyperspirant naturalny. Tym razem testuje rumiankowy Dr.Organic, który jak na razie jest taki sobie. Wypadł lepiej niż wszystkie moje naturalne dezodoranty jakie miałam do tej pory. Pisałam o nich tu. W chłodne dni spisywał się dobrze, lecz gdy przyszły upały, to zaczęły się problemy. 

Ostatnią zdobyczą kwietnia jest naturalny korektor pod oczy Fruit Pigmented od 100% Pure. Postanowiłam zainwestować jeszcze w ten jeden produkt i jeśli okaże się niewypałem to więcej nie kupię żadnego korektora pod oczy. Drogeryjne zazwyczaj tylko pogarszały stan mojej skóry (wysuszały, obciążały i właziły w zmarszczki). Zdecydowanie wolałam już nic nie nakładać na krem pod oczy. Ten korektor ma świetny, naturalny skład i jeśli tylko nałoży się go w odpowiedniej ilości to wygląda świetnie! Ja ciągle jeszcze uczę się jego aplikacji. Za jakiś czas na pewno o nim napisze osobną notkę. 

Co Was najbardziej zainteresowało z moich kwietniowych zakupów?

Atina.

czwartek, 26 kwietnia 2018

Lierac Tonique Eclat Rozświetlający tonik witaminowy

Delikatny tonik o cytrusowym zapachu. Formuła bez dodatku alkoholu. Jego formuła została wzbogacona w ekstrakty o właściwościach energetyzujących, rozświetlających i spowalniających proces starzenia.
Kompleks Ecoskin złożony z probiotyków (Lactobacillus casei i Lactobacillus acidophilus )oraz ekstrakt z yakon pomaga przywrócić równowagę naturalnej eko flory skóry oraz stymuluje jej mechanizmy obronne.
Ekstrakty z maku i czerwonej pomarańczy dodają skórze energii, wygładzają i nawilżają.

Pojemność: 200ml
Cena: 50zł
Sklep: internet, TKMaxx
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Bardzo przyjemne i energetyczne cytrusy zamknięto w tej pomarańczowej butelce z pompką. Produkt ten pokochałam już za sam zapach, który uwielbiam zarówno podczas porannej jak i wieczornej pielęgnacji twarzy. Poza tym nie mogę się jakoś specjalnie do niego przyczepić. Odświeża, tonizuje i lekko nawilża, czyli robi to co każdy tonik powinien. Do tego nie podrażnia i ma całkiem przyjemny skład. A w nim takie dobroci jak sok z pomarańczy, wyciąg z płatków maku polnego, kwas mlekowy, sok z korzenia Yaconu, wyciąg z fermentacji bakterii Lactobacillus i pantenol. 

Skład:
Water/Aqua, Glycerin, Poloxamer 184, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Juice, Sucrose Laurate, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Papaver Rhoeas Petal Extract, Sorbitol, Lactic Acid, Polymnia Sonchifolia Root Juice, Sucrose Dilaurate, Maltodextrin, Lactobacillus Ferment, Panthenol, Citric Acid, PCA, Sodium Benzoate, Propylene Glycol, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sucrose Trilaurate, Glycolic Acid, Malic Acid, Fragrance (Parfum), Sodium Salicylate, Pyruvic Acid, Tartaric Acid, Sodium Hydroxide, Potassium Sorbate.

Tonik przyjemnie pobudza do życia, lekko rozjaśnia i rozświetla cerę. Niestety nie należy on do najtańszych, więc warto polować na niego w dobrych promocjach, np. w TKMaxx'ie. Gdybym wiedziała, że moja skóra i nos tak bardzo polubią się z tym kosmetykiem, to pewnie kupiłabym więcej butelek na zapas. 

Znacie tonik witaminowy Lierac? Lubicie ich kosmetyki? Możecie coś ciekawego od nich polecić?

Atina.



niedziela, 22 kwietnia 2018

Lancaster Skin Therapy Day Shield UV-Pollution SPF50 PA+++ Ochronny krem na dzień SPF50

Krem ten wzięłam całkowicie w ciemno. Nie wiedziałam nic o marce i o jej produktach. Opakowanie wydało mi się profesjonalne i cena też;d. Zapłaciłam 11 funtów zamiast 25-ciu. Tubka jest ładna, wygodna (z pompką) i niestety mała (30ml). Nadzieje miałam wielkie, a krem okazał się słaby. Ma jedną małą i jedną dużą wadę o których przeczytacie w dalszej części notki.


Pierwsze niewielkie rozczarowanie pojawiło się już po pierwszym użyciu. Błysk był jak na moje wymagania za duży. Nie powiem, żeby było tragicznie, ale jestem na etapie poszukiwanie czegoś nie zwiększającego wydzielania sebum i każda nadwyżka jest odbierana przeze mnie negatywnie. Następną i największą wadą jest to, że się wałkuje. Muszę go nakładać bardzo cienką warstwą, żeby tego uniknąć. A jak wiadomo filtrów nie powinno się kłaść zbyt cienko. W ciągu dnia potrafi mi zejść z niektórych miejsc. Wygląda to nieestetyczne, a w słoneczny dzień może być również niebezpieczne dla mojej jasnej cery.
Poza tym krem jest bezzapachowy, niekomedogenny, nie bieli skóry i nie podrażnia. 
Ważność:18 miesięcy od otwarcia.




Jestem zdecydowanie na nie! Nie kupię tego produktu więcej i pewnie też nie będę chciała sięgać po inne kosmetyki Lancaster. Może niesłusznie, ale się zraziłam. 

Znacie ten krem przeciwsłoneczny? Jaka jest Wasza opinia na jego temat?

Edycja (12.05.2018):
Muszę przeprosić Was i producenta za pochopną recenzję. Pod koniec opakowania okazało się, że to całe wałkowanie spowodowane jest przez serum, które nakładałam pod krem z filtrem. Podczas używania tego kremu używałam dwóch różnych ser i każde z nich powodowało wałkowanie. Odkryłam to dopiero gdy zmieniłam krem z filtrem i okazało się, że nadal mam ten sam problem. Na szczęście miałam jeszcze resztki kremu Lancaster i użyłam go kilka razy bez żadnego serum. Okazało się, że na czystej skórze spisuje się zupełnie inaczej. Żałuje, że tyle czasu męczyłam się z jego aplikacją. Kilka końcowych użyć było bardzo przyjemne i komfortowe. 
Zmieniłam zdanie o firmie i dam jej jeszcze szansę przy następnych okazyjnych zakupach w TKMaxx'ie. 
Sera, które nie współpracują z filtrami to Zatik Organiczny Lotion do twarzy Marakuja i Kakao oraz The Ordinary Serum z kwasem hialuronowym 2% + B5


Atina.

środa, 18 kwietnia 2018

Powrót pustaków plus jeden koszmarek

Postanowiłam wrócić do pokazywania pustych opakowań, ale tylko tych, które nie zdążyłam zrecenzować na blogu. Od czasu do czasu będą się tu pojawiać kosmetyki, które zużyłam, ale jakoś nie chciało mi się o nich pisać osobnych notek oraz te które są bublami i po kilku użyciach wylądowały w koszu (teraz będą lądować w specjalnej szufladzie, gdzie będą czekać na wspólną fotkę ;d)


Zaczynam od lewej, czyli od największej butli (600ml) z wodą różaną. Jest to woda wymieszana z esencją różaną. Nie jest tak dobra jak prawdziwy hydrolat różany, ale i tak jest lepsza niż niejeden drogeryjny tonik. Do tego typu wód mam stały i tani dostęp, więc pewnie będą się one u mnie często pojawiały. Używam jej jako toniku i jako mgiełki do twarzy przed nałożeniem pielęgnacji. Zdecydowanie polepsza działanie olejów czy kosmetyków na bazie kwasu hialuronowego. 

Druga, również całkiem spora butla (500ml) to płyn micelarny Sanoma Naturals Vitamin C, który określiłabym na taki sobie. Nie wyróżniał się niczym specjalnym, a myślałam, że będzie taki super hiper. W miarę dobrze zmywał makijaż, a pielęgnacyjne wypada bardzo przeciętnie. Kupiłam go w TKMaxx'ie za 1/3 ceny. 

Skład:
Water (aqua), propanediol, sorbitan oleate decylglucoside crosspolymer, sodium ascorbyl phosphate (Vitamin C), Caellia sinensis (Green Tea) leaf extract, aloe barbadensis leaf extract, phytic acid, sodium hydroxide, gluconolactone, sodium benzoate

Kolejnym produktem jest tusz do rzęs, a dokładnie miniatura Benefit They're Real! Mam ją z brytyjskiej gazety i powiem Wam, że nie żałuję zakupu (4funty). Standardowy rozmiar to koszt 18-20 funtów i jak dla mnie to trochę drogo. Dużo taniej mogę mieć równie dobrego L'Oreal'a klik, klik.
Wracając do They're Real! to polubiłam ją za niesklejanie rzęs, nierozmazywanie się, porządny efekt na rzęsach i super wydajność. Nie dziwię się, że zbiera tak pozytywne opinie. Muszę wspomnieć, że pierwsze kilka użyć było tragiczne i myślałam, że się nie polubimy, ale później było już tylko lepiej. 
Na minus zasługuje opakowanie z którego pościerały się napisy, ale może pełnowymiarowe opakowanie jest lepszej jakości. 

Ostatni kosmetyk z dzisiejszej notki to również tusz do rzęs, tyle, że mineralnej firmy bellapierre Volumizing Mascara, który według mnie jest bublem. Moje rzęsy po próbie umalowania ich tym dziadostwem są praktycznie takie same jak przed malowaniem ;d Robiłam kilka podejść i w końcu się poddałam. Tusz leci do kosza!

Skład:
Aqua, Copernicia Cerifera Wax, PVP, Stearic Acid, Cyclomethicone, Cera Alba, Triethanolamine, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Iron Oxide.

Znacie te produkty? Jaka jest Wasza opinia na ich temat?

Atina.

sobota, 14 kwietnia 2018

Cztery naturalne dezodoranty, które NIE działają!

Jak wiadomo dezodoranty z aluminium są niezdrowe, dlatego warto je zamienić na naturalne. Do tej pory nie udało mi się znaleźć nic co warto byłoby Wam polecić czy też kupić ponownie. Za to trafiłam na produkty tak złe, że nawet nigdy ich do końca nie zużyłam. Były tak kiepskie, że szybko lądowały w koszu lub u mojego partnera, który dzielnie je stosował, ale też na nie narzekał.




Crystal Dezodorant w kamieniu
Przez pierwsze kilka dni wydawało mi się, że działa, Niestety później było tylko gorzej. W dodatku nie podobało mi się, że trzeba go zwilżać wodą przed użyciem.
25zł/125g

Skład:
100% ałun (kryształ soli wulkanicznej)

Lavera Sensitiv
O tym dezodorancie pisałam już kiedyś na blogu, ale chciałam wszystkie niewypały umieścić w jednej notce. Może jak przyjrzymy się bliżej wszystkim składom to da się wyłapać co poszło nie tak i dlaczego te produkty nie działają? Tu możecie przeczytać jego recenzje klik
50ml/26zł

Skład:
Water (Aqua), Alcohol*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Triethyl Citrate, Sodium Lactate, Fragrance (Parfum)**, Zinc PCA, Zinc Ricinoleate, Oryza Sativa (Rice) Extract*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) () Water*, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Water*, Glycerin, Xanthan Gum, Potassium Cetyl Phosphate, Sodium Cetearyl Sulfate, Dipotassium Glycyrrhizate, Hydrogenated Lecithin, Limonene**, Linalool**, Citronellol**, Citral**, Geraniol**, Benzyl Benzoate**


NatureLove Lemongrass
To mój najnowszy nabytek, który również jak ałun początkowo dobrze sobie radził aż któregoś dnia poczułam nieprzyjemny zapach na koszulce. A wspomnę, że od dezodorantu nie tyle oczekuje zahamowania wydzielania potu co zniwelowania przykrego zapachu. Niestety tym razem też się zawiodłam;/ Podobała mi się za to forma sztyftu, który się nie kleił i pielęgnował skórę pod pachami.
75ml/10 funtów (w TKMaxx'ie kupiłam za połowę tej ceny)

Skład:
Propylene Glycol, Water, Sodium Stearate, Stearci Acid, Cymbopogon Schoenanthus (Lemongrass) Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Humulus Lupulus (Hops) Extract, Hamamelis Virgiana (Witch Hazel) Extract, Coriandrum Sativum (Coriander) Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract

Tisserand 
Niestety nie pamiętam jaki miałam konkretnie zapach, chyba lawendę, ale nie jestem pewna. Produkt jednak ten tak źle działał, że nawet nie zdążyłam zrobić mu zdjęcia i szybko wylądował w koszu. Nie dość, że nie chronił to jeszcze wywołał suchość i swędzenie pod pachami. Nigdy więcej!

Skład lawendowej wersji:
Aqua (Water), Triethyl Citrate, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Isopropyl Myristate, Myristyl Myristate, Phenoxyethanol, Lavandula HybridaGrosso (Lavandin) Herb Oil, Xanthan Gum, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Linalool*, Ethylhexylglycerin, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Citric Acid, Parfum (Fragrance), Mentha Piperita(Peppermint) Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Limonene*, Geraniol*. *Naturally occurring within essential oils.

Nie pozostało mi nic innego jak poszukiwać dalej! Właśnie na dniach będę testować deo Dr.Organic, a następnie pewnie sięgnę po kolejne marki. Dużo dobrego czytałam o produktach Shmidt's, które pewnie prędzej czy później wpadną w moje łapki. 

A Wy znalazłyście już swój idealny dezodorant naturalny? Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się ze mną swoimi pewniakami;)))

Atina.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Lanoline Manuka Honey Age-Defying Eye Cream Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Miód manuka

W skład serii z miodem manuka wchodzi jeszcze krem do twarzy o którym pisałam Wam tu. Obydwa kosmetyki są niedrogie (w TKMaxx'ie około 5-6 funtów) i niestety nie do końca tak dobre jak oczekiwałam. Miód manuka kojarzył mi się bardzo odżywczo, a otrzymałam kolejny lekki krem, który wchłania się błyskawicznie do matu. Ja lubię jak krem pod oczy zostawia lekko tłustą warstewkę, wtedy moja skóra jest dobrze nawilżona przez cały dzień. 


Krem na moje nieszczęście ma dużą pojemność jak na krem pod oczy (30ml). Przy tym jest jeszcze bardzo wydajny. Mam wrażenie, że nigdy go nie zużyje, a na pewno nie przez kilka kolejnych miesięcy. Używam go razem z serum pod oczy The Ordinary klik i do tego na koniec nakładam krem z filtrem, który zapewnia mi tą lubianą przeze mnie całodniową tłustość. Bez tych dodatkowych kosmetyków nie wyobrażam sobie stosowania tego specyfiku pod oczy od Lanoline. Ciężko mi powiedzieć cokolwiek o jego właściwościach pielęgnacyjnych ponieważ zawsze wzmacniam jego działanie innymi produktami. Na pewno nie podrażnia i nie uczula. Nadaje się pod korektor i ładnie pachnie migdałami. 

W składzie oprócz miodu manuka znajdziemy jeszcze olej ze słodkich migdałów, olej z nasion kiwi i witaminę E. Całość jednak jest naprawdę bardzo lekka i moim zdaniem sprawdzi się tylko u młodych dziewczyn, które jeszcze nie mają zmarszczek. Dziwne, że producent nazwał ten krem przeciwzmarszczkowym!

Skład: 
Aqua, Sweet Almond Oil, Glycerine, Cetearyl alcohol, Cetyl Alcohol, Active Manuka Honey, Stearic Acid, Glyceryl stearate, Triethanolamine, Sodium PCA, Benzyl Alcohol (and) Salicylic Acid (and) Glycerin (and) Sorbic Acid , Kiwi Fruit Seed Oil, PEG-20 stearate, Tocopheryl acetate.


Znacie kosmetyki firmy Lanoline? Który z ich produktów mogłybyście mi polecić?

Atina.

piątek, 6 kwietnia 2018

The Ordinary Granactive Retinoid 5% in Squalane Serum z 5% retinoidem w skwalenie

Bezwodny roztwór zawierający 5% retinoidu, który działa  przeciwzmarszczkowo, wygładza drobne linie, poprawia napięcie i elastyczność skóry oraz naprawia zniszczenia posłoneczne.

Działanie produktu:
  • wygładza i redukuje drobne zmarszczki,
  • poprawa struktury i gęstości naskórka,
  • niweluje objawy fotostarzenia skóry,
  • rozjaśnienia przebarwienia posłoneczne, hormonalne i blizny potrądzikowe,
  • poprawia nawilżenie skóry,
  • zmniejsza widoczność naczynek i cienie pod oczami,
  • zwiększenie jędrności i elastyczności skóry,
  • zwęża pory skóry i pomaga regulować produkcję łoju.

Pojemność: 30ml
Cena: 64zł
Sklep: internet
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Serum to jest moim drugim produktem zawierającym w składzie retinoid. Mój pierwszy tego typu kosmetyk był również z The Ordinary i pisałam o nim tu. Zaczynałam od najdelikatniejszego stężenia, bo nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z retinoidami i bałam się podrażnienia. Na szczęście w obu przypadkach nie doświadczyłam żadnych negatywnych skutków. Nie wiem czy te produkty są jednak bardzo delikatne czy może moja cera jest odporna na tego typu składniki? Tak czy siak jestem zadowolona i na przyszłą zimę będę chciała spróbować czegoś z retinolem. Ciekawa jestem czy będę widziała różnicę w działaniu pomiędzy retinoidem a retinolem. 

W serum z dzisiejszej notki bardzo podoba mi się, że retinoid jest w skwalenie. Dzięki temu moja wieczorna pielęgnacja cery zyskuje porządne nawilżenie. Oprócz tych dwóch składników znajdziemy tu jeszcze ekstrakt z pomidora i olej jojoba. Ogólnie kosmetyk ten w widoczny sposób poprawił wygląd mojej cery. Po pierwszych aplikacjach zauważyłam duże rozjaśnienie cery, mocne nawilżenie, delikatne zwężenie porów i lekkie rozjaśnienie mojego posłonecznego przebarwienia na czole, które ciągle nie chce zniknąć całkowicie. Początkowo używałam go codziennie wieczorem przez około 2 miesiące. Teraz stosuje go co drugi wieczór. Za chwilę wykoncze opakowanie, które było naprawdę wydajne. Dużo wydajniejsze od serum o którym wspomniałam na początku tej notki. 

Warto wspomnieć, że serum ma postać olejową i jest dosyć tłuste. Mi to nie przeszkadza, bo ja i tak zawsze używam olejów do wieczornej pielęgnacji twarzy. Produkt nie zapycha i nie podrażnia, chociaż producent ostrzega, że mogą wystąpić podrażnienia skóry. Podczas stosowania retinoidów zawsze na dzień stosuje krem z wysokim filtrem przeciwsłonecznym SPF50.

Skład:
Squalane, C12-15 Alkyl Benzoate, Bisabolol, Dimethyl Isosorbide, Hydroxypinacolone Retinoate, Solanum Lycopersicum (Tomato) Fruit Extract, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil


Ogólnie jestem zadowolona z działania tego serum. Myślę, że w dużej mierze poprawiło ono wygląd  moich okolic oczu. Pozbyłam się praktycznie całkowicie delikatnych kurzych łapek. Niestety niewiele zdziałało ono na moje bruzdy wargowo - nosowe. Z tego względu jak i ze względu na dalsze rozjaśnianie mojego przebarwienia na czole następnym razem sięgnę po retinol.

Znacie ten produkt? Stosujecie w swojej pielęgnacji retinoid lub retinol?

Atina.

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Koszyk z zakupami Marzec 2018

Cały czas pilnuje się i ograniczam zakupy tylko do niezbędnego minimum. O dziwo nie jest aż tak trudno jak przypuszczałam. Kupuje tylko to co naprawdę potrzebuje lub coś co bardzo chciałabym mieć, a akurat trafiłam na promocje. W marcowym koszyku znalazło się tylko sześć pozycji, czyli nieźle ;)))


Przez długi czas swojego życia uważałam, że pędzel typu wachlarz jest mi zbędny, ba nawet nie wiedziałam do czego miałabym go używać. Nadszedł w końcu ten dzień gdy zapragnęłam go mieć. Tak o to wpadł w moje łapki duży, puchaty pędzel Olivia Layne. Bardzo lubię bambusowy design w pędzlach. Tym modelem nakładam rozświetlacz na kości policzkowe. Jak dla mnie taki wachlarzowy pędzel jest do tego idealny.


Kolejny zakup to wybielająca pasta do zębów Dr.Organic z aloesem. Jeszcze jej nie używałam, więc nic nie mogę o niej napisać. Jeśli chciałybyście przeczytać na blogu recenzje past naturalnych dajcie znać, a postaram się za jakiś czas napisać coś więcej o swojej przygodzie z takowymi.


Następny zakup to krem z wysokim filtrem przeciwsłonecznym od Vichy. Jest to nowość Ideal Soleil SPF50 w wersji anti-age. Wzięłam z ciekawości. Mam nadzieję, że się sprawdzi. To jest mój pierwszy krem z filtrem od Vichy, więc zupełnie nie wiem czego się spodziewać.


Ananasowe gumki invisibobble pochodzą z TKMaxx'a. Uwielbiam ten rodzaj gumek. Te są moim trzecim wyborem. Nie ukrywam, że na mój zakup duży wpływ miała ta przywieszka w kształcie ananasa ;d Jest ona przyczepiona tylko do jednej sprężynki.


Puder w kompakcie Collection Lasting Perfection był moim wyborem z pośród wielu innych niskopółkowców. Postawiłam sobie za cel znalezienie czegoś dobrego, a taniego. Zależało mi na właściwościach matujących, jasnym odcieniu i opakowaniu z lusterkiem. A i jeszcze na składzie, nie chciałam aby zawierał parafinę. W taki o to sposób trafiłam na ten puder. Znacie może tego gagatka?


Ostatnim zakupem marca jest kolejny puder. Tym razem jest to biały, sypany Make Up For Ever HD. Upolowałam go w TKMaxx'ie. Używam go już od kilku dni i na razie jest całkiem w porządku. Dziwne ma opakowanie, ale to pokaże Wam przy okazji recenzji.


Co myślicie o moich marcowych zdobyczach? Zainteresowało Was coś szczególnie?


Pozdrawiam świątecznie
Atina.
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.