Marcowe nowości: L'Oreal, Sanex, Garnier, Algotherm, Sophyto, Alaffia, Out Of Africa i inne

W mojej kosmetyczce pojawiło się kilka nowych marek tj. Alaffia, Algotherm, Balance Me, Imperial Leather, Out Of Africa, Sanex i Sophyto oraz dobrze mi znany L'Oreal i Garnier. Każdy z tych produktów gości u mnie pierwszy raz, co mnie bardzo cieszy bo będę miała co testować i o czym pisać na blogu;)


W TK Maxxie dorwałam dwupak mleczka do demakijażu Algotherm. Kosztował 6 funtów, czyli jedna butelka to tylko 3 funty, a tyle i tak muszę wydać na drogeryjny produkt do demakijażu. Firma Algotherm jest pionierem w produkcji kosmetyków na bazie morskich składników. Osobiście wolę płyny micelarne, ale te mleczka są wyjątkowe i demakijaż nimi to sama przyjemność.


Kolejny zakup z TK Maxxa to mgiełka tonizująca Sophyto ze świetnym, naturalnym składem. Ja używam jej jako toniku, po pierwszych testach jestem bardzo zadowolona.


Po krótkiej przerwie Glamour znowu wydało gazetę z kosmetycznym dodatkiem. Tym razem za 2 funty otrzymałam do gazety próbkę balsamu do ciała Garnier oraz miniaturkę maski do twarzy Balance Me.


Następne zdobycze to naturalne mydła z TK Maxxa. Pierwsze firmy Out Of Africa w wersji Vanilla (cudowny zapach!) i drugie Alaffia Kokos i Masło Shea. Już nie mogę się doczekać kiedy będe mogła po nie sięgnąć, bo niestety ale jest kolejka i te dwa gagatki muszą poczekać.


Na koniec zakupy z drogerii Superdrug i Boots:
- Sanex antyperspirant w kulce
- Imperial Leather Żel pod prysznic Tropical Paradise
- Garnier Ultimate Blends Suchy szampon do włosów z waniliowym mleczkiem z którym postanowiłam zdradzić Batiste ;)


L'Oreal Elvive Szampon i odżywka do włosów Smooth&Polish kupiłam w cenie na do widzenia za 0,5 funta sztuka. Także prawie jak za darmo;d


W kwietniu planuje kupić jeszcze kilka rzeczy w Polsce, a później to już tylko odwyk! Jedyną pociechą będą comiesięczne boxy You Beauty Box, które na razie subskrybuje. O pierwszym pisałam Wam tu.

Który kosmetyk Was najbardziej zainteresował? Który chcecie zobaczyć na blogu?


Atina.
Czytaj dalej

You Beauty Box Marzec 2016

Dziś przychodzę do Was z moim pierwszym boxem kosmetycznym kupionym w UK. Początkowo miałam ochotę na beGlossy, ale znalazłam informację o You Beauty Box i stwierdziłam, że to coś idealnego dla mnie! Pudełko kosztuję 6,95 funta już z wysyłką i co najciekawsze to mamy wpływ na to co w nim znajdziemy. Co miesiąc przed wysyłką zamieszczana jest lista kilku produktów z których możemy wybrać najciekawsze dwa dla siebie. Pozostałe produkty w pudełku są takie same dla każdego.


W tym miesiącu wszystkie kosmetyki mi pasują, chętnie je zużyje! Boxa zamawiałam znając już jego zawartość wcześniej, więc pewnie dlatego jestem w 100% zadowolona.


Z pośród ośmiu różnych kosmetyków, wybrałam dla siebie:

1. The Body Shop British Rose Instant Glow Body Butter  (50ml)
Skusił mnie zapach róży, który lubię i który bardzo chciałam poznać w wersji od The Body Shop. Sama miniatura masła kosztuje około 6 funtów, także już mi się zwrócił koszt prawie całego boxa.


2. Bee Good Lift & Brighten Eye Cream (5ml)
Uwielbiam testować kremy pod oczy, dlatego nie mogłam nie wybrać tej miniaturki.

 
Dodatkowo w każdym pudełku znalazły się następujące produkty:

3. Charles Worthington Moisture Seal Hair Hearel (50ml)
Za takim produktem właśnie się już powoli rozglądałam. Moje zapasy się kończą także z miłą chęcią odświeżę swój arsenał do walki o piękne i gładkie włosy.


4 i 5. Ooharr Rosie Glow & Dead Sea Cooler Deep Cleansing Face Mask Duo (15ml)
Odkąd moja cera zrobiła się wrażliwa unikam maseczek w saszetkach, ale te mają bardzo naturalny skład, więc nie powinny sprawić mi kłopotów. W ogóle to wróciłam do maseczkowania i chętnie testuje nowości. 


Słyszałyście o You Beauty Box? Podoba Wam się zawartość marcowego pudełka?

Ps W niedzielę jadę do Polski i w związku z tym robię sobie małą przerwę od blogowania. Jeśli mi czas pozwoli to napiszę chociaż jedną notkę, która ukaże się automatycznie. Na bloga wracam po 2-3 kwietnia.

Życzę Wam zdrowych, wesołych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych.

Atina.
Czytaj dalej

Kosmetyki z UK: NIP+FAB Skin Bee Sting Fix Eye Krem pod oczy z jadem pszczelim

Bogaty, treściwy krem pod oczy z pszczelim jadem możecie kupić w Anglii w drogeriach Superdrug, Boots i w TK Maxxie. Ja swój kupiłam właśnie w tym ostatnim. Jego standardowa cena to 15 funtów za 10ml, ale często można go dostać w promocji za połowę tej ceny. Krem jest ważny przez 6 miesięcy od otwarcia.


Fix Eye jest bogaty, ale jak dla mnie na noc za słaby i stosuje go tylko na dzień. Dobrze współpracuje z mineralnym korektorem, ale jeśli nałożę go za dużo to się wałkuje. Chociaż nie jakoś tragicznie, ale trzeba uważać. Krem lekko rozjaśnia i wygładza skórę. Nawilża w miarę dobrze, chociaż mogłoby być lepiej. Nie podrażnia, nie zapycha i nie uczula. Likwiduje siateczkę zmarszczek, ale słabiej sobie radzi  z tymi głębszymi bruzdami.

W składzie znajdziemy masło shea, wosk, masło z nasion kakao, wyciąg z liści manilkara multinervis, ekstrakt z propolisu oraz na samym końcu, ale jednak jad pszczeli.

Skład: Aqua (Water / Eau) Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Dimethicone, Candelilla (Euphorbia Cerifera) Wax, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Benzyl Alcohol, Cyclopentasiloxane, Polysilicone-11, Phenoxyethanol, Maltodextrin, Manilkara Multinervis Leaf Extract, Sodium Stearoyl Glutamate, Xanthan Gum, 1-Methylhydantoine-2-Imide, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance) Dehydroacetic Acid, Propolis Extract, Propylene Glycol, Ethylhexylglycerin, Limonene, Citronellol, Sodium Benzoate, Bee Venom.


Krem ma wygodne i solidne opakowanie. Przyjemnie mi się go używa, ale nie wiem czy jeszcze do niego wrócę, bo jednak szukam czegoś co daje efekt wow, a tu dostałam tylko ok, może być. Jednakże polecam Wam go wypróbować, bo nie jest to krem, który nic nie robi. Jak najbardziej jest wart uwagi!

Znacie kosmetyki NIP+FAB? Polecicie coś konkretnego?


Atina.


Czytaj dalej

Ziołowa herbata Pukka - czy warto ją kupić?

Odpowiedź nie jest prosta, a brzmi i tak i nie! Często czytałam na blogach o tych wspaniałych, a przy okazji drogich i trudno dostępnych herbatach Pukka. Wreszcie skusiłam się na swoją pierwszą Pukke i byłam zadowolona z jakości, ceny i smaku. Kupiłam kolejne opakowanie o innym smaku, który z kolei kompletnie mi nie przypasował. Miałam już więcej nie testować nowości, ale trafiłam na opakowanie zbiorcze, zawierające aż pięć różnych smaków. Kupiłam!


Womankind
Nie ma jej na zdjęciu. To ją kupiłam jako pierwszą i aktualnie nie mam jej już w swojej szafce z herbatami. Womankind to połączenie aromatów: żurawiny, róży i słodkiej wanilii. Jej zadaniem jest pomóc kobietom odzyskać równowagę i rozkwitnąć. Pamiętam, że pierwszy łyk nie był rozkoszą dla podniebienia, ale każdy kolejny już tak;) W dodatku wtedy trochę chorowałam i mam wrażenie, że ta herbata postawiła mnie na nogi. 

Skład: Kwiaty rumianku, korzeń Shatavari( Indian Asparagus) , kwiaty hibiskusa, kwiat nagietka, burak, skórka pomarańczy, aromat olejku pomarańczy*, kwiaty róży (4%), korzeń lukrecji, laska wanilii (4%), żurawina(4%)

Lemon, Ginger & Manuka Honey
Połączenie wydawałoby się idealne dla wielbicielki imbiru, miodu i cytryny. Niestety okazało się, że herbata mi nie smakuje, a próby polubienia się z nią kończą się zgagą!

Skład: Korzeń imbiru (32%), czarny bez, nasiona kopru, liście cytrynowej werbeny, korzeń kurkumy, olejek cytrynowy, liście cytrynowego mirtu, lemonka (4%), miód manuka*(*zawiera 0,2% nie organicznego antyoksydantu: kwasu askorbinowego)

Night Time 
Słodko-ziołowa, relaksująca i uspokajająca. Lubię ją sobie wypić wieczorem, ale nie porywa mnie swoim smakiem.

Skład:  Kwiat Owsu (30%), korzeń lukrecji, aromat rumianku, kwiat lawendy (14%), kwiat limonki (10 %), korzeń kozłka lekarskiego, liść Tulsi

Detox 
Jest również słodkawy. Tę herbatę warto wypić rano, ale ja nie koniecznie stosuje się do tej zasady.

Skład: nasiona anyżu ( 40%), nasiona kopru włoskiego (20%), nasiona kardamonu (15%), korzeń lukrecji, nasiona kolendry, nasiona selera.

Three Mint
Mieszanka trzech rodzajów mięty – siekana mięta ogrodowa, mięta polna i mięta pieprzowa. Nie czuję w tej herbacie nic szczególnego, jest tak samo smaczna jak zwyczajna mięta z pierwszego lepszego sklepu.

Skład: peppermint 34%, spearmint 34% fieldmint 32%

Elderberry & Echinacea
Owocowa i chyba najsmaczniejsza zaraz po Womankind.

Skład: Korzeń lukrecji, korzeń imbiru, korzeń i liść echinacea, (10%), burak, anyż,czarny bez (8%), liść mięty pieprzowej, skórka pomarańczy, jagody, owoc dzikiej róży, acerola, olejek pomarańczowy, naturalny smak czarnej porzeczki

Koszt jednego opakowania zawierającego 20 torebek to 19,90zł.


Warto próbować nowych smaków, bo można znaleźć coś ciekawego, oryginalnego, ale nic na siłę. Nie zawsze piękny opis na blogu odpowiada rzeczywistości. Nie znalazłam w tych herbatach wyrafinowanego  smaku, wręcz większość mi w ogóle nie smakowała. O wiele milej wspominam ziołowe mieszanki z Biedronki.

A Wy jakie macie zdanie na temat herbat Pukka?

Atina.
Czytaj dalej

Batiste Suchy szampon do włosów Bloom i Eden

Uwielbiam poznawać nowe warianty szamponów Batiste. Niestety już niewiele zostało mi ich do przetestowania. Aktualnie używam wersji Eden, a Bloom już dobiła dna. Obydwa produkty bardzo dobrze radzą sobie z odświeżeniem moich jasnych blond włosów. I jeśli tylko zdarzy mi się mieć nieświeże włosy, a przy tym brak czasu lub fatalny dzień z migreną czy bólem brzucha to nie waham się ich użyć, żeby cieszyć się nienagannym wyglądem.


Bloom calypso orchid & pink freesia
Bardzo delikatny, kwiatowy i ulotny.

Eden sugar melon & honey
To jest mój hit! Delikatna, rześka słodycz melona otula moje włosy, które niestety pachną nią tylko chwilę. Szkoda, oj szkoda.

Nie mogę jeszcze nie wspomnieć o coraz piękniejszych opakowaniach jakie wypuszcza Batiste z każdym kolejnym nowym zapachem. Zdecydowanie uważam, że są prawdziwą ozdobą toaletki czy półki w łazience. 

Przy częstym stosowaniu taki szampon wystarcza mi na miesiąc używania. Przy dobrych lotach, gdy nie mam zbyt często kryzysowych sytuacji 1,5-2 miesiące. Na pewno będę jeszcze nieraz wracała do wersji Eden (chociaż to chyba limitka) i Cherry

A Wy do których zapachów szamponów Batiste najchętniej wracacie?

Atina.
Czytaj dalej

Vanilla Bourbon Yankee Candle (sampler)

Vanilla Bourbon z serii Classic o zapachu tajemniczej, słodkiej mieszanki z odrobiną mocnego bourbona i grubą warstwą kremu posypanego wanilią.


To mój drugi sampler, pierwszym był Pink Dragon Fruit klik, który zawiódł mnie całkowicie i w sumie zniechęcił do samplerów. Jako, że chwilowo zostałam bez kominka postanowiłam dać drugą szanse tym małym świeczkom. Vanilla Bourbon zaskoczyła mnie pozytywnie swoim mega intensywnym zapachem. Nie muszę jej nawet palić, żeby w pokoju czuć jej słodycz. Nawet musiałam ją wynieść z sypialni, bo aromat był za mocny. Paliłam ją kilka razy, ale tylko przez kilka minut, bo jest zbyt esencjonalna. Teraz stoi i robi za odświeżacz powietrza. Ciekawa jestem kiedy w końcu wyparuje z niej ten zapach? 

Vanilla Bourbon jest zupełnie inna niż ją sobie wyobrażałam. Nie czuje tu w ogóle alkoholu tylko słodycz waniliowych ciasteczek. Kojarzy mi się trochę z arabskimi słodyczami. Idealny zapach na chłodne, zimowe wieczory. Polecam wielbicielkom słodkości;)

Znacie ten zapach? Który YC aktualnie palicie i lubicie?


Atina.

Czytaj dalej

Podsumowanie wyzwania: Miesiąc bez słodyczy i słonych przekąsek

Wreszcie minął ten cholerny luty! Nie to, żebym zaraz zaczęła się objadać słodyczami, ale strasznie mi ciążył ten zakaz /klik/. Niestety, ale dziś wiem, że luty to nie jest dobry miesiąc na tego typu wyzwanie. Tłusty czwartek, urodziny i walentynki to dni, które wiążą się z jedzeniem słodkości. O ile tłusty czwartek nigdy nie był dla mnie problemem tak w urodziny i walentynki dałam sobie zielone światło na tort i czekoladki. Później złamałam się i zjadłam batonika.

Nie udało mi się całkiem wyeliminować słodkości ze swojej diety, ale mocno je ograniczyłam. Już nie jem ciasteczek do porannej kawy, a wieczorem podjadam orzechy i owoce zamiast czekoladek i chipsów. Na oszukanie samej siebie wynalazłam słodki, owocowy deser. Kroje w kostkę różne owoce, polewam je niewielką ilością miodu lub syropu klonowego (ten drugi jest smaczniejszy) i posypuję cynamonem, który sprawia, że potrawa wydaje się słodsza niż jest w rzeczywistości. Pokrojone kiwi i pomarańcze posypują odrobiną startej gorzkiej czekolady i wiórkami kokosowymi. Piekłam też bananowy chlebek bez oleju i bez cukru. Zamierzam też wypróbować przepis na marchewkowe babeczki, również bez kalorycznych dodatków.


Czas na efekty!
Pierwszego lutego ważyłam 68,7kg, a ostatniego lutego 67,7kg. Czyli straciłam tylko kilogram, ale ja nie mam zbyt dużo do zrucenia, a mój Luby, który również brał udział w tym wyzwaniu tracił średnio 1kg na tydzień. W pasie za to ubyło mi 1,5 centymetra. Zaznaczam, że prawie w ogóle nie ćwiczyłam i nie zmieniałam zbytnio diety poza tymi słodyczami i słonymi przekąskami. 

Ostatecznie jestem zadowolona, ale marzy mi się waga 65kg, czyli muszę jeszcze zrucić 2,7kg. W marcu zamierzam nadal trzymać się swoich postanowień z małymi wyjątkami w jakiś szczególny dzień, np w Dzień Kobiet. Planuje też wdrożyć regularne ćwiczenia. Niezbyt intensywne i krótkie, ale wiem, że to będzie miało pozytywny skutek na moją postawę i figurę.

A Wy wytrwałyście w swoich postanowieniach?

Atina.


Czytaj dalej