Majowe nowości

Z tego co pamiętam miałam przystopować z zakupami kosmetycznymi! Nawet nie wiem kiedy uzbierała mi się tak spora gromadka. W czerwcu planuje zakup tylko kilku najpotrzebniejszych drobiazgów typu dezodorant, tonik, krem do depilacji, itp. No i oczywiście pudełko You Beauty Box. Majowy box możecie podejrzeć tu.


Najpotrzebniejszy zakup w tym miesiącu to farba do włosów. Wzięłam dwie, bo tak wychodziło taniej;d Nadal jestem wierna L'Oreal Paris Recital Preference w odcieniu nr 9.1 Viking /recenzja/, ale myślę, że następnym razem wybiorę coś innego! Mam ochotę wypróbować inny odcień, ale jeszcze sama nie wiem jaka to będzie marka i seria.


Pozostając w temacie włosowym, to udało mi się zakupić ciekawe kosmetyki w TKMaxx. Szampon wzmacniający Mogador bez parabenów i SLS-ów  oraz odżywkę głęboko odbudowującą Argan+, którą można dostać w regularnej sprzedaży w sklepie White Ross. W TKMaxx trafiłam też na cudowne, naturalne, migdałowe mydło Plantlife.


W drogerii Boots zakupiłam kosmetyki Soltan z filtrem przeciwsłonecznym. Zdecydowałam się na krem do twarzy SPF 50 (5 funtów) i spray do ciała SPF 30 w wersji podróżnej. Jeśli krem do twarzy się nie sprawdzi będę musiała poszukać czegoś aptecznego, ale czytałam o nim dużo pozytywnych opinii także jestem dobrej myśli.


Postanowiłam też wypróbować peeling do ciała Original Source w wersji Blood Orange. Musicie wiedzieć, że w UK nie ma zbyt dużego wyboru wśród peelingów do ciała.


W Superdrug capnęłam kosmetyki Simple: tonik do twarzy i preparat na wypryski. Tonik jest całkiem w porządku, a preparat taki sobie. Jak będę w Polsce to chyba muszę się zaopatrzyć w papkę Jadwigi. Z tego co pamiętam to to był najskuteczniejszy preparat do walki z trądzikiem.


Dopadła mnie też mania żelowania brwi. W tym miesiącu zakupiłam aż dwa: Sleek Brow Perfector i Rimmel Brow This Way. Jeden okazał się kiepski, więc od razu poleciałam po drugi. O tym pierwszym niebawem napisze na blogu. Obydwa są bezbarwne.


No i ostatni nabytek do krem pod oczy Mizon ze śluzem ślimaka. Kliknęłam wersje w tubce, która ma mniejszą pojemność i jest tańsza od tej w słoiczku. Sprzedawca z eBay'a się postarał i dorzucił mi kilka próbek;)


A i kupiłam już drugie opakowanie podkładu mineralnego Neauty, ale odbiorę go dopiero w sierpniu. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii o nim to zapraszam do tej notki. Zdecydowałam się na ten sam odcień.

Co Was najbardziej interesuje? O czym chcecie poczytać na blogu?


Atina.
Czytaj dalej

Olej z jagód goji pomocny w walce z prosakami

Posiadają szczególne właściwości regenerujące i przeciwstarzeniowe. Redukują drobne zmarszczki wzmacniają strukturę twarzy i poprawiają jej jędrność i napięcie. Olej z jagód Goji jest idealnym produktem do pielęgnacji włosów suchych i zniszczonych. Doskonale je odżywia i regeneruje.

Pojemność: od 10ml
Cena: od 4,90 zł
Sklep: e-naturalne.pl, zsk 
Przechowywanie: w temp. od 15 do 20 stopni C


Swój olej zakupiłam na e-naturalne.pl (10g/6,40zł), ale widzę, że na ZSK można go dostać taniej (15ml/4,90zł). 

Olej ma żółtą barwę i jest raczej bez zapachu, raczej bo jak się człowiek mocno w wącha to coś tam jednak czuć, ale nie jest to aromat ani przyjemny ani drażniący, taki powiedziałabym obojętny. Opakowanie jakie jest każdy widzi, mnie drażni łatwo brudząca się etykieta. Dozownik jest w porządku. 

Olejek z jagód goji ma właściwości anti-aging, polepsza jędrność, elastyczność i sprężystość skóry, działa rozjaśniająco na przebarwienia, działa nawilżająco i czytałam gdzieś, że likwiduje prosaki. Z tym ostatnim się zgodze, chociaż nie stało sie to natychmiast i nie pozbyłam sie jeszcze ich wszystkich. Zauważyłam, że odkąd używam tego oleju, to niektóre prosaki zmieniły się na takie które można wycisnąć. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i je powyciskałam.  Myślę, że gdybym zakupiła większe opakowanie i poużywałabym go dłużej to pozbyłabym się ich wszystkich. Dlatego przy okazji uzupełniania olejów ten z jagód goji będzie moim priorytetem.

Poza tym zaobserwowałam lepsze nawilżenie całej skóry twarzy, a szczególnie w okolicach oczu. 

Znacie olejek z jagód goji? Zmagacie się z prosakami?

Atina.
Czytaj dalej

Nacomi Krem arganowy pod oczy z marokańskim olejem arganowym i olejem z pestek winogron

Nacomi arganowy krem pod oczy do pielęgnacji skóry delikatnej, skłonnej do zmarszczek, bez względu na wiek. Krem intensywnie pielęgnuje skórę wokół oczu, przywraca jej równowagę i nawilżenie. Łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia i redukuje cienie pod oczami. Krem arganowy pod oczy zawiera jedynie naturalne składniki takie jak olej arganowy, olej kokosowy, olej z pestek winogron, masło shea oraz witaminę E. Krem nie jest perfumowany i nie zawiera żadnych szkodliwych substancji takich jak parabeny czy sztuczne barwniki. Stosowany na dzień i na noc gwarantuje nawilżenie i zadba o zmniejszenie pierwszych zmarszczek.

Pojemność: 15ml
Cena: 27-32zł
Sklep: apteki i drogerie internetowe


Na krem skusiłam się po przeczytaniu kilku pozytywnych recenzji w blogosferze. Stwierdziłam, że to coś dla mnie i nie myliłam się! Jestem z niego zadowolona, przypomina mi on swoim działaniem krem pod oczy Mój krem nr 10 Fitomed. Ten pierwszy jest ciut droższy, za to ten drugi ma większą pojemność. Obydwa kremy świetnie się sprawdzą jako mocne nawilżacze na noc, ale ja lubię je stosować też na dzień. Więcej o kremie Fitomed przeczytacie tu.


Nacomi ma gęstą, trochę tłustą konsystencję, która nie wchłania się do matu. Dla mnie to plus, bo zauważyłam, że te wszystkie super lekkie kremy nie bardzo mi służą. Tu zostaje delikatna warstewka ochronna, która trzyma nawilżenie cały dzień. Nie przeszkadza mi to absolutnie. Krem dobrze współpracuje z korektorem mineralnym, chociaż w upały zdarzyło mi się, że korektor się zważył. Jednakże to był jednorazowy incydent. Na noc go nie żałuje i wklepuję grubą warstwę. Na dzień nakładam go oszczędniej, żeby nie przesadzić z tą ochronną warstewką.

W składzie zaraz za wodą znajdziemy olej arganowy,  następnie masło shea, olej z pestek winogron i trochę dalej olej z nasion kokosa. Skład jest naprawdę dobry.


Jest to jeden z tych kremów, który rzeczywiście nawilża i widocznie poprawia wygląd skóry. Do tego jest wydajny i coraz łatwiej dostępny. Jest duża szansa, że jeszcze kiedyś do niego wrócę, ale na razie w szufladzie mam jeszcze cztery inne produkty pod oczy. 

Polecam Wam go wypróbować!

Atina.
Czytaj dalej

Bioderma Hydrabio i Dax Cosmetics Yoskine Peelingi, które mi kompletnie nie przypasowały

Dziś wspomnę krótko o kosmetykach na których się zawiodłam. Obydwa to peelingi do twarzy. Jeden jest enzymatyczny (Yoskine), drugi z mikrogranulkami (Bioderma). Nie uważam aby to były buble, bo każdy z nich ma swoje zalety, ale przy mojej wrażliwej, naczynkowej i podatnej na zapychanie cerze po prostu się nie sprawdziły. Co nie znaczy, że i u Was tak też będzie.


Zacznę od peelingu enzymatycznego Dax Cosmetics Yoskine dla cery suchej, wrażliwej i naczynkowej, czyli dokładnie takiej jak moja, no może sucha jest tylko partiami. Wspomnę, że duże nadzieję pokładałam w obydwu kosmetykach, ale największe właśnie w Yoskine, który ma też działanie przeciwzmarszczkowe. Od samego początku nie spodobało mi się to, że produkt nakładamy jak zwykły krem i zostawiamy na całą noc. Ja jednak wolę peelingi, które zmywamy po kilku minutach. No, ale to nie to mnie do niego zniechęciło, a to, że mnie zapycha! Oj ostatnio mam pecha i często trafiam na zapychacze cery. Na jego obronę mogę napisać, że jest łagodny i delikatnie usuwa suchy naskórek. 
75ml/27zł

Kosmetyk jest ważny przez 9 miesięcy od otwarcia. 


Drugim źle dobranym kosmetykiem jest Bioderma Hydrabio, który jest delikatnym, nawilżającym peelingiem mechanicznym. Moja cera lubi tylko peelingi enzymatyczne, ale postanowiłam zaryzykować gdy przeczytałam, że jest delikatny i idealny dla cery odwodnionej. Hydrabio posiada złuszczające mikrogranulki, które niestety dla mojej cery są i tak za ostre;/ Już po pierwszym użyciu cera była niezdrowo zaczerwieniona, ale aby się upewnić użyłam go drugi raz i niestety znowu to samo. Tym razem też mi szkoda, że nam się nie udało, bo sam kosmetyk (czyt. krem) jest bardzo przyjemny, tylko te nieszczęsne granulki.
75ml/36,99zł

Kosmetyk jest ważny przez 12 miesięcy od otwarcia.


Po tych dwóch nieudanych zakupach postanowiłam wrócić do sprawdzonego peelingu od Floslek (recenzja). Mam już dość wydawania pieniędzy na kosmetyki, których nie mogę używać. Po pierwszych testach jestem zadowolona tak samo jak trzy lata temu. Na pewno zostanę przy nim na dłużej, ale pewnie w międzyczasie znowu się skuszę na coś nowego. Może tym razem będę miała szczęście i trafie na kolejną peelingową perełkę.

od lewej: Yoskine, Bioderma

Co Wy myślicie o tych dwóch peelingach? 

Atina.
Czytaj dalej

You Beauty Box Maj 2016

Majowy You Beauty Box jest świetny. Znowu udało mi się znaleźć kosmetyki idealnie dopasowane do moich potrzeb. Nie miałam większych problemów z wyborem dwóch produktów dla siebie, ale o tym opowiem w dalszej części notki. 


 Do wyboru były następujące kosmetyki:
- Rodial Stem Cell Cleanser (70ml)
- Anne Semonin Eye Express Radiance Ice Cube (4ml)
- L'Occitane The Vert&Bigarade EDT (7,5ml)
- Show Pure Treatment Oil (60ml)
- Nuxe Huile Prodigieuse (10ml)
- MUA Prime&Conceal Palette (4g)
- Burt's Bees Tinted Lip Balm (4,25g)
- Revlon Ultra HD Lipstick (3g)


Olejek Nuxe mam i jak na razie nie jestem nim jakoś specjalnie zachwycona, dlatego ta pozycja od razu odpadła w przedbiegach.  Pozostało mi więc siedem kosmetyków. Co wybrałam?


Moim pierwszym wyborem był olej do włosów Show, który nie ukrywam skusił mnie swoją wartością (50 funtów) oraz pięknym opakowaniem. Mam nadzieję, że nie zawiodę się na jego działaniu. Sama na pewno nie wydałabym 250zł na olej do włosów, a tak dzięki You Beauty Box mam okazje wypróbować coś z wyższej półki. No i oczywiście jeśli się okaże, że olej jest genialny to wtedy jestem skłonna zmienić zdanie i wydać trochę więcej pieniędzy niż zazwyczaj na tego typu kosmetyk.


Z drugim kosmetykiem trochę się wahałam, bo miałam też ochotę na pomadkę Revlon, ale jako, że częściej używam zwykłych balsamów do ust to postanowiłam wybrać Lip Balm Burt's Bees. W dodatku ta firma chodziła mi po głowie już od dłuższego czasu, także wreszcie będę miała ją okazję poznać. W każdym pudełku znalazła się wersja Hibiskus.


Rzeczy, które znalazły się w każdym pudełku:

Popband London - gumka do włosów. Miałam kiedyś podróbę i zdecydowanie oryginał jest lepszy! Lepiej trzyma włosy, nie rozciąga się i jest delikatniejszy dla włosów. Podczas składania zamówienia nie byłam zbytnio zachwycona tym gadżetem, ale gdy sprawdziłam możliwości tej gumki to zmieniłam zdanie;) Trafił mi się kolor szaro-srebrny, dosyć neutralny.


Verso Super Facial Serum with Retinol 8 - próbka 2ml
Tu również nie byłam zachwycona ponieważ w końcu to tylko próbka. Pocieszałam się, że może odkryje jakieś super serum do twarzy, ale kosmetyk okazał się bardzo przeciętny.


Anne Semonin Gift Card 15£
Największym rozczarowaniem okazał się bon z którego na pewno nie skorzystam, Nie znam tej firmy, a mają bardzo drogie kosmetyki. 


Pomimo tych drobnych wpadek i tak jestem zadowolona z majowego You Beauty Box'a. Pomadka i gumka do włosów już są w użyciu, a olejek do włosów na razie cieszy moje oko, ponieważ jeszcze wykańczam stare produkty do końcówek. Oczywiście już nie mogę się odczekać czerwcowej edycji:)

Co myślicie o tym pudełku? Który kosmetyk Was najbardziej zainteresował?

Atina.
Czytaj dalej

Le'Maadr A Krem i woda micelarna do cery naczynkowej z komórkami macierzystymi

Dziś chcę Wam przybliżyć dwa apteczne kosmetyki firmy Le'Maadr przeznaczone do cery naczynkowej. Pierwszy z nich to krem do twarzy z komórkami macierzystymi, który niestety nie przypasował mojej kapryśnej cerze. Początkowo była nawet euforia, ale później okazało się, że krem lekko zapycha i powoduje wyskakiwanie pojedynczych wyprysków.


Producent obiecuje, że: 

Dzięki zawartości Citrustemu pozyskiwanego z komórek macierzystych pomarańczy, zwiększa ekspresję genów odpowiedzialnych za poprawę struktury matrycy pozakomórkowej czyli reorganizuje i przywraca gęstość strukturze skóry właściwej zwiększając syntezę składników tworzących matrycę pozakomórkową. Poprawia się ogólna kondycja skóry, wzmacnia struktura jej  poszczególnych elementów, zwiększa synteza kolagenu i elastyny.

Krem poprawia kondycję naczyń krwionośnych, uszczelnia je i zwężą dzięki zawartości ekstraktów  z liści miłorzębu japońskiego (Gingko biloba), kasztanowca zwyczajnego (Aesculus hippocastanum) oraz oczaru wirginijskiego (Hamamelis virginiana). 

Humektanty i emolienty zapewniają skórze odpowiednie nawilżenie. 
Zawiera substancje czynne mające działanie przeciwzapalne, przeciw wysiękowe,  zmniejszają  one również zaczerwienienia skóry.

40ml/59,98zł


Opowiem Wam trochę o początkowej euforii i efekcie wow jaki dostrzegłam na mojej skórze już po pierwszym użyciu kremu Le'Maadr. Po nałożeniu kremu od razu zauważyłam, że wchłonął się on błyskawicznie do całkowitego matu, a skóra nabrała jakby gęstości. Pory stały się mniej widoczne i uzyskałam efekt zdrowej, jakby nie mojej cery. Pomyślałam sobie super! Niestety czar prysnął gdy po trzeciej, może czwartej aplikacji zauważyłam dwie nieprzyjemne krostki. Odstawiłam krem i za jakiś czas znowu do niego wróciłam, ale krostki ponownie wróciły. Przy trzeciej próbie zauważyłam też nieliczne, ale jednak zapchane pory. Poddałam się i kremu używam tylko do nocnego nawilżania szyi i dekoltu. Tu moja skóra zupełnie inaczej reaguje. Też jest naczynkowa (dekolt) i wrażliwa, ale nie jest tak podatna na zapychanie. Na tych obszarach krem Le'Maadr spisuje się świetnie. Przede wszystkim bardzo dobrze nawilża i łagodzi zaczerwienienia.

Mogę dodać, że krem bardzo dobrze współpracował z podkładem mineralnym.
 

Dużo lepszym produktem dla mnie okazał się drugi kosmetyk Le'Maadr, czyli woda micelarna. Jej ogromna pojemność (500ml/59,98zł - w internetowych aptekach cena jest niższa, około 29zł) pozwoliła mi się długo cieszyć skutecznym i przyjemnym demakijażem.

Woda micelarna do skóry naczynkowej z komórkami macierzystymi oczyszcza i pielęgnuje skórę naczynkową, ze skłonnością do zaczerwienienia i podrażnień.      
- skutecznie oczyszcza skórę twarzy, 
- usuwa makijaż nie wywołując podrażnień    
- poprawia ogólną kondycję skóry, 
- wzmacnia strukturę jej poszczególnych elementów     
- wzmacnia i zwęża naczynia krwionośne, uszczelnia ich ściany     - 
zmniejsza zaczerwienienia     
- nawilża skórę


Woda micelarna bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem oczu, a to dla mnie jest najważniejsze przy demakijażu, ponieważ oczy zmywam tylko raz, resztę twarzy i tak zawsze domywam wodą z kranu i mydłem. Dlatego wyznacznikiem dobrego preparatu jest głównie to jak sobie radzi ze zmywaniem tuszu do rzęs. Le'Maadr spisuje się świetnie! Nie podrażnia, nie wysusza, szybko i bez potrzeby tarcia zmywa mój makijaż oczu. Co nie znaczy, że nie radzi sobie z podkładem, różem czy bronzerem. Jak dla mnie ten micel jest idealny i śmiem twierdzić, że lepszy od mojego dotychczasowego ulubieńca różowego Garniera.

Dużym plusem jest niezbyt długi skład, w którym znajdziemy takie dobroci jak ekstrakt z kasztanowca zwyczajnego, ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego oraz ekstrakt z gorzkiej pomarańczy.


Polecam Wam wypróbować wodę micelarną Le'Maadr, szczególnie jeśli macie tak jak ja cerę wymagającą, skłonną do podrażnień. Kiedyś widziałam ją w całkiem niezłej promocji w aptece Super Pharm. Natomiast krem raczej bym omijała, chyba że nie wiecie co to znaczy mieć zapchane pory czy podskórne, trudno gojące się krosty. Ciekawa jestem ile z Was nie ma problemu z zapychającymi kremami? Ja zawsze przy zakupie nowego kremu do twarzy analizuję skład i zastanawiam się czy będzie mnie zapychał. Tym razem nie udało mi się przewidzieć reakcji mojej skóry.

Znacie firmę Le'Maadr? Co myślicie o kremie i wodzie micelarnej z dzisiejszego posta?

Atina.
Czytaj dalej

Kosmetyki z UK: Macadamia Oil Extract Conditioner Odżywka do włosów z funciaka

Formuła odżywki została specjalnie opracowana, aby zapewnić intensywne kondycjonowanie włosów poprzez nawodnienie i odmłodzenie struktury włosa. Substancje aktywne wykorzystane w recepturze, w tym ekstrakt oleju z orzechów makadamia, intensywnie nawilżają, odżywiają i nadają miękkość. Włosy nabierają zdrowego wyglądu i blasku.
Odżywka polecana jest do pielęgnacji każdego rodzaju włosów.

Pojemność: 300ml
Cena: 1£
Sklep: funciak


Odżywkę z ekstraktem z orzechów makadamia kupiłam za 1 funta w jednym ze sklepów, gdzie każda rzecz dokładnie tyle kosztuje. Taki angielski sklep wszystko po 4 zł, tyle, że towar ciekawszy. Chociaż jest tu też całkiem sporo tandety. Z ciekawości dodam, że odżywkę tę można kupić online w sklepie ekobieca za 10,99zł.


Opakowanie jest trochę tandetne i średnio wygodne, ale za tą cenę można przymknąć oko na takie niewygody. Sama odżywka jest według mnie przeciętna. Niby ma w swoim składzie olej rycynowy, olej z orzechów makadamia, olej z oliwki europejskiej, olej z kokosa i awokado, ale na moich włosach szału to nie zrobiło. Włosy są tylko lekko nawilżone, słabo wygładzone i niedociążone. Lubie lekkie dociążenie, szczególnie na końcówkach. Odżywka pachnie przyjemnie, ale bardzo delikatnie. Jest wydajna i tania. Tą ostatnią rzecz uważam za jej największą zaletę.

W składzie znalazły się też dwa konserwanty (methylchloroisothiazolinone, methylisothiazolinone), których unikam w kremach do rąk i w mydłach w płynie, ponieważ wywołują u mnie podrażnienie skóry dłoni. Na szczęście w przypadku tej odżywki nic złego się nie zadziało ani na dłoniach ani na głowie.


Ja zakupu na raczej nie ponowie, ale jeśli mieszkacie w UK i macie funciaka pod nosem to możecie zaryzykować i wydać funta lub trzy na całą serie (szampon, odżywka i maska) Macadamia Oil Extract. Może u Was lepiej się sprawdzą te kosmetyki.

Znacie kosmetyki Macadamia Oil Extract?


Atina.
Czytaj dalej

Pat&Rub by Kinga Rusin Balsam do rąk Cynamon, Imbir, Goździk, Szałwia

Prawdziwa bomba dobroczynnych substancji pielęgnujących. Dla bardzo zmęczonych i suchych dłoni. Odnawia, nawilża, zmiękcza, rozjaśnia, koi, uelastycznia skórę dłoni i wzmacnia paznokcie. Świetnie się wchłania. Zawarte w balsamie składniki minimalizują negatywny wpływ detergentów i innych czynników podrażniających i wysuszających skórę. Zawiera naturalne filtry UV

Pojemność: 100ml
Cena: 39zł
Sklep: Pat&Rub
Ważność: 6 miesięcy od otwarcia


Balsam do rąk jest moim pierwszym kosmetykiem od Pat&Rub. Cieszę się, że mogłam chociaż trochę poznać tę markę, ale niestety przedstawiony tu kosmetyk nie wywarł na mnie zbyt dużego wrażenia i nie zachęcił mnie do poszukiwań kolejnych produktów tej firmy. Szkoda, bo dużo dobrego słyszałam o Pat&Rub. Teraz nie wiem czy trafiłam akurat na przeciętny kosmetyk czy może recenzje, które czytałam były trochę naciągane. 


Przechodząc jednak do balsamu to na pewno nie mogę mu zarzucić braku dobrego składu. Zawiera on aż 11 różnych olei z czego na pierwszym miejscu jest olej jojoba. Kosmetyk dba o dłonie - lekko je nawilża, wzmacnia paznokcie i bardzo szybko się wchłania. Jednakże stosowany na podrażnioną skórę powoduje szczypanie i zaostrzenie stanu zapalnego. No niestety balsam trafił na bardzo wymagające dłonie. Dodatkowo przeszkadza mi jego opakowanie, a mianowicie nakrętka która za każdym razem sprawia mi kłopot przy jej zamykaniu. Najchętniej to bym ją wywaliła, ale jednak wolę gdy balsam jest szczelnie zamknięty. Sama pompka jest bardzo wygodna. 

Najgorsze zostawiłam na koniec - zapach. Niestety, ale nie czuję tu w ogóle cynamonu, który na opakowaniu wymieniony jest jako pierwszy. Pozostałe nuty jak się mocno w wącha to da radę odnaleźć, ale balsam najmocniej pachnie cytryną! O zgrozo cytrynowy krem do rąk to jest coś czego naprawdę nie lubię i nie chcę, a na opakowaniu nie ma mowy o tym zapachu. Dopiero gdy przyjrzymy się składowi, to zaraz za wodą, na drugim miejscu znajdziemy wodę ze skórki cytrynowej.


Jestem na nie ponieważ krem śmierdzi cytryną, nie nadaję się do podrażnionej skóry, ma wkurzającą zakrętkę, a do tego jest drogi, chociaż nie mogę nie dodać, że jest przy tym wydajny. Gdyby pachniał cynamonem, nie pogarszał stanu podrażnionej skóry oraz miał wygodne zamknięcie, to na cenę mogłabym przymknąć oko. A tak to używam go głównie do stóp!

Znacie kosmetyki Pat&Rub? Warto interesować się nimi dalej, czy wszystko jest takie przeciętne?

Atina.
Czytaj dalej

Tangle Teezer The Original Niezwykła szczotka do włosów

Dokładnie tak uważam! Szczotka Tangle Teezer jest niezwykła i każda kobieta powinna ją mieć u siebie na toaletce. Ja swoją przygodę ze szczotkami zaczęłam od D-meli-melo (możecie ją podejrzeć w tym pości klik). Dziś wiem, że to nie był dobry wybór. Następnie kupiłam Tangle Angel klik, o której mam nadzieję jeszcze kiedyś napisać na blogu. No i wreszcie przyszła pora na sławną Tangle Teezer, którą możecie kupić w korzystnej cenie (26,07zł) na perfumesco.pl


Przyznam się, że byłam zadowolona z Tangel Angel, a Tangle Teezer chodził mi po głowie głównie ze względu na mniejszy rozmiar. Zabieranie w podróż anielskiej szczotki to jest jednak problem, szczególnie podczas lotu samolotem, gdy mam mocno ograniczony bagaż. Myślę jeszcze nad wersją kompaktową TT, ale to dopiero za jakiś czas, na chwilę obecną wystarczą mi te dwie które mam.


Szczotka jest ładnie i solidnie wykonana. Pięknie błyszczy i ma wokół wzorek, który dodaje jej uroku. W pierwszej chwili miałam ochotę na jakiś szalony kolor, ale później przemyślałam sprawę i postawiłam na klasykę, a dokładnie na czerń Panther Black. Uważam, że to był dobry wybór.

W użyciu szczotka jest mega wygodna, chociaż chwilę trwało za nim przestawiłam się na trzymanie za całą szczotkę, a nie za trzonek. Idealnie sprawdza się w rozczesywaniu włosów mokrych jak i suchych. Igiełki rozczesują włosy i przy okazji wykonują masaż skóry głowy. Moim zdaniem TT mocniej  drapie głowę od TA, a wcześniej czytałam dużo opinii głoszących, że jest odwrotnie. To drapanie jest jak najbardziej przyjemne ;) TT nie szarpie, nie plącze i nie wyrywa włosów.


Na chwilę obecną TT jest moją szczotką codziennego użytku. Bardzo ją polubiłam, chyba nawet bardziej niż TA, ale zamierzam jeszcze poużywać ich wymiennie i dokładnie je porównać. Jeśli jeszcze nie znacie Tangle Teezer, a zastanawiacie się nad zakupem czegoś zupełnie nowego dla swoich włosów, to polecam Wam zacząć swoją szczotkową przygodę właśnie od TT. Cena jest niewysoka, a komfort użycia zdecydowanie wyższy! Wasze włosy będą Wam wdzięczne;)

Znacie TT? Jakie szczotki macie na swoich toaletkach?

Atina.
Czytaj dalej

Kosmetyki z UK: Bee Good Youth Enhancing Lift&Brighten Eye Cream Liftingująco - rozjaśniający krem pod oczy prosto od brytyjskich pszczół

Liftingująco - rozjaśniający krem pod oczy nadaje się do wszystkich rodzajów skóry, szczególnie do dojrzałej lub starzejącej się. Krem podnosi, napina, zmniejsza cienie oraz niweluje oznaki starzenia. Może być też stosowany do drobnych linii wokół ust .

Pojemność: 5ml i 15ml
Cena: 8£ i 19.75£
Sklep: beegood.co.uk 
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia 


Bardzo lubię testować kremy pod oczy. Ciągle szukam tego jedynego, idealnego dla skóry 30+. Do tej pory najbardziej polubiłam się z kremem od Yves Rocher (recenzja) i Fitomed (recenzja). Pierwszy jest idealny na dzień pod makijaż, a drugi na noc. Nadal jednak szukam czego lepszego, bo wiem, że najlepszy krem pod oczy jest jeszcze przede mną ;) Aktualnie w moich zapasach mam jeszcze cztery różne kremy pod oczy + ten sprawdzony od Yves Rocher. 

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o kremie niewypale dla skóry +30. Bee Good nie pomogły nawet brytyjskie pszczoły. Producent poleca swój produkt cerom dojrzałym i starzejącym się, a ja polecam cerom młodym, poniżej 30-tki. Według mnie krem nawilża na poziomie średnim, lekko rozjaśnia i odrobinę napina skórę, ale jak na moje potrzeby to zdecydowanie za słabo. Nie chciałam go wyrzucać, więc używam go jako serum pod oczy. Nakładam na niego krem Nacomi (o którym też niebawem napisze), bo inaczej moja skóra pod oczami wygląda po prostu źle.


Na szczęście posiadam tylko miniaturkę, przy pełnej wersji byłabym bardziej zawiedziona nietrafnym wyborem. Moja tubka jest bardzo wygodna w użyciu, a pełna wersja posiada higieniczną pompkę, także zapewne jest jeszcze wygodniejsza. Wydaje mi się, że krem ten jest bardzo popularny w Anglii, bo już nie raz widziałam go w łazience u znajomych Brytyjek. 

Na duży plus zasługuje lekka, szybko wchłaniająca się konsystencja, która dobrze współpracuje z korektorem mineralnym. Skład też nie jest taki zły:

Aqua (Water), HDI/trimethylol Hexyllactone Crosspolymer, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Rosa Damascena Flower Water, Brassica Campestris (Rapeseed) Oil, Mel (Honey), Cetearyl Olivate, Glycerin, Sorbitan Olivate, Echium Plantagineum Seed Oil, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Albizia Julibrissin Bark Extract, Cera Alba (Beeswax), Sodium Stearoyl Glutamate, Xanthan Gum, Sodium Stearate, Silica, Limonene, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Alcohol Denat. (SD Alcohol 40-B), Disodium EDTA, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Parfum (Fragrance), Dehydroacetic Acid, Propolis Extract, Tin Oxide, Sodium Benzoate, Linalool, Darutoside, Mica, CI 77891 (Titanium Dioxide)

Jednakże tak jak już wspominałam krem nie nadaje się dla cery wymagającej, a już na pewno nie dla starzejącej się. Po prostu jest za lekki. Szkoda, bo wiązałam z nim duże nadzieje, zresztą jak z każdym nowym kremem pod oczy.

Znacie kosmetyki Bee Good? Polecacie coś konkretnego?

Atina.
Czytaj dalej