środa, 13 marca 2019

Zakupy z TKMaxx'a

Uwielbiam ten sklep i bardzo często sama sobie daje zakaz zaglądania do niego;d Kupuje tu przede wszystkim kosmetyki, ale zdarzają się też dodatki do domu, ubrania, buty, torebki, okulary przeciwsłoneczne, a nawet jedzenie. Dziś pokaże Wam co ostatnio udało mi się upolować.


Zacznę niekosmetycznie. Piękna, ciężka, marmurowa świeca z możliwością wymiany wkładu oraz solidny zeszyt na moje ważne i mniej ważne zapiski. Jestem bardzo zadowolona z tych dwóch rzeczy. Bardzo ładnie prezentują się na moim biurku. Perfumy Chloe Love Story nie pochodzą z TKMaxx'a. To prezent od znajomej. Sama raczej nie zainteresowałabym się tym zapachem. Powoli go poznaje i zaczyna mi się podobać. Butelka za to jest bezapelacyjne piękna i dlatego wylądowała na zdjęciach;)


Zakupiłam kolejną i myślę, że już ostatnią wodę micelarną. Musze poczekać aż zapasy zaczną się upłynniać ;d Ta konkretna woda skusiła mnie zawartością zielonej herbaty oraz szatą graficzną opakowania. Jest to nieznana mi marka the SAEM.


Skusiłam się na kolejne serum Zatik. Wcześniej miałam od nich olejowe serum Róża i Czarnuszka siewna klik i byłam z niego zadowolona. Miałam też od nich lotion do twarzy Marakuja i Kakao klik, ale na ten produkt trochę narzekałam;/ Teraz zaintrygowały mnie wodorosty i algi w składzie. 


Następna nowość to krem pod oczy nieznanej mi dotąd marki Chiara Ambra. Czytałam pozytywne komentarze na temat tego produktu i postanowiłam go sprawdzić na własnej skórze. Bardzo podoba mi się jego opakowanie oraz duża pojemność - 30ml. Jeśli będzie dobry to z miłą chęcią poużywam go dłużej ;)


Koło tej mgiełki nie mogłam przejść obojętnie! Po wielkim sukcesie wersji ze Śliwką kakadu i Zieloną herbatą klik musiałam kupić to cudo z Jarmużem od Essano. Użyłam jej dziś rano i jak na razie jestem zachwycona rozpylaczem, który daje prawdziwą, delikatną mgiełkę. 


Ostatnio postanowiłam wrócić do regularnego balsamowania ciała stąd też zakup czegoś  na zapas;) O marce Dresdner Essenz coś już tam słyszałam, a po spojrzeniu na skład wiedziałam, że ten lotion będzie mój. Do tego jest to wersja z Dziką różą i Ylang ylang, więc spodziewam się też cudnych aromatów. 


Upolowałam też na zapas mydło Heyland & Whittle Owsianka i Przyprawy. Z tego co pamiętam to ma dobry skład, więc może będę mogła używać go do mycia twarzy. Kiedyś miałam już od nich inną kostkę klik, ale tamta nadawała się tylko do mycia ciała.


Kolejne smarowidło do ciała, to olejek Human+Kind, który można stosować również na włosy i twarz. Ma bardzo naturalny skład, ale zawiera perfumy, czyli nie u każdego sprawdzi się w roli nawilżacza twarzy. Ja w sumie kupiłam go z myślą o włosach i ewentualnie do ciała, ale ma niedużą pojemność, więc pewnie ostatecznie będę używała go tylko do włosów. 


Ostatnia zdobycz to tusz do rzęs Maybelline The Falsies Push Up Drama. Kosztował około 3 funtów, więc postanowiłam go przetestować. Jeśli się nie spisze, to wrócę do sprawdzonej maskary od Essence.


To już wszystkie nowości z TKMaxx'a jakie udało mi się ostatnio upolować. Na razie robię sobie mały odwyk od zakupów, a szczególnie od tych kosmetycznych! Moje zapasy zaczynają się niebezpiecznie rozrastać, a już byłam na dobrej drodze do minimalizmu kosmetycznego. 

Dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało z moich zdobyczy oraz co ostatnio udało Wam się ciekawego kupić w TKMaxx'ie?

Atina.

piątek, 8 marca 2019

Dlaczego zmieniłam zdanie i kupiłam kubeczek menstruacyjny

Kubeczek menstruacyjny był dla mnie zawsze czymś abstrakcyjnym. Przeczytałam o nim kiedyś jakiś tekst i stwierdziłam, że to nie dla mnie. Od tamtej pory unikałam tego tematu i nie czytałam więcej recenzji. Aż pewnego dnia trafiłam na informację, że wszystkie (za wyjątkiem tych ekologicznych) podpaski i tampony są wybielane chlorem. Wtedy zapaliła mi się lampka w głowie. OMG, chlorem? Nie muszę chyba pisać, że ta substancja jest szkodliwa i drażniąca. Bardzo dużo kobiet właśnie podczas miesiączki łapie różne infekcje oraz odczuwa podrażnienie i dyskomfort. Jakby tego było mało wyczytałam, że podpaski nie są pakowane sterylnie, a normalnie lecą sobie taśmowo. Więc wychodzi na to, że mogą być pełne bakterii. Po lekturze tychże nowinek od razu kliknęłam swój pierwszy kubeczek menstruacyjny.


Wybrałam firmę OrganiCup. Działałam trochę spontanicznie, bo stwierdziłam, że muszę jak najszybciej zadbać o swoje zdrowie. Wiem, że wiele kobiet reaguje z obrzydzeniem na kubeczki. Sama też tak robiłam. W moim otoczeniu też nikt nie chce słyszeć o tej metodzie. Dlatego nie przekonuje nikogo na siłę. Sama jeszcze nie zdążyłam go użyć. Nie wiem czy mi się spodoba, ale bardzo chciałabym przestać używać podpasek. Do tego ta metoda jest ekologiczna, bo jeden kubeczek wystarcza nawet na 10 lat. A podpaski zawierają folie, która jest szkodliwa zarówno dla nas jak i dla Naszej ziemi.


Trochę informacji o moim kubeczku od producenta:
Tampony i podpaski wchłaniają, OrganiCup gromadzi. Kubeczek menstruacyjny zapobiega powstawaniu podrażnień, suchości i utrzymuje prawidłową wartość pH, natomiast tampony wchłaniają naturalną wydzielinę ze ścianek pochwy, która zapobiega infekcjom. OrganiCup wykonany jest z silikonu medycznego, który jest hipoalergiczny i antybakteryjny. Nie zawiera wybielaczy, klei, chloru i kremów. Podczas stosowania tamponów w czasie okresu istnieje ryzyko wystąpienia zespołu wstrząsu toksycznego (zwanego również TSS). Korzystanie z kubeczka zapobiega powstaniu syndromu szoku toksycznego oraz obniża ryzyko alergii. Pierwszy kubeczek menstruacyjny został opatentowany już w latach 30.


Swój kubeczek kupiłam w promocji za 15 funtów. Jego regularna cena to 20 funtów. W Polsce kosztuje około 110zł. Wydaje się sporo, ale wyliczono że w ciągu 10 lat na podpaski i tampony średnio każda kobieta wydaje 600 euro. Do tego dbamy o swoje zdrowie i o środowisko.
Jedynie do czego Was namawiam, to zgłębienie tematu szkodliwości zwykłych podpasek i tamponów, a później same zdecydujcie czy chcecie nadal ich używać. Jeśli nie, to może tak jak ja sięgnięcie po kubeczek menstruacyjny lub po ekologiczne podpaski i tampony. 

Dajcie znać co myślicie o kubeczkach menstruacyjnych i o szkodliwości podpasek i tamponów?

Atina.

niedziela, 3 marca 2019

Neauty Róż mineralny w odcieniu Faded Rose

Wreszcie skusiłam się na mój pierwszy róż od Neauty. Wybór padł na odcień, który już kiedyś widziałam na jednym z blogów. Bardzo mi się wtedy spodobał i miałam go ciągle z tyłu głowy. Co prawda inaczej go sobie wtedy wyobrażałam, ale koniec końców jestem z niego zadowolona i używam codziennie. Za 2 gramy trzeba zapłacić 22,90zł. Muszę zaznaczyć, że róż jest bardzo wydajny i takie małe opakowanie wystarczy mi na długo. 


Faded Rose to zgaszony odcień średniego różu o matowym wykończeniu. Jego intensywność pozwala na stopniowanie efektu od bardzo delikatnego, po bardziej wyrazisty. Trzeba też trochę uważać, żeby nie zrobić sobie nim krzywdy. 
Na stronie Neauty znajdziecie jeszcze 14 innych odcieni. Sama chętnie poznałabym je wszystkie, ale aktualnie mam już całkiem spory zapas różów i nie prędko kupię kolejny.


Skład:
Mica, CI 77891, [+/-] CI 77007, CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77742


Jak większość róży mineralnych jest trwały i wytrzymuje na moich policzkach cały dzień. No może pod wieczór jest już trochę bledszy niż zaraz po aplikacji. 
Jedyne do czego mogę się przyczepić to opakowanie. Nie jest zbyt ładne i niestety jest niewygodne. Mała średnica utrudnia nabieranie produktu większym pędzlem. Plus za zakręcane sitko. 
Bardzo ciężko było mi uchwycić kolor na swatchu. Poniżej widzicie najlepsze zdjęcie jakie udało mi się zrobić. Róż umykał mojemu aparatowi, a w zamian pojawiała się brzoskwinia. 


Znacie róże od Neauty? Który odcień jest Waszym ulubionym i co myślicie o Faded Rose?

Atina.

wtorek, 26 lutego 2019

Zużyłam, więc się wypowiem (Calvin Klein, Henrik Vibskov, Yves Rocher)

Dzisiaj przybywam do Was z pachnącymi pustakami. Perfumy uwielbiam i używam codziennie, nawet do sklepu po bułki. Zapachy dzielę ze względu na porę roku oraz ze względu na okazję. Zawsze mam w zapasie kilka flakonów ;) Jeśli jesteście ciekawe czym pachniałam w ostatnich miesiącach to zapraszam do dalszej części notki.


Eternity Moment Calvin Klein EDP
Z tym zapachem miałam wzloty i upadki. Raz go kochałam, a raz nienawidziłam. W momentach miłości wydawało mi się, że pachnę bardzo intensywnie, intrygująco i ciekawie. W momentach nienawiści zapach również był mocny, ale już mnie męczył i wydawał mi się mydlany. Jedynym sposobem na powrót miłości było całkowite odstawienie go na kilka tygodni. 
Eternity Moment są bardzo kwiatowe, trochę słodkie i raczej ciężkie. Ja wyczuwam tu konwalie, ale nuty zapachowe wskazują na to, że to może być piwonia. Zapach jest bardzo wyrazisty, intensywny i trwały. Kiedyś bardzo chciałam klasyczne Eternity, więc to może je sobie sprawię przy najbliższej okazji. 
Nuty zapachowe: kwiat granatu, gujawa, liczi, chińska piwonia, malinowy kaszmir, drzewo różane, piżmo. 

Type D Henrik Vibskov
Niestety, ale ten zapach miałam tylko w próbce. Warto jednak o nim wspomnieć, bo jest mało popularny, a pachnie niezwykle ciekawie. Dla mnie jest on intensywny, słodko-cierpki. Nutami głowy są bergamotka i różowy pieprze. Nutami serca są jaśmin, kwiat afrykańskiej pomarańczy, cynamon i imbir. Nutami bazy są drzewo sandałowe, fasolka tonka, wanilia i styraks. Na początku jest właśnie cierpki, a później zmienia się w waniliowo - korzenną słodycz. 

Flowerparty Yves Rocher EDT
Kwiatowo-owocowy zapach zamknięty w uroczym flakonie. Kompozycja miła dla nosa, ale niestety nietrwała i mało intensywna. Do tego niestety płaska. Ot taki cukiereczek dla małych dziewczynek;) 
Nuty głowy: pomarańcza i mandarynka. 
Nuty serca: esencja różana i liczi.
Nuty bazy: wanilia. 

Znacie któryś z tych zapachów? Czym aktualnie najchętniej pachniecie?

Atina.

czwartek, 21 lutego 2019

100% Pure Korektor rozjaśniający z owocowymi pigmentami SPF20 Creme

Korektor zawiera bogate w kofeinę ekstrakty z zielonej herbaty i zielonej kawy, które są bogate w antyoksydanty, witaminy i odżywczy olej z dzikiej róży. Pigmenty pochodzą wyłącznie z owoców i warzyw.

Pojemność: 7g
Cena: 100zł
Sklep: drogerie internetowe 


Worki pod oczami to moja mała zmora. Gdy tylko się nie wyśpię zaraz odbija się to na mojej skórze pod  oczami. W ogóle moja cera ściśle współgra z tym jak się czuję, więc bardzo często potrzebuje rozjaśnić i zamaskować co nieco w okolicach oczu. Mimo, że korektor z dzisiejszej notki ma świetny skład i nie szkodzi skórze, to nie stosuje go codziennie. To znaczy na początku używałam go codziennie, później całkowicie odstawiłam go na okres letni i teraz wracam do niego tylko gdy mam większe wyjście lub gdy mam za sobą nieprzespaną noc. Na co dzień staram się minimalizować swój makijaż i uznałam, że nie potrzebuje korektora do pracy, na zakupy czy na rower. Za to potrzebuje go na imprezę, na wyjście do kina czy do znajomych, czyli głównie na wieczory;) Stąd tak długo mam u siebie ten kosmetyk, bo opakowanie jest nieduże i przy codziennym używaniu pewnie już bym go wykończyła. 


Najtrudniejszą i najważniejszą sprawą jest aplikacja korektora. To od niej zależy czy będziecie z niego zadowolone. Ja początkowo za dużo go nakładałam. Co prawda uzyskiwałam bardzo ładne krycie, ale nie podobała mi się taka "tapeta"! Zdecydowanie wolę naturalniejszy makijaż. Teraz nabieram dużo mniej produktu i wklepuje go opuszkami palców. "Tapetę" robiłam sobie jajeczkiem. Odnalazłam też swoje najbardziej newralgiczne miejsce i korektorem traktuje tylko wewnętrzną okolice oka To już ładnie rozjaśnia spojrzenie i ukrywa worki, a nie obciąża delikatnej skóry. Czasami stosuje go również na niedoskonałości skóry i tu też sprawdza się całkiem dobrze.
Produkt ten ma bardzo gęstą konsystencje i trzeba popracować nad nauką jego aplikacji. Mi się najlepiej pracuje palcami, bo pod wpływem ich ciepła korektor robi się bardziej przyjazny.


Najpiękniejszy w tym korektorze jest skład. Sto procent naturalny! Dzięki temu oprócz maskowania zapewniamy skórze także pielęgnację. Nie ma mowy tu o jakimkolwiek wysuszeniu czy podrażnieniu. Skóra jest wręcz nawilżona! Jestem z tego względu bardzo zadowolona, bo wiem, że skóra nie traci, a tylko zyskuje. Ja na pewno nie wrócę już do drogeryjnych korektorów! 

Skład:
sok z aloesu, hydrolat różany, ekstrakt z zielonej herbaty, ziarna kawy, mąka ryżowa, ekstrakt z brzoskwini, ekstrakt z moreli, korzeń marchwi, granat, ziarna kakao, ekstrakt z jagód goji, owoc/ łodyga/ liść pomidora, kwiat/ liść/ łodyga lawendy, ekstrakt z rumianku, ekstrakt z dzikiej róży, ekstrakt z wosku Candelilla, witamina E, witamina C, ekstrakt z rozmarynu, ekstrakt z lebiodki, kwiat/ liść tymianku, ekstrakt z grejpfruta, gorzknik kanadyjski


Na koniec kilka słów o opakowaniu. Jest w miarę ładne, ale średnio solidne. Po miesiącu odkleiła się nakrętka od aplikatora. Nadal da się z niego korzystać, ale od czasu do czasu po odkręceniu nakrętki aplikator zostaje w korektorze. Gąbka jest ok, ale ja jej nie używam. Zabrakło mi tu składu na opakowaniu, a może był tylko go odkleiłam. Nie wiem, nie pamiętam. 
Warto jeszcze wspomnieć, że korektor posiada ochronę przeciwsłoneczną na poziomie SPF20. 
Jeśli zależy Wam na naturalnym składzie i dobrym kryciu, to śmiało możecie zamawiać korektor 100% Pure. 

Dajcie znać czy skład korektora jest dla Was ważny i co myślicie o tym od 100% Pure?

Atina.

sobota, 16 lutego 2019

Zakupy z Polski (Hebe, Rossmann, Natura i Lidl)

Biorąc pod uwagę, że ograniczam liczbę posiadanych kosmetyków, to można powiedzieć, że poszalałam w polskich drogeriach. Największą liczbę stanowią tu płyny do demakijażu, bo ich chyba najwięcej zużywam. Ciekawa jestem na jak długo wystarczą mi te zapasy;d


Natura Care Łagodzący płyn micelarny do skóry wrażliwej
Ten płyn już kiedyś miałam i pisałam o nim na blogu klik. Zakup ponowiłam, bo byłam z niego zadowolona. Niestety, ale już nie jestem! To znaczy nadal uważam, że ma dosyć dobry skład i jest niedrogi, ale dopiero przy drugim opakowywaniu zaczął mi jednak przeszkadzać niezbyt dokładny demakijaż oka.


Vis Plantis Płyn micelarny Aloes+Pantenol
Ta ogromna butla została mi wciśnięta przy kasie;d Nie lubię tego całego nagabywania na promocje, ale wiem, że kasjerki muszą to robić. Pierwszy raz w końcu się na coś skusiłam. Pamiętałam, że już kiedyś miałam płyn micelarny Vis Plantis z aloesem i pantenolem klik i że byłam z niego zadowolona. Teraz dopiero zauważyłam, że opakowania są zupełnie inne, więc albo odświeżono szatę graficzną opakowania i zrezygnowano z nazwy "Herbal" lub są to zupełnie dwa różne produkty. Składy sprawdzę przy okazji recenzji.


Kolejne dwa micele to zupełna nowość Rosadia Tonik/Mgiełka 3w1 oraz dobrze mi znany Biolaven Organic z olejem z pestek winogron. Ten drugi bardzo lubię klik.


Nastęne dwa produkty to już same nowości. Intensywna kuracja do twarzy DermoFuture Precision z nanopeptydami i komórkami macierzystymi. Brzmi dobrze, ale jak się będzie u mnie spisywała ta kuracja to dopiero sprawdzę jak wykończę aktualne serum. Drugi kosmetyk to migdałowy peeling enzymatyczny z papainą od Lirene Dermoprogram. Długo szukałam odpowiedniego enzymatycznego zdzieraka w polskich drogeriach. Wszystkie miały naprawdę kiepskie składy. Już miałam włożyć do koszyka sprawdzony i kiedyś bardzo lubiany przeze mnie firmy Floslek klik, ale spojrzałam na skład i się okazało, że zaraz za wodą ma w składzie parafinę! Widocznie sześć lat temu nie przeszkadzała mi ona w kosmetykach. Teraz nie kupię i nie użyję takiego produktu. Ze wszystkich peelingów enzymatycznych jakie udało mi się znaleźć na polskich półkach drogeryjnych to ten od Lirene prezentował się najlepiej pod względem składu. Na pewno napiszę jeszcze o nim na blogu.


Equilibra Aloe Efficacia Naturale Szampon nawilżający
Wiele dobrego czytałam o tym szamponie i w końcu zawitał do mojej kosmetyczki. Mam nadzieję, że się u mnie sprawdzi.


Alterra Naturkosmetik Szampon Biotyna i Kofeina
Bardzo lubię włosowe kosmetyki firmy Alterra. Są tanie i mają niezłe składy. Do tej pory używałam tylko serii Granat i Aloes klik. W końcu przyszedł czas poznać inną wersje. Szamponu już użyłam kilka razy i jak na razie jestem z niego zadowolona.


Cien Professional Oil Care Odżywka z drogocennym olejkiem makadamia
Na kosmetyki z Lidla praktycznie w ogóle nie patrzę, ale będąc na urlopie w Polsce okazało się, że wzięłam za mało odżywki do włosów. W dodatku czekała mnie kilkudniowa wyprawa w Bieszczady, więc moją uwagę przykuły maseczki w saszetkach właśnie w Lidlu. Lubię robić zakupy spożywcze w tym sklepie, więc często tam jestem. Przy okazji polecę Wam lidlowskie podpaski Siempre. Są niedrogie i bardzo dobre, tzn. oddychające. Ja zawsze do nich wracam z podkulonym ogonem. Wracając do odżywek to byłam mega zadowolona z tych saszetkowych i dlatego zdecydowałam się na zakup pełnowymiarowej wersji. Na razie kupiłam jedną, ale myślę, że sprawdzę je wszystkie ;)


L'biotica Biovax Botanic Trychologiczny peeling do skóry głowy Czystek i Czarnuszka
Jestem fanką peelingu skóry głowy. Gdy tylko widzę, że moje włosy są przyklapnięte i bez życia to sięgam właśnie po ten kosmetyk. Na razie użyłam go tylko raz i musze powiedzieć, że kiepsko mi się go używa. Ma formę żelu, który jest tępy i trudno wykonać nim masaż. Następnym razem zmieszam go z szamponem lub odżywką.


Rexona Motionsense Special Edition Pink Blush
Dezodorant jak to dezodorant. Rexona i Dove to moje ulubione drogeryjne kulki;)


Ostatnio miałam problem z krwawiącymi dziąsłami i postanowiłam powalczyć o zdrowie tych miejsc. Już dziś mogę Wam polecić koncentrat na dziąsła Tołpa Expert. Zdecydowanie warto było go kupić! Najpierw wzięłam jedno opakowanie, a później poleciałam jeszcze po dwa. Tubka jest mała, ale wydajna. Ja zrobiłam zapas, bo w Polsce będę dopiero w sierpniu. Do tego kupiłam też żel do mycia zębów, którego nie ma na zdjęciu. Ulgę poczułam już po pierwszym użyciu. Po 3-4 dniach dziąsła zdecydowanie się ukoiły, a zaczerwienienia prawie całkiem zniknęły.
Na zdjęciu jest jeszcze pasta Himalaya Herbals Sensi-Relief do zębów wrażliwych, która też przeciwdziała paradentozie. Jej jeszcze nie używałam.


Na koniec trzy produkty z kolorówki. Sypki puder Vipera Anti- Aging (różowy) na bazie tapioki, który kupiłam ze względu na to, że kiedyś namiętnie stosowałam puder tej marki. Uwielbiałam go i długo kupowałam. Próbowałam znaleźć jego recenzje na blogu, ale nie udało mi się, więc chyba jej nigdy nie napisałam. Dziwi mnie to bardzo, bo ten puder był świetny! To była inna wersja z takim ogromnym puszkiem. Szkoda, że firma zrezygnowała z tego puszku. Drugi produkt to podkład mineralny Pixie Cosmetisc, który miałam w swojej kosmetyczce jakieś osiem lat temu klik. Przypomniałam sobie o nim i postanowiłam wrócić. Potrzebuje jakiejś zmiany i padło na Pixie. Trzecią i ostatnią zdobyczą jest kredka marki Avon, którą również kiedyś uwielbiałam! (Jakoś tak się zrobiło sentymentalnie. Kto pamięta tamte czasy w blogosferze?) Kiedyś nazywała się Super Shock klik do recenzji sprzed siedmiu lat ;d Teraz te same kredki występują pod nazwą The Big Gel Paint Pencil. Kupiłam brązową, żeby sprawdzić czy to na pewno ten sam produkt, który kiedyś tak wielbiłam. Nie myliłam się i chce więcej!


Dajcie znać czy znacie coś z moich zakupów i o których kosmetykach chciałybyście poczytać na blogu?

Atina.

niedziela, 10 lutego 2019

Książki, które przeczytałam w 2018 roku

Wstyd się przyznać, ale od kilku lat mało czytam. Od 2017 roku staram się czytać przynajmniej jedną książkę miesięcznie i to naprawdę działa! W 2017 roku przeczytałam dokładnie 12 książek, a w 2018 już 13. Bardzo motywująco działa na mnie myśl, że przecież jedna książka na miesiąc to nic wielkiego. Przed tym postanowieniem czytałam od 3 do 5 książek rocznie. Dużo za to czytałam w szkole podstawowej, średniej i na studiach. Później jakoś się opuściłam i z roku na rok było tylko gorzej. Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej!


Kolejność chronologiczna, opisy bardzo krótkie, bo więcej możecie znaleźć w internecie. Ja tylko podsuwam Wam moje tytuły.

1. Zanim zasnę S.J. Watson
Bardzo wciągający thriller. Najpierw przeczytałam książkę, później oglądałam film i oczywiście książka zdecydowanie lepsza!

2. Co widziały wrony Ann-Marie Macdonald
Trochę przydługa książka psychologiczna z wątkiem kryminalnym. Mnie osobiście męczyły opisy historyczne, ale sama opowieść bardzo mnie wciągnęła i pomimo smutnego tematu mogę powiedzieć, że mi się podobała. Mądra i pouczająca. Warto przeczytać!

3. Pani Bovary Gustaw Flaubert
Ciągnie mnie do starych książek. Uważam, że są mądrzejsze i często ciekawsze. Lubię też czytać o kobietach, więc często wybieram takie tematy.

4. Mieć i nie mieć Ernest Hemigway
Bardzo wartościowa książka o ludzkiej bezsilności, biedzie i walce z losem.

5. Kobieta porzucona Honore de Balzac
Znowu pozycja z kobietą w roli głównej. Lubię i polecam.

6. 1984 George Orwell
Zawsze chciałam przeczytać tą książkę i wreszcie się udało. Daje dużo do myślenia. Wielki Brat patrzy, więc nic więcej nie napisze!

7. Kobieta trzydziestoletnia Honore de Balzac
Polubiłam te opowiastki o kobietach Balzaca. Tu znajdziecie bardzo dokładny opis tego co przeżywa kobieta nieszczęśliwie zakochana. 

8. Osobliwy dom Pani Peregrine Riggs Ransom
W tym przypadku przyciągnął mnie sam tytuł. Gdy zaczęłam czytać książkę stwierdziłam, że to nie moje klimaty, że się pomyliłam w wyborze. Czytałam jednak dalej i nawet nie wiem kiedy się wkręciłam w tę historię. 

9. 24 godziny z życia kobiety Stefan Zweig
Dziewięć niezwykle ciekawych opowiadań. Wspaniały język, psychologiczne analizy i interesujące postaci. Koniecznie musze poznać inne pozycje tego autora.

10. Pielęgnacja skóry przez cztery pory roku azjatyckie inspiracje Barbara Kwiatkowska
Jedna z ciekawszych pozycji z serii beauty jaką miałam okazję czytać. Wiele rzeczy wiedziałam, ale znalazłam też całkiem sporo nowych informacji. Najlepszą rekomendacją będzie to, że książkę postanowiłam sobie zatrzymać, żeby w razie czego móc do niej ponownie zajrzeć. A musicie wiedzieć, że zwykle pozbywam się przeczytanych książek. Zostawiam sobie tylko te najlepsze, te do których kiedyś wrócę.

11. Sześć żon Henryka VIII David Starkey
Świetna książka historyczna! Niezwykle ciekawa. Bez zbędnych opisów. Czytałam jednym tchem. 

12. Moje sekretne życie Salvadore Dali
W minione wakacje miałam okazje odwiedzić muzeum Salvadora Dali w Figueres, dlatego ta książka wydała mi się wręcz obowiązkową pozycją do przeczytania. Moje sekretne życie to zwariowana, pełna humoru książka napisana przez samego Dalego. Co chwila się śmiałam lub otwierałam buzie ze zdziwienia. Polecam jeśli choć trochę lubicie twórczość tego artysty.


13. Jacqueline Kennedy Onassis Singrid Grossing
Ta książka mnie trochę zawiodła, bo była zdecydowanie za krótka. Po jej przeczytaniu czułam niedosyt. Wręcz miałam poczucie jakby czegoś tu brakowało, jakby ktoś wyciął sporą część życia Jacqueline Kennedy. 

Czytałyście którąś z tych pozycji? Zainteresował Was któryś z tytułów? Co Wy ciekawego przeczytałyście w 2018 roku?
Atina.

sobota, 2 lutego 2019

Zużyłam, więc się wypowiem (Yes To Carrots, Macadamia Natural Oil, Recepty Babuszki Agafii)

Dziś przybywam do Was z trzema produktami do włosów, które udało mi się zużyć w ostatnim czasie. Z jednym z nich bardzo się polubiłam i chętnie jeszcze kiedyś do niego wrócę. Jeśli jesteście ciekawe, który to kosmetyk, to zapraszam Was do dalszej części tej notki;)


Yes To Carrots Nawilżający szampon do włosów normalnych i suchych
Jest to moje pierwsze spotkanie z tą marką i od razu niewypał. Szampon po prostu nie domywał mi włosów, ale ja mam włosy skłonne do przetłuszczania, a kupiłam produkt do włosów normalnych i suchych, więc miał prawo się u mnie nie sprawdzić. Na pocieszenie dodam, że ma ciekawy skład, więc posiadaczki włosów suchych mogłyby być z niego zadowolone. Właśnie ze względu na ten skład szkoda mi było go wyrzucać, więc zużyłam go do robienia domowego peelingu skóry głowy. Do miseczki wlewałam dużą porcję szamponu, wsypywałam dwie łyżki cukru, odrobine glinki białej i kilka kropli witaminy E oraz olejku z drzewa herbacianego.
500ml/5funtów/TKMaxx/12miesięcy/USA

Skład:
Water, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Punica Granatum Extract, Maris Limus Extract, Maris Aqua, Tocopheryl Acetate, Glycol Stearate, Glycerin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Citric Acid, Sodium Chloride, Phenoxyethanol, Fragrance, Geraniol


Macadamia Natural Oil Szampon zwiększający objętość 
To właśnie ten ulubieniec! Przyznam się Wam, że byłam nastawiona do niego bardzo sceptycznie. Wydawało mi się, że będzie słaby. Kupiłam go tylko ze względu na chęć sprawdzenia go na sobie oraz na dobrą promocję jaką udało mi się trafić w TKMaxx'ie. Za opakowanie 300ml zapłaciłam około 20zł. Macadamia Natural Oil zaskoczył mnie tym, że dobrze mył, oczyszczał włosy nawet z olejów, a przy tym nie powodował ich puszenia. Rzeczywiście dodawał włosom objętości. Był moim szamponem każdego mycia, dopóki się nie skończył. Moja współlokatorka przyznała się, że mi go podbierała, bo był świetny również dla jej włosów. Chętnie jeszcze kiedyś do niego wrócę oraz wypróbuje inne kosmetyki tej firmy. 
300ml/40zł/TKMaxx/12miesięcy/USA

Skład:
Water, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Cocamide MIPA, Decyl Glucoside, Glycol Distearate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Ethyltrimonium Chloride Methacrylate/Hydrolyzed Wheat Protein Copolymer, Triticum Vulgare Germ Oil, Silicone Quaternium-16, Polyquaternium-7, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Tocopheryl Aceate, Panthenol, Camelia Oleifera Extract, Propoxytetramethyl Piperdinyl Dimethicone, PEG-150 Pentaerythrityl Tetrastearate, Polysorbate 20, Cetyl Betaine, Sodium Lauroyl Lactylate, Cetrimonium Chloride, Trideceth-6, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Dodecyldimethylbetaine, Cocamidopropyl Dimethylamine, Dimethylamidopropylamine, Isopropanolamine, Undeceth-1l, Undeceth-5, Cl1-Cl5 Pareth-7, Disodium EDTA, Hydrolyzed Vegetable Protein PG-Propyl Silanetriol, Acetic Acid, Sodium Chloride, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Aci, Benzoic Acid, Iodopropynyl Butylcarbamate, Sodium Acetate, Butyloctonol, Fragrance, Linalool, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Yellow5, Red4, Blue1.


Recepty Babuszki Agafii Balsam do włosów suchych i normalnych Moroszka 
Najgorszy produkt z całej trójki. Nigdy już chyba nie sięgnę po te balsamy. Wprawdzie jest to mój pierwszy produkt z tej serii, ale bardzo się zraziłam do tej marki. Balsam nie robił nic! Nie ułatwiał rozczesywania, nie wygładzał ani nie odżywiał. Był bardzo rzadki i mało wydajny. Podobał mi się jedynie zapach.
280ml/5zł/Natura/12miesięcy/Estonia

Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Ceteareth-20, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Glycerin, Vaccinium Vitis-Idaea Seed Oil, Rubus Chamaemorus Seed Oil, Sodium Ascorbyl Phosphate, Rubus Arcticus Fruit Extract, Panthenol, Methylchloroisothiazolinone , Methylisothiazolinone, Citric Acid, Parfum, Cl 10035, Cl 19140.

Dajcie znać jak u Was spisują się te kosmetyki?

Atina.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

The Ordinary Marine Hyaluronics Lekkie serum nawilżające


Lekkie serum nawilżające będące alternatywą dla serum z kwasem hialuronowym Hyaluronics Acid + B5. Źródłem składników produktu są glony i wodorosty, które przyciągają i zatrzymują wilgoć w skórze. W składzie znajdziemy hawajskie algi czerwone oraz niebiesko- zielone, kilka aminokwasów a także egzopolisacharydy- przyjazne bakterie wytwarzane przez algi w celu przetrwania, wykazujące działanie nawilżające i przeciwzmarszczkowe. Produkt odżywia skórę pozostawiając ją gładką, zdrową i promienną. Serum posiada wyjątkowo lekką konsystencję. Łatwo się wchłania, szybko przenikając w głąb skóry. Nie pozostawia uczucia lepkości. Przeznaczone jest do pielęgnacji każdego typu skóry. Szczególnie polecany do cery odwodnionej.

Pojemność: 30ml
Cena: 30zł
Sklep: internet
Ważność: 12 miesięcy od otwarcia



Serum ma bardzo rzadką konsystencje, wręcz lejącą jak woda. Trochę to przeszkadzało mi podczas aplikacji, bo płyn przeciekał mi przez palce. Za to bardzo dobrze się wchłaniało i dobrze współpracowało z każdym innym serum czy kremem. Stosowałam je dwa razy dziennie (rano i wieczorem). Zawsze na lekko zwilżoną skórę. Serum się nie klei, nie pozostawia praktycznie żadnej warstwy na skórze, więc na pewno będzie to idealne rozwiązanie dla cer mieszanych i tłustych. Nawilżenie było dobre, ale czasem miałam wrażenie, że niewystarczające dla mojej cery 35+. Owszem skóra tylko zyskiwała podczas stosowania Marine Hyaluronics, ale musiałam się wspomagać dodatkowym produktem. Dla cer suchych będzie on zdecydowanie za lekki. Na plus zasługuje jego delikatna formuła, która w żadnym wypadku nie podrażnia oraz nie zapycha. Raczej nie ponowie tego zakupu. Na pewno lepiej się u mnie spisywało to serum niż The Ordinary z kwasem hialuronowym 2% i witaminą B5 klik. Tamten produkt nie współpracował dobrze z moimi kremami przeciwsłonecznymi. 
Marine Hyaluronics mogę polecić młodym cerom ze skłonnościami do nadmiernego wydzielania sebum. 

Skład:
Aqua (Water), Glycerin, Algae Extract, Pseudoalteromonas Exopolysaccharides, Pseudoalteromonas Ferment Extract, Ahnfeltia Concinna Extract, Arginine, Glycine, Alanine, Serine, Valine, Isoleucine, Proline, Threonine, Histidine, Phenylalanine, Aspartic Acid, PCA, Sodium PCA, Sodium Lactate, Salicylic Acid, Citric Acid, Propanediol, Dimethyl Isosorbide, Ethoxydiglycol, Polysorbate 20, Potassium Sorbate, Sodium Salicylate, Sodium Benzoate, Hexylene Glycol, 1,2-Hexanediol, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol.

Znacie lekkie serum nawilżające od The Ordinary? Jak się ono u Was spisuje?
Atina.

środa, 23 stycznia 2019

Zakupy w sklepie Naturalne Piękno

Od jakiegoś czasu miałam ochotę na kilka półproduktów do tworzenia własnych mgiełek do włosów i twarzy. Przeglądając różne sklepy internetowe trafiłam na Naturalne Piękno. Sama już nie wiem co przykuło moją uwagę, ale ostatecznie zdecydowałam się na zakupy właśnie na tej stronie. Większość produktów, które wybrałam są marki Calaya, która należy do właścicielki sklepu. 


Zaopatrzyłam się w hydrolat lawendowy na który zdecydowałam się ze względu na relaksujący zapach lawendy. Kupiłam sok aloesowy, bo forma żelu nie do końca mi odpowiada. Sok jest zdecydowanie łatwiejszy w użyciu. W końcu zaopatrzyłam się w olejek z oregano. Dużo dobrego o nim czytałam i mam nadzieję, że sprawdzi się w mojej domowej apteczce. Z myślą o włosach wzięłam keratynę hydrolizowaną. Jeśli się dobrze spisze, to będę musiała kupić większe opakowanie. Na próbę dobrałam olej śliwkowy i ekstrakt z Ginkgo Biloba. Ten ostatni nie do końca mi przypasował, bo ma w składzie glicerynę. W koszyku wylądował jeszcze puder perłowy oraz próbki trzech olejów, które dobrałam do swojego zamówienia za 1 grosz za sztukę. Będę testowała olej makadamia, sezamowy oraz z czarnuszki.
Poza tym kupiłam jeszcze maseczkę z glinki fioletowej Les Argiles Du Soleil. Niestety, ale mam po niej zaczerwienioną skórę, jakby poparzoną. Pierwszy raz spotykam się z taką reakcją mojej skóry na glinkę. Prawdopodobnie wyląduje ona w koszu na śmieci. Ostatnią rzeczą ze zdjęcia jest wybielająca czarna pasta do zębów Natura Siberica Noc Polarna. Miałam już inne czarne pasty, więc pora poznać kolejną.
Na zdjęciu brakuje kremu do twarzy z masłem shea i olejem arganowym marki Argan My Love. Kupiłam go dla przyszłej teściowej, ale warto o nim wspomnieć, bo był niedrogi, a miał niezły skład. Nie ma tu też bambusowej szczoteczki do zębów, bo od razu ją wzięłam w obroty. Niestety okazało się, że jest dla mnie za twarda, więc po kilku użyciach poleciała do kosza.
To już wszystkie nowości ze strony Naturalne Piękno. Na chwilę obecną jestem zadowolona z zakupów, ale jeszcze nie wiem czy ponowię tam zamówienie. Potestuje sobie trochę i dopiero dam Wam znać czy warto tam wrócić;)

Zainteresowało Was coś szczególnie? Znacie sklep Naturalne Piękno?
Atina.

piątek, 18 stycznia 2019

Naturalny dezodorant DIY pachnący paczulą

Jako, że moje poszukiwania naturalnego dezodorantu zakończyły się fiaskiem klik, to postanowiłam zrobić swoje własne deo. Poszło mi gładko i początkowo byłam z niego bardzo zadowolona. Myślałam, że wreszcie to jest to! Niestety po miesiącu okazało się, że dezodorant nie radzi sobie w ekstremalnych warunkach typu stres i gorące pomieszczenie. Ale, ale w normalnych warunkach, nawet podczas wysiłku, ale w normalnej temperaturze było naprawdę dobrze. Początkowo co chwila sprawdzałam czy wszystko jest ok. W końcu zapomniałam o kontroli i któregoś dnia byłam zaskoczona, tym, że jednak dezodorant nie podołał. Szkoda, bo taki produkt jest zdrowy i dba o delikatną skórę pach. Za jakiś czas zrobię go ponownie, ale ulepszę formułę;) Na pewno dam Wam znać co z tego wynikło.


Tymczasem podaje przepis na mój dezodorant, abyście mogły zobaczyć jaka receptura nie do końca się sprawdziła.

Składniki:
- 3 łyżeczki oleju kokosowego
- 1 łyżeczka masła shea
- pół łyżeczki wosku pszczelego
- 3 łyżeczki sody oczyszczonej
- 2 łyżeczki glinki białej
- 3 krople witaminy E
- 15 kropli olejku eterycznego paczula

Olej, masło i wosk rozpuściłam w kąpieli wodnej. Po chwili dodałam do nich resztę składników, wszystko wymieszałam i przelałam do pudełka plastikowego. Lepsze będzie szklane i następnym razem na pewno takowe użyje. Planuje też dodać olejek z drzewa herbacianego i być może pokombinować coś z proporcjami.
Dezodorant jest twardy i nakładam go palcami. Nie przeszkadza mi to zbytnio, ale wygodniej byłoby mieć go w sztyfcie. 
Przy okazji chciałam wspomnieć o olejku z paczuli, który ma cudowny zapach! Bardzo perfumeryjny. Pobudza i dodaje energii. Moim zdaniem jest bardzo kobiecy. Podobno reguluje pracę gruczołów łojowych i potowych, więc to był dobry wybór z mojej strony. 

Robiłyście kiedyś dezodorant? Jaki był Wasz przepis i czy kosmetyk działał tak jak powinien? 

Atina.

czwartek, 10 stycznia 2019

Moje opowiastki o olejach... z pestek malin

Olej ten kupiłam po tym jak wyczytałam w internetach, że posiada on naturalny filtr przeciwsłoneczny. Zamówiłam go na angielskim eBay'u i wydaje mi się, że był dobrej jakości. Miałam go używać do ochrony skóry ciała, ale po pierwszym i ostatnim teście przeszła mi ochota na taką naturalną ochronę. Nie mogę powiedzieć, żeby nic nie pomógł, ale skóra na dekolcie była jednak lekko zaczerwieniona. Do tego przeszkadzało mi uczucie tłustej skóry. Co chwile poprawiałam ramiączka plecaka, bo mi się ślizgały. Ostatecznie olej zużyłam do masażu twarzy i do olejowania włosów. 


Olej z pestek malin zawiera:
- wysoką ilość Niezbędnych Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych (NNKT): Omega 6 i Omega3
- witaminę E
- przeciwutleniacze: karotenoidy, flawonoidy.

Olej ten polecany jest do każdego typu cery. Sprawdzi się zarówno na skórze suchej jak i tłustej. Świetnie sobie radzi z podrażnieniami i lekko rozjaśnia. Nie zapycha i jest średnio tłusty. Nadaje się do masażu, bo daje dobry poślizg. Nakładając na niego krem do twarzy przyspiesza się jego wchłanianie.  Nie zapycha i ładnie nawilża. 
Kilka razy użyłam go na włosy i efekt był całkiem w porządku. Przede wszystkim łatwo się go zmywało oraz niwelował sianowatość. Mam włosy blond, średnioporowate. Czytałam, że dobrze się sprawdza dodany w niewielkiej ilości do serum na końcówki włosów. Niestety nie zdążyłam tego sprawdzić, ale może Wam uda się to przetestować;)
Olej z pestek malin ma ciemnozielony kolor i pachnie zieleniną, jak krzak malinowy. Mi ten zapach nawet pasuje. Sama się sobie dziwię, że go lubię! I właśnie tego zapachu będzie mi chyba najbardziej brakowało. 
Za opakowanie o pojemności 100ml zapłaciłam niecałe 50zł. 

Znacie olej z pestek malin? Jaka jest Wasza opinia na jego temat?

Atina.
Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.